MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

W smoczym stylu

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Piątek, 17 lipca 2009, 7:46
Aktualizacja: Sobota, 18 lipca 2009, 7:43
Autor: TEJO
Mostek i aleja Zakochanych.
Fot. TEJO
Aleje Fuellnera i Zakochanych, portrety Cesarza Wilhelma II i jego żony Augusty Victorii, wikingowie i tablica ku pamięci miejscowego przemysłowca. Czas w Parku Norweskim cofnie się i jednocześnie, paradoksalnie, skoczy do przodu. A wszystko w cieniu charakterystycznych łbów smoka, elementów Pawilonu Norweskiego.

Okazja? Zapowiadane na jutro (18 lipca) stulecie jednego z piękniejszych założeń parkowych w uzdrowiskach dolnośląskich, które powstało na początku XX wieku na łąkach oddzielonych od terenów zalewowych Podgórnej i Kamiennej świeżo usypanym wałem ochronnym. Jubileusz da sposobność nie tylko do wspomnień i rzucenia nowego światła na niektóre meandry historii. Otworzy także pewną wizję przyszłości tego niewątpliwie magicznego miejsca wpisanego w krajobraz kurortu.

Eugen Fuellener był człowiekiem, który przerósł swoją epokę, bo w czasach, kiedy „klasa robotnicza” żaliła się na krwiożerczy kapitalizm, on, kapitalista i przemysłowiec, nie tylko zapewnił zatrudnianym w fabryce maszyn papiernicznych robotnikom mieszkania, lecz także zadbał o teren, gdzie mogliby wypoczywać. – W ten właśnie sposób powstał zalążek przyszłego Parku Norweskiego – mówi Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego, organizatora 100-lecia. Placówka mieści się w Pawilonie Norweskim ufundowanym przez rzeczonego Fuellnera w 1906 roku.

Przyjęło się twierdzić, że Fuellner postawił ten budynek zafascynowany jego pierwowzorem, który zobaczył podczas podróży w okolice Oslo. Ale po głębszym zbadaniu sprawy Stanisław Firszt jest skłonny ten mit obalić. Postawienie Pawilonu Norweskiego ma bowiem drugie dno, którego podstawą jest szukanie tożsamości Germanów po pierwszym zjednoczeniu Niemiec w drugiej połowie XIX wieku.

Modna wówczas była idea łączenia korzeni narodów germańskich, do których zaliczano przecież i Norwegię. Przejawem tego było hołubienie stylu architektonicznego, sztuki i innych dziedzin kultury wyższej właściwej danemu krajowi. Gorącym zwolennikiem scalenia germańskiej rodziny narodów był miłościwie panujący Cesarz Wilhelm II. Fascynował się Norwegią, a tendencja ta zaraziła możnych, którzy chcieli się przypodobać władcy, i ogarnęła niemal całe Niemcy. „Norweskie” budowle, z charakterystycznymi łbami smoków, powstawały w różnych częściach kraju: w Berlinie i Prusach Wschodnich. Powstały i u nas, na Dolnym Śląsku.

Zjawisko zanalizował Raimund Wolfert, niemiecki skandynawista. Promocja jego książki „Duplikaty w smoczym stylu” będzie miała miejsce podczas sobotniego jubileuszu. Co ciekawe, norweski symbol w cieplickim parku nie jest powszechnie znany z racji przemian politycznych i oddalenia tej części dawnych Niemiec od metropolii.

– Eugenowi Fuellnerowi, który marzył o zaszczytach politycznych, bardzo zależało na dobrej opinii u Wilhelma II – mówi Stanisław Firszt. To pewnie dlatego kazał postawić na swoim gruncie pawilon na wzór norweski. Wykonany został zresztą tu, w dawnym Warmbrunnie, przez cieśli ze szkoły snycerskiej. I choć był gotowy wcześniej, czekał aż do roku 1909, kiedy to przypadło ćwierćwiecze pożycia małżeńskiego pary cesarskiej. Dopiero wówczas z pompą Fuellner całość otworzył. W pawilonie znalazła się restauracja, skąd rozciągały się fantastyczne widoki na Karkonosze. Dziś przesłonięte przez drzewa i krzewy, których przyrost jest jednocześnie znakiem upływającego czasu.

