MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Oni mają się świetnie – felieton

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Niedziela, 1 czerwca 2008, 19:09
Aktualizacja: 19:41
Autor: TEJO
Fot. Archiwum
Gustave le Bon napisał, że kompetencja bez władzy jest tak samo bezsilna jak władza bez kompetencji. Racja. Znający dwadzieścia języków obcych i mający w małym palcu techniki zarządzania, ekonomię, prawo, rachunek prawdopodobieństwa oraz matematykę wyższą cybernetyk z tytułem doktora habilitowanego niewiele zrobi, jeśli nie ma choćby cząstki władzy.

Z kolei brodaty pan Heniek spod budki u Zenka (nie mylić z potomkiem Henryka Brodatego), którego specjalnością jest rozróżnianie po smaku nalewki wiśniowej od porzeczkowej, nie będzie miał wielkiej mocy przebicia, jeśli – dzięki nieoczekiwanej zamianie miejsc – zostanie prezydentem miasta.

Rzeczywistość jednak płata różne figle. Bardzo często jest właśnie tak, że tacy panowie Heńkowie (panie też) robią zawrotną karierę pnąc się po szczeblach władzy i depcząc trupy przeciwników. Rządzą, jak potrafią, a że nie potrafią, czynią to fatalnie. A ludzie zdolni uciekają z tego piekła, gdzie pieprz rośnie.

Bo władza to przecież nie tylko wskazani głosem ludu wybrańcy w fotelach prezydenckich, sejmowych, czy samorządowych. To także cała armia rządzących rozmaitymi dziedzinami życia, poustawiana w hierarchii społecznej od brygadzisty ekipy sprzątającej ulicę po premiera rządu. Cała masa kierowników, naczelników, dyrektorów, prezesów. Często to zaplątana w układy hierarchiczna kilka. Na sztandarach mają hasła: „,manus manum lavat”, lub „divide et impera”. Ręka rękę myję oraz dziel i rządź

Są dyrektorzy i dyrektorki zakochani sami w sobie. Można być pewnym, że owa osoba jest świetnym kandydatem na Narcyza Roku oraz Macochę Wiedźmę z bajki o Królewnie Śnieżce. – Lustereczko, powiedz przecie, kto najpiękniejszy jest na świecie? – Wiadomo, przecież, że prezes(ka) naszego klubu! – odkrzykuje zwierciadełko.

Obraz w lustereczku bywa jednak ułudą widzianą tylko przez tego, który w nie patrzy. Ile te rządy mają wspólnego z tym, co we władzy jest najważniejsze, czyli jej służebnością? Pewnie niewiele: wygrywają gry oraz knucia gabinetowe oraz nadęcie. A taka nadymana władzuchna jest jak balonik: szybuje górnolotnie, ale prędzej czy później bardzo głośno pęka.

Archetyp takiego dyrektora partacza stworzył niezapomniany Jerzy Dobrowolski w barejowskim „Poszukiwana, poszukiwany”. Ten sam, który „był z zawodu dyrektorem” i przestawiał na planie jeziorka, za co jeszcze – jako racjonalizator – dostawał pokaźne honoraria. Wprawdzie był to głęboki PRL, ale mam wrażenie, że dziś – kiedy tamte czasy wydają się zamierzchłą przeszłością – takich szefów „zawodowców” ci u nas dostatek. Skaczących z foteli poselskich na stołki dyrektorskie, bo „przecież trzeba coś z naszym Mieciem zrobić”.

Dziś kiedy mówimy „władza”, myślimy: premier. Mniej więcej na tej samej zasadzie, gdy w PRL ze słowem „partia” nierozłącznie był kojarzony Lenin. Nie wiem, co sobie skojarzymy z władzą jutro, ale – w sumie – to nieistotne. Chodzi o ten sam mechanizm, w którym zmienia się tylko jeden element układanki. Reszta pozostaje taka sama.

Teresa Torańska wymalowała świetny portret władzy ustami bohaterów wywiadów, które ukazały się już dawno temu w książce zatytułowanej „Oni”. Warto ciągle wracać do tej pozycji. Teraz, choć od jej wydania parę lat minęło, czasy „onych” ani na chwilę nie zapisały się w czasie przeszłym dokonanym. „Oni” wciąż mają się świetnie.

