MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Zapracowany Łukasz Włoch – rozmowa z jeleniogórskim pilotem rajdowym!

Wiadomości: Jelenia Góra
Czwartek, 10 lipca 2014, 12:46
Aktualizacja: Sobota, 12 lipca 2014, 16:13
Autor: MDvR
Fot. użyczone
Ostatnimi czasy nie widać go na odcinkach specjalnych rajdów zaliczanych do Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski, ale to nie oznacza, że zapomniał o sportach motorowych. Wręcz przeciwnie, jak twierdzi jest teraz zapracowany bardziej niż kiedykolwiek startując za granicą, do tego próbując swoich sił w rajdach samochodów terenowych. O przygotowaniach, swoich startach i planach na najbliższą przyszłość z Łukaszem Włochem rozmawia Mateusz Dzień vel Rakoczy.

Łukasz dawno nie słyszeliśmy o Twoich startach. Nie widzieliśmy Cię na Twoim domowym Rajdzie Karkonoskim. Czy to znaczy że mocno zwalniasz?

- Wręcz przeciwnie jestem zapędzony jak diabli. W tym roku nie startuję w Polsce. Miałem kilka propozycji, ale jeżdżenie w kraju, dziesięć lub więcej lat, po tych samych odcinkach jest nudne i niebezpieczne. Każdy zawodnik zna odcinek i jedzie w maksymalnym limicie na pamięć. Jestem ciekawy świata i nudzi mnie praca na tzw. taśmie. Oczywiście nawet ten sam rajd z roku na rok się zmienia chociażby ze względu na pogodę, czy zmianę kierunku jazdy po odcinkach. Rajd Karkonoski to chyba jedyny rajd w Mistrzostwach Polski, w którym organizator poszukuje nowych odcinków, dlatego trochę żałuje, że tu nie wystartowałem. Wisła jest też bardzo ciekawym rajdem i bardzo trudnym.

Obserwujesz kolegów w rajdach w których nie startujesz, czy masz może jakieś inne zadania podczas rajdu? ... bo nie widać Cię na odcinkach

- To prawda że mnie ostatnio nie widać, mam dużo zajęć, nie lubię oglądać rajdów w Polsce, wolę w nich jeździć. Co innego WRC, w tym roku zaliczę kilka rund jako kibic, łącze to zwykle z wakacjami zwiedzam okolice w których odbywają się zawody, poznaję ludzi. To jest naprawdę super przygoda. Nie mam wiele wolnego czasu na odpoczynek, cały czas startuję i chyba więcej niż poprzednio. Z Danielem Żarną w Mitsubishi Lancer startujemy na Litwie. W drugiej rundzie, która była rozgrywana na Łotwie blisko Rygi zajęliśmy pierwsze miejsce w litewskiej grupie N. Z różnych powodów nie wystartowaliśmy w pierwszym rajdzie, chociaż byliśmy dobrze przygotowani. Teraz będziemy musieli się mocno spinać żeby zająć dobre miejsce na koniec sezonu. Odwołano też Rajd w Wilnie co trochę skomplikowało naszą sytuacje, ale ok, trzeba będzie mierzyć się z tym co jest.

Powiedziałeś że byliście dobrze przygotowani, jak wyglądają takie przygotowania?

- W zimie jeździliśmy na zamarzniętych jeziorach jeżeli tylko grubość lodu na to pozwalała. Mieliśmy też kilka sesji w lasach Warmii i Mazur. Testy te zabezpiecza i organizuje Grupa Rally Nuta kierowana przez Roberta Komorowskiego. To oni w profesjonalny sposób z pełnym zabezpieczeniem, łącznością, strażą pożarną je przygotowują. Takie testy trwają od rana do nocy, jeździmy z różnymi ustawieniami zawieszenia, staramy się jak najbardziej odtworzyć rajdowe warunki i poznać zachowanie samochodu w różnych ustawieniach. Żeby to było miarodajne musimy przejechać 10 razy i odrzucamy skrajne wyniki. Tak właśnie poznajemy właściwy kierunek. Często korzystamy z pomocy inżyniera, który bardziej niż my rozumie tajniki samochodu. Staramy się współpracować w miarę możliwości z profesjonalistami w swoich dziedzinach. Są psychologowie sportu z Mental Win, czy trenerzy z No Limit Ursus. Ja jeszcze lubię sporty walki, to mi zostało z jeleniogórskich zapasów w których nie odnosiłem jakiś tam sukcesów, trenowałem bo ten sport pomagał mi w rajdach. Do dziś się tam czasem "piorę", oczywiście też pod okiem "profi" trenera Antka Chmielewskiego. Szkoda że w Jeleniej Górze tak mało wagi przykłada się do sportu, który nie tylko wyrabia mięśnie, ale charakter, systematyczność i wiele cech które są nieocenione. Wielokrotnie widziałem jak jeleniogórscy trenerzy wyciągają dzieciaki z problemów i prostują im kręgosłupy przede wszystkim te moralne.

