MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Niech patron czuwa nad ludźmi gór!

Wiadomości: REGION
Wtorek, 11 sierpnia 2009, 7:54
Aktualizacja: Środa, 12 sierpnia 2009, 7:45
Autor: Ania
Fot. Ania
Polacy, Czesi i Niemcy weszli wczoraj na najwyższy szczyt Karkonoszy, aby wziąć udział we mszy odpustowej z okazji uroczystości świętego Wawrzyńca, która odbyła się przy barokowej kaplicy pod jego wezwaniem. Śnieżkę odwiedził tłum gości, w tym Vaclav Klaus, prezydent Republiki Czeskiej.

Turyści, politycy, hierarchowie dotarli wczoraj na szczyt Śnieżki, aby uczestniczyć w dorocznym odpuście, w rocznicę męczeńskiej śmierci św. Wawrzyńca, uważanego za patrona wszystkich ludzi gór. To jedyne nabożeństwo w roku odprawiane przy tej świątyni wzmiankowanej już w 1687.

Wczoraj tradycyjnie na mszę przybyli biskupi z Polski, Czech i Niemiec. Odprawiano ją w trzech językach. Nabożeństwo koncelebrował ksiądz bp Stefan Cichy, ordynariusz legnicki, znany z turystycznej pasji, który dotarł na Śnieżkę pieszo. Obecni byli także przedstawiciele władz samorządowych Dolnego Śląska m. in. wicemarszałek województwa Jerzy Łużniak.

Od kilku lat w uroczystości uczestniczy prezydent Czech Vaclav Klaus. Polityk bez żadnych ceregieli wchodzi na Śnieżkę i staje pośród tłumu. W nim są też przewodnicy, ratownicy GOPR, ludzie, których życie często zależy od łaskawości aury na szczytach i którzy pomagają tym, dla których góry są krainą obcą.

Tradycją jest także zapalenie zniczy w Kotle Łomniczki, na symbolicznym cmentarzu z tablicą z nazwiskami osób, które życie straciły w górach lub w sposób szczególny z górami byli związani.

Dla wielu zwykłych mieszkańców odpust na św. Wawrzyńca ma charakter szczególny. – Byliśmy z żoną na wakacjach. Chciała zostać dłużej, ale ja nie mogłem się zgodzić, bo co roku uczestniczę w nabożeństwie – powiedział nam, pan Piotr z Podgórzyna, który dotarł na szczyt Śnieżki pieszo.

