MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Wędrówka Ścieżką Czarownic

Wiadomości: Region
Wtorek, 7 października 2014, 9:07
Aktualizacja: 9:09
Autor: Krzysztof Tęcza
Fot. Krzysztof Tęcza
W sobotę (4.10.) otwarto nowy szlak turystyczny o nazwie „Ścieżka Czarownic”. Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia jest Gildia Przewodników Sudeckich. Nową trasę zadedykowano pamięci patrona Gildii – Willa Ericha Peuckerta, znanego jako „profesor od czarownic”. Z tej okazji odbyła się wyprawa nowym szlakiem.

- Gildia zwołała na pierwszą sobotę października spotkanie przy Domu Karla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porąbie. To stamtąd wytrawni piechurzy i... czarownice wyruszyli na pierwsze oficjalne przejście nowej ścieżki, liczącej... 36 kilometrów – rozpoczyna relację Krzysztof Tęcza.

Na dobry początek czarownice częstowały wszystkich przybyłych specjalnie parzoną w samowarze herbatką mającą wzmocnić siły i wytrwałość. Prezes Gildii Jarosław Szczyżowski przedstawił pokrótce założenia wędrówki. Zaprezentował również sylwetkę patrona Gildii jak i szlaku oraz wyjaśnił, na czym polega zabawa w ukrywanie i odnajdywanie skrzynek ze „skarbami”.

W związku z tym, że przebieg szlaku owiany był tajemnicą zadbano, by pozostałe elementy także nie były takie oczywiste. W ukrytych skrzynkach oprócz rzeczy zwykłych umieszczono kartki z tłumaczeniami tekstów „Sag Śląskich” spisanych i wydanych drukiem przed II wojną światową. Oczywiście autorem tych tekstów jest Will Erich Peuckert.

Pierwsze kilometry w Szklarskiej Porębie pełne były ciekawskich spojrzeń ze strony przechodniów, którzy nie spodziewali się tak licznej grupy czarownic i czarowników idących główną ulicą miasta. Początkowo trasa wiodła Doliną Szczęścia. Gdy dotarliśmy do miejsca, w którym produkowano piękne kryształy znane na całym świecie, rozpoczęliśmy poszukiwanie pierwszej skrzynki. Kosztowało nas sporo trudu i wysiłku, by ją zlokalizować.

Dla nas prawdziwym przeżyciem był fakt, że zarówno droga, którą podążaliśmy, jak i usytuowane wzdłuż niej kamienie oraz obiekty były miejscem badań Williego Peuckerta i były przez niego opisywane. Będziemy mogli zatem, po powrocie do domu, porównać to co dzisiaj zobaczymy z tym jak widział to profesor od czarownic. Dzięki jednak naszemu przewodnikowi już teraz dowiedzieliśmy się o Jagnięcym Potoku – miejscu, w którym można znaleźć złoto, o kamieniu walońskim, który uszkodzony podczas budowy kolei trafił do Muzeum Karkonoskiego czy o Walończykach, którzy byli pierwszymi odkrywcami skarbów, jakie kryją Góry Izerskie, w tym o ukrytym posążku bożka Flinsa.

Wkrótce potem mieliśmy dwa ciekawe spotkania. Pierwsze z drwalami, którzy z pomocą koni ściągali ścięte drzewa. Drugie z wygrzewającą się na ciepłym żwirze żmiją, która na nasz widok skryła się w trawie.

Mijając Waloński Kamień i Cichą Równię doszliśmy do Stacji Turystycznej Orle. Myśleliśmy, że tu odpoczniemy, ale panował niesamowity tłok, zarówno na zewnątrz jak i w bufecie. Ruszyliśmy dalej przez Kobylą Łąkę w stronę Chatki Górzystów, gdzie mogliśmy skosztować słynnych naleśników z jagodami. Mieliśmy już za sobą prawie połowę drogi.

Teoretycznie powinno nam być już z „górki”. Niestety tylko teoretycznie, bo tak naprawdę dalsza droga biegła cały czas pod górę. Minęliśmy Sine Skałki i udaliśmy się w stronę Wieczornego Zamku. Najwyższy czas, bo zaczęło zmierzchać. Zanim jednak nastała ciemność, dojrzeliśmy nowo postawioną rzeźbę z ustawioną we wnęce figurką.

Dotąd nie mieliśmy większych problemów ze znajdywaniem skrzynek. Teraz, po ciemku, będzie trudniej. Na razie stajemy na odpoczynek w jednej z nowo postawionych wiat, których w ostatnim czasie pojawiło się tu więcej. Korzystając z ciepłego wieczoru szykujemy posiłek. Każdy częstuje smakołykami. Niektórzy przynieśli własne wyroby i dzielą się przepisami, jak samemu zrobić takie wspaniałości. W dobrych humorach ruszyliśmy do nieczynnej kopalni kwarcu i dalej do skały znanej jako Skarbczyk. Ponoć w jednej ze szczelin skalnych ukryty jest kluczyk od drzwi, za którymi schowano kosztowności...

Dla nas, przynajmniej podczas tej wyprawy, skarbem jest wyryty tajemniczy znak umieszczony na kolejnej skale. W końcu dotarliśmy, przyświecając sobie latarkami, na Wysoki Kamień. Niestety nikt nie czekał na nas w schronisku z ciepłą herbatą i pysznym ciastem. Dlatego nie zostaliśmy tu zbyt długo. Zeszliśmy najbardziej niewygodnym odcinkiem dzisiejszej drogi do Sztolni Pirytu. Tam znajdowała się ostatnia ukryta skrzynka, a w niej ostatnie słowo hasła. Na zegarkach – północ. Pozostało nam już tylko zejść do Muzeum, przy którym zostawiliśmy nasze samochody i po długich pożegnaniach wyruszyć do domów na zasłużony odpoczynek.

Ogłoszenia

Czytaj również

Nowe zasady kontroli drogowej  

Tu też świętowali

Będzie kręcone!

Komentarze (6) Dodaj komentarz

~gopr 7-10-2014 9:31
bądż bezpieczny w górach https://www.facebook.com/goprkarkonosze
~Anatol 7-10-2014 20:51
Jak zwykle cudaki z Gildii wymyślają poronione pomysły - co kolejny to głuрszy. Pseudoprzewodniki, które brak wiedzy nadrabiają opowiadaniem bajek turystom. Wszyscy poważni turyści śmieją się z tych оszоłomów.
~:-) 7-10-2014 21:57
jes jes jes! Pierwszy hejt :D Medal z buraka dla Anatola :-) Buziaczki :D
~figo 7-10-2014 22:25
Anatol - rowerowy pаtol. I tyle w tym temacie.
rymcycymcy 7-10-2014 22:47
Jak się przebierrają za czarownicee ! ...to wiedz, że ..."coś się dzieje" !!! :) Ciekawe, czy jak się zmieni opcja, to takie zabawy będą dozwolone ! :)
~rajdowiec 8-10-2014 17:54
Czy to ten sam Anatol, który nawet ma problem ze zrozumieniem mapy? Wot, expert jak z koziej d... trąba.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Jubileusze małżeńskie

Kolizja trzech aut w Radomierzu

Studium na początek

Zamknięty szlak przez Kocioł Łomniczki

Remont tarasu Karczmy Sądowej

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
860
Tak
64%
Nie
29%
Nie wiem
7%