Czytaj również

Prezesi spółek miejskich o cenach energii

Młodzież z Lema dzieciom

Podwyżki za śmieci?

Komentarze (8) Dodaj komentarz

~jelgór 1-06-2008 19:34
Łacina się panu lekko zbiesiła, panie Konradzie. Divide... A felieton dobry. Pozdr.
~joorek 1-06-2008 20:14
4+
~k-ka 1-06-2008 21:11
bardzo dobry felieton. oby tak dalej :)
~ 1-06-2008 21:22
Etna 1-06-2008 22:57
Ponoć Pani Kwaśniewska najpiękniejsza. Przynajmniej na jeleniogórskiej ziemi. Dobrze, że Panie posłanki, Panie preses i Panie z innch stołków, udziału w konkursie nie brały, bo Pani Paulina szans by nie miała. Choć może zbieżność nazwisk z Panią prezydentową, nie jest tu bez znaczenia?
~Prawdziwe 1-06-2008 23:18
Jest w samorządzie taka "pani Heńkowa".Osiągnęła władzę,ma kompetencje,jednak nie posiada wiedzy. Czasami ,karierze sprzyja tzw."robienie dobrego wrażenia własną osobą". Wielu wyborców dało się złapać na ten lep.
~Bajka o Słońcu Italii 2-06-2008 10:40
Prezydent Marek Obrębalski wraz ze świtą i reprezentacją radnych zaliczyli niedawno wycieczkę do Cervi – partnerskiego miasta Jeleniej Góry. Delegacja wzięła udział w corocznym święcie kwiatów „Maggio in Fiore” (Maj w kwiatach), obchodzonym w nadmorskiej włoskiej miejscowości - czytamy na jednym z portali jeleniogórskich. Z prezydentem Obrębalskim do Włoch zabrali się: jego zastępca Jerzy Łużniak i dwoje pracowników urzędu. Pojechała też delegacja radnych: Grażyna Malczuk z SLD, Józef Zabrzański z PiS, Grażyna Rehlis-Pawlukiewicz z PO i Ewa Duziak ze Wspólnego Miasta. Cała jeleniogórska delegacja zmieściła się w dwóch autach: służbowym prezydenta i prywatnym radnej Malczuk. Mieli do pokonania 1300 kilometrów w jedną stronę. Wyszło podobno taniej niż przelot samolotem. No i nasi delegaci byli bardziej mobilni na miejscu. We Włoszech prezydent wręczył gospodarzom imprezy płaskorzeźbę jelenia oraz okolicznościowe dukaty, przedstawiciele rady miejskiej przekazali zaś ozdobny witraż. Wyjazdy do Cervi, miasta które również ma w swoim herbie jelenia, stały się już tradycją wszystkich prezydentów Jeleniej Góry, zapoczątkowaną jeszcze w czasach PRL za póznego Gierka. I tym razem wszyscy delegaci podróży do Włoch, zgromadzeni z różnych opcji politycznych, zostawili polityczne spory, by przez dwa dni wspólnie pooddychać adriatyckim powietrzem, wąchać kwiaty i promować miasto u boku jego włodarzy. Delegacja Jeleniej Góry zrezygnowała z samolotu, a do słonecznej Italii udała się ścieśniona w dwóch samochodach, w których spędziła ponad 28 godzin. Wszystko to dla oszczędności jak już wspomniałem. Myliliby się ci, którzy myślą, że włodarze nasi pojechali sobie tylko na wycieczkę za podatników pieniadze. A co przeżyli i co przywieźli, to ja wam tu opowiem w wielkim skrócie. Otóż radny Zabrzański zna dobrze język niemiecki, dlatego prezydent Obrębalski, do niedawna nazywany przez internautów "Szwagierka" lub "Tewje Mleczarz", wybrał go sobie na dolmetschera. Pomyliła mu się tylko geografia, ale jako ekonomiście można mu to wybaczyć. Radna Grażyna Malczuk nie pija cienkich cinzano więc mogła posłużyć za kierowcę. Radna Grażyna Rehlis-Pawlukiewicz, jako przedstawicielka płci pięknej w PO slużyła za przyzwoitkę, a Ewa Duziak ze Wspólnego Miasta pojechała w ramach rekompensaty za spóźniony awan na radną w miejsce wykluczonej Danuty Wójcik. Tak więc, po wymianie uprzejmości, proporczyków i koszulek obu drużyn, po