MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

„Płaczę tylko w snach” – z pasją po życie!

Wiadomości: Jelenia Góra
Piątek, 8 kwietnia 2016, 13:58
Aktualizacja: Sobota, 9 kwietnia 2016, 9:03
Autor: Przemek Kaczałko
Fot. Przemek Kaczałko
O tym jak wsparcie rodziny i pasja, do której powrotu się dąży mogą zdziałać cuda, dowiedzieli się uczestnicy „Spotkania z Pasją”, które odbyło się wczoraj (7.04) w sali konferencyjnej Parku Sportowego „Złotnicza”. O swojej walce o życie opowiadał Paweł Wiśniewski.

Jeszcze kilka lat temu, gdy trenował narciarstwo biegowe w klubie MKS Karkonosze Sporty Zimowe Jelenia Góra oraz Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szklarskiej Porębie, z pewnością nikt nie spodziewał się, że czeka go ciężka walka z nowotworem, tym bardziej, że nikt w jego najbliższej rodzinie nie chorował na nowotwór.

Spotkanie w obiekcie przy ul. Złotniczej rozpoczęło się od pokazu krótkiego filmu na temat walki Pawła z nowotworem i jego pasji do sportu. Zobacz:

Gdy dowiedział się o raku nawet przez myśl mu nie przeszło, że nie wróci do sportu. Przez cały proces leczenia – operację i trzy cykle chemioterapii – pasja dodawała mu sił do walki. Choć przyznaje, że kryzysy również się pojawiały, to podkreśla, że nie okazywał tego na zewnątrz. - Momenty załamania były, ale nie pokazywałem tego. Tytuł filmu „Płaczę tylko we śnie” doskonale to odzwierciedla – powiedział Paweł Wiśniewski wspominając, że tylko raz w życiu zapłakał – było to w czasie snu. - Nie chciałem innych dołować, żeby ich nie załamywać – argumentuje sportowiec.

Gość „Spotkań z Pasją” odpowiadał też na pytania zgromadzonych słuchaczy. Przyznał m.in., że w szpitalu brakuje obsługi psychologicznej. - W dniu przyjęcia na chemioterapię rozmawiałem z psychologiem – wspomina dodając, że nic to nie dało, a wizyta była, mówiąc kolokwialnie, „odhaczona”. Nikt później nie pytał, czy potrzebuję pomocy psychologa – wyznał Paweł Wiśniewski. Na oddziale nasz bohater poznał pacjenta, który miał cięższą odmianę nowotworu, jednak jak podkreśla Paweł – swoim optymizmem zarażał pozostałych.

Jednocześnie 32-letni (obecnie) biegacz podkreślał, że trafił na bardzo dobrych lekarzy, którzy szybko mu pomogli. Po operacji istotnym pytaniem było, czy są przerzuty. W listopadzie 2014 r. okazało się, że są - na płuca. Jak mówił, rak jąder jest w większości przypadków wyleczalny, ale lekarzowi „mina zrzedła”, gdy okazało się, że są przerzuty.

W kontaktach z rodziną i przyjaciółmi podkreślał jak ważne jest wsparcie z ich strony. - Nie lubię jak ktoś nie potrafi zadać pytania wprost. Nie ma głupich pytań – mówił Paweł Wiśniewski wyznając, że dzieli się z innymi informacjami o tym, co przeszedł, aby im pomóc.

Obecnie Paweł jest w drugim roku obserwacji i regularnie trenuje biegi, do których wrócił już miesiąc po leczeniu, ale przyznaje, że był to błąd i dopiero po trzech miesiącach forma zaczęła wracać. W najbliższych planach ma starty m.in. w Charytatywnym Biegu dla Iwo (24.04 w Sosnówce), a także zawody w Szczawnie-Zdroju (również na dystansie 21 km) oraz Chojnik Maraton.

Szybka diagnoza to klucz. - Zachęcam do profilaktyki nowotworowej. Nie mówię nic nowego, ale to trzeba powtarzać – mówił Paweł Wiśniewski.

Ogłoszenia

Czytaj również

Niszczą ulicę Szymanowskiego

W piątek "odpalą" choinkę

Rozrywki tu nie będzie, powstanie market

Komentarze (2) Dodaj komentarz

~Biegacz! 9-04-2016 0:06
Siła!!!
~aspar 12-04-2016 22:30
zgadzam się jest SIŁA I JEST MOC... BRAWO PAW.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Święta coraz bliżej

Problem z oświetleniem ulicznym  

Chcą powtórki wyborów!

Cieplice nie chcą Jeleniej Góry?

Z Mikołajem na pediatrii

Sonda

Czy coraz więcej przepowiedni o zbliżającym się końcu świata należy traktować poważnie?

Oddanych
głosów
616
Tak
21%
Nie
70%
Nie wiem
9%