MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Tęsknimy za miłością śmiejąc się przez łzy

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Środa, 15 lutego 2012, 12:10
Aktualizacja: 12:11
Autor: Accipiter
Fot. Organizator
W walentynkowy wieczór na deskach Teatru im. Norwida gościły legendy polskiej sceny rozrywkowej i znani z ekranu aktorzy warszawskiego Teatru Impresaryjnego Finestra w komediodramacie Catherine Aigner „Zamknięty świat” w reżyserii Dariusza Taraszkiewicza. Po sztuce wyśpiewano „Sto lat!” Krystynie Sienkiewicz, która wczoraj skończyła 77 lat.

Bez wątpienia najjaśniejszymi, najbarwniejszymi i najbardziej satysfakcjonującymi elementami spektaklu były kreacje wiodących aktorek: Krystyny Sienkiewicz i Zofii Czerwińskiej.

Przejmująca tematyka poczucia osamotnienia starszych ludzi i ich tęsknoty za miłością nie przystaje jakoś do kolorowego skomputeryzowanego współczesnego świata, do szybkiego życia i chyba źle się prezentuje na szklanym ekranie. Jednak na scenie temu tematowi jest jakoś do twarzy. Spektakl o konflikcie młodych ze starymi, bez natrętnej symboliki, ma bardzo przystępnie ukazane głębokie i ukrywające drugie dno. Ujawnia, że starzy ludzie potrzebują młodych, a młodzi starych. I na szczęście nie zapomniano o odpowiedniej dawce humoru, w czym duża zasługa dwóch odtwórczyń głównych ról: Krystyny Sienkiewicz i Zofii Czerwińskiej, które tchnęły życie w dialogi i stopniowo odsłaniają swoje uczucia i emocje. Od pierwszych minut stworzone przez tę dwójkę postacie zaskarbiły sobie sympatię widzów.

Cierpiąca na cukrzycę wiekowa ekscentryczna wdowa-emerytka Lucyna (Krystyna Sienkiewicz) i samotna Ernestyna (Zofia Czerwińska) dzielą ze sobą jedną ścianę. Lucynę odwiedzają co jakiś czas jej dzieci: troskliwa i aż nazbyt neurotyczna córka Antosia (Anna Dereszowska), która bez przerwy uporczywie kłóci się z matką, i wykorzystujący matczyne serce syn Filip (Rafał Cieszyński). Ernestyna podsłuchuje przez ścianę to, co dzieje się w mieszkaniu sąsiadki. Słowem - żyje życiem Lucyny. Beznadziejnie nudne i monotonne chwile spędza w jej mieszkaniu i pomimo różnicy zdań jest częstą towarzyszką rozrywkowych gier swojej sąsiadki. W Wigilię Lucyna gości u siebie nielubianą sąsiadkę i bezdomnego Krzysztofa (Dariusz Taraszkiewicz).

Lekkomyślny i nieodpowiedzialny Filip próbuje zarobić na brudnych interesach i wplątuje matkę w przestępstwo kryminalne nielegalnego handlu narkotykami. Posługuje się osobistym kontem bankowym Lucyny na rzecz tajemniczego biznesmena. Sprawa jednak szybko wychodzi na jaw i Filip trafia do aresztu. Gdy Lucynie grozi postępowanie karne, Antosia postanawia ubezwłasnowolnić matkę. Lucyna z ostatnim dniem starego roku ma trafić do domu opieki społecznej. W finałowej scenie Lucyna żegna się z mieszkaniem i mając przy sobie tylko pamiątkowe zdjęcie męża nieboszczyka wyrusza na pamiętający jej czasy młodości most, a następnie odpala fajerwerki Palermo na kilkanaście godzin przed nocą sylwestrową.

Chociaż sztuka okazała się niezwykle smakowita, a widzowie mieli ubaw po pachy, czasem był to jednak śmiech przez łzy. Ze sceny nie wiało jednak kiczowatym sentymentalizmem, nie ma tutaj także szczęśliwego zakończenia. Nie jest to bynajmniej pełna melancholii i nostalgii opowieść z nachalnym morałem w stylu „miłość zwycięży wszystko”, ale raczej z nutą refleksji czwartego przykazania Dekalogu. Tutaj bohaterowie posługujący się innymi słownikami, kodami i nie potrafiący w żaden sposób się porozumieć – są sobie obcy.

Wydaje się, że wszystko w „Zamkniętym świecie” powinno zadziałać. Sięgnięcie po tekst jednej z najciekawszych, niemieckich dramatopisarek młodego pokolenia Catherine Aigner, w tłumaczeniu Karoliny Bikont, obiecywał dużo. Jest dobra obsada: dwie legendy polskiej sceny rozrywkowej – Krystyna Sienkiewicz jako przezabawna, wzruszająca, szalona i bardzo inteligentna staruszka i Zofia Czerwińska w bardziej stonowanej roli sąsiadki, jedna z najpopularniejszych aktorek młodego pokolenia Anna Dereszowska w dobrze skrojonej roli neurotycznej histeryczki oraz znany ostatnio choćby z roli policjanta Gibalskiego w serialu „Ojciec Mateusz” - Rafał Cieszyński doskonale sprawdził się jako wygodny synalek manipulujący swoją matką. Scenografia Doroty Kalitowicz jest obfita. Składa się na nią całe wnętrze pokoju głównej bohaterki z telewizorem i pilotem włącznie. Zabrakło jednak pomysłu na realizację. Bo jakby nie patrzeć, prosta i ciepła historia unoszona na barkach wyśmienitych aktorów, nie nabrała wymiaru pełnowartościowego dzieła. To wciąż jednak tylko rzemiosło, zabrakło reżyserskiej wirtuozerii.

Krystyna Sienkiewicz w dzień Św. Walentego obchodziła wczoraj swe 77. urodziny - tłumnie zgromadzona w Teatrze im. Norwida publiczność po zasłużonych brawach, życzliwie wyśpiewała artystce huczne wszystkie wersje „Sto lat!”.

Ogłoszenia

Czytaj również

Jeleniogórzanka z szansą na tytuł Miss Polski

Mają w nosie pieszych

O rozpadających się górach

Komentarze (6) Dodaj komentarz

~xxx 15-02-2012 14:47
bardzo fajny spektakl, prosimy o więcej takich spotkań.
~człowiek 15-02-2012 22:00
A któż tak ocenił sztukę? "w dzień Św. Walentego obchodziła wczoraj swe 77. urodziny" może więcej krytycyzmu wobec własnego warsztatu pisarskiego? Łatwo oceniać innych, prawda? Jako widz uważam, że było to pełnowartościowe dzieło!
~ja 16-02-2012 8:42
A ja jako widz uważam, że była to pełnowartościowa chała !
~też widz 16-02-2012 8:49
zgadzam się, chałtura zawsze będzie chałturą nawet w wykonaniu "gwiazd" z Warszawki. No tak, ale nam to wystarcza ...........
~no tak 16-02-2012 9:01
Kiepska sztuka
~Widz 16-02-2012 17:04
Zabrakło reżysera, oj, zabrakło. Myślał może, że osobowość pani Sienkiewicz (z całym szacunkiem, Aktorzyca to wielka) wystarczy. Niestety, pomylił się.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Studium na początek

XX Karkonoskie Dni Lajtowe już wkrótce

Debatowali o bezpieczeństwie

W Filharmonii dla Niepodległej

Groźnie na szlakach

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
1010
Tak
65%
Nie
28%
Nie wiem
7%