MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Rowerem po obu Amerykach – nowa relacja

Wiadomości: Jelenia Góra/USA
Piątek, 16 sierpnia 2013, 9:24
Aktualizacja: Poniedziałek, 19 sierpnia 2013, 13:16
Autor: Damian Drobyk/Red
Fot. Archiwum Damiana Drobyka
Jeleniogórzanin Damian Drobyk wybrał się w kwietniu br. w wielomiesięczną, samotną podróż rowerem przez oba kontynenty amerykańskie. Zamierza „wykręcić” ponad 30.000 kilometrów w około rok. Ekspedycja ma na celu zdobycie najwyższych i najtrudniejszych dróg i przełęczy drogowych obu Ameryk w tym najwyższej drogi Świata na wulkan Aucanquilcha w Chile o wysokości 6176m.npm.

Dziś kolejny raport z podróży:
14.07.2013 - Victor - Last Chance Island Park - 131.5km
Od rana spoglądałem na licznik i nie mogłem się doczekać aż na wyświetlaczu pojawi się magiczna liczba 10.000km. Po 16:00, po prawie trzech miesiącach kręcenia, tę chwilę udokumentowałem zdjęciem. Myślę, że to niezły wynik tym bardziej, ze nie jadę przecież po płaskim terenie ale po górskich drogach i przełęczach, których już uzbierałem ponad 50 w USA.

15.07.2013 - Island Park - West Yellowstone - 137km, 1000m w górę
Przez prawie cały dzień objeżdżałem dookoła jezioro Henrys Lake wjeżdżając na trzy przełęcze znajdujące się w bliskiej odległości od siebie. Pierwsza była szutrowa Red Rock Pass, potem Reynolds Pass i na koniec Tegwatee Pass. Wszystkie bardzo łatwe, o łagodnym nachyleniu i oczywiście powyżej 2000m.npm czyli tutaj 65.... stóp. Z Tegwatee Pass zjechałem do miasta West Yellowstone, które jest zachodnią bramą do Parku Yellowstone. Same motele, hotele, a w sklepach za drogo. Podczas całego dnia udało się zjeździć aż trzy stany. Rano byłem w Idaho, popołudniu w Montanie a pod wieczór na chwilę zajechałem ponownie do Wyoming.

16.07.2013 - West Yellowstone - Battle Ridge Pass - 151km.
Rano był przymrozek i około -2 poniżej zera. Prawie zmarzłem. Nie przeszkodziło mi to jednak aby wstać równo z budzikiem o 6:00. Kurteczka, czepeczka, rękawiczki i zjazd w dół. 40 kilometrów i półtora godziny później na stacji paliw piłem już kawę i zajadałem się batonikiem. Przed Bozeman zaczęło strasznie wiać i postraszyło deszczem. Godzina odpoczynku, zakupy i drogą 86 wjechałem na przełęcz Battle Ridge Pass.

17.07.2013 - Battle Ridge Pass - Forest Green - 154km
Poranek mimo wysokości ponad 1900m niezbyt chłodny. Podczas kilkunastu kilometrów zjazdu nie zdarzyłem zmarznąć. Mniej więcej do południa nie było zbyt gorąco ale nie chciało mi się zbaczać z trasy 2km po wodę i przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów musiałem jechać na sucho. Dobrze, że znalazłem studnie po drodze, bo kolejna możliwość picia była dopiero w White Sulphur Springs, w których zrobiłem sobie dłuższą przerwę na lody. Do Great Falls już tylko 115km i spora szansa na normalny nocleg.

18.07.2013 - Forest Green - Great Falls - 110km
Początek dnia według planu. Już przed ósmą zdobyłem przełęcz Kings Hill Pass. Potem jednak zamiast długiego zjazdu do Great Falls były w większości pagórki a do Great Falls zawitałem dopiero po 15:00 z przewyższeniem prawie 900m w górę. Na GPS rano dosyć ładnie to wyglądało 115km, z wysokości ponad 2200m z przełęczy na około 1000m.npm w Great Falls. Jak widać nawet jak spodziewam się jazdy w dół to mam pod górkę. Kilka kilometrów przed Great Falls zatrzymał się samochodów z którego wysiadł młody chłopak. To był Luc, syn Johna, u którego miałem zatrzymać się na noc. Ucieszyło mnie to spotkanie ponieważ znów zrobiło się upalnie a mi brakowało wody. Szybko zapakowaliśmy z Luckiem rower do auta i kilkanaście minut później byłem już po chłodnym prysznicu. Wieczorem poznałem Johna, który w połowie ma polskie korzenie. Wspólne piwko, rozmowa i 23:00 czas na sen.

