MenuZamknijRaport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Poniedziałek, 13 lipca
im. Małgorzaty, Henryka

Z siekierą na zięcia

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Poniedziałek, 12 października 2009, 8:33
Aktualizacja: 8:55
Autor: Angela
Fot. ....
Józefa K. zbyt długo robiła zakupy, za co jej mąż Jan K. chciał ją zabić. Początkowo odgrażał się, że poderżnie jej gardło i podpali mieszkanie. Od zamiaru odwiodła go córka. Kiedy mężczyzna upił się, złość wróciła. Jan K. do wyrównania rachunków z żoną sięgnął po siekierę, ale kobieta zdążyła uciec. Jan K. siekierą uderzył więc w głowę swojego zięcia.

Obecnie w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze toczy się postępowanie w tej sprawie. Jak się okazało, uderzenia zięcia siekierą w głowę, jakiego dopuścił się 63 – letni Jan K. 13 marca tego roku w Iwinach (powiat bolesławiecki) było tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jan K. przez 15 lat na co dzień znęcał się bowiem psychicznie i fizycznie na żoną Józefą i trójką dzieci, m.in. córką Magdaleną B.

Kiedy był pijany, co zdarzało mu się niemal codziennie, wszczynał awantury, w trakcie których wyzywał kobiety wulgarnymi i obelżywymi słowami. Groził też pozbawieniem ich życia, zrywał je ze snu, szarpał za odzież, popychał, bił i kopał po całym ciele. Sam spał z nożem pod poduszką, ostrymi narzędziami wielokrotnie wymachiwał członkom rodziny przed nosem i groził ich użyciem. Niszczył też wyposażenie domu oraz groził podpaleniem mieszkania.

Koszmar tej rodziny zaczął się osiem lat po zawarciu przez Józefę i Jana związku małżeńskiego, na który zdecydowali się w 1970 roku. Wtedy też urodziła się ich pierwsza, z trójki dzieci, córeczka. Kolejne dziecko, syn Marek, na świat przyszedł cztery lata później. Szczęśliwym dzieciństwem dwójka małych dzieci cieszyła jednak tylko przez kolejne cztery lata od urodzin Marka.

W 1978 roku Jan K. podjął bowiem pracę na stanowisku kierownika Kółka Rolniczego w Iwinach, gdzie zaczął pić. Mimo że żona przez lata prosiła męża o zerwanie z nałogiem dla dobra dzieci i ich małżeństwa, Jan K. nie chciał jej słuchać. Awantury na krótko przerwała choroba Jana K., który trafił do szpitala i walczył z rakiem krtani. Kiedy jego leczenie dobiegło końca, mężczyzna wrócił do kieliszka, a przemoc wobec rodziny tylko się nasiliła.

Dlaczego Józefa K. od niego nie odeszła? Nie wiadomo. Może wierzyła, że jej mąż kiedyś się zmieni, lub też czuła się od niego uzależniona finansowo. Sprawa znęcania się nad rodziną ujrzała światło dzienne dopiero wówczas, kiedy niemal nie doszło do tragedii.

Feralnego 13 marca br. mąż córki Jana K., Artur B. wziął się za remont pokoju swojej teściowej, która około godziny 10.30 wyszła do sklepu na zakupy. Kiedy kobieta dłuższy czas nie wracała do domu, Jan K. wpadł w szał. Uspokajała go córka, Magdalena, która zaproponował, żeby ojciec coś ugotował. Pół godziny później Józefa K. wróciła z torbami pełnymi jedzenia do domu. Do mieszkania nie weszła jednak sama, o wsparcie poprosiła córkę. Bała się bowiem, że mąż kolejny raz ją pobije.

Kiedy kobiety weszły do pokoju Jan K. zaczął się im odgrażać poderżnięciem gardła i podpaleniem mieszkania, po chwili się jednak uspokoił. Nie na długo. Około godziny 13.30 listonosz przyniósł mu rentę, której część przeznaczył na alkohol. Wziął pieniądze i poszedł do sklepu. W tym czasie Artur pojechał do sklepu po klej do kasetonów. Kiedy Jan K. wrócił pijany do mieszkania od progu rozpoczął awanturę, gonił swoją żonę i odgrażał się, że ją zabije.

Kobiecie na szczęście udało się uciec na piętro do córki. Wtedy Jan K. poszedł do szopy, wziął z niej siekierę i wrócił do mieszkania. Wszystko to widziały przez okno przerażone kobiety, które postanowiły, że do przyjazdu Artura nie będą wychodzić z pokoju. W tym czasie wrócił Artur.

