MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

„Powierzony klucz” otwiera drzwi do regionu

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Środa, 11 lutego 2009, 21:37
Aktualizacja: Czwartek, 12 lutego 2009, 17:01
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Trzecie już spotkanie z autorką powieści o protestantyzmie znów zachęciło wielu miłośników prozy Małgorzaty Lutowskiej. Tym razem powieściopisarka spotkała się ze swoimi fanami w klimatycznych wnętrzach Antykwariatu pod Arkadami, by wśród przedmiotów z duszą porozmawiać o książce.

Spotkanie poprowadził Romuald Witczak, ceniony regionalista, przewodnik i znawca problematyki oraz historii lokalnej, publicysta i pracownik naukowy Kolegium Karkonoskiego. – Bardzo cenne jest to, że przybywa nam publikacji o regionie – zaznaczył na początku. – Do ważnego „Rocznika jeleniogórskiego”, który był przez lata jedyną pozycją o znaczeniu lokalnym, dochodzi coraz więcej wydawnictw o różnym charakterze – podkreślił Romuald Witczak wymieniając wśród różnych tytułów „Powierzony klucz” Małgorzaty Lutowskiej.

Zebrani zasypali autorkę pytaniami. Jeden z gości spotkania zauważył, że opisywany przez panią Małgorzatę miecz katowski, którym ścięto rodzinę Hansa Urlicha Schaffgotscha, wbrew temu, co napisano w książce, nie znajduje się już w muzeum w Głogowie. M. Lutowska odpowiedziała, że na pewno tam był na początku lat 90. XX wieku, bo sama go tam widziała. Rozwinęła się dyskusja o zbiorach muzealnych. – Ten miecz powinien znajdować się w Cieplicach, bo bezpośrednio nawiązuje do ich dziejów – stwierdzono.

Andrzej Jawor spytał, dlaczego autorka nie używa nazw niemieckich w „Powierzonym kluczu”. – Dla mnie królowie pruscy mieszkali w Erdmannsdorfie, a nie w Mysłakowicach – powiedział. – Uczyniłam tak, aby lektura była bardziej przystępna i nie wymagała dodatkowych wysiłków od czytelnika. Radził mi tak zresztą Przemysław Wiater – odpowiedziała M. Lutowska. Zebrani wymienili różne opinie na temat nazewnictwa lokalnych miejscowości. – Ja urodziłem się w Jeleniej Górze i nie życzę sobie, aby ktoś mówił, że w Hirschbergu – stwierdził tłumacz Tomasz Bryll. – Ale Niemcy przed 1945 rokiem rodzili się tu w Hirschbergu – odpierał Andrzej Jawor.

Mówiono także o tym, że „Powierzony klucz” to książka w sposób szczególny promująca region jeleniogórski. Może służyć równie dobrze jako przewodnik po ciekawych miejscach naszej małej ojczyzny i jednocześnie przedstawia jej mało znaną i nigdy wcześniej w ten sposób nie udokumentowaną historię. – Bardzo cieszy mnie, że pani, jako katoliczka, tak ciepło i z takim dystansem do własnej wiary wypowiada się na kartach tej książki o ewangelikach – mówiła jedna z pań przybyłych na spotkanie. – Pani Małgorzata bardzo słusznie przedstawia w ten sposób protestantów, bo w większości to są dobrzy ludzie, czego o wszystkich katolikach nie da się powiedzieć – padła konkluzja.

Małgorzata Lutowska przyznała się, że po napisaniu „Powierzonego klucza”, zniechęcona długimi poszukiwaniami wydawcy (znalazła go w końcu w firmie Ad Rem), zapomniała o ważnym wydarzeniu dla Jeleniej Góry – jubileuszu 900-lecia, który obchodziliśmy w minionym roku. – Taka ważna rocznica była godna upamiętnienia w sposób szczególny – podkreśliła. Nic jednak straconego, bo datę 1108 jako rok założenia Jeleniej Góry przyjmuje się jako symbol. Także w ten sposób traktowano rok 1111, a zgodnie z tą datą 900-lecie miasta dopiero nas czeka. A czytelnicy z pewnością ucieszą się kolejną powieścią poczytnej pisarki z Cieplic.

Ogłoszenia

Czytaj również

Wypadek przy baniakach  

Radni KO przeciw kupcom?

