MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Warto wierzyć w siebie i walczyć o marzenia

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 24 lipca 2016, 7:40
Aktualizacja: Poniedziałek, 25 lipca 2016, 20:57
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Archiwum Elżbiety Bajer
Obecnie prowadzi świetnie rozwijające się niepubliczne przedszkole, swój przyszły dom zobaczyła w Hamburgu pracując jako sprzątaczka i kilka miesięcy później wybudowała podobny w Jeleniej Górze. Mimo że choruje na guza tarczycy przekonuje, że nie ma rzeczy niemożliwych oraz że warto wierzyć i walczyć o swoje marzenia – mowa o Elżbiecie Bajer z Jeleniej Góry, która dołącza do grona „Zwykłych – niezwykłych Jelonki.com”.

Elżbieta Bajer mieszkała w Jeleniej Górze do ósmego roku życia, po czym wyprowadziła się z rodziną do Lubawki. Wróciła do stolicy Karkonoszy jako licealistka Zespołu Szkół Ekonomicznych, do którego codziennie dojeżdżała. Swoją pierwszą pracę podjęła jako 19-latka w jednym z kamiennogórskich okienek kasowych. Od niego wszystko się zaczęło…

- Tam zrobiłam manco w wysokości całej jednaj wypłaty – wspomina dzisiaj z uśmiechem na twarzy Elżbieta Bajer. – Koleżanki pocieszały mnie, że to normalne, ale ja nie mogłam się pogodzić z tym, że muszę płacić za coś, czego nie wzięłam. Dzisiaj domyślam się, że wydałam jednemu z klientów dwa druczki zamiast jednego, przez co nie miałam potwierdzenia, że wypłaciłam mu pieniądze. Miesiąc później pojawiło się kolejne manco, jak się później okazało na innym druczku wypisałam jedno zero za mało. Wtedy podjęłam decyzję, że muszę odejść z tej pracy, ale żeby spłacić dług, musiałam wyjechać do Hamburga. Z jedną walizką, bez łyżeczki, dachu nad głową, z podstawową znajomością języka niemieckiego. Najpierw przez trzy miesiące pracowałam przy zbiorze jabłek. Później postanowiłam, że zostanę w Hamburgu i trafiłam do pewnej firmy sprzątającej wielkie powierzchnie na wysokościach, w tym również markety i biurowce. Czasami zdarzało się, że po kilka dni spałam w samochodzie, bo nie miałam gdzie przenocować. Tam nauczyłam się szacunku do pracy i do samej siebie – opowiada E. Bajer.

Pewnego dnia podczas sprzątania jednego z domów w bogatej dzielnicy, jeleniogórzanka zobaczyła dom wznoszony na wzgórzu przez pewnego milionera. – Powiedziałam do właściciela domu, w którym sprzątałam, że kiedyś taki sobie wybuduję. Uśmiechnął się tylko życzliwie i powiedział: „ależ pani Elżbieto, ten dom buduje milioner”. Odpowiedziałam, że w Polsce budowa takiego domu nie będzie kosztowała aż tak dużo. Kilka miesięcy później, ten mężczyzna zapytał mnie jak tam mój wymarzony dom. Odpowiedziałam, że mam już fundamenty. Oniemiał. Ja miałam wtedy 25 lat. Wszystkie pieniądze, które zarabiałam wkładałam w budowę domu przy ul. Żwirki w Jeleniej Górze. Nie wzięłam na to ani grosza kredytu, a jest on bardzo podobny do domu milionera. Różni się oczywiście kilkoma detalami i… metrażem. Mój dom ma bowiem 240 mkw., a ten w Niemczech miał około 160 m kw. – dodaje z satysfakcją Elżbieta Bajer.
Owy dom okazał się dla niej niezwykle szczęśliwy. Niedługo później, Elżbieta Bajer poznała dzięki jego budowie swojego przyszłego męża. – Wróciłam do Polski i szukałam ekipy, która by mi pomogła w budowie domu – opowiada jeleniogórzanka. – Krzysztof prowadził wtedy swoją firmę i budował ze swoimi ludźmi jakiś dom obok mojego. Poszłam do niego zapytać, czy nie podjąłby się budowy mojego domu. I tak to się zaczęło. W 2004 roku urodziła się nasza córeczka Liliana i wtedy wróciłam do Polski na stałe – opowiada „Zwykła – niezwykła Jelonki.com” .