19.07.2013 - Great Falls - Bynum - 140km
Według mapy następne większe miasto na mojej trasie to Calgary w Kanadzie, a przejechać jeszcze muszę Park Narodowy Glacier. Zanim więc wyjechałem z Great Falls było po 11:00 a na liczniku tylko 20km. Po południu jednak podkręciłem tempo i do wieczora wyszedł całkiem spory dystans. W miasteczku Chateaux zrobiłem sobie dłuższą przerwę ale żadnego zamku w okolicy nie widziałem, jak wskazuje nazwa. Jedynie w środku ronda z centrum miasta stoi budynek trochę podobny do pałacu. Nocleg na polu za wsią Bynum.

20.07.2013 - Bynum - East Glacier Park - 114km
Wieczorem obserwowałem ciekawe zjawisko pogodowe. Kilkadziesiąt kilometrów dalej przechodziła chmura burzowa, która co chwilę była podświetlana przez pioruny. Z daleka wyglądało to jakby ktoś co chwilę zapalał i gasił światło w chmurze. Miejsce na nocleg też wybrałem pierwszej klasy. W okolicy 20 km żywego ducha. Nawet ptaków nie słyszałem. Głucha cisza całą noc. Chwilę po szóstej przejeżdżał właściciel pola, na którym spałem. Przywitał się i pojechał dalej. Do kolejnego większego miasta miałem 90km, a do miasteczka docelowego East Glacier Park gdzie czekał na mnie prysznic, kolacja i miejsce na camping ogrodzie około 110km. Od rana więc zabrałem się ostro do roboty aby popołudnie spędzić już odpoczywając w cieniu. Wiatr i ukształtowanie terenu nie pomagały jednak w szybkim osiągnięciu celu. Do miasta Browning dojechałem po 14:00. W Browning do East Glacier było już tylko 20km a w progu domu Jo i Sama stanąłem tuż po 16:00. To kolejny nocleg w ostatnim czasie u życzliwych ludzi chętnie pomagającym rowerowym podróżnikom.

21.07.2013 - East Glacier - Lake McDonald - 124.5km
Rano Jo nie chciała mnie wypuścić z domu o pustym żołądku, więc na śniadanie mogłem liczyć na mleko z granolą, migdałami i truskawkami z ogrodu. Chwilę po ósmej wyruszyłem w stronę Marias Pass, najniższej przełęczy działu kontynentalnego na północ od Nowego Meksyku. Przeważnie zdobywam te najwyższe, ale tym razem niespodziewanie na drodze stanęła bardzo łatwa i niewysoka Marias. Jeszcze dobrze nie wjechałem do parku lodowców, a już niektóre widoczki zmuszały mnie do zatrzymania się i uwiecznienia w pamięci aparatu. Od Marias Pass aż do West Glacier przeważnie było w dół lub prosto więc dzień w większości niezbyt wymagający. West Glacier leży na wysokości poniżej 1000m.npm więc do kolejnej tym razem najwyższej przełęczy drogowej Parku Glacier mam ponad kilometr przewyższenia w górę. Jeszcze przed bramą wjazdową do parku liczyłem n drobne zakupy jednak już w West Glacier ceny nawet chyba wyższe niż w Yellowstone. Chwilę potem jednak udało mi się wjechać do Parku Glacier za darmo drogą rowerową prowadzącą przez las wzdłuż drogi. Kawałek dalej, przy największym jeziorze w parku McDonald Lake zauważyłem znak - zakaz jazdy rowerem w godzinach od 11:00 do 16:00. Na zegarku miałem 15:30 więc pół godziny przesiedziałem nad wodą jeziora McDonald, które ma ponad 16km długości i 130m w najgłębszym miejscu. Restrykcje spowodowane są brakiem poboczy i trudniejszym wyprzedzaniem rowerzystów w godzinach największego ruchu samochodowego.

22.07.2013 - Lake McDonald - Cardston - 122km
Podekscytowany i ciekawy przejazdu drogą nazywaną "Going to the Sun" wstałem już o 6:00 i 20 minut później byłej w drodze. Droga do przełęczy prowadzi wąską półką wzdłuż skalnego zbocza z fantastycznymi widokami na dolinę oraz kilka szczytów i wodospadów. Niestety lodowce w większości już dawno stopniały i poza śnieżnymi płatami po ostatniej zimie nie widziałem żadnego z pozostałych 27 z ponad 150 jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Nie udało mi się także zobaczyć żadnego większego zwierza poza kilkoma świstakami i wiewiórkami kolumbijskimi, którym w całych północnych Stanach jest zatrzęsienie. Droga na przełęcz jest dosyć łatwa. 1000 metrów przewyższenia na długości 20 kilometrów to średnio 5% nachylenia i tyle mniej więcej jest. Na przełęczy znajduje się spory parking oraz centrum informacyjne dla turystów, którzy w większości wwożeni są na Logan Pass zabytkowymi czerwonymi samochodami. Park Glacier powinien zmienić nazwę na park wodospadów lub jezior, bo właśnie to są teraz największe atrakcje tego miejsca. Po godzinie zjazdu byłem już w Sant Mary, miasteczku poza parkiem i po skromnych zakupach kierowałem się do granicy z Kanadą.
Odprawa paszportowa przeszła bez większych problemów, kanadyjscy pogranicznicy zatrzymali mnie tylko na chwilę w celu kilku dodatkowych pytań o cel i czas pobytu w Kanadzie. Kilka minut później w paszporcie miałem już kolejną pieczątkę, a strażnik życzył mi przyjemnego pobytu w Kanadzie. Jak na razie większych różnic między USA i Kanadą nie dostrzegam. Nocleg w parku miejskim w Cardston.

23.07.2013 - Cardston - Clareshold - 115km
W nocy obudziły mnie zraszacze trawników. Spałem w zadaszonym miejscu na piknik więc mnie nie zmoczyło. Wstałem równo z budzikiem o 6:00, pierwsi mieszkańcy już spacerowali z pieskami i biegali wokół boiska, które znajdowało się obok parku. Do Calgary już niedaleko, a ja nie muszę się wcale spieszyć, ponieważ na czwartek prawdopodobnie będę miał spanie. Do czwartku jednak jeszcze trzy dni więc trasę do Calgary muszę podzielić mniej więcej na trzy równe etapy. Trzy łatwe, płaskie odcinki na których już odpoczywam sporo a dwa leniwe dni w Calgary dopiero przede mną. 120km do Clareshold zrobiłem do 16:00 mocno ociągając się po drodze. Nie byłem pewien czy w Kanadzie jak w USA mogę poruszać się po autostradach jednak znaków zakazu nie widziałem a kierowcy nie zwracali na mnie większej uwagi. Nocleg w namiocie niedaleko miasta.

24.07.2013 - Clareshold - High River - 85km
Przed 7:00 zwinąłem się i powróciłem na główną drogę w kierunku Calgary. Dziś do przejechania miałem bardzo krótki odcinek do High River, gdzie w ostatniej chwili dostałem zaproszenie na ciepły prysznic. W miasteczku byłem już po 13:00. Kilka tygodni wcześniej przez High River oraz inne okoliczne wioski przeszła fala powodziowa wyrządzając wiele szkód. Część High River została nawet ewakuowana. Do domu na nocleg zaprosił mnie Lorne z żoną Bev, którzy wiele podróżują po świecie. Bev na kolację przyrządziła ryż z mięsem i warzywami na ostro, a Lorne zabrał mnie na kawę i lody.

25.07.2013 - High River - Cochrane - 101.5km
Jubileuszowy setny dzień wyprawy. Pochmurno, wiatr lekko z tyłu a temperatura poniżej 20 stopni przez większość dnia. Po 19:00 byłem już poza miastem i drogą 1A kierowałem się na zachód, gdzie jutro czeka mnie najwyższa drogowa przełęcz Kanady. Przed 20:00 dociągnąłem do 100 km i zjechałem w las przeganiając przy okazji stadko mulaków.

26.07.2013 - Cochrane - Seebe - 165km
Według planu powinienem dziś odpoczywać od roweru i zwiedzać Calgary. Musiałem jednak zmusić się do wysiłku i wjechać na najwyższą przełęcz drogową Kanady, Highwood Pass. Przez ostatnie kilka tygodni byłem przekonany, że w Calgary będzie mój dzień bez roweru, odpoczynek, relaks i wszystko inne niż jazda. Bardzo trudno jest się zmotywować do jazdy kiedy coś zaplanowanego nie wychodzi i trzeba na szybko ustanawiać nowe cele i priorytety. Od samego rana miałem wrażenie, że wszystko jest przeciwko mnie, co dodatkowo mnie irytowało. Po 6:00 ociekający wodą namiot pakowałem do worka. Podczas śniadania okazało się, że zgubiłem lub prawdopodobnie wyrzuciłem razem ze śmieciami chustę, na której jem, łyżkę i nóż. Kiedy chciałem naładować mp3 w akumulatorku nie było prądu ponieważ jeden z kabelków się przerwał. Największy zawód spotkał mnie jednak w drodze na przełęcz Highwood Pass. Okazało się, że droga jest zamknięta z powodu remontu po niedawnej powodzi.

27.07.2013 - Seebe - Lake Louise - 130km
Z ochotą ruszyłem w kierunku Canmore i dalej wzdłuż Trans Canadian Highway. Dziś widoki jak i wysokości bardziej jakby alpejskie, dolomitowe. Wzdłuż drogi sporo wody. Stawy, jeziorka, strumyki z krystalicznie czystą wodą. Przed 19:00 dojechałem do Lake Louise, ostatniej wioski przed maratonem przełęczy. Jestem już na wysokości ponad 1600m, a trzy przełęcze przede mną tylko nieznacznie przekraczają 2000m więc nie powinno być zbyt ciężko. Wciąż chodzi mi po głowie wczorajszy podjazd na Highwood Pass. W drodze powrotnej upewnię się jeszcze czy przełęcz nie została otwarta lub czy nie jest otwarta od strony południowej. Nocleg w namiociku obok bocznej drogi niedaleko Lake Louise.

28.07.2013 - Lake Louise - Crossing - 158km, 1800m w górę
Ruszam na trasę 93 Icefields Parkway, prowadzącą na dwie przełęcze powyżej 2000m. Droga niestety płatna, a raczej pobyt w parku. Prawie 10 dolarów za dzień a musiałem wykupić aż na dwa. Jeszcze przed wjazdem do parku widać największe jego atrakcje czyli lodowce oraz jeziorka z turkusową wodą. Na przełęcz Bow Pass i w boczną drogę zwaną Bow Summit, która jest najwyższym punktem Icefields Parkway wjechałem tuż po południu. Ta część była bardzo łatwa i szybka. Z Bow Summit zjechałem do Crossing (motel, stacja paliw, sklep, restauracja). W sklepie kupiłem ciasta z nadzieniem klonowym oraz napój. Cena za ciastka kosmiczna, ale stosunek ilości do ceny najlepszy i coś jeść muszę. Zjazd do Crossing dość stromy i jutro czeka mnie wspinaczka na Bow Summit od strony północnej. Tymczasem podjazd na moją drugą przełęcz dzisiejszego dnia był już bardziej wymagający. Na Sunwapta Pass wdrapałem się dopiero po 19:00 przy silnym wietrze i lekkim deszczu. Od jutra już kierunek głównie na południe, z częściej wiejącym wiatrem w plecy mam nadzieję.

29.07.2013 - Crossing - Vermillion Pass - 154km
Co za odmiana dzisiejszego dnia. Rano 5st. a potem przez cały dzień niewiele więcej, koło 14:00 było około 11st. Na szczytach widać było niewielkie ilości świeżego śniegu. Dopiero pod koniec dnia przejaśniło się i wyszło słońce, było jednak już zbyt późno aby temperatura wzrosła. Z wysokości 1400m musiałem wjechać na Bow Pass na 2067m potem zjechać do Lake Louise, gdzie zrobiłem dłuższą przerwę. Z Lake Louise przejechałem 25km autostradą do Castle Mountain by powrócić na drogę 93 i wjechać na banalnie prostą przełęcz Vermillion Pass. Kilka kilometrów niżej zacząłem rozglądać się za spaniem. To już drugi dzień pod rząd z dystansem dziennym ponad 150km. Jutro chyba będę mógł liczyć na luźniejsze popołudnie, prysznic i łóżeczko.

