MenuZamknijRaport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Niedziela, 12 lipca
im. Weroniki, Jana

Podsumowanie wyprawy "Skandynawia 2005"

Wiadomości: Świat
Poniedziałek, 5 września 2005, 0:00
Aktualizacja: Wtorek, 7 lutego 2006, 10:06
Autor: Marek Czyżyk
Fot. Grzegorz Miedziński
To miało być coś dużego, coś ambitnego, kolejny krok. Tym razem bardzo duży. Wyprawa rowerowa na Skandynawie. Długie przygotowania, zadbanie o każdy szczegół. Mimo wszystko pozostawała pewna obawa czy przy takim przedsięwzięciu wszystko się uda, czy wszystko wyjdzie?

Wyprawa toczyła się swoim życiem. Byliśmy rzuceni jedynie na pewien nurt, który niósł nas gdzie chciał. O wszystkim decydował los. Kolejne dni dopisywały swą kartę zdarzeń. Codziennie coś innego, nowe miejsca, ludzie, warunki. Oderwanie się od życia codziennego na niewyobrażalną skale. Zabrane ze sobą cechy charakteru zdobyte w przeciągu lat życia tutaj miały nabrać pełniejszych barw.

To było coś w rodzaju sprawdzianu siebie. Ale także zachwycenie się inną przyrodą, klimatem, poznanie zwyczajów tutejszych ludzi, Płaskie tereny Litwy, Łotwy, Estonii z dość nudnym krajobrazem, ale za to bardzo mili ludzie. Studnia przy każdym domu taka z korbą i bardzo świeża, chłodna woda, stare volkswageny pasaty to niektóre z symboli tego regionu. Finlandia – jeziora, lasy, renifery. Norwegia – fiordy, potężne góry, surowy klimat. Końcowe etapy w Szwecji.

Metr po metrze przejeżdżanie tych krajów rozglądanie się, szukanie czegoś nowego. Potężne góry wyrastające z morza, niezwykle czyste jeziora, surowy klimat północy pokazujący, że człowiek tu niewiele znaczy wobec potęgi natury. Walka z przeciwnościami natury jak wiatr, deszcz, zimno. Bezustanne zadawanie sobie pytań, po co, dlaczego? Chwile radosne, ale i trudne, w samotności jak i w grupie. Wspólne dzielenie się przeżyciami, ale i czasem przeżywanie ich w milczeniu.

Zmęczenie, pot spływający z czoła, skurcze, łzy wyciskane z oczu przez wiatr. Zupełnie inne życie. Wejście w świat, gdzie myślisz tylko o tym by jak najdalej przejechać, znaleźć dobry nocleg, dobrze zjeść. Zobaczyć nowe miejsca i się nim zachwycić. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Lecz to nie tylko wyprawa po miejscach ale również po ludziach. Próba nawiązania kontaktu, zobaczenia jak żyją.

Szukaliśmy wielu sposobów by im się przyjrzeć. Pukanie do drzwi z pytaniem o możliwość rozbicia namiotu. Później duże zaskoczenie na twarzy domownika. To było prawdziwe przełamywanie barier. Kolejno pytania o wrzątek i umycie się. Tak to zazwyczaj wyglądało, potem już coraz łatwiej. Sami nas częstowali. Pytali o to skąd jesteśmy, gdzie jedziemy.

Ogromne zaciekawienie rysowało się na ich twarzach. Wyciągali mapy i pokazywaliśmy im wszystko. Po pewnym czasie rozumieli już, że uczestniczą w tym przedsięwzięciu, że jakimś dziwnym trafem padło na nich i teraz już zapadną w pamięci.

To kawał sporej roboty, setki wejść do informacji, do marketów, kościołów, stacji benzynowych. Trzy pociągi, pięć promów, 3700km na rowerze, sześć krajów, cztery stolice, trzy morza, setki jezior. Skandynawia przemierzona niemal centymetr po centymetrze. Coś się skończyło ale w pewnym sensie pozostanie na zawsze.

Patronem medialnym wyprawy "Skandynawia 2005" był portal Jelonka.com.
Więcej informacji znajdziecie na: www.skandynawia2005.jelonka.com

Ogłoszenia

Czytaj również

Senator zaklejał plakaty? Jest odpowiedź K. Mroza

Sięgnęli po medale w siatkówce plażowej

Spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą

Komentarze (5) Dodaj komentarz

~ruda_ma_ruda 5-09-2005 14:22
Pozdrowienia dla Grześka i reszty. Oby tak dalej, kibicuję również w przyszłym roku !!!
~Grzechu 5-09-2005 18:33
Dzięki za pozdrowienia - czekam na kontakt na gg
~Pietras 5-09-2005 23:57
Extra Grzechu...po takiej zaprawie to myślę,że będziesz się z nami ścigal na maratonie w Polanicy. Liczymy na to;)
~Rafał 6-09-2005 11:25
W 1995 też byłem na podobnej wyprawie. Pojechało nas tylko dwóch i nie robiliśmy z tego powodu tyle szumu wokół siebie, nie szukaliśmy sponsorów - ot po prostu wsiedliśmy na rowery, zabraliśmy namioty i wyruszyliśmy na "wyprawę swojego życia". Naszym celem było obejrzenie miasteczka Lillehammer w Norwegii, gdzie rok wcześniej, czyli w 1994, odbywała się zimowa olimpiada. W sumie zrobiliśmy w trzy tygodnie ponad 2 tysiące kilometrów, nierzadko pokonując dystans prawie 200 km dzienne, choś czasami zdarzało się również przejechać tylko 50 km, bo miejsce do rozbicia namiotu było tak piękne, że właśnie tam postanowiliśmy spędzić resztę dnia. I to wszystko udało nam się osiągnąć beż żadnych specjalnych przygotowań, tego całego medialnego szumu i za własne fundusze. Po prostu zrobiliśmy to, co bardzo chcieliśmy zrobić - tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji i chęci osiągnięcia założonego celu - nie dla sławy. W każdym razie polecam każdemu, kto chce sprawdzić swoją wytrzymałość fizyczną i psychiczną (jazda przez tydzień w ulewnym deszczu i temperaturze nie przekraczającej 10 stopni naprawdę odbiera chęci na dalszą jazdą) taką wyprawę. Nie wspomnę już o tym, jak taka wyprawa umacnia więzi pomiędzy uczestnikami, szczególnie w tych trudnych chwilach, kiedy pojawiał się moment zwątpienia we własne możliwości.
~gix 19-09-2005 13:57
ciekawy komentarz... A tak w ogóle to wcale nie robimy tego dla jakiegośc rozgłosu; po prostu nadarzyła sie okazja pozyskania kilku sponsorów, wiec zaoszczedzenia kilkuset złotych. Wiec jesli wchodza w gre sponsorzy to i musza byc media, na łamach kórych bedzie cos o nich wpomniane- to nieodłączen. Ale moze w 1995r. nie obowiazywały takie zasady - teraz to standard. pozdrawiam

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Szansa na remont "zameczku"

Prezydent na Polanie Jakuszyckiej

Raport NIK dotyczący m.in. MZK Jelenia Góra

Powrót imprez rowerowych

Konkurs na dotację dla klubów ligowych

Sonda

Powstała miejska plaża nad Bobrem, czy to dobre miejce, także na rodzinny, relaks?

Oddanych
głosów
397
Tak
48%
Nie
39%
Nie wiem
13%