W 2009 roku wróciła jej jednak pokusa powrotu do Hamburga, gdzie tym razem miała wyjechać z mężem i córeczką. – Kiedy pierwszy raz byłam w Hamburgu, ściągnęłam tam dwie swoje siostry, które zamieszkały w Niemczech na stałe. Dlatego ja też miałam tam wrócić upatrując dla mojej obecnej rodziny lepszego życia, a dla córki lepszych perspektyw rozwoju. Wystawiłam więc swój dom do wynajęcia. Zgłosiły się jakieś panie, które chciały poprowadzić w nim przedszkole. Prosiły jednak, żebym założyła je na siebie. Ostatecznie otworzył je mój mąż. Z czasem nasze drogi z tymi paniami się rozeszły, a przedszkole Kraina Smyka zostało. Początkowo mieliśmy pięcioro dzieci, teraz mamy ich 30. W lipcu kupiliśmy budynek po PZU przy ul. Sobieskiego w Jeleniej Górze, który do września chcemy przebudować na nowe przedszkole. Docelowo chcemy stworzyć około 100 miejsc dla dzieci, w tym 10 dla niepełnosprawnych oraz 14 nowych miejsc pracy. A przyszłości przebudujemy kolejne skrzydło budynku i będziemy mogli przyjąć około 150 dzieci. Mamy też pewien dodatkowy plan związany z przedszkolem, ale nie chcę mówić o nim, zanim się nie zrealizuje – dodaje jeleniogórzanka.

Pani Elżbieta z wykształcenia jest nauczycielem języka niemieckiego. Obecnie kończy studia magisterskie z edukacji szkolnej i przedszkolnej z gimnastyką korekcyjną, a w maju skończyła studia podyplomowe z oligofrenopedagogiki.

Dla tych, którzy jednak myślą, że życie pani Elżbiety było usłane różami, jeleniogórzanka zdradza też trudne chwile. – W tzw. międzyczasie pojawiła się choroba, której przez drugie lata nie potrafiono zdiagnozować. Jeździłam od lekarza do lekarza, niektórzy próbowali mi wmawiać, że to na tle nerwowym. Choroba objawiała się nagłymi omdleniami, dusznościami, utratą przytomności i świadomości. Szłam ulicą i nagle upadałam na ziemię, nie mogłam się podnieść, nie wiedziałam gdzie jestem i co się dzieje. W 2012 roku zdiagnozowano u mnie guza tarczycy, którego nie da się zupełnie wyleczyć, ale można z nim żyć. Trzeba się tylko odpowiednio odżywiać. Dlatego w tym roku podjęłam studia podyplomowe z dietetyki – wyjaśnia jeleniogórzanka.
Przez to, co przeszła, jeleniogórzanka odczuwa potrzebę pomocy innym ludziom i zwierzętom będącym w potrzebie. - Nie mogę przejść obojętnie obok bezdomnego czy to człowieka, czy zwierzęcia. Pomagam jednak bezpośrednio i wierzę, to wszystko do mnie wraca. W domu mam dwa psy i opiekuję się 16 kotami, które ktoś podrzucił do mojego ogrodu. One są dzikie, nie dają się pogłaskać, ale przychodzą po jedzenie. Sześć małych kotków (dwumiesięcznych) jest w tej chwili do adopcji – dodaje jeleniogórzanka.
Dzisiaj Elżbieta Bajer już nie planuje nigdzie wyjeżdżać. – Chcę zostać w Jeleniej Górze, bo ma ona spory potencjał – mówi. – Trzeba tylko dać temu miastu szansę na rozwój. Mam wiele pomysłów jak ożywić to miasto, w tym proponowałam by stworzyć na terenach pokoszarowych przy ul. Sudeckiej park dla zwierząt, na wzór tych, które są w całej Europie i ściągają rzesze turystów. Póki co, pomysł nie spotkał się z aprobatą władz miasta, ale ciągle wierzę, że to się zmieni. W ogóle wierzę, że warto mieć marzenia i o nie walczyć. Moja historia jest tego najlepszym przykładem – dodaje jeleniogórzanka.

Komentarz autorki:
Często patrzymy na sukcesy innych z pewną nutką zazdrości zastanawiając się, jak to jest możliwe, że jednym wszystkie marzenia udaje się ziścić, a drugim nie. Odpowiedź jest prosta i tkwi w przesłaniu pani Elżbiety: „warto wierzyć i walczyć o swoje marzenia”. Tylko od nas zależy, czy mamy odwagę marzyć i walczyć o to, co chcielibyśmy mieć i kim chcielibyśmy być. Historia Elżbiety Bajer pokazuje też, że jak w każdej walce pojawią się przeszkody, te małe i większe. Ale nie są one powodem do rezygnowania z marzeń, bo przecież tak naprawdę, poza nimi, nie mamy nic do stracenia.
Angelika Grzywacz- Dudek

Ogłoszenia

Czytaj również

Wreszcie dobra droga

Wokół Ratusza – to warto zobaczyć!

Nowy taras na Paciorkach

Komisja w terenie

Niebezpieczne wyzwania

Będą opłaty za billboardy

Dwa dni mega rabatów w salonie i serwisie Volkswagen, Audi oraz SEAT w Lubinie podczas Black Friday

Bulwar Cieplicki otwarty!

Sonda

Miejscowości turystyczne bez zakazu handlu w niedziele?

Oddanych
głosów
307
Tak
62%
Nie
36%
Nie wiem
3%