MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Randka na kozetce w „Norwidzie”

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Wtorek, 9 lutego 2010, 9:05
Aktualizacja: 9:06
Autor: iracema
Fot. Archiwum
Impresaryjny Teatr Bajka z Warszawy zaoferował jeleniogórskim widzom spektakl komediowy Antoniego Cwojdzińskiego „Hipnoza” w reżyserii Wojciecha Malajkata. Zrealizowana wspólnie z firmą Beta–Art założoną przez Beatę Ścibakównę sztuka to zdecydowanie pozycja rozrywkowa. Aktorce powszechnie znanej z telewizyjnej roli ordynatora interny Karoliny Orlickiej w serialu TVP2 „Na dobre i na złe” partnerował na scenie Rafał Królikowski, jej kolega z jednego roku ze szkoły teatralnej.

Akcja „Hipnozy” dzieje się w Nowym Jorku, a jej bohaterami są: pełna temperamentu wybitna aktorka, która porzuciła scenę i swoją pasję, oraz psychoanalityk. Obecnym narzeczonym aktorki jest popularny lekarz, który nie rozumie artystycznej duszy swojej kochanki. Gwiazda teatralna na skutek traumatycznych wydarzeń nagle traci głos i nie może występować na scenie. Współczesna medycyna nie jest w stanie jej pomóc. Zgłasza się więc do gabinetu nieśmiałego psychoterapeuty, zwolennika terapii hipnozą.

Lekarzem okazuje się niespełniony w miłości samotnik, którego życie uczuciowe legło w gruzach od momentu, gdy w jego gabinecie pojawiła się popularna artystka. Sprawdzona i skuteczna metoda seansów hipnotycznych w przypadku aktorki-pacjentki początkowo zawodzi. Lecz z czasem wreszcie rozkapryszona artystka zapada w mocny sen hipnotyczny, podczas którego śni, że gra na scenie różne role, m.in. Panną Młodą w „Weselu” Wyspiańskiego, Lady Makbet z szekspirowskiego „Makbeta” czy tytułową bohaterkę „Balladyny” Słowackiego. Między aktorką a lekarzem rodzi się wielka platoniczna miłość.

Siłą reżyserii Wojciecha Malajkata nie są potężne wizje inscenizacyjne ani zawiłe konstrukcje myślowe, lecz drobiazgowa analiza dialogu i bardzo staranna praca nad sposobem jego podawania. Tak robi zresztą wielu reżyserujących znakomitych aktorów. Tak robił zawsze Jan Świderski, tak robił Andrzej Łapicki, tak robił wreszcie sam Jan Englert. Grana pod dyktando Malajkata „Hipnoza”, nie stała się szampańską komedią, ale zatraciła ów nieznośny nalot sentymentalizmu, a wtedy okazało się jak ta ludzka komedia romantyczna jest uniwersalna.

Z chwilą, gdy bohaterka grana przez Beatę Ścibakównę nie jest tylko kochającą się w wielkich słowach (na ogół cudzych) aktorzycą, dla której życie staje się zaledwie dalekim odbiciem sztuki, wydaje się nam bliższa i przede wszystkim bardziej zrozumiała.

Aktorka o niskim, pięknie brzmiącym głosie (śpiewa piosenki z międzywojennego kabaretu), majestatyczna w ruchu i geście, stworzyła dość ciekawą kreację. Najciekawsze było w niej przenikanie się wielkości i małości, demonstrowane w sposób tak naturalny, tak nie podlegający dyskusji, tak spontaniczny wreszcie, jak może to zapewne dziać się w życiu, ale co nieczęsto potrafi pokazać sztuka.

Wielkość pacjentki-aktorki to wielkość jej sztuki. Jej małość jest także małością wielkiej aktorki, która za wszelką cenę musi utrzymać poziom i wykluczyć z góry wszelką możliwość konkurencji, zarówno jako aktorka, jak i jako kobieta. Ścibakówna wyposażyła swą bohaterkę dodatkowo w świadomość celów, przyświecających jej postępowaniu. Jest cyniczna, i tym cynizmie uwielbiana, ma ogromną wiedzę o ludziach i umie na nich grać według własnej woli i kaprysu.

Rafał Królikowski, który od ról amantów przechodzi do ról amantów charakterystycznych, był znakomity przede wszystkim w wewnętrznym rysunku i starannie wystudiowanym ruchu i geście. I dokonał nie lada sztuki jako lekarz – nieszczęśliwy, ale pozbawiony płaczliwości, pokazał twarz pełną bolesnego cierpienia.

Malajkat starał się pod każdym względem zachować dyscyplinę dramaturgiczną autora. I wyszło to przedstawieniu na dobre, każąc nam myśleć o dawnych dobrych czasach poniedziałkowej sceny telewizyjnej. Zresztą „Hipnoza” od początku do końca jawi jako przedstawienie w charakterze rozrywkowym, rozpisane na dwie osoby i... tele¬fon jako trzecią „postać” działającą.

Liczący ponad pół wieku scenariusz napisał Antoni Cwojdziński, aktor (grywał na scenie pod przybranym nazwiskiem Wojdan) i dramaturg z zamiłowania, a z zawodu fizyk. Scenografię do spektaklu zaprojektował Paweł Dobrzycki, a autorką kostiumów jest projektantka mody Izabela Łapińska.

Ogłoszenia

Czytaj również

Konferencja literacka w piątek

Świętują Niepodległość

Udany Piknik Strzelecki

Komentarze (1) Dodaj komentarz

*piipi* 9-02-2010 10:22
~OJEEJJJ ! ..*piękny fotelik ! (..patrz.zdj.nr.1 ..] ..~Dawno *nie byłam w Teatrze, ale najpierw umówię się z .. *fajnym chłopakiem w parku .. na *ławce !

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

O rozpadających się górach

Studium na początek

Młodzi jazzmani walczą o Krokusa

Motocykliści dla Niepodległej

Wypadek przy baniakach  

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
829
Tak
63%
Nie
30%
Nie wiem
7%