Wysiadł z samochodu i w jednej ręce trzymając zakupiony klej, a w drugiej kluczyki od samochodu i portfel otworzył drzwi przedsionka mieszkania, w którym stał Jan K. z siekierą. Chwilę później, Artur B. leżał już na podłodze z zakrwawioną głową.

Został uderzony przez teścia obuchem siekiery w prawą stronę głowy w okolicę skroniową nad uchem. Kilka sekund później Jan K. zamachnął się na leżącego na ziemi Artura ponownie. Przed kolejnym ciosem poszkodowanemu udało się uciec na czworakach przed dom. Jan K. wycofał się wtedy i poszedł się położyć na łóżko, a siekierę ustawił tuż obok niego. W wyniku uderzenia Artur B. doznał rany tłuczonej.

Cudem obrażenia okazały się nie zagrażające życiu. Prokuratorzy stwierdzili jednak, że samo narzędzie jakiego użył Jan K. oraz miejsce ciała, w które Artur B. został uderzony mogły stworzyć realne zagrożenie dla zdrowia i życia pokrzywdzonego. Oskarżono go o działanie w zamiarze bezpośredniego pozbawienia życia Artura B., za co grozi mu kara nawet do 25 lat pozbawienia wolności. W chwili zatrzymania sprawca miał we krwi 3,4 promila.

Kolejna rozprawa, najprawdopodobniej końcowa w tej sprawie zaplanowana jest na 19 listopada.