Pomagasz młody zawodnikom ...?

- Tak mam kilku takich zawodników, którzy stawiają pierwsze kroki i jeżeli widzę w nich tą iskrę, to pokazuję im otwarte drzwi, żeby nie musieli ich wywarzać. Szkolę ich w robieniu opisu, pomagam w różnych sportowych kwestiach, sugeruje rozwiązania, ale chcę żeby szli własną drogą. Wolę jak mi później powie, że miałem rację, przemyśli i wyciągnie wnioski, niż ma dostać wszystko na tacy, to jak odrabianie lekcji za kogoś, nie o to chodzi. Mi kiedyś bardzo pomagał Maciek Maciejewski, który jest świetnym pilotem i ma nosa do jazdy. Zresztą zawsze mogę liczyć na jego wskazówki. Nawet jeżeli mam inne zdanie pytam o opinię Maćka, a później podejmuję sam decyzję. Zawsze warto poznać inne spojrzenie na dane zagadnienie.

Startujesz w rajdach cross country, na czym polega różnica pomiędzy rajdami płaskimi?

- Na początek to chciałbym kibicom przypomnieć czym się różni wyścig od rajdu. W wyścigach jeździ się po torze, zwykle na okrążenia. W wyścigach górskich jest to jedna trasa którą się powtarza. W wyścigach jedzie sam kierowca, a rajdy to jazda dwóch zawodników, kierowcy i pilota. Rajdowcy nie lubą jak się ich pyta kiedy jedziesz na wyścig i odwrotnie (śmiech). Rajdy cross country lub baja czyli po włosku wydma - to jazda po bezdrożach, wydmach, pustyniach, poligonach, w korytach wyschniętych rzek. Największym rajdem tego typu jest oczywiście Dakar. Rajdy płaskie rozgrywane są na drogach asfaltowych i szutrowych, mniej więcej takich po których da się przejechać normalnym samochodem. Moim zdaniem rajdy Baja to przyszłość i postanowiłem spróbować też tej dyscypliny. Z Emilem Grabowskim startuje w cyklu RMFmaxx to takie rajdowo terenowe przedszkole. Też jest ostra walka, ostatnio w Mielcu startowaliśmy w najsłabszej klasie do 150km. Udało nam się pokonać kierowców którzy chwalili się że mają po 500 koni. Powiedziałem im wtedy - spokojnie, pomału, mały konik się w błocie nie zagrzebie. Co prawda liczyłem na podium w klasie, a udało się ją wygrać i w generalce zakończyliśmy na trzecim miejscu.

Oprócz Rmfmaxx jeździsz w Mistrzostwach Polski samochodów terenowych?

- Wraz z Karolem Mazurem startujemy w Mistrzostwach Polski samochodów terenowych. Różnice polegają też na długości odcinków, w normalnych rajdach sprinterskich odcinek to około 10-20 km, a w terenówkach jedzie się czasem po 120 km, a najdłuższe odcinki maja około 350km. Na rajdzie Baja Carpathia odcinek miał 110km, po 70km miałem już dość i chciałem wysiąść (śmiech), szczególnie jak jechaliśmy po korzeniach. To jest tak, jakby zjeżdżać na sankach po schodach. Jeżeli schody są takie jak na Kopernika czy Kilińskiego to jeszcze jeszcze, ale te kilkadziesiąt kilometrów to nic fajnego. Są to rajdy w których trzeba mierzyć i rozkładać siły, by nie niszczyć samochodu i się nie zagotować finansowo. Jak się uda to może w następnym sezonie wraz z naszymi partnerami z Meritum Bank i Money Center wystartujemy w Pucharze Europy, ale musimy być grzeczni i szanować samochód.

Ale te samochody maja pancerne zawieszenia i całkiem inną budowę, do tego terenowe opony. Mimo wszystko jest w nich tak mało komfortowo?

- No to jest profesjonalny sport więc nikt nie powiedział że będzie lekko. Z samochodem to ma mało wspólnego, to jest urządzenie do ekstremalnej walki. Zawodnik jest ubrany w niepalną długą bieliznę, kalesony, golf i kombinezon z trzech warstw niepalnego nomexu, kask, kołnierz hans - ja nazywam to chomontem. Jeżeli temperatura na zewnątrz jest ok. 30 stopni, to w samochodzie razy dwa. Jedziesz w takiej szybkiej saunie. Ja sobie czytam na głos no i tak sobie jedziemy, podziwiamy krajobrazy, zwierzątka, pozdrawiamy kibiców. Niby fajnie, ale to oczywiście nie jest takie proste. Trzeba utrzymać koncentrację i działać na dużym napięciu, w dużej adrenalinie. Trzeba podejmować szybko decyzje od których zależy być lub nie być.