Stanisław Firszt pragnie, nawiązując do przeszłości, zauważyć też teraźniejszość i przyszłość. – W sobotę odsłonimy tablicę poświęconą Fuellnerowi, fundatorowi założenia. Jego imię będzie nosiła też jedna z alejek. Tę, która wiedzie przez garbaty mostek, nazwiemy Aleją Zakochanych – zapowiada dyrektor MP. Powód: tu fotografują się nowożeńcy. Aby swoim dzieciom zaszczepili miłość do tego miejsca.

– Wystawę ubarwią powiększone pocztówki przestawiające uroczysko w dawnych latach. Niektóre są zupełnie nie do poznania w porównaniu z dzisiejszym wyglądem – mówi St. Firszt.
– Zachowały się naczynia z tamtej restauracji, które chcemy pokazać na specjalnie zaaranżowanym stoliku w nadchodzącą sobotę – zapowiada Stanisław Firszt. Szefuje muzeum, które w pawilonie mieści się dopiero od 1967 roku. Wcześniej, także za polskich czasów, był tu lokal gastronomiczny.

Program obchodów:
godz. 11 – 12: widowisko plenerowe w zrekonstruowanej wiosce: „Jak wyglądało życie Wikingów”.
godz. 16 – odsłonięcie tablicy pamiątkowej poświęconej E. Fuellnerowi
godz. 16. 30 – otwarcie wystawy „100-lecie Parku i Pawilonu Norweskiego”
godz. 17 – prelekcja St. Firszta o Parku i Pawilonie Norweskim
godz. 18 – promocja jubileuszowych wydawnictw
godz. 20 – koncert zespołu „Percival”

Ogłoszenia

Czytaj również

MZK: Obiecujące testy ekologicznego autobusu

Lista Lewicy do Sejmu

Prezes sądu okręgowego grozi procesami

Komentarze (12) Dodaj komentarz

~sainzz 17-07-2009 9:00
Jeleniej Góry nie było a park juz był założony w cieplicach ??
~olo 17-07-2009 9:55
znam lepszy obiekt o "smoczym stylu" to kościółek Wang ;-)
~Bolko z Piastowiczów. 17-07-2009 11:33
Przy okazji może by się dało odnowić tablicę pamiątkową po drugiej stronie mostku, zmazaną przez chuliganów (chyba, że już to zrobiono).
rymcycymcy 17-07-2009 12:17
Aleja Zakochanych powinna być gęsto zakrzaczona, aby młode pary nie musiały kończyć na zdjęciach ;)
~Andrzej Rybczyński 17-07-2009 12:48
Kiedyś to życie było piękne! I nie było piipi...
piipi 17-07-2009 15:14
~NAJlepsze ..*smoczki sa do ssssania !
~Romantyczna historia cesarza i księżniczki w Kowarach 17-07-2009 16:47
Korona cesarzy niemieckich wykuta w kamieniu z nierozwiniętym kwiatem bluszczu włoskiego na zboczu Skalnika w Kowarach to świadectwo tragicznej miłości księżniczki Luizy Radziwiłłówny i księciem Wilhelmem późniejszym Cesarzem Niemiec Wilhelmem I. Księżniczka pierwszy raz ujrzała swego ukochanego na gwiazdkę stojąc w oknie wychodzącym na berliński plac roku1814. Ponoć podjechał w wielkiej świcie z dworakami, a jej serce mocniej zabiło. Eliza, znana była z dobroci i pięknej urody jako najstarsza córka księcia Antoniego Radziwiłła z Poznania. Letnią rezydencją księcia był letni pałac w Ciszycy przy wyjeździe do Kowar. To był pierwszy bal Księżniczka Luiza Radziwiłłówna nie mogła się doczekać przyjazdu Willego. On zresztą też. W swym pamiętniku zapisał "Dziwna radością napawa mnie wizyta w Poznaniu.'' Przyszły cesarz był oszczędny w słowach. Wiedział, że to miłość. Znali się od dzieciństwa. Ojciec - namiestnik Wielkiego Księstwa Antoni Radziwiłł miał w Berlinie pałac. Na dworze bywał często. Gdy Luiza miała 13 lat zaproszono ją z rodzicami na wielki bal do króla. Obok niej było mnóstwo innych panien, jednak Wilhelm, syn króla Fryderyka, patrzył tylko na nią. Temu nastoletniemu mężczyźnie szykowanemu na następcę tronu szczególnie przypadła do gustu młodziutka Polka o długich kręconych czarnych lokach i pociągłej twarzy. Pierwszy taniec był ich. Każdy następny również. Wesoła rozmowa, później szepty. Zachwyt i... koniec balu. Zakochali się jak Romeo i Julia z Werony przecież to lata dwudzieste dziewiętnastego wieku to okres romantyzmu. W tym czasie pisał swoje utwory Adam Mickiewicz i grywał na fortepianie swoje mazurki Fryderyk Chopin, który był protegowanym Księcia Antoniego Radziwiłła i bliskim przyjacielem księżniczki Elizy. Księżniczka pięknie śpiewała i często na fortepianie akompaniował jej sam Fryderyk. Chopin. Mimo, że nie ma zapisków w dokumentach pewne jest ,że nasz wielki kompozytor przebywał często w letniej rezydencji Radziwiłłów w Ciszycy w Kowarach. Ostatni raz gościł tam w listopadzie 1830 w drodze z Wrocławia do Drezna odwiedzając po raz ostatni swoją przyjaciółkę księżniczkę Elizę, która zaczęła chorować na gruźlicę. Nie ma o tym wzmianek w zapiskach ponieważ był to okres przed wybuchem Powstania Listopadowego. Listy liściki Często pisywali do siebie miłosne liściki. Drogi Willy..., Kochana Luizo... Młodzi byli sobą zachwyceni. Lata później Cesarz wspominał ze wstydem, że czerwienił się nawet na sam dźwięk imienia - Luiza. Trzeba zabić tę miłość Berlińskie koła polityczne oszalały. "Polka na tronie to nie uchodzi. Toż ona jest niższego stanu. Wilhelm musi się zrzec korony! "- krzyczeli politycy. Matka Wilhelma i jej brat próbowali znaleźć inne rozwiązanie. Sprzyjali tej miłości. Prób było wiele. Rzucano hasła osadzenia Radziwiłła na tronie Rzeczpospolitej Krakowskiej. Mówiono o możliwości adopcji Luizy przez króla Niemiec. Ba. Zwrócono się nawet do cara Aleksandra, by ten usynowił Luizę. Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewano. Car ani o tym myślał dając za przykład księcia Konstantego, swego brata, który poświęcił tron dla Polki, Joanny Grudzieńskiej. Car również nie zgodził się na jej adopcję. Zamieszanie wokół sprawy było coraz większe. Na początku lat 20. wysłano Wilhelma w podróż po Europie. By zapomniał. Nie zapomniał. Z Werony przysłał jej gałązkę bluszczu z grobu Romea i Julii. Z Rzymu miłosne wyznania. Trzy lata podróży zakończył w... Poznaniu. Polski namiestnik w Poznaniu W tym okresie panował w Poznaniu Król Fryderyk Wilhelm III., złożył przysięgę ,że zapewni prawa dane Polakom i dotrzymał od razu danego słowa.. W Poznaniu ustanowił swoim namiestnikiem księcia Antoniego Radziwiłła, człowieka dobrej woli, choć średnich tylko zdolności (był lepszy w muzyce niż w polityce); Polskę umiłował jednak gorąco, co nawet na zewnątrz wyróżniał strojem; do śmierci chodził w prostej czamarce i aksamitnej czworograniastej czapce, a polski język był dla niego najmilszą mową. Radziwiłł był uzdolnionym kompozytorem, wiolonczelistą, gitarzystą i śpiewakiem. Jego berliński pałac (od 1875 roku siedziba Kancelaria Rzeszy, gdzie rezydowali m.in. Bismarck i Hitler) pełnił funkcję ośrodka życia muzycznego, literackiego i teatralnego; do grona przyjaciół księcia należeli Johann Wolfgang von Goethe i Ludwig van Beethoven, który zadedykował mu uwerturę Zur Namensfeier (opus 115). W swoim pałacyku myśliwskim w Antoninie, w pobliżu Ostrowa Wielkopolskiego (którego był właścicielem), gościł dwukrotnie (1827 oraz 1829) Fryderyka Chopina, który napisał dla niego Introdukcję i Poloneza na wiolonczelę i fortepian (opus 3); Chopin dał również 2 X 1828 koncert w poznańskiej siedzibie namiestnika. Pierwszy swój utwór zadedykował mu również Feliks Mendelssohn (Radziwiłł bywał częstym gościem w domu jego rodziców). Miejsce w historii muzyki zapewniło mu autorstwo pierwszej muzyki skomponowanej do Fausta (1810) J. W. Goethego napisanej w latach 1808-1828, a wystawionej po jego śmierci w 1835 w Berlinie. Skomponował również wiele pieśni. Był również rysownikiem i rytownikiem, pozostawił też nieliczne akwaforty: głównie portrety osób z najbliższego, arystokratycznego otoczenia. Na stanowisku namiestnika Wielkopolski pomagało mu bardzo to, że był spokrewniony z dynastią Hohenzollernów; ożenił się bowiem w roku 1796 z córką brata króla Fryderyka II., z księżniczką pruską Ludwiką (córką księcia Ferdynanda pruskiego). Miał z nią ośmioro dzieci. Wychodząc za maż za Polaka, sprawiła mu mila niespodziankę: oto wyjednała u panującego wówczas króla Fryderyka Wilhelma II., ze na dzień jej ślubu uwolnił niemal wszystkich polskich jeńców wojennych, którzy od czasów wojny 1794 roku, kiedy pod Kościuszką walczyli, uwiezieni byli w fortecach śląskich. Na tym związku polskiego magnata z księżniczką pruską opierali niektórzy Polacy wielkie nadzieje. Generał Dąbrowski np. starał się królowi pruskiemu podsunąć myśl, żeby odbudował królestwo polskie, którego tron mógłby zając jeden z królewiczów pruskich; Dąbrowski myślał, ze Radziwiłł do tego króla skłoni. Ale w polityce małżeństwo nie znaczy nic a nic, a kto o tym zapomina, ten jest lichym politykiem. Lichym też politykiem był generał Dąbrowski; dobrym za to był wodzem. Widząc, że od pruskiego dworu nie można się niczego spodziewać, poszedł za gwiazdą Napoleona i uformował we Włoszech legiony, z którymi potem wkroczył do Poznania. Książę zaś Antoni Radziwiłł nie wierzył Napoleonowi i w żadne stosunki z nim nie wchodził Zawrzało: te dni wstrząsnęły Berlinem. W lutym 1825 roku pod poznański pałac namiestnika zajechały sanie wiozące Wilhelma. Luiza wybiegła mu naprzeciw. Przez następne trzy dni miasto huczało od plotek. Młodzi byli widywani na Starym Rynku. Ktoś widział ich jak saniami pędzili za miasto. Przytuleni, roześmiani. - Tak jak Kmicic i Oleńka w "Potopie'' - zauważył któryś ze słuchaczy. - Jak Kmicic - przyznał ksiądz Anzelm. Po tej wizycie Wilhelm zapisał w swym pamiętniku - "To były cudowne trzy dni w czasie których uważaliśmy się za narzeczonych. Nikt nie mógł przeszkodzić tej miłości'' Wątek Kowarski Z pałacem w Kowarach wiąże się też sentymentalna historia, godna mickiewiczowskiego pióra. Cóż, wieszczów nie ma. Spróbuję opowiedzieć po swojemu. Był rok 1820. Córka księcia Radziwiłła - Eliza, była uroczą, wysmukłą, pełną gracji 17-letnią panną. Na lato wyjeżdżała często do pałacu w Ciszycy koło Kowar, który zakupił jej ojciec jako jedną z letnich siedzib. Przyjeżdżał tu również książę Wilhelm - syn Fryderyka Wilhelma III z Hohenzollernów, następca