Ogłoszenia

Czytaj również

Remiza jak nowa

Koniec remontu drogi w Zachełmiu

Warsztaty modelarskie

Komentarze (22) Dodaj komentarz

~Grześ 11-08-2009 8:29
Od lat zastanawiam się nad ciekawostką : Dlaczego jako sensację podaje się informację, że pan taki a taki pojawił się na Śnieżce pieszo? A jak powinien się tam dostać? Dlaczego w ogóle rozważa się kwestię sposobu wejścia na szczyt najwyższej góry Karkonoszy? Retorycznie pytam bo przecież są w naszym kraju równi i równiejsi. Od zawsze jest grupa zdobywców zza okna samochodu wjeżdżająca w konwoju samochodów GOPRu z włącżonymi "kogutami". Ze nie jest im wstyd podawać rękę Panu Klausowi - to też niemłody człowiek i w dodatku prezydent Czech. Jeżeli nie umieją lub nie chcą w sposób normalny czyli piechota się tam dostać to niech siedzą w domu i nie udają turystów. Niestety napisałem to i nie ulżyło mi bo wiem że za rok temat powróci.
~Grześ 11-08-2009 8:51
Kolejny raz czytam o samochodowym zlocie pseudoturystów na Śnieżce z okazji św. Wawrzyńca. Jak można bez wstydu patrzeć na Pana Waclawa Klausa, który mimo wieku i pełnionej funkcji nigdy nie pozwolił w stosunku do siebie na specjalne traktowanie i wchodzi piechotą. Z naszej strony kawalkada samochodów dla wwieziena paru "ważnych" oficjeli i kleru., żenada.
~erg 11-08-2009 9:18
Nie wszyscy,ze względów zdrowotnych,mogą wejść pieszo.I co tych - nie mam zastrzeżeń,ale wszystkie inne osoby mogłyby raz na rok per pedes,oczywiście!/ ewentualnie konno - prosto z Western City :)))/
~erg 11-08-2009 9:20
do Grześ - tak dla ścisłości - p.Vaclaw Klaus wjeżdża wyciągiem od strony czeskiej na samą Śnieżkę.
~turysta 11-08-2009 9:38
A gdzie sa zdjecia LUDZI GOR, PRZEWODNIKOW, GOPROWCOW, PRZECIEZ TO ICH SWIETO!!!!! EEEEEEEEEEEEEE :((
~Grześ 11-08-2009 9:41
Do erg - A czy przed i za p. Klausem jedzie kolorowa mrugająca "dyskoteka na sygnałach?
~do erg 11-08-2009 10:09
p. Vaclav Klaus szedł pieszo. spotkałem go na podejściu pod Śnieżkę
~czechna 11-08-2009 12:52
Niechaj ~turysta się nie dziwi ,że czasy już nie te, kiedy to prawie wzyscy- w tym ja też- w latach 90 -tych wchodziliśmy na szczyt pieszo w dniu Św.Wawrzyńca. Kto nie ma sily, niech Mszę Św. pozwoli poprowadzić młodszym duchownym. A lokalni politycy nie muszą, jak nie mogą, bywać wszędzie. Widziałam taką mszę w Alpach w ub.roku. Duchowny w wysokogórskich butach na wys. prawie 2000 m. odprawił mszę przy akompanimencie lokalnego zaspołu trębaczy i kilkunastoosobowego chóru. Wszyscy podeszli pieszo lz dołu lub blisko 1 km. od górnej stacji wyciągu do małej kaplicy podobnej do naszej na Snieżce.Dlatego już od kilku lat nie wchodzę w dniu10 sierpnia na Śnieżkę, by nie patrzeć na tych ,którzy wjeżdżają samochodami, nie chcąc zgubić kilka dkg.tłuszczu.
~do "~do erg" 11-08-2009 13:40
Jak słusznie zauważył erg, Vaclav Klaus zawsze wjeżdża wyciągiem z Pecu, w tym roku zszedł jeszcze do Kotła Łomniczki, pewnie dlatego widziałeś go, jak podchodził na Śnieżkę.
~AndrzejM 11-08-2009 14:15
Prezydent Czech w tym roku szedł pieszo od Luczni Boudy. Widzieliśmy go około godz. 10.00 pod Domem Śląskim.
~do Grześ 11-08-2009 15:41
Głupie komentarze wyszły od Ciebie.Nie wiem ile masz lat ale raczej mało a i zdrowie Ci dopisuje pewnie.Ciesz się z Tego a jednocześnie weź pod uwagę,że komuś może brakować zdrowia a i nie jest młody aby wejść pieszo na Śnieżkę.Łatwo krytykować a najłatwiej duchowieństwo bo to teraz takie modne przecież.
~Rhayader 11-08-2009 17:18
