MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Schronisko pomaga także dzikim zwierzętom

Wiadomości: Jelenia Góra
Wtorek, 16 sierpnia 2016, 17:02
Aktualizacja: 17:06
Autor: Z–R
Fot. Użyczone/Archiwum MPGK
O mały włos, a spotkanie jastrzębia z jeleniogórskim sądem by się zakończyło dla niego śmiercią. Kiedy ptak po zderzeniu spadł na ziemię, pracownicy sądu zadzwonili do Schroniska dla Małych Zwierząt...

Do zdarzenia doszło kilka dni temu. A było to tak: drapieżnik przelatywał nad ul. Mickiewicza, gdzie znajduje się nowoczesny gmachu Sądu Rejonowego. Tak zapatrzył się w panoramę miasta, że nie zauważył, iż odbija się ona w szklanej tafli jego fasady i z impetem w nią uderzył. Ptak spadł na ziemię. Nie przeżyłby, gdyby nie pracownicy sądu. Zatelefonowali natychmiast do schroniska dla małych zwierząt i poprosili o pomoc.

- Jastrzębia przetransportowaliśmy do nas i zajął się nim lekarz weterynarii - opowiada Eugeniusz Ragiel, kierownik schroniska, które działa w ramach MPGK. - Stan drapieżnika nie był niestety na tyle dobry, byśmy wypuścili go na wolność. Odwieźliśmy go do Wiązowa, do Fundacji Św. Huberta, w której przechodzi teraz rehabilitację. Z ośrodkiem tym Jelenia Góra posiada umowę o współpracy.

Jeszcze więcej szczęścia miał dzięcioł dotkliwie pogryziony przez kota. To tragiczne zdarzenie miało miejsce przy ul. Ceglanej. Ptak prawdopodobnie był przez kota przez kilka dni obserwowany, a następnie zaatakowany. Przeżył. Pracownicy „Wodnika” zaopiekowali się nim, a później poprosili o pomoc lekarza schroniska dla małych zwierząt. Drugiego dnia po udzieleniu mu pomocy dzięcioł był już w takiej formie, że w okolicy Rakownicy został wypuszczony na wolność. Nie zawsze dziko żyjące w Jeleniej Górze zwierzęta mają tyle szczęścia co jastrząb i dzięcioł. Mimo pomocy, nie udało się w ubiegłym tygodniu uratować pustułki. Miała spalone skrzydło i niedowład części ciała. Najprawdopodobniej wcześniej poraził ją prąd. - Szacujemy, że w Jeleniej Górze żyje kilkadziesiąt pustułek - mówi Eugeniusz Ragiel.

- Zdecydowana ich większość mieszka na Zabobrzu. Wydziobują sobie w ocieplonych styropianem blokach otwory i w nich przebywają. W ostatnim tygodniu z Al. Wojska Polskiego do schroniska została również przywieziona kotka z małym kociakiem. Wcześniej koty dokarmiane były przez jednego z mieszkańców, potem w miejscu tym powstał sklep, a zwierzęta pozostawione zostały samym sobie. Od tego czasu co pewien czas kolejne z nich trafia do ośrodka przy ul. Spółdzielczej - dodaje.

Na szczęście w czasie dobiegających wakacji nie odnotowano wzrostu liczby porzucanych psów. Obecnie w schronisku przebywa ich 58. Każdego miesiąca około 30 trafia do nowych właścicieli.

Ogłoszenia

Czytaj również

W Karpaczu działo się!