Motocykliści dla Niepodległej

Komentarze (2) Dodaj komentarz

~Binghiman 12-02-2009 23:29
szacun dla Pani Lutowskiej :))
~St-A Jawr 13-02-2009 10:00
Wywołany do tablicy przez Pana Redaktora, muszę kilka słów napisać. Zacznę od drobnego sprostowania: - ja również cenię Pana Romualda Witczaka,(nie mylić z przewodnikami - braćmi Witczakami), chociaż nie jest On przewodnikiem, bo nie ma uprawniń nadających taki tytuł. Nie zgadzam sie również (o czym nie napisano) z Jego określeniem Ziemi Jeleniogórskiej, jako "przeklętej przez Polaków w 1945 roku". Ja przyjechałem tu wprawdzie dopiero w 1948 roku, ale porszę mi wyjaśnić, za co Polacy mieliby tą ziemię przeklinać? Za dobrobyt jaki tu zastali? Za poniemieckie mienie, które Niemcom - właścicielom nie wolno było sprzedawac, bo (tu cytuje "Pioniera" z 1945 roku "Ukrócić ten nielegalny handel") - " jak to będzie wyglądało, jak Polak dostanie mieszkanie poniemieckie, i nie będzie w nim podstawowych rzeczy"! Tak, była tymczasowość. Niektórzy przybysze z Kresów do kończa zycia spali na walizkach, bo wierzyli, że ..." przyjedzie Anders na białym koniu i wrócą do domu". "Nie damy Wilna ani Lwowa, bo to jest nasza, Polska Piastowa" śpiewali wtedy harcerze. Ale "komuna" głosiła, że to tu, nad Odrą, Bobrem i Nysą są Ziemie Pistowskie. I okazuje się, że "komuna" miała rację, o czym świadczy ubiegoroczne 900 lecie Jeleniej Góry. A nazwy. Tak! Ma rację mój dobry kolega Pryl twierdząc, że urodził się w Jeleniej Górze i nie życzy sobie, by nazywano to miasto Hirschbergiem. Ja też z wyboru zostawiłem Kraków i stałem sie Dolnoslązakiem. Też mieszkam w Jelonce i nie toleruje, jak mi ją ktoś, dzisiaj, Hirschbergiem nazywa. Ale do maja 1945 roku to był tu Hirschberg in Riesengebirge. A obecna dzielnica Jeleniej Góry - Sobieszów, to był Hermsdorf z dodatkiem "unter dem Kynst". Bo Hermsdorfów w niemieckim nazewnictwie, podobnie jak i Hirschbergów, jest dużo. A teraz polski przykład: - mój przyjaciel urodził się w 1938 roku w polskim Lwowie. W 1945 przyjechał do Jeleniej Góry. A kiedy dostał dowód osobisty, to miał w nim wpisane jako miejsce urodzenia "ZSRR". Chłopak protestował, narażał sie WŁADZY co było niebezpieczne, ale nic nie wskórał. Lwów to ZSRR i koniec! Czy więc my teraz, kiedy najwybitniejsi politycy i intelektualści głoszą, że w 1945 roku Polska przejęła Dolny Śląsk, wraz z jego bogatą historią i kulturą mamy pisać, że G Hauptmann wybudował sobie dom w Jagniątkowie a nie Agnetendorf! Mamy pisać że Hohenzolernowie mieli rezydencje w Mysłakowicach? - Przecież to był Erdmannsdorf. Tu podkreślam słowo "pisać", bo jak mnie uczono, jest ogromna różnica między słowem mówionym a pisanym, o czym wszyscy piszący powinni pamiętać. I jeszcze sprawa "fenomenu" książki pani M Lutowskiej. Na spotkaniu słyszało się same ochy i achy. Byłi nawet tacy, co proponowali, by organizowaći wycieczki, szlakiem wytyczonym przez Autorkę "Klucza". A jeżeli tak, to znaczy, że jest to literatura faktu, która wyklucza rzeczowe błędy. Literatura w której nie ma miejsca na fantazjowanie. Ja mam zwyczaj każdą ksiązkę czytać bardzo uważnie. Literka po literce. Ale jak natrafiam na "koloryzowanie" czy też brutalnie pisząc "mijanie sie z prawdą" autora, to takie "dzieło" odkładam niedoczytane. W przypadku "Klucza" pani M. Lutowska z domu Tajerle, bo pod takim nazwiskiem Ją pamiętam, doczytałem do strony 11, kiedy to Autorka opisuje rodzców Martina Lutra. No i przerwałem czytanie, bo Pani Lutowska niemalże jednym tchem podaje, że jego ojciec był: Bauerem, górnikiem i hutnikiem. I miał (chyba) az 8 pieców. No bo moi drodzy, jak sie ma tyle pieców hutniczych, to pod ziemię raczej sie nie zjeżdża. To sie już jest "kimś". Na tej samej stronie Autorka znowu "koloryzuje" pisząc, że Wittemberga w czasach Lutra, to było małe miasato (w XVI wieku 2.000 mieszkańców to chyba jednak już nie takie małe), a w dodatku pisze, że wysłano go do tego miasta na wykładowcę. Nie, szanowna Autorko. On tam najpierw trafił tam jako student. Potem pojechał do Rzymu, i dopiero wrółcił, zrobił doktorat i stał sie specjalistą od psalmów. Pani Lutowska w sprawie nazewnictwa powiedziała, że w poprzedniej książce (czy też w poprzednich ksiażkach) dała słownik nazw polsko- niemieckich. Ale nie podejrzewam, by była aż tak w sobie zadufana, że wierzy, iż wszyscy PT Czytelnicy "Klucza" znają też jej poprzeddnie dzieła. I na zakończenie: - Panie Redaktorze! Gdyby Pan się dowiedział, że Pani Lutowska ma gdzieś klejne, 4 spotkanie, to prosze mnie powiadomić, bo ma kilka pytań do Niej, a (przyznaję się bez bicia) że nie lubię pisac. Z poważniem dla wszystkich PT Czytelników Jelonki i tych, co na spotkniu 11.2.2008 w Antykwariacie byli. st-a. jawor

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Nowe zasady kontroli drogowej  

Finał remontu

Konieczna przerwa

Studium na początek

Udany Piknik Strzelecki

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
797
Tak
64%
Nie
29%
Nie wiem
7%