Ogłoszenia

Czytaj również

Pożar opuszczonego samochodu

Spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą

Uwaga na oszustów – podają się za funkcjonariusza CBŚP

Komentarze (15) Dodaj komentarz

~kmam 12-10-2009 9:09
No cóż pójdzie na garnuszek państwa a tym samym mój, ale życzę mu odsiadki do śmierci. Niech ta rodzina w końcu odetchnie od psychola.
~Pioterek 12-10-2009 10:26
Kurde co za czasy przes 15 lat byłaa dręczona na jakim my swiecie zyjemy pomsta do boga karac tych co są winni tego ze tak jest
Cień 12-10-2009 11:49
Współczuję rodzinie, z takim psycholem się męczyć to szok.
daria30119 12-10-2009 11:51
Nie rozumiem jak w takim koszmarze można trwać tyle lat..... Jednak nadzieja jest,że może nareszcie ta rodzina odetchnie na kilka-kilkanaście lat.
~123 12-10-2009 13:59
Bo to sa katolicy i przysiega obowiazuje,ze nie opusci az do smierdzi.Tylko nieliczne kobiety decyduja sie na zlamanie tej przysiegi zwlaszcza na wsiach.Na szczescie mlodsze pokolenia potrafia juz szybciej uwolnic sie od dreczycieli.
~mimi 12-10-2009 15:15
dlaczego ta pani jak zobaczyla go z siekiera nie zadzwoila na policje?to jest chore musialo dojsc do tragedi zeby zamknac psychola,przykre ale prawdziwe sama jest sobie winna
~ 12-10-2009 15:32
ta kobita tez chyba chora 15 lat zyc z katem,widac ze na dzieci tez nie mogla liczyc
~Wikusia 12-10-2009 15:37
...tak wlasnie...Kosciol Katolicki wymusza niejaka pod przysiega "az do smierci" trwanie nawet w chorych zwiazkach. A z drugiej strony: dokad ona miala sie z dziecmi udac? W takim chorym kraju nikt by jej nie pomogl! gdzie miala mieszkac? pod mostem?
~KpC 12-10-2009 16:28
kara śmierci - zamiar i wina oczywista
Cień 12-10-2009 20:11
Do mini i post niżej. To nie jest jej wina, tylko naszego systemu. Co z tego, że oni zgłoszą zastraszanie jak i tak by go zaraz puścili, a wtedy mogłoby być gorzej, zresztą i tak się nie zdziwię jak go niedługo wypuszczą, po za tym są jeszcze inne czynniki natury ludzkiej w związkach partnerskich.
~ 13-10-2009 6:19
"podjął bowiem pracę na stanowisku kierownika Kółka Rolniczego w Iwinach, gdzie zaczął pić" - kierownicze stanowiska sprzyjają piciu, jeden pan od pięćdziesięciu lat nie może się oderwać, ani od stołka, ani od wódeczki ze śledzikiem
~sasiadka 13-10-2009 19:29
WŁSANIE TO CZYTAM JAK FILM KRYMINALNY!!!!TO SZCZERE KŁAMSTWA TEN CZŁOWIEM FAKT PIŁ I KŁUCIŁ SIE Z ŻONA JAK NORMALNE MAŁZEŃSTWO POZATYM ONA SWOJEGO CZASU TEZ BARDZO DUZO PIŁA I ŁAZIŁA PO "CKŁOPA" TERAZ Z TEGO CZŁOWIEKA ROBI SIE JAKIEGOSC z...zA. WIEM CO SIE W TEDY STAŁO I TO NIEPRAWDA ZE CAŁE ZYCIE BYŁA DRECZONA BITA I DZIECI TEZ JEDNA Z CÓREK TO ZAKONICA KTÓRA TAKZE OCZERNIA OJCA TAKA Z NIEJ ZAKONICA JAK ZE MNIE!!!!DZIWI MNIE TYLKO ZE NIKTR NIKOGO SIE O TA SPRWE NIE ZAPYTAŁ CAŁE IWINY WIEDZA JAKA JEST PANI jÓZKA K. DOSŁOWNIE PARANOJA OCZYWISCIE PAN JASIU ZLE ZROBIŁ NIT GO NIE USPRAWIEDLIWIA BYŁ PIJANY ALE NIE MOZNA ROBIC Z NIEGO POTWORA BO NIM NIE JEST!!!!!!!!!!!!!1
~mgła 14-10-2009 13:27
WIEM CO TO ZNACZY ŻYĆ Z CZŁOWIEKIEM AGRESYWNYM I PIJĄCYM I DZIWIĘ SIĘ BARDZO ŻE KOBIETA NIE ODESZŁA OD TEGO KATA JA WŁAŚNIE TAK ZROBIŁAM PO NIESPEŁNA CZTERECH LATACH MAŁŻEŃSTWA I TO BYŁO NAJLEPSZE WYJŚCIE
~mieszkanka z Iwin 15-10-2009 9:17
PRZECZYTAŁAM OPINIĘ OSÓB I JESTEM WSZOKU CO TU SIĘ OPISUJE. ALE CZYTAJĄC TEN ARTYKUŁ JAK BYM NIE ZNAŁA TYCH OSÓB TO BYM TEŻ BYŁA ZSZKOKOWANA. PRAWDA JEST TAKA ŻE TO ZDARZENIE BYŁO I JA WIEM ŻE JEST TO ZŁE ,ALE NIE MOŻNA CZŁOWIEKA TAK OPISYWAĆ ŻE BYŁ TAKI NIE DOBRY. JEST I BYŁ CZŁOWIEKIEM JAK KAŻY Z NAS ,JEGO WADĄ BYŁO TYLKO ŻE NADUŻYWAŁ ALKOHOLU ( JEGO ŻONA SWEGO CZASU BYLA NIE LEPSZA ) .KAŻDY Z MIESZKAŃCÓW NIE POWIE ZŁEGO NA TEMAT JANA K. A NA ŻONĘ KTÓRA JEST KONFLIKTOWA I Z SĄSIADAMI NIE ROZMAWIA. DZIECI TEŻ KŁAMIĄ JAKI TO OJCIEC BYŁ NIEDOBRY .ŻONA ZABIERAŁA MU RENTĘ A ON ŻEBY PALIĆ PAPIE ROSY MUSIAŁ ZAROBIĆ U SĄSIADÓW PRZY RÓZNYCH PRACACH. JAN K. JEST CHORY -MA NOWOTWORA TCHAWICY- NIE MÓWI I NIE MOŻE SIĘ BRONIĆ ,A ŻONA CHYBA BOI SIĘ OPIEKI NAD NIM DLATEGO NIE CHE ŻEBY WYSZEDŁ Z WIĘZIENIA. DLATEGO NIE OCENIAJMY NIKOGO JEŻELI NIE ZNAMY TYCH OSÓB.
~Mieszkaniec Iwin 29-11-2009 11:51
To nie tak znam tą rodzine dokładnie.Żona pana Jana K.całe życie okradała go z pieniędzy rente mu zabierała całą a żeby wypić to robił miotły i je sprzedawał .dorabiał jako ochroniarz pilnował byłych budynków KGHM i wszystko mu zabierała .Każdy z Iwin go zna i wie żona zrobiła to celowo jest upoważniona do jego konta gość siedzi a kasa leci.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Złodzieje grasowali na jednym z campingów – zostali zatrzymani

JBO: Ogrodzenie boiska w Parku Norweskim

Znowu próba wyłudzenia pieniędzy od seniorów

Frekwencja dopisała. Będzie skatepark?

Brak wyobraźni kierowcy

Sonda

Powstała miejska plaża nad Bobrem, czy to dobre miejce, także na rodzinny, relaks?

Oddanych
głosów
533
Tak
47%
Nie
40%
Nie wiem
14%