MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Masakra kasztanowców na skwerku

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Sobota, 14 czerwca 2008, 9:34
Aktualizacja: 9:35
Autor: TEJO
Fot. Archiwum Czytelnika
Pijani wandale połamali drzewka, dar Niemców z zaprzyjaźnionego miasta Erfstadt. Chuligani są zmorą dla pobliskich mieszkańców.

Codziennie tu siedzą i chleją tanie wina. Są agresywni – napisał do nas Czytelnik zastrzegając swoje dane. Chodzi o skwerek przy Pijawniku, przy ulicy Piotra Skargi. Miejsce skądinąd urokliwe, ale to tylko pozory. Wieczorami strach tędy przechodzić. Wszystko przez bandę pijanych łobuzów, którzy „rządzą” w okolicy.

– To, co chuligani zrobili z młodymi kasztanowcami, to po prostu zgroza i brak słów. Kasztanowce te ufundowali nam i zasadzili mieszkańcy zaprzyjaźnionego z Jelenią Górą, niemieckiego miasta Erfstadt. Z tych pierwszych drzewek pozostało może ze cztery, pozostałe były już kilkakrotnie ponownie przez nas sadzone po kolejnych zniszczeniach. Teraz dokonano istnego pogromu! – pisze do nas Czytelnik nadsyłając zdjęcia.

Jaki to przykład dla uczniów Szkoły Podstawowej nr 13, która znajduje się naprzeciwko skwerku? Mieszkańcy liczą na częstsze odwiedziny w tym miejscu policjantów i strażników miejskich. – Stróże prawa pojawiają się, ale ich interwencje ograniczają się do pouczenia – usłyszeliśmy. Tymczasem chuliganom należy się większa „reprymenda”. Kłopot w tym, aby złapać ich na gorącym uczynku.

Czytaj również

Trwa remont mostu w Siedlęcinie  

Cmentarzysko drzew

Powiat Jeleniogórski na targach w Jabloncu

Komentarze (42) Dodaj komentarz

~ 14-06-2008 9:55
Idioci, nic w tym mieście nie może postać spokojnie...
Riposta 14-06-2008 10:01
Cóż... jeleniogórskie bydło rządzi... "Takie będą rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie" - hasło wiecznie żywe!
marl 14-06-2008 10:37
Straż miejska to "stróże prawa" - dobre - tam gdzie mogą oberwać to sie nie pojawiaja, najlepiej pozakładać blokady źle parkującym i spacerowac w miejscach gdzie nic się nie dzieje.
~jeden za wszystkich ... 14-06-2008 11:00
to pewnie ci sami durnie, co po meczu z Austrią niszczyli w pobliżu klomb. Dołożyć zatrzymanemu wówczas bandziorowi do kosztów także i te kasztanowce.
~Metamer 14-06-2008 11:30
Gdzie jest Straż Miejska ?
~Wilma 14-06-2008 11:39
No cóż, nasze społeczeństwo jakoś tak pojmuje wolność... Każdy może wszystko, co mu do (przeważnie pustej) głowy wpadnie... Jeśli to komuś przeszkadza, to również może skorzystać z wolności: może nie wychodzić z domu! W społeczeństwach cywilizowanych wolność każdego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego... Ale nam do tego jeszcze bardzo daleko! Może należałoby bardziej stanowczo wyrażać swój sprzeciw? Nie bezpośrednio wobec troglodytów: przecież mamy służby porządkowe? Jakoś one najczęściej ślepe i głuche, niestety...
Patol 14-06-2008 11:53
~Baca z Lubiechowej 14-06-2008 11:53
I co policaje czy wystraszeni pomogą - kiedy i bez tego na widok takich "mlodzieniaszków" wręcz wala w porty!!! Popatrzcie uważnie jak się zachowują w czasie interwencji! Cykor do kwadratu!!! Najczęścien nawet nie wylegitymuj bo boją się ,ze istotnie takikapturowiec wykona sam wybierze alternatywę :, wolisz: w pysk czy kopa?" na takie dictum grzecznie salutują do ORŁA I ZJEŻDZAJA DO BAZY Tak kończą sie próby uciszenia bandy nasto letnich wyrostów, którzy siedza na ławkach pija piwo, czy bełta ew. CELERIS a co drugie słowo to tzw. Telefoniczna interwencja kończy się własnie taka scenką. Najlepszy przykład nie wiem czy bezrasdności, czy zwykłego lenistwa, czy też strachu - to Cieplice!!! Hordy włóczących się po Placu Piastowkich nieletnich zapitych nastolatków, zakapturzonych jak mnisi, klnacych i wrzeszczących jak zuluisi z nagonki w czasie safari kopiący u[porczywie nieraz przez 10 minut szyby budek telefoniocznych w ramach zawodów , kto szybcie! Policja? Tuz pod jej nosem to się dzieje ? A miało byc juz tak dobrze!!! Obiecali przeciez Towarzystwu Miłośników Cieplic, że nawet noca w Parku Zdrojowym będą chodzili nieumundorowanie policjanci, a co ważniejsze blondynki!!! i co Obiecanki cacanki a głupiemu... To samo i na wszystkich osiedlach Zabobrzu i w Śródmieściu To nie bydło " żondzi" to chora jest slużba powołana do ochrony naszego spokoju, której wprawdzie placi sie różnie, ale nie jest to powodem do lekceważenia swoich USTAWOWYCH obowiązków
~Ilona 14-06-2008 12:07
A gdzie jest policja? A oprócz policji, czy nie dobrze byłoby wreszcie zamontować monitoring w newralgicznych miejscach miasta? Może wtedy bydło schowa się do swoich nor? ZGROZA PO PROSTU CZAS TO WRESZCIE ZMIENIĆ
~.... 14-06-2008 12:31
wieczorową porą to lepiej tam nie przechodzić,banda małolatów przesiaduje do białego rana,po piątkowej i sobotniej nocy park wygląda jak po imprezie,ciekawe że nasi stróże prawa tam nawet nie zaglądają w szczególności jak przychodzi weekend? pewnie się boją.........
~i co? 14-06-2008 13:03
Straż Miejska nic nie robi! Np. wczoraj stali kilka godzin koło Urzędu Miasta na Sudeckiej a kilka kroków dalej na ulicy Ptasiej też pod UM pomimo zakazu kierowcy spokojnie zastawili cały chodnik uniemożliwiając przejscie pieszym. Brak jakiej kolwiek reakcji ze strony SM
~ 14-06-2008 13:15
trzeba byc naprawde niezle p zeby niszczyc drzewa!!!!
~JeleniogórzaninT 14-06-2008 13:32
Kolejny przykład szczytu głupoty i aktów dewastacji w tym mieście, niedawno zniszczono kwiatki teraz drzewka.Naprawdę aż chciałby się pourywać kończyny tym wszystkim debilom co żyją w myśl zasady " co stoi czy rośnie to nieprzyjaciel". Swoją drogą niemal codzienne akty zniszczenia powinny dać do myślenia służbom porządkowym i władzom miasta.Zjawisko to w przypadku Jeleniej Góry jest zatrważająco szerokie i nadal się pogłębia.Niestety póki co, oprócz internautów nikt nie wyciąga wniosków.
~UZet 14-06-2008 14:18
Wszyscy się skarżą, że przemoc, wandalizm itp. na ulicach. Ale jak wczoraj widziałam w mieście grupkę chłopaków (nie, nie byli zakapturzeni ani łysi), wyglądali na 1-2 klasę gimnazjum. Szli i wyzywali się na wzajem "tak dla jaj". Nie wyglądało to ładnie, szczególnie, że było to na 1-maja a chłopacy darli się niesamowicie ;\. Przechodzili koło patrolu straży i jakoś panowie się za bardzo nie przejęli.
~s. 14-06-2008 15:32
Godzina policyjna dla młodzieży poniżej 18 roku życia. W niektórych krajach gdzie demokracja jest nie tylko z nazwy, istnieje takie coś i nikt nie bije się konstytucją w piersi. Praca policji jest jaka jest - dostosowana do życia. Ostatni z powołania to byli granatowi - przedwojenni. Tylko zastanawia mnie zawsze, dlaczego za granicą policjantów się szanuje (boi się), a u nas - wiadomo. Przecież i tu, i tam mają pały.
zloty666 14-06-2008 16:27
. . . monitoring z prawdziwego zdarzenia . . . Przecież można zastosować/zakupić pojazdy do mobilnego monitoringu miasta, nie zwracające na siebie uwagi, a pomogłyby w zwalczaniu wandalizmu . . .
~HankaOdRumcajsa. 14-06-2008 18:12
To pewnie nowy "mąż" Piipi z jej cudownym "synkiem" Cypiskiem... Złapać zbójów i palce poucinać. A także tego jedenastego... za niewierność...
~anonim 14-06-2008 18:34
W Cieplicach POLICJA???Wiedzą kto dewastuje i rżną głupa, bo jak kogoś z kim się jest na ty aresztować????Przyjdą pogadają.....i co ?Bojuszki!!!!!Boją się!!!!!!!!!!!!
~HankaOdRumcajsa. 14-06-2008 21:29
Chciałam napisać oczywiście: dwudziestego pierwszego (a nie jedenastego). I to tylko u "Rumcia" (jak mówi Piipi), rzecz jasna... (choć Cypisowi też mozna, w celach profilaktycznych...).
~jelinek 14-06-2008 21:48
Po prostu chamstwo. Za niskie kary za nieprzestrzeganie prawa. A co w tej sprawie ma do powiedzenia Prezydent Miasta, Straż Miejska, Komendant Policji w Jeleniej Górze.
~kojot 14-06-2008 21:49
baca z lubiechowej ty jestes pewnie jednym z tych buraków którzy na widok radiowozu uciekają i ,, srają w portki,,. Czujecie się mocni w kupie a jak przyjdzie co do czego i pojedyńczo was wyłapią to jesteście MALUTUTCCY!!!!!!!!!!!!!!! Sprzedałeś pewnie kilku swoich kolegów i teraz tekstami na JELONCE chcesz się dowartościować! Pokazujesz jaki jesteś twardy a tak naprawdę jesteś pikuś!!!!!! Na nich i na Ciebie znajdzie się kijek i ,, paragraf,, to TYLKO kwestia czasu. Jak nie POLICJA to zrobią to koledzy> Baw się dobrze ...........
~em 14-06-2008 23:18
1. Widmo buractwa krąży nad Jelenią Górą. Przykre, ale te połamane drzewa są kolejnym dowodem... 2. Kto jest szefem Straży Miejskiej w JG? SM to porażka! Obrazek z wczoraj: przy Brystolce na 1Maja podpity, obdarty koleś chodzi od stolika do stolika, a nie dalej jak 10 metrów dalej równie śmierdzące lenie z SM siedzą w aucie i rozmawiają z jakimś swoim znajomkiem...
~em. ks. prof. zw. dr. hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł 15-06-2008 0:38
Co Wam powiem, to Wam powiem, ale Wam powiem. Jak zapewne Szanowni Czytelnicy niniejszego Forum doskonale wiedzą, przyczyną „masakry” kasztanowców są nie tylko wandale. W ostatnich latach drzewa te padły ofiarą wręcz strasznej w swoich skutkach epidemii. To jest fakt! Nasze kasztanowce zaczynają ginąć. Pożółkłe, usychające już w połowie lata liście kasztanowców, to obraz, który nie jednego z nas zaskakuje ostatnimi czasy. Zdarza się również i to dość często, że te piękne drzewa kwitną dwa razy w roku. Drugie kwitnienie następuje późną jesienią. Niestety, to nie oznaka zdrowia drzew, a ich desperacka próba walki o życie. Przyczyną wszystkiego jest mały, 3-4 milimetrowy motyl noszący niewinnie brzmiącą nazwę Szrotówek Kasztanowcowiaczek (Cameraria ohridella). Szkodnik ten upodobał sobie kasztanowce, a szczególnie kasztanowca białego (Aesculus hippocastanum). Jego aktywność zaczyna się od końca kwietnia i trwa do jesieni. W naszych warunkach klimatycznych w tym okresie rozwijają się najczęściej 3 pokolenia. W swoim cyklu motyl składa jaja na liściach kasztanowca, poczym wylęgłe gąsienice żerując uszkadzają tkankę tworząc tzw. miny. Uszkodzona tkanka liścia przybiera brązowawą barwę i gdy jest jej na tyle dużo, że liść traci zdolność funkcjonowania, najzwyczajniej cały obumiera. Miny są bardzo łatwe do stwierdzenia, przez co przy minimalnej wprawie łatwo stwierdzić obecność tego szkodnika. Owad ten przywędrował do nas z Macedonii, z rodzinnych stron kasztanowców. Po raz pierwszy zaobserwowano i opisano go w połowie lat 80 tych. Od tego czasu rozprzestrzenił się na obszarze prawie całej Europy postępując z południa ku północy kontynentu, ostatnio stwierdzono go w Wielkiej Brytanii nie wykryto go natomiast jak dotąd w przeważającej części Skandynawii. Od 1997 roku jest on również obserwowany w Polsce i szybko rozszerza zasięg swojego występowania z południa ku północy kraju. Z najświeższych informacji wynika, że jest już obecny za schodnią granicą Polski m.in. na Ukrainie. Tak szybką i łatwą ekspansję zawdzięcza swoim zdolnościom adaptacyjnym-diapauza, migracyjnym, odporności na niskie temperatury, wysokiej rozrodczości, a przede wszystkim brakowi wrogów naturalnych (naturalne spasożytnienie pierwszego pokolenia zaledwie 0,2%). Jak człowiek może pomóc naturze uratować kasztany? To pytanie postawiono sobie od razu po stwierdzeniu zagrożenia. Przez ostatnie lata poczyniono szereg badań i podjęto rozmaite próby walki ze Szrotówkiem. Podjęto próby stworzenia mikroorganizmu atakującego go, wyselekcjonowano parazytoidy (nicienie), znaleziono feromon wabiący samce motyla i opracowano sposób jego syntetyzowania, zidentyfikowano substancje niszczące szkodnika, jednakże na chwilę obecną tylko jedna z metod ma zastosowanie praktyczne, jest to metoda iniekcji. Metoda ta opracowana przy udziale polskich naukowców z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach po pozytywnych próbach została zarejestrowana w kraju. Polega ona na wprowadzaniu nowoczesnej substancji czynnej w formie żelu do naczyń drzewa. Zabieg jest specjalistyczny i wymaga wiedzy o budowie drzewa, biologii szkodnika oraz o technicznym sposobie przeprowadzenia zabiegu. W pniu drzewa na wysokości około 1 m w odpowiednim rozstawie wykonuje się małe otwory, które od razu wypełnia się żelem, zabezpieczając następnie każdy otwór. Substancja aktywna z żelu jest transportowana w sposób naturalny (systemicznie) naczyniami drzewa, aż do liści, gdzie poraża szkodnika. Jako nowość w 2005r. i wynik działań w kierunku zmniejszenia ingerencji w drzewo zaproponowano zabiegi iniekcji ciśnieniowej oparte o australijskiej produkcji indżektory "Chemjet" o pojemności 20ml, a wkrótce możliwe, że wprowadzone zostaną jeszcze bardziej zaawansowane rozwiązania ciśnieniowe. Zabiegi ciśnieniowe pozwalają wyraźnie ograniczyć liczbę i wielkość otworów, przy zachowaniu tej samej dawki preparatu co w metodzie iniekcji dotychczas stosowanej. Rezultaty zabiegów pokazują, że na najbardziej zaatakowanych drzewach stwierdzono nawet kilkunastokrotne zmniejszenie się liczby szkodników, co pozwala na uratowanie kasztanowca. W roku 2003 zabiegi wykonano na około 20 000 tysiącach drzew, a w 2004r. na kolejnych 40 000 w całej Polsce uzyskując bardzo pozytywne rezultaty, na zaszczepionych drzewach w miesiącu lipcu zmniejszenie liczby min wynosiło nawet ponad 90%. Wyniki z 2003r. były lepsze od tych z 2004r., a to jak mówią naukowcy z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach za sprawą wcześnie występujących w 2004r. temperatur powyżej +10C, już od początku marca. Wystąpienie tak wcześnie właściwych do rozwoju szkodnika temperatur spowodowało jego szybszy rozwój i w wielu przypadkach pierwsze pokolenie nie zostało ograniczone działaniem preparatu. Zabiegi nadal są dokumentowane przez specjalistów i wnikliwie analizowane przez naukowców. Obecnie dysponuje się już zdjęciami dokumentującymi właściwe zabliźnianie się miejsc iniekcji. W Polsce tego typu zabiegi wykonują jedynie wybrane specjalistyczne firmy, specjalnie do tego celu przeszkolone, posiadające tytuł prawny do zabiegów środkami ochrony roślin i wyposażone w odpowiedni sprzęt. Poza specjalistami w walce ze Szrotówkiem bardzo potrzebne jest również zaangażowanie całego społeczeństwa począwszy od władz, a skończywszy na każdym z nas. Otóż kasztany możemy uratować jedynie poprzez zbiorowe zaangażowanie. Rozwój szkodnika można minimalizować również metodą mechaniczną poprzez grabienie opadłych liści drzew i usuwanie ich. Ostatnie pokolenie motyla zimuje na opadłych liściach drzew i pod korą. Zgrabienie i usunięcie opadłych liści wspomoże więc metodę iniekcji zmniejszając liczbę szkodników pierwszego pokolenia w roku następnym. W miarę wzrostu świadomości akcje grabienia liści są podejmowane coraz częściej, co w połączeniu z metodą iniekcji pozwala myśleć, że te przepiękne drzewa nie znikną z naszego krajobrazu i zachowamy je dla następnych pokoleń. Przed groźnymi pasożytami kasztanowców, szrotówkami kasztanowcowiaczkami, można i trzeba drzewa chronić. W Polsce najczęściej ratuje się je przez grabienie liści, mocowanie lepów, szczepienie drzew i sprowadzanie sikorek. Szrotówek kasztanowcowiaczek jest niepozornym i z bliska całkiem ładnym motylem. Z daleka wydaje się szary, z bliska widać biało-rude pasy. Jego larwy żywią się liśćmi kasztanowców. Rozmnażające się szybko owady niszczą drzewa w całej Europie. Stały się prawdziwą plagą także w Polsce. W ciągu roku mogą narodzić się nawet trzy pokolenia kasztanowcowiaczków. Owady te potrafią poczynić ogromne szkody. Zaatakowane nim drzewo traci liście już latem, co wymusza na nim okres spoczynku zbyt wcześnie. To dlatego teraz, jesienią, pojawiają się na kasztanowcach młode liście i kwiaty, zjawisko normalnie występujące na wiosnę - wyjaśnia Liliana Koziarska z Zarządu Głównego Ligi Ochrony Przyrody. Drzewa regularnie pozbawiane liści są z roku na rok coraz słabsze. Po wymuszonym okresie letniego odpoczynku nie potrafią się przygotować do normalnego, zimowego. Cykl życia drzewa zaburza się, w końcu zaatakowane przez szkodniki kasztanowce giną. Zima wcale nie szkodzi tym owadom. Ich poczwarki wegetują w liściach aż do wiosny. W zimnej porze roku wytwarzają one ochronny włochaty kokon, który chroni je przed niską temperaturą. Dlatego tak skuteczną metodą tępienia szrotówka jest grabienie i palenie spadłych liści. Im dokładniej się to zrobi, tym więcej poczwarek zginie i tym mniej dorosłych owadów pojawi się na wiosnę. Istnieje wiele innych metod zwalczania szrotówka, np. szczepienia kasztanowców. Polegają one na wstrzyknięciu do pnia drzewa specjalnej substancji – żelu o własnościach pestycydu, owadobójczych i grzybobójczych. Preparat rozchodzi się wewnątrz drzewa i dociera do liści, które stają się niejadalne dla gąsienic. Pierwszy w Polsce zastosował szczepienia prof. Gabriel Łabanowski z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach. Było to cztery lata temu, a dopiero teraz szrotówek znów zaczyna atakować zaszczepione wówczas rośliny. Dotąd były one chronione - wyjaśnia Liliana Koziarska. Metoda szczepienia budzi jednak pewne kontrowersje. Niektórzy specjaliści obawiają się, że nawiercanie otworów w pniu może wyrządzić kasztanowcom zbyt duże szkody. Przeciwnicy tej metody uważają również, że trucizna oprócz szkodników tępi także pożyteczne owady. Zaszczepienie jednego drzewa kosztuje niecałe 100 złotych. Jest w Polsce kilkadziesiąt firm, które zostały przeszkolone w wykonywaniu szczepień. Sam preparat produkuje jedno przedsiębiorstwo, które uzyskało licencję Ministerstwa Środowiska. Informacji o szczepieniach udzielają okręgowe oddziały Ligi Ochrony Przyrody. W Polsce często stosuje się również lep, podobny do tego na muchy, na który łapią się owady. Lep ma postać dużych arkuszy ze sztucznego tworzywa, pokrytych kleistą substancją. Ta metoda jednak zupełnie nie pozwala oddzielić szkodników od innych owadów. Na lep łapią się wszystkie. W zwalczaniu motyli mogą pomagać także sikorki, które żywią się ich gąsienicami. Mogą one jednak wytępić tylko trzy procent populacji szrotówka. Aby zwabić sikorki do ogrodu lub parku trzeba przygotować dla nich odpowiednie budki lęgowe. Domki powinny mieć odpowiednie wymiary. Otwór wejściowy powinien być na tyle mały, żeby ptak większy i silniejszy od sikorki nie mógł go zająć. Wielkość otworu i głębokość budki powinna zabezpieczać jej mieszkańców przed drapieżnikami, zarówno ptakami takimi jak dzięcioł, jaki i ssakami takimi jak kuna, łasica czy kot. Zagęszczenie domków nie powinno być zbyt duże, dlatego, że sikorki nie będą żywić się samymi szrotówkami, muszą mieć terytorium aby zdobywać dodatkowe pożywienie. Pierwszy raz tego żarłocznego motyla zaobserwowano w Europie w 1998 r. Entomolodzy sądzą, że rozprzestrzenił się on na Europę z Macedonii lub z Japonii. Na północ Europy przemieszcza się on z prędkością około 100 kilometrów rocznie. Dawniej uważano, że motyle te żyją raczej w cieplejszych okolicach. Teraz obserwuje się je nawet w okolicach Moskwy. Szrotówki stanowią już problem w całej Europie - mówi przedstawicielka LOP ZG. O metodach zwalczania szkodliwego motyla rozmawiali w sobotę i niedzielę na konferencji pod Warszawą działacze LOP, biorący udział w ogólnopolskim programie ochrony kasztanowców. I na koniec – aby uświadomić czytelnikom niniejszego forum – jak ważne jest dbanie o przyrodę, kilka ogólnych uwag na temat polskiej flory. Dzisiejszy skład flory ukształtował się w wyniku zmian klimatycznych i rozprzestrzeniania się gatunków w okresie polodowcowym. Obejmuje ponad 2300 gatunków roślin naczyniowych, ok. 600 gatunków mchów, 250 gatunków wątrobowców, 1600 gatunków porostów. Większość gatunków roślin naczyniowych to gatunki napływowe, czyli tzw. przechodnie. Stanowią one ok. 60% całej polskiej flory. Z drzew należą do nich m.in. dąb szypułkowy, olsza czarna, wiąz pospolity i szypułkowy, wierzba biała, lipa drobnolistna. Większość gatunków roślin naczyniowych to gatunki typowe dla różnych regionów geograficznych. Występują tu rośliny z gatunków euroazjatyckich i północnoamerykańskich -np. brusznica, arktyczno-borealnych -np. brzoza karłowata, środkowoeuropejskich -jodła, buk i wiele innych, z gatunków zachodnioeuropejskich -np. wrzosiec, czy czarnomorsko-podolskich i węgierskich -np. wiśnia karłowata czy kwitnący żółtymi kwiatami miłek wiosenny, typowa roślina suchych łąk położonych na wapiennym podłożu. Niewielki jest natomiast udział gatunków śródziemnomorskich. Około 40% gatunków ma w Polsce granicę występowania, m.in. lipa szerokolistna, modrzew europejski, topola czarna, buk, jawor, klon polny, dąb bezszypułkowy, wrzosiec bagienny, jarząb szwedzki i rzadkie rośliny północne, np. brzoza karłowata czy wierzba lapońska. Nieliczne gatunki są endemitami, czyli gatunkami występującymi wyłącznie na ograniczonym, zwykle małym obszarze. Głównym obszarem występowania endemitów w Polsce są Karpaty, gdzie rośnie m.in. wielichna szlachetna i świetlik bezostny. Babiogórskim endemitem jest okrzyn jeleni, rosnący w pobliżu górnej granicy lasu i osiągający do 2 m wysokości. W Pieninach występuje złocień Zawadzkiego, przypominający chryzantemę. W Sudetach jedynie w Karkonoszach występują gatunki z rodzaju jarząbców. Na obszarach nizinno-wyżynnych zarejestrowano ok. 15 gatunków i podgatunków endemitów, np. modrzew polski, brzozę czarną, brzozę ojcowską. Niektóre gatunki endemitów i gatunki występujące wyspowo w oderwaniu od granic zasięgów mają charakter reliktowy (pochodzą z dawnych epok). Reliktem epoki lodowcowej są np. ostróżka tatrzańska, goździk leśny, skalnica tatrzańska, a także wierzba lapońska i brzoza karłowata. Najbardziej znanym gatunkiem reliktowym jest limba, rosnąca wyłącznie w Tatrach. Przykładem reliktu stepowego jest różanecznik żółty. Na terenach zabagnionych, obrzeżach dolin i jezior, rosną olsy, a głównym gatunkiem tych lasów jest czarna olsza. Rośliny runa leśnego, rosnące w cienistych olsach korzystają z obfitości wody i pną się ku górze, osiągając nawet kilka metrów wysokości. Także tam rośnie największa polska paproć -długosz królewski. Lasy łęgowe występujące na terenach podmokłych należą do rzadkości. Zachowały się na Pojezierzu Mazurskim oraz w dolinach wielkich rzek: Wisły, Odry i Warty. Wyjątkową wartość przyrodniczą mają bagna biebrzańskie, stanowiące największy, niemal nietknięty przez cywilizację obszar w nizinnej części Europy na zachód od Bugu. Rośnie tam wiele gatunków roślin typowych dla Europy Północnej oraz reliktów, które przetrwały zlodowacenie, w tym różne gatunki turzyc. Wyjątkowo oryginalny krajobraz tego obszaru kształtuje Biebrza, jedyna europejska rzeka, która na całej swej długości zachowała naturalny charakter. Dolina tej rzeki złożona jest z trzech basenów bagiennych, oddzielonych od siebie przewężeniami. Niewielkie nachylenie terenu oraz wał usypany przez Narew, do której wpada Biebrza, powodują, że spływ wody jest bardzo powolny. Rzeka meandruje i wczesną wiosną rozlewa się na szerokość kilku kilometrów, powracając do koryta niekiedy dopiero późnym latem. Z wody gdzieniegdzie wystają tylko nieliczne pagórki, kępy krzaków, drzewa i stogi siana. W najbardziej urozmaiconym basenie środkowym leży Czerwone Bagno, jedno z największych w Polsce torfowisk przejściowych, które porasta stuletni bór bagienny. Na skraju basenu znajdują się jedyne w kraju bagienne lasy brzozowe. W basenie północnym wylewy są mniejsze, jest to siedlisko wielu rzadkich roślin. W basenie południowym rzeka płynie najwolniej, tworząc liczne meandry. W pierwotnym krajobrazie Polski dominowały lasy, które obecnie zajmują jedynie ok. 28% powierzchni kraju i mają przeważnie zmieniony skład gatunkowy. Najwięcej zachowało się w Karpatach, Sudetach i w pasie pojezierzy. Najmniej jest ich w środkowej Polsce. Dawne puszcze mazowieckie występują już tylko w stanie szczątkowym, a lasy przetrwały tam jedynie na nieurodzajnych piaskach wydmowych i mokradłach. Pierwotnie przeważały w Polsce lasy liściaste: w dolinach rzek złożone z wierzb i topoli, na bagnach -olchy, a w większej części kraju -grądy, czyli lasy liściaste wielogatunkowe, złożone głównie z dębów, grabów, lip. W zależności od regionu w grądach pojawiają się także buki, świerki lub jawory. W ramach powojennego zalesiania kraju sadzono przede wszystkim drzewa iglaste. Zakładane były plantacje sosnowe, ponieważ zalesiano z reguły ziemie słabe, piaszczyste, a więc nie nadające się pod uprawę zbóż. Dlatego sosny zajmują obecnie 57 tys. km2 powierzchni leśnych, buki porastają tylko 3,3 tys. km2, a jodły zaledwie 2 tys. km2. Drzewa iglaste są jednak mało odporne na zanieczyszczenia oraz, zwłaszcza w przypadku lasów jednorodnych, na szkodniki. W ciągu ostatnich 20 lat wielkość polskich lasów w zasadzie się nie zmieniła. Wzrasta natomiast udział drzew liściastych. Zwiększa się powierzchnia stosunkowo starych lasów. W Polsce najwięcej jest obecnie borów, czyli lasów iglastych, w których zdecydowanie dominuje sosna zwyczajna (ok. 70%) oraz świerk zwyczajny. Sosna może rosnąć na różnym podłożu i w skrajnie różnych warunkach wodnych. Jest też drzewem bardzo wytrzymałym pod względem klimatycznym. Pojawiła się w Polsce po epoce lodowcowej i wytrzymała wszystkie wahania klimatu, jedynie w górach ustępując miejsca świerkowi, jodle i bukowi. Bór sosnowy odznacza się specyficznym runem leśnym: jagodami, jałowcami i dużą ilością mchów i porostów. Świerk z kolei dobrze znosi surowy klimat i rośnie przede wszystkim w górach i na północnym wschodzie kraju. Tworzy tam mroczne jednolite bory, których runo stanowią nierzadko tylko mchy, paprocie i krzewy jagód. Bory zajmują ok. 70% powierzchni leśnej. Największe obszary borów występują w Puszczach Augustowskiej, Piskiej, Noteckiej oraz w Borach Tucholskich i Dolnośląskich. Na terenie Polski zachowały się także fragmentarycznie lasobory (lasy mieszane). Na pojezierzach w granicach lasoborów dominuje buk, a w górach modrzew. Na zasobniejszych siedliskach glebowych występują wielogatunkowe lasy liściaste, głównie dębowo-grabowe (grądy) i bukowe. Lasy grądowe dobrze zachowały się w Puszczy Białowieskiej oraz w Puszczy Kampinoskiej. Grądy jodłowo-bukowe porastają Góry Świętokrzyskie. Lasy z udziałem buka występują w niższych partiach gór, a także na Pojezierzu Pomorskim, na zachodzie Pojezierza Mazurskiego, na Wyżynie Lubelskiej, w Bieszczadach. Do najpiękniejszych lasów bukowych należą Lasy Kadyńskie niedaleko Elbