MenuZamknijRaport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Niedziela, 12 lipca
im. Weroniki, Jana

Rejestr dzieci pokrzywdzonych

Wiadomości: Polska
Sobota, 22 kwietnia 2006, 0:00
Autor: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Z Joanną Kluzik-Rostkowską, wiceministrem pracy i polityki społecznej, rozmawia Słowo Polskie Gazeta Wrocławska.

• W czwartek zmarł pobity przez swoich opiekunów 2,5-letni Szymon. Zaraz potem Pani resort z Ministerstwem Zdrowia zadecydowały, że powstanie Centralny Rejestr Dzieci. Czy to sposób na uspokojenie sumienia?
– Nie. Pomysł powołania tej bazy pojawił się już na początku marca. Prace nad sprawdzeniem wszystkich przepisów trwają bardzo długo, dlatego teraz przedstawiamy tę ideę. Poza tym media dopiero po tragedii w Szprotawie się tym zainteresowały.

• W jaki sposób ma funkcjonować ten rejestr?
– Nie będzie tu żadnej rewolucji. Jest wiele osób, które powinny chronić najmłodszych: lekarze, nauczyciele, pracownicy socjalni. W praktyce wygląda to jednak tak, że rzadko ze sobą współpracują. Chcemy to zmienić. Do rejestru byłyby wpisane informacje o dziecku jeszcze z porodówki. Potem dane mają być uzupełniane przez wszystkie instytucje, do których trafia dziecko.

• Mówi Pani o zbieraniu i przepływie informacji między różnymi instytucjami. Ale w jaki sposób to mogłoby pomóc w walce z przemocą wobec dzieci? Czy to nie będzie kolejny martwy przepis?
– Na pewno nie. Lekarz, do którego przyjdzie dziecko z sińcami na całym ciele, wpisze to do kartoteki. Jednocześnie będzie mógł sprawdzić, czy podobne zgłoszenia nie zdarzały się wcześniej. Jeśli byłoby pięć podobnych wpisów, to wówczas można podejrzewać, że coś jest nie w porządku. Wspólny rejestr dla wszystkich będzie mógł wykluczyć sytuację, że po każdym pobiciu dziecko trafia do innego szpitala. I nie ma informacji o tym, co działo się z nim wcześniej.

• Ale przecież lekarz, który widzi pobite dziecko, ma obowiązek zgłosić to na policję!
– Niestety, tak się nie dzieje. W badaniach warszawscy lekarze przyznali się, że gdy przypadki nie są zbyt drastyczne, to nie zgłaszają ich. Boją się, że będą ciągani po sądach.

• Więc może nie trzeba zmieniać przepisów, ale skuteczniej egzekwować już te istniejące?
– Trzeba je doprecyzować. Dlatego w naszym projekcie wyraźnie wskażemy sankcje, które będą groziły osobom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo dzieci, lecz lekceważącym to.

• Rejestr byłby stopniowo uzupełniany przez szkoły, szpitale, ośrodki pomocy społecznej. Ale kto sprawdzałby zapisywane w nim informacje i czuwałby nad tym, czy dziecku nie dzieje się krzywda?
– Jest wiele możliwości – może sądy rodzinne? My, z poziomu centralnego, nie jesteśmy w stanie kontrolować pięciu milionów dzieci. Dlatego powinny za to odpowiadać instytucje samorządowe.

• Kiedy rejestr zacznie działać?
– Trudno powiedzieć. W przyszłym tygodniu projekt ustawy wyjdzie z ministerstwa. Ale mimo że do Sejmu jest pół kilometra, to w rzeczywistości droga okazuje się bardzo długa, bo czekają nas jeszcze konsultacje społeczne. Ale będę się spieszyć, bo tu nie ma czasu do stracenia.

Ogłoszenia

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

"Piękna i bestia" w sobotni wieczór pod Ratuszem

Maseczki dla szpitala

Szansa na remont "zameczku"

Redakcja przeprasza Krzysztofa Golke

Bezpieczne place zabaw

Informacja wojewody ws. koronawirusa (aktualizacja)

Spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą

Nowy przystanek w Łupkach

Sonda

Powstała miejska plaża nad Bobrem, czy to dobre miejce, także na rodzinny, relaks?

Oddanych
głosów
374
Tak
47%
Nie
39%
Nie wiem
14%