30.07.2013 - Vermillion Pass - Fairmont -138km
Noc chłodna a poranek jeszcze bardziej. Po 6:00 kiedy wyszedłem z namiotu było tylko 0st.C. Wyjechałem tak wcześnie ponieważ jak najszybciej chciałem dojechać do Fairmont, gdzie czekał na mnie prysznic, łóżko i kolacja u Donny i Dawida. Na mojej drodze stała tylko jedna niska przełęcz Sinclair Pass. Droga na przełęcz prowadziła piękną i niezbyt ruchliwą drogą szeroką doliną wzdłuż rzeki. Końcówka nawet dosyć stroma do 10%. Na przełęczy spotkałem czeską parę, Po miłej rozmowie polsko-czesko-angielskiej zjechałem do miasteczka Radium Hot Springs gdzie zrobiłem małe zakupy, odpocząłem w cieniu przy pomniku z muflonami. Zaraz potem w środku miasteczka spotkałem stadko prawdziwych muflonów zajadających trawę…

31.07.2013 - Fairmont - Crowbrook - 114km
Wczorajszy dzień niczym mnie nie zmęczył a dzisiejszy okazał się jeszcze łatwiejszy. Z Fairmont zjechałem tylko do Crowbrook gdzie czekał na mnie Paul, u którego mogłem zatrzymać się na noc. Pierwszy raz udało mi się znaleźć dwa noclegi pod rząd poprzez serwis Warmshowers. W domu Paul'a mogłem liczyć na prawdziwe luksusy. Piękny pokój z nowymi meblami, łóżko z czystą pościelą oraz ciepła kolacja. Przez pozostałą część wieczoru oglądałem filmy co było miłą odmianą.

1.08.2013 - Crowbrook - Naples - 162km.
Rano sprawdziłem w internecie, czy droga na Highwood Pass jest otwarta od południa, niestety nie była, więc pozostało wracać do USA bez zdobycia najwyższej drogowej przełęczy Kanady. Z Crowbrook do granicy ze Stanami miałem 80km a do pierwszego miasta w USA ponad 130km. Cały dzień miałem mniej więcej prostą drogę lub lekko w dół. Pochmurny dzień pozwolił też odpocząć od upałów. Na granicy strażnicy potraktowali mnie bardzo życzliwie i przyjaźnie. Bez żadnych kłopotów i zbędnych pytań wjechałem ponownie na teren USA, żegnając tym samym piękną lecz niestety bardzo drogą Kanadę.

Ogłoszenia

Czytaj również

Zamknięcie szlaków w Rudawach Janowickich

Lech Wałęsa w Świeradowie Zdroju

PiS ujawnił listy kandydatów

Komentarze (10) Dodaj komentarz

~AnonimGall 16-08-2013 10:22
Zawsze czytam pana relacje z zapartym tchem :) Pozdrawiam i... powodzenia :)
~arni 16-08-2013 10:52
piękna sprawa , powodzenia ..
~ja 16-08-2013 10:55
Czytam i gratuluje tak pieknej ciekawej wyprawy.trzymam kciuki za szczesliwy powrot do domu i pozdrawiam z deszczowej norwegii
Piipi Jelonkowa 16-08-2013 17:16
~OJEJ ! .. 6.176 m.npm, to strasznie wysoko ! ..ale tam jest się bliżej Boga,bo można na ulicy spotkac św.Krowy /..patrz.zdj.nr.19,20 /,..a także fajnego baranka,podobnego do katolickiego /..patrz.zdj.nr.16 /
~ 16-08-2013 17:50
a na Alasce i w górnych częściach Kanady był ???
~ 16-08-2013 18:45
...nie był bo tam nie ma wysokich dróg i przełęczy ...
~taka prawda 16-08-2013 23:10
dlaczego jelonka robi landrynkowa oprawę panu rowerzyście i wycina komentarze odnoszące się do sytuacji społeczno-politycznej ameryki w kontekście opisanych przez drobyka spraw? Przecież świat wygląda jak wygląda i krytykowanie amerykańskich pograniczników jest w naszym kraju jeszcze legalne?...
~Tom 17-08-2013 21:27
Jaki jest przybliżony koszt takiej wyprawy? Jedzenie,noclegi,opłaty...
~AnonimGall 17-08-2013 22:15
Taka prawda, że "bliższa koszula ciału"... tak więc w de mam sytuację społeczno-polityczną usa, a dla ~Toma mam podpowiedź... poszperaj po necie, uruchom wyobraźnię ;)
~Darek Bielec 18-08-2013 9:33
Czesc Damian, To Darek z Tenino park WA z ktorym rozmawiales. Daj znac co u ciebie. Moj adres kellybee360@aol.com

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Będzie klub seniora

Będzie park rekreacji

Czytelnik: drzewa to nie słupy ogłoszeniowe

Mistrzowie na otwarciu stadionu

Czyja to studzienka? (aktualizacja)

Sonda

Czy poprzez budżet obywatelski mieszkańcy powinni mieć coraz większy wpływ na miejskie inwestycje?

Oddanych
głosów
380
Tak
87%
Nie
8%
Nie mam zdania
4%