zrobieniu sobie galerii zdjęć okolicznościowo-pamiątkowych oraz po wręczeniu dukatów jak za króla Krzywoustego, przyszedł czas na podpatrzenie pracy włoskich radnych od kuchni. Radny Zabrzański przemycił z naszego magistratu zestaw do liczenia głosów, myśląc, że jest tam też automatyczny tłumacz języka włoskiego. Klikał na przyciski i krzyczał do mikrofonu - proncie, proncie.. Na sali obrad rajców italiańskich zrobiło się poruszenie, bo wszyscy myśleli, że przybysz z Polski chce ich nagrywać; wpadli karabinierzy i aresztowali Józefa Zabrzańskiego pod zarzutem szpiegostwa. Szybko się jednak wszystko wyjaśniło, gdyż weteran naszego samorządu wiceprezydent Jerzy Łużniak wytłumaczył tamtejszemu burmistrzowi ze słownikiem włosko-polskim w ręku to cale nieporozumienie. Niestety zestaw do liczenia głosów został skonfiskowany i teraz radny Zabrzański będzie za karę miał do głosowania tylko czerwoną kartkę, a to oznacza, że PO ukarała samą siebie, bo czerwona kartka służyła zawsze jako głos przeciw. Poza tym było zabawnie, radna Ewa Duziak, która nie lubi się fotografować (do dziś nie ma jej zdjęcia na oficjalnej stronie Rady Miasta), chodziła jak Arabka. Rąbkiem chusty przysłaniała dół twarzy i rozpychając się łokciami od czasu do czasu wyskakiwała jak Filip z konopii niczym była posłanka Hojarska z jakimś prego, prego... Po udanych obradach delegacje obu zaprzyjaźnionych krajów, jak w czasach republik radzieckich, udały się na biesiadę. Było wino białe, było wino czerwone i była włoska kuchnia, a także włoska muzyka, Paganini bodajże. Potem były tańce; tym razem nikt się nie upił i nie popełnił tego błędu, co były radny Robert Prystrom, który w swoich czasach wojażerki przetańczył ponoć całą noc z piękną kobietą, poczym nad ranem się okazało, że to był transwestyta włoski. Było minęło. Dziś prezydent Marek Obrebalski przywiózł dobrą wiadomość do Jeleniej Góry. Polacy mogą jechać do Włoch i sprzątać miasta z nieczystości, a nie robić w obozach pracy na plantacjach pomidorów. Przywiózł nie tylko dobrą nowinę, ale nauczył się też sztuki ikebany i osobiście rozłożył dywan kwiatowy na ul. Bankowej w Jeleniej Górze z okazji 900 lecia naszego miasta. Niestety polskie psy to nie kultura włoska i kwiaty zwiędły szybko z nadmiaru naturalnego nawozu. Morał z tej bajki jest taki, że potrzebne są takie wyjazdy slużbowe do zaprzyjaźnionego miasta słonecznej Italii - by żyło się lepiej. Znam ja z autopsji te owocne i pouczające służbowe delegacje. Wprawdze swego czasu jako radny pojechałem tylko na Forum Gospodarcze do Krzyżowej, ale przez dwa dni tak się opiłem i obżarłem, że zamiast trzeciego dnia wrócić potulnie z kolegami i panią Zosią do domu samochodem, to wylądowałem u brata w Świdnicy. Do Jeleniej Góry pojechała tylko teczka. A nawt dwie, moja teczka i "raportówka" Wojciecha Zawlika... Od dziś prezydent Jeleniej Góry dr Marek Obrebalski ma nową ksywe w Internecie. Teraz nazywają go "Słońce Cervi". I to napewno nie z racji jego fryzury... Grzegorz Niedźwiecki herbu Ogończyk
~Isia 2-06-2008 14:46
NA PEWNO, panie Grzegorzu, na pewno.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Wyborcze zmiany

W śmieciach miasto tonie

Głosy za strajkiem?

Ogołocili drzewa

Prace zgodnie z planem

Sonda

Czy wszyscy młodzi do 26. roku życia powinni być zwolnieni z podatku PIT?

Oddanych
głosów
959
Tak
38%
Nie
54%
Nie mam zdania
8%