Wiele osób zadaje tu pytanie, po co duchowni wędrują na najwyższy szczyt Karkonoszy, aby ten jedyny raz w roku odprawić nabożeństwo. Mogę zapewnić, że nie jest to bezpodstawne działanie. W tym roku, będąc w górach, przeżyłem po raz drugi wspaniałe rekolekcje duchowe. Jechałam na nie z myślą i nadzieją w sercu, że jeszcze bardziej się zmienię i nabiorę sił. Ktoś zapyta, po co w góry - odpowiedź jest prosta, w górach zawsze do Boga bliżej! Chodzę po górach, by bardziej stać się człowiekiem. Piękno gór i przeżywanie ich w relacji osobistej z Bogiem powoduje wewnętrzną przemianę. Mogę powiedzieć jasno i wyraźnie, że za każdym razem powracam z gór jako inny, wewnętrznie przemieniony, ubogacony pięknem widoków, ukojony ciszą. To piękno przemawia do człowieka i woła, ażeby zakorzenił się w tym, co szlachetne, piękne, i dobre. Rekolekcje prowadziła Maryja, a narzędziem w Jej ręku był ks. Witold, który powtarzał: "to nie ja, to Maryja prowadzi, ja jestem tylko narzędziem". Ks. Witold rozbudzał ducha modlitwy dzięki swojej postawie i słowom. Jest to Kapłan dzielny i nieustraszony opierający każdy dzień rekolekcji na modlitwie i konferencjach. Doświadczyłem niesamowitej mocy modlitwy, dzięki Bogu odkryłem, jak ważna jest Eucharystia, nie jest to tylko zwykła Msza, św., ale spotkanie z Jezusem, radością z tego, że Go przyjmuję do własnego serca. Czymś, czego się nie da opisać słowami, tylko to trzeba przeżyć i poczuć. Msza Święta, to niezwykła, przeogromna łaska od Pana Jezusa, że możemy spożywać Jego Ciało. Każdego dnia żyję z Bogiem. On jest wierny, ja jedynie niedoskonała. On jednak uniża się do mojej słabości i pociesza mnie. Wiem, że to, co mam, ludzi, których znam, szczeście, które posiadam, to wszystko istnieje tylko dzieki Chrystusowi. Boże drogi nie są naszymi drogami, stąd tak trudno nam po nich stąpać. Ma on dla każdego z nas swój Boży plan zbawienia i głęboko wierzę w to, że jeśli jesteśmy mocno doświadczani, to Bóg jest bardzo blisko nas, wystarczy otworzyć mu bramy swego serca właśnie teraz, bo jeżeli nie teraz to, kiedy? Bóg pozwala mi rozeznać, że jestem słaby. Pokazuje mi, jak wiele trzeba zrobić, lecz wiem, że On to robi dla mojego dobra. Tym dobrem jest lepsze poznanie siebie samej oraz wiedza, na jakim jestem etapie swojej drogi, a to jest niezbędne, jeśli chce się rozwijać. Każdy dzień rekolekcji był oparty na modlitwie różańcowej, brewiarzu, koronki do Bożego Miłosierdzia. A piątkowy dzień oparty na przeżywaniu Drogi Krzyżowej i poście o chlebie i wodzie, a także Adoracji Najświętszego Sakramentu. Co do różańca, nie jest mi łatwo odmawiać, bo szatan często próbuje mnie od niego odsunąć i często walczę o to, aby się pomodlić. Ta modlitwa wymaga od nas większej ofiary i poświęcenia. To jednak nie wszystko, modlitwa różańcowa daje mi siłę, nadzieję, że będzie lepiej. Nie będę opisywał każdego dnia rekolekcji, ponieważ zajęłoby to ogromną ilość tekstu. Mogę powiedzieć, że spotkałem na szlaku Jezusa, kiedy to pewnego dnia dopadła mnie niemoc fizyczna, potworny ból głowy, a nogi stały się jak z waty. Powiedziałem: Jezu, co mi się dzieje... czemu ja nie mogę iść... ja chyba zaraz zemdleję, nie dam rady wejść- myślenie po ludzku. Nie dałem za wygraną. Mówiąc nie cicho, ale na głos: Jezu ufam Tobie, że ja tam wejdę i dołączę do reszty grupy, bo zostałam w tyle...poczułem, jakby mnie ktoś obuchem walnął, oblały mnie ziemne poty.. wypowiedziałem kolejny raz słowa Jezu ufam i wierzę, że tam wejdę zaczęła mnie bardziej boleć głowa… a nogi się ugięły. W oczach ciemno, robi mi się jeszcze gorzej, myślę jak nie na nogach, to na kolanach dotrę do grupy, która na mnie czeka, pomyślałem Maryjo, daj siłę ... Myślałem, że się popłaczę, jak małe dziecko. Stanęły mi w oczach tzw. świeczki i biłem się z myślami: ja nie mogę się zachwiać bo polecę. Nie byłem tam sam był ze mną Jezus i Maryja, a także pani Bogusia, która też mi pomagała, bo mnie wciągała pod górkę. A tak naprawdę i szczerze to mówię: to Jezus wyprowadził mnie i kolejny raz wyciągnął do mnie swoją rękę i co się stało, z bólem głowy i z niemocą w nogach doszłem na miejsce... Nie wiele myśląc poprosiłem naszego pasterza ks Witolda, aby udzielił mi błogosławieństwa. Ktoś zapyta po co błogosławieństwo, a po to właśnie aby zacząć działać z Boża mocą. Kilka minut później głowa przestała mnie boleć, a nogi stały się nogami. Czasami właśnie byśmy chcieli, by Bóg nas tak nagle dotknął. Byśmy jednego dnia usłyszeli jego głos: ty jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Problem w tym, że On mi już dawno to powiedział, ale to ja nie zawsze chcę Go słyszeć. Pan Bóg ma swoje sposoby na nas i pozwala nam próbować, żebyśmy doświadczyli swojej niemocy, żebyśmy się upokorzyli, żebyśmy namacalnie poznali, że bez Pana Boga nic nie zrobimy. Dlatego też niepowodzenia w życiu wewnętrznym, naszej pracy nad soba wcale nie są takim nieszczęściem, jak się nam czasem wydaje. Byle byśmy nie rezygnowali, tylko ciaglę próbowali. A nie po to próbujemy, żeby nam się udało, tylko po to, żeby doświadczyć, że nie potrafimy sami, wobec tego musimy zwrócić się do Boga i Jemu zawierzyć, Jemu zaufać. Na co dzień staram się kroczyć drogą, którą na tych Rekolekcjach pokazał mi - Chrystus. Te rekolekcje jednak mnie czegoś nauczyły, że mam o czym świadczyć innym…a muszę pamiętać też o tym, że każdy przeżywa wszystko inaczej… i w innym czasie może dopiero doświadczyć tego jak dużo mu dały rekolekcje. Zmienił się mój stosunek do innych ludzi. Moje postępowanie jest bardziej przemyślane, chociaż zdarzają się jeszcze sytuacje, w których odzywa się stara osobowość. Ale wierzę, że, kiedy będę pragnął jedności z Jezusem, On całkowicie zmieni moje serce. Każdy dzień jest darem od Boga, wszystko, co posiadam i kim jestem zawdzięczam Jemu. Jestem kims wyjątkowym - dzieckiem Bożym.
~galla 11-08-2009 17:39
do turysty co pisal wczesniej byli co poniektorzy ludzie gor i goprowcy ale nie wszyscy, jeden z nich bardzo" zasluzony" dbal rzetelnie w dolinioe o wlasny interes, opowiadajac co to on nie przezyl w gorach ratujac - ale wlasny tylek , bardzooo zasluzony- ale przy darmowej misie gopr-u slizgacz jeden
~Wierzący pedagog 11-08-2009 18:33
No tak...Jak ktoś nie zna żywego Boga i nie ma Go objawionego, to wspiera się innymi ziemskimi substytutami.
~cieplik 11-08-2009 20:52
czego się czepiacie,sami dajcie przykład i wdrapcie się na górę
~Ateista 11-08-2009 22:06
A ja jestem ateistą i pytam się, ile moich podatków ta szopka kosztowała.
rymcycymcy 11-08-2009 22:08
A co to jest ten odpust ? Jak nawywijam, potem tam pójdę, to mam już luzik i mogę od nowa ? Jak to jest ? ...pytam zorientowanych ;)
teessi 11-08-2009 23:54
Grześ ma rację, jak ktoś nie czuje się na siłach, to niech nie wdrapuje się na Śnieżkę samochodem smrodząc spalinami idącym pieszo i wdychającym je mimo woli. Nie ma obowiązku bycia na Śnieżce w dniu Św. Wawrzyńca. Młodzi księża, sprawni fizycznie, też mogliby odprawić mszę. Dla jasności, jestem katoliczką i nie najeżdzam tutaj na Kościół, a księża to ludzie, a nie nadludzie i powinni dawać dobry przyklad. Czy ich nie obowiązuje zachowanie zasad ekologii, tj. niezanieczyszczanie środowiska naturalnego? A jak już nie mogą (dać przykładu) to niech pozwolą go dać tym co (jeszcze) mogą.
teessi 12-08-2009 0:24
Do Wierzący Pedagog - W jakim wyznaniu wierzy się w to, co napisałeś?
~turysta 12-08-2009 9:43
do galla, hihihih ale mnie rozbawiles. Dziwny jest ten swiat!!! pozdrawiam serdecznie do zobaczenia za rok na Śnieżce, ja ide a Ty??
teessi 12-08-2009 22:46
Ale pieszo to znaczy wjechali wyciągiem na Kopę i z tego miejsca "nogami", czy doginali od Karpacza?
~migacz 12-08-2009 23:58
Ty,rymcycymcy,lepiej nie wywijaj,bo może braknąć odpustów :)))

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Mają w nosie pieszych

Księżna Daisy von Pless o sobie samej

Wypadek przy baniakach  

O rozpadających się górach

XX Karkonoskie Dni Lajtowe już wkrótce

Sonda

Miejscowości turystyczne bez zakazu handlu w niedziele?

Oddanych
głosów
114
Tak
63%
Nie
35%
Nie wiem
2%