tronu niemieckiego. Przyjeżdżał w odwiedziny i coraz głębiej patrzył w rozmarzone oczy Elizy, które były "niebieskie, smętne i odbijała się w nich, jak w zwierciadle jej piękna dusza". Goście w Ciszycy umilali sobie czas różnymi rozrywkami. Były wśród nich amatorskie przedstawienia, odgrywanie "żywych obrazów". Eliza i Wilhelm odgrywali (jakżeby inaczej!) Romea i Julię oraz wielu innych romantycznych kochanków. W godzinach wieczornych udawali się na Górę Skalnik, gdzie przy zachodzie słońca oddawali się w tym ustronnym miejscu miłosnym rozkoszom. Żeby upamiętnić to miejsce na górze Skalnik wykuto wizerunek korony cesarskiej i nierozwiniętego kwiatu bluszczu włoskiego rosnącego na grobie Romea i Julii w Weronie jest to symbol niespełnionych planów małżeńskich księżniczki Elizy i księcia Wilhelma. W końcu sami wyznali sobie miłość. Niestety, jak szekspirowscy bohaterowie, natrafili na przeszkodę. Nie były to jednak zwaśnione rodziny (Wilhelm był nawet dalekim krewnym Elizy). Była to racja stanu. Wilhelm jako przyszły cesarz niemiecki nie mógł poślubić Polki. Nie pomogło nawet wstawiennictwo rosyjskiego cesarza, gotowego adoptować Elizę. Dyskusje i narady specjalnie powołanych komisji trwały... sześć lat. Zakochani czekali z nadzieją. Burzliwe były to czasy na ziemiach polskich, gdzie na siłę polaków chciano zgermanizować. Mimo ogromnej miłości do siebie Fryderyk i Eliza nie mogli być małżeństwem. W 1826 roku zapadła ostateczna decyzja: do małżeństwa nie dojdzie. 4 czerwca 1829 roku pałac w Antoninie był niemym świadkiem rozstania pięknej pary. Szumiały zielone drzewa, miodowo pachniały kwiaty, misternie nasadzone przez ogrodnika na przypałacowych klombach... Cesarz Wilhelm I miał, według relacji świadków, wspominać Elizę do końca swoich dni. A ona, zwana "aniołem dobroci" przez okolicznych mieszkańców, co się z nią stało? Nie mogła pogodzić się z utratą ukochanego, popadła w melancholię. A później zachorowała na gruźlicę, podobnie jak słynny Chopin. I zmarła w podobnie młodym wieku, w 1834 roku w Kowarach. Pochowano ją w Antoninie koło Ostrowca Wielkopolskiego. Miała 31 lat. Czy Kowary mogły być Weroną myślę, że tak, gdyż Wilhelm po rozstaniu z Elizą zaręczył się w 1830, z księżniczką Augustą von Sachsen-Weimar - córką Wielkiego Księcia Sasko-Weimarskiego. Wraz żoną niejednokrotnie odwiedzali chorą Elizę w Kowarach. Kamień na Górze Skalnik w Kowarach ukierunkowany jest w kierunku Berlina. Mimo takich atrakcji Kowar władze nie wykorzystują pięknej romantycznej historii pod względem turystycznym. Dwór w Cieszycy jest dawno zapomniany, droga na Skalnik zagrodzona szlabanem, a o wizerunku korony cesarskiej nierozwiniętego kwiatu bluszczu włoskiego będącego niespełnionego życia Anioła z Ciszycy i księcia Wilhelma nigdy nie wspominano Kamienie nieraz mówią prawdę. Napisał Krzysztof Pik na podstawie materiałów historycznych i publikacji w internecie.
~do ~Romantyczna... 17-07-2009 17:49
A ty co, drugi Kwiczoł jesteś???
~ 17-07-2009 20:30
Sąsiadka mi opowiadała, że w lokalu gastronomicznym, który był tam przed 1967 rokiem, odbywały się nawet potańcówki na świeżym powietrzu, a tę niebiesko-żółtą muszlę koncertowa to i ja pamiętam, natomiast w miejscu dzisiejszego trawnika i klombu z kwiatami był utwardzony plac posypany żółtym żwirem i nie było żadnej trawy. To było wtedy miejsce dla publiczności.
~ 17-07-2009 20:36
do autora postu "Romantyczna (...)". Załóż sobie stronę internetową i nam podaj do niej link, to tam sobie sami przeczytamy. Tak długich postów nie da się tutaj czytać bez bólu oczu. Szanuj zdrowie innych czytelników.
~zły 17-07-2009 21:55
To jest pisanie drugiej historii. Zgodnej z poprawnoścą EURO. Nikt nie pamięta, że tam odbywały się kulminacje pochodów Pierwszomajowych? Lubię PIIPI
piipi 18-07-2009 9:59
*ZLY .. tak nie dawno ..BYL rubel,a teraz duzo "mowi" ..euro !

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Tak w szpitalu zachował się lekarz?

Marszałek Senatu w Jeleniej Górze

Ostrożnie podczas wędrówki na Okraj

Działki niszczy... świnka wietnamska

Trwa nabór wniosków!  

Sonda

Czy majątki żon i dzieci polityków również powinny być jawne?

Oddanych
głosów
378
Tak
79%
Nie
17%
Nie mam zdania
4%