MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Świat według Bobiczka

Wiadomości: Jelenia Góra
Czwartek, 3 października 2013, 7:21
Aktualizacja: Piątek, 4 października 2013, 13:42
Autor: Elster
Fot. Teatr Zagłębia
Wczorajszy (2.10) wieczór 43. Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych, organizowanych przez Teatr im. Norwida, uświetnił Teatr Zagłębia z Sosnowca, który zaprezentował spektakl „Bobiczek” wg Hanocha Levina, w reżyserii Łukasza Kosa.

Hanoch Levin, izraelski dramaturg, powieściopisarz, poeta, reżyser, autor skeczów, tekstów piosenek i książek dla dzieci, w swoim kraju uznawany jest za jednego z najważniejszych współczesnych dramaturgów. Urodzony w rodzinie imigrantów z Polski, wychowywał się w tradycyjnym religijnym domu w dzielnicy Neve Sza'anan, w Tel Awiwie.

Z twórczością Levina jeleniogórscy widzowie mieli okazję się zetknąć trzy lata temu, podczas jubileuszowych 40. Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych, za dyrekcji Bogdana Kocy. Była to tragikomedia „Szyc” w reż. Anny Nowickiej, z muzyką Renaty Przemyk, w wykonaniu krakowskiego Teatru Barakah w koprodukcji z tarnowskim Teatrem im. Ludwika Solskiego.

Z kolei Łukasz Kos, reżyser „Bobiczka”, w jeleniogórskim Teatrze im. Norwida, za rządów Wojtka Klemma, zrealizował „Klątwę” Stanisława Wyspiańskiego (2007), gdzie Iwona Lach za drugoplanową rolę matki księdza została wyróżniona Dyplomem Honorowym przez samą Alinę Obidniak.

„Bobiczek”, w tłumaczeniu Agnieszki Olek, opowiada o dwóch ceremoniach. O pogrzebie i ślubie, które odbywają się tego samego dnia. Śmierć pojawia się już na samym początku. Zwiastuje ją Angel Samuelow, Anioł Śmierci (w tej roli Michał Bałaga - na przemian mówi po polsku i w jidysz). Umiera staruszka Alte Bobiczek (znakomita Krystyna Gawrońska). Czuwa przy niej syn Laczek (idealnie wykreowany przez Marka Kossakowskiego). Alte zwierza się, że pozostawiła po sobie jakiś ślad na świecie. Marzy jej się skromny, ale tłumny pogrzeb. Zjawić się mają cztery osoby: syn, siostrzenica zmarłej, jej mąż i córka. Laczek musi więc poinformować rodzinę o jej pochówku. I tutaj zaczynają się kłopoty.

Laczek Bobiczek w środku nocy przybiega z wizytą do ciotki Szracji (świetna Dorota Ignatjew) i wuja Raszesa (Wojciech Leśniach). Ale oni przygotowywani są właśnie na ślub swojej córki Welwecji (Edyta Ostojak) z niejakim Popoczenko (Aleksander Blitek), mają 400 zaproszonych weselników i 800 upieczonych kurczaków... i nie chcą słyszeć o jakichkolwiek żałobnych ceremoniach w dniu wesela. Tu pojawia się profesor Kipernaj (Grzegorz Kwas), odrzucony sąsiad Szracji i Raszesa, kawaler w wieku przekwitania o wątpliwych kwalifikacjach. Profesor szczerze chce pojawić się na pogrzebie, pomimo że nie zna zmarłej.

Ciotka Szracja wraz z mężem, córką, przyszłym zięciem i teściami córki - Cickewą (doskonała Maria Bieńkowska) i Baraguncele (Zbigniew Leraczyk) - uciekają przed złą wiadomością o śmierci i przed planowanym pogrzebem na plażę. Na bezkresnej piaszczystej przestrzeni biegają Rozenzweig (Henryk Pajda) i Lichtenstein (Jan Pinkosz), dwaj gimnastykujący się starcy, którzy wierzą, że sport pozwoli im oszukać śmierć. Laczek Bobiczek jednak dogania uciekające towarzystwo. Weselni goście uciekają potem na ośnieżone szczyty Himalajów, gdzie przesiadującego na szczycie góry mnicha buddyjskiego Szachmandrina (Kamil Bochniak) chcą użyć jako…ognisko rozgrzewające ich zmarznięte kości. Tutaj także dociera Laczek Bobiczek.

W „Bobiczku” miesza się śmiech i płacz, trwoga i niemal kabaretowe żarty, fizjologia i wzniosłe marzenia. Łukasz Kos znalazł dla „Bobiczka” odpowiednią przestrzeń, formułę i wykonawców. Oferuje nam refleksje i wzruszenia, ale też po prostu dobrą teatralną zabawę z wyczuciem. Teksty Levina dają spore możliwości interpretacyjne reżyserowi, a ponieważ brzmią na scenie doskonale, pozwalają aktorom (nawet Agnieszka Bałaga-Okońska, która pojawia się na krótko jako Pszoszicja, roześmiana dziewczyna na biesiadzie weselnej) stworzyć „zapadające w pamięć i ucho” zagrane postacie. Wszystkie są po trosze neurotykami. Można o nich powiedzieć, że mają to coś, co spotykamy tylko w literaturze żydowskiej i w mentalności tego narodu. Levin uchyla drzwi do opowieści o śmierci i naszym lęku przed nią. O emocjach mówi z dystansem. Bo Levin nie jest ani brutalistą, ani też moralistą. Jest wrażliwcem, który stworzył język absurdalnej, niemal surrealistycznej błazenady.

Ogłoszenia

Czytaj również

Spotkanie z Danutą Sadownik – jutro w Książnicy

Stoi kolej na Kopę

Artystycznie na rzecz czystego powietrza

Komentarze (3) Dodaj komentarz

~zex 3-10-2013 9:08
Ale z tą fizjologią to była przesada. Niesmaczne to i głupie. A ogólnie takie sobie.
~brawo 3-10-2013 10:19
Wszystko ładnie opisane, więc nie trzeba już do teatra się włóczyć, na bileta wydawać i czasa marnować.... (o strojeniu się nie wsponiwszy)
~ 3-10-2013 11:19
Bardzo dobry spektakl. Naprawde niezly, brawo dla Sosnowca, juz kiedys tu byliscie i tez byl niezly, brawo!

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Jeleniogórzanka z szansą na tytuł Miss Polski

GIS Day w szkole

Wzruszający spektakl niezwykłych aktorów

Dotacja dla Muzeum Zabawek

Dołącz do Teatru "Na Progu"

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
906
Tak
64%
Nie
29%
Nie wiem
7%