Nawiązując do podejmowania tych trudnych decyzji i niepalnego kombinezonu, podczas jednego z rajdów miałeś okazję sprawdzić czy faktycznie jest niepalny. Na normalnej drodze po wypadku wyciągnąłeś człowieka z palącego się samochodu...

- Tak to prawda. Jechaliśmy z Karolem po pierwszym etapie rajdu do hotelu. Przed nami samochód uderzył w przepust i stanął w płomieniach. Trzeba było pomóc uwolnić zakleszczone nogi, miałem na sobie kombinezon więc się nie zastanawiałem. Znając siebie jestem takim świrem że pewnie i bez niego poszedłbym pomagać. Najważniejsze że udało się uratować człowieka. Pamiętajmy że samochody wybuchają tylko w filmach. Każdy powinien pomagać, bo nigdy nie wiemy, kiedy nam pomoc będzie potrzebna. Najważniejsze żeby podzielić się zadaniami i pamiętać, że zanim użyjemy gaśnicy uderzmy nią o asfalt żeby proszek który zbija się w bryłę, rozkruszył się. Najważniejsze żeby nie przechodzić obojętnie obok takich zdarzeń, tego nauczyłem się w jeleniogórskiej szkole i zawsze stosuje się do tej zasady.

Mocno angażujesz się w kampanie dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego?

- Oczywiście, jest to ważne żeby dzielić się swoją wiedzą, po to aby wypadków tych najcięższych w skutkach było jaka najmniej. Zbyt dużo osób, które były mi bliskie oddało swoje życie na drodze, np. w starciu z drzewem. Dlatego walczę, aby w świadomości urzędników pobudzić resztki wyobraźni i pokazać jak niebezpieczne są drzewa przy drogach.

Kiedy zobaczymy Cię na polskich odcinkach i jakie są kolejne Twoje starty?

- Mam nadzieję że pojadę jeden rajd w Polsce oprócz tradycyjnej Barbórki. Jeżeli dojdzie to do skutku, to będzie to fajny powrót kierowcy z którym kiedyś jeździłem. Nie mogę zdradzić szczegółów, ale powiem że jest ostry zawodnik i kibice na pewno będą się cieszyć z jego powrotu. Pod koniec lipca Ralli Żemaitija - trzecia runda Mistrzostw Litwy Mam nadzieję że obejmiemy pozycję lidera w grupie N, później od razu lecę do Czech i w okolicach Mlada Bolesław rozegrany zostanie rajd Baja Bohemia. Jest to około 100km od Jeleniej Góry więc podejrzewam że Geriatryk Hirschberg im Riesengebirge Rally Group odwiedzi mnie na tych zawodach. Jest to grupa wspaniałych ludzi, jeleniogórskich kibiców, którzy zawsze wspierają fanatycznym i śmiesznym dopingiem, bardzo im za to dziękuję.

Ogłoszenia

Czytaj również

Stoi kolej na Kopę

Będzie kręcone!

Mikołajkowe zmagania siatkarskie

Komentarze (7) Dodaj komentarz

~A.W. 10-07-2014 13:10
Pozdrawiam Cię Łukasz i życzę wielu sukcesów.
~ 10-07-2014 15:57
Nie widzialem ze to taki problem z drzewami, sam nie wiem czy powinny byc, hmmm, wlasciwie jakby opona pekla przy 100 km/h wpadasz w dzrzewo i po tobie a jakby bylo pole to nic sie nie stanie... hmmm wsumie racja
~Tom 10-07-2014 20:55
To chyba Kuzaj wraca. Wczoraj na FB Włocha pojawiła się informacja że jest w Krakowie dziś zniknęła.
~'Kondzio 10-07-2014 23:00
i bardzo dobrze.... Tak 3mac.... Ciac metal, krzesac iskry i palic gumy... Pozdro
~slick 11-07-2014 23:24
Łukasz powodzenia... Acha! W imieniu całej naszej Geriatrii ;-)
~ert 14-07-2014 13:59
Z drzewami Łukasz ma jak najbardziej rację. Zaraz zapewne napisze ktoś "mądry" że drzewa nie wbiegają na drogę, ale wystarczy że wbiegnie dziecko lub zwierzyna na drogę, odbijasz kierownica i na kontrę już jest za późno, ponieważ siedzisz na drzewie... Powodzenia!
~ 13-11-2014 23:35
Pozdrowienia z Janowa Lubelskiego dla Łukasza i jego kolegi Karola którzy w dniu 02.05.2014 roku uratowali życie człowiekowi, który płonął w samochodzie, dziękujemy za pomoc, odwagę i życzymy dużo zdrowia szczęścia w życiu zawodowym. Dobro wraca podwójnie. :D

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Tu też świętowali

Radni KO przeciw kupcom?

Bieg Niepodległości

Wypadek przy baniakach  

Jubileusze małżeńskie

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
858
Tak
64%
Nie
29%
Nie wiem
7%