W obronie zwierząt

Country pod Śnieżką

Komentarze (25) Dodaj komentarz

~ 16-08-2016 17:35
Od jutra chyba B|
~ 16-08-2016 18:43
Jeśli jastrzębiem zajęliście się, tak samo, jak tym potrąconym jelonkiem, to już żal mi tego ptaka :(
~abc 16-08-2016 20:02
Może nagłośnienie akcji z jelonkiem wpłynęło na zmianę postawy pracowników schroniska i przypomnieli sobie za co biorą wynagrodzenia.
~ciulik 16-08-2016 20:37
Ciekawe że ten artykuł o "dobroduszności" pracownikach tego patologicznego "stołka" państwa Ragielów w obronie dzikich zwierząt pojawił się akurat zaraz po tym jak OLALI biedną sarnę potraconą przez samochód bo weterynarzowi schroniska nie chciało się przyjechać NA CZAS tak jak to głoszą że pracują 24h! Biedne zwierze konało w męczarniach 7 godzin!!
~m 16-08-2016 21:53
Nie pomogą te artykuły....nikt nie zapomni o cierpieniu tej sarenki :(((
~Z-R? 16-08-2016 22:19
Czy autor tegoż tekstu to nie Zbigniew Rzońca??? Bo takiego inicjału w składzie redakcji nie widzę :( Naprawdę wspaniały z Pana rzecznik MPGK... Aż łza się w oku zakręciła...Trąci czasami głębokiego PRLu... No cóż... Pan naprawdę wie, za co bierze kasę... w odróżnieniu od pracowników schroniska... Wszyscy wiedzą, że mało zarabiają, więc i pracę po prostu olewają... Dziwi tylko postawa lek. wet., który na pewno zarabia dużo więcej niż pielęgniarze, a swoją pracę i tak pier...doli...
~ 16-08-2016 22:36
Pomaganie zwierzętom czy to dzikim czy udomowionym jest Waszą powinnością o nie obowiązkiem służbowym!! I pisanie na zlecenie takich artykułów podważa Waszą zwykłą ludzką "dobroduszność" i jest niesmaczne.
~Blur 17-08-2016 1:49
Ragiel Eugeniusz. Zwymiotuję. Za dużo wiem
~A 17-08-2016 6:01
Tak, artykulik z serii chwalimy się, napisał p. Rzońca. Pytanie do p. RZECZNIKA: czy wynikające z wyst. pokontrolnego (sierpień 2014), dziłania dotyczące m.in. nieprawidłowości w prowadzeniu księgowości schroniska zostały usunięte? Czy osoba, która jako prezes TOZ w Polsce, nie sprawuje należytej kontroli nad finansami stowarzyszenia, co zostało stwierdzone w czasie kontroli jest odpowiednią osobą do szefowania schro isku w Jeleniej Górze? Dlaczego od 2012 roku uniemożliwia się pracę w jeleniogórskim schronisku wolontariuszom?
~uzi 17-08-2016 7:42
Świetna riposta Rzońcy na skandal z sarenką. Wzruszyć do łez i pokazać ludzką twarz schroniska. Widać kunszt rzecznika, w końcu Zawiła załatwił mu ciepłą posadkę w spółkach miejskich...
~KRECIK 17-08-2016 9:08
Artykuł sponsorowany??? Ostatnio jelonka mieliście w tyłku z tego co pamiętam :-)
~opo 17-08-2016 9:36
schronisko zajęło się "czule"konającą sarną-brawo-tak że nie pieprzcie tutaj głodnych kawałków że opiekujecie się zwierzętami
~bed 17-08-2016 10:32
pachnie socjotechniką...a będzie informacja, jakie konsekwencje wyciągnięto w związku z potrąconą sarną???
~bla bla bla 17-08-2016 11:15
Prezesem TOZu jest p. Łukasz Balcer. Chyba od ponad roku. I módlmy się, aby ci najbardziej zainteresowani społecznym wydźwiękiem tego sponsorowanego artykułu, systematycznie tu zaglądali i może nawet spróbowali odpowiedzieć na zadawane pytania. hahaha
~JG 17-08-2016 11:41
Przepraszam, ale nie piszcie takich artykułów...Wizerunek buduje się codziennością...
~ 17-08-2016 11:55
„Jeszcze więcej szczęścia miał dzięcioł DOTKLIWIE pogryziony przez kota. To TRAGICZNE zdarzenie miało miejsce przy ul. Ceglanej. Ptak prawdopodobnie był przez kota PRZEZ KILKA DNI OBSERWOWANY, a NASTĘPNIE ZAATAKOWANY. PRZEŻYŁ. Pracownicy „Wodnika” zaopiekowali się nim, a później poprosili o pomoc lekarza schroniska dla małych zwierząt. DRUGIEGO DNIA PO UDZIELENIU MU POMOCY dzięcioł był już w takiej formie, że w okolicy Rakownicy ZOSTAŁ WYPUSZCZONY NA WOLNOŚĆ.” Brzmi to jak fragment scenariusza filmu sensacyjnego z domieszką horroru z happy endem. Tak był dotkliwie pogryziony w tym tragicznym zdarzeniu, że już po dwóch dniach był zdrowy. A tego kota to trzeba do służb specjalnych podesłać, taki z niego zawodnik :)
~Milka 17-08-2016 12:15
Skąd tylu frustratów na tym forum? Do roboty!
~1111 17-08-2016 12:31
Skąd tyle złośliwości? Na pewno schronisko robi dużo dobrej roboty!!! Ale pan rzecznik powinien troszeczkę z tym artykułem odczekać. Tak kilka dni!!!
~jeżozwierz1 17-08-2016 12:34
Uderz w stół a nożyce się odezwą. Brawo!!! Niektórzy w stawianiu pomników są bezkonkurencyjni. Do rzeczy. Jastrząb-marzyciel sam sobie winien. Po co przeglądał się lustrze? A kotu od dzięcioła kupcie buty i giwerę. Noktowizor już ma. Pustułka zaryzykowała życie aby pokazać się od jak najlepszej strony w tańcu na elektrycznym drucie. Chyba jednak nie ukończyła szkolenia w OSP. Z prostego rachunku wynika, że dziennie przynajmniej 1 pies ma szansę na zamianę bidulowej michy na korytko u nowego gospodarza. Dobra statystyka, a do tego jeszcze bez sezonowych porzuceń. Nooo... rewelacja. Oto tajemnica sukcesu - nie wyłapujemy i za odstawionego czworonoga kasujemy.
~Aktor 17-08-2016 13:07
Zasadniczo jest problem, jak im przyniosłem wróbelka, który właśnie niechcący uderzył w szybę i się poturbował to owszem lekarz tam obejrzał go, ale potem już nic ich nie interesowało, ot radź sobie człowieku sam. Zostałem z wróbelkiem sam, nikt nie chciał pomóc. Niestety pomimo zapewnienia mu dobrych warunków ptaszek zdechł. I tyle prawdy o tych schroniskach. Pomogą jednemu na 1000 i tyle. Podobnież było z kotem który nie wiadomo skąd znalazł się u mnie na podwórku (nie posiadam żadnych zwierząt) w ciężkim stanie. Obdzwoniłem wszędzie gdzie to możliwe, ale nikogo to nie interesowało. Nawet żeby ktoś przyjechał i go uśpił żeby się nie męczył (był prawdopodobnie nie do odratowania) nikt się nie poczuwał, żadne schronisko czy służby. Eh smutna rzeczywistość.
~Krzysiu 17-08-2016 13:12
dzięki za dobre serca
~ 17-08-2016 16:54
Kot był ze służb specjalnych, dobrze wyszkolony, dzięcioła dobrze zaobserwował, potem zwerbował, a dla niepoznaki trochę poturbował, aby inne ptaki się nie domyśliły późniejszej współpracy.
~2222 17-08-2016 17:23
Szkoda, że nie ma opcji "polubiania" lub "niepolubiania" komentarzy... Niektóre są naprawdę wyborne :D Gratuluję błyskotliwości ~ z 11.55 :D
~2048 17-08-2016 20:48
Nie pomogą artykuły i propaganda, żeby zmyć hańbę sytuacji z ranną sarenką !!!
~MAX 18-08-2016 0:31
Dorodny ten jastrząb, choć czarny i miauczy. Pogratulować świetnego materiału, rzecznik się spisał... Chłop wart każdej wydanej na niego złotówki.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Poznaj kowarską przyrodę

Sztuka w pałacach i nowi ambasadorzy

Z Ziemi czerpane...

Kiedy nowy żłobek w Lwówku Śląskim?  

Sympatyczny skrzat przed budynkiem POK

Sonda

Czy poprzez budżet obywatelski mieszkańcy powinni mieć coraz większy wpływ na miejskie inwestycje?

Oddanych
głosów
436
Tak
87%
Nie
9%
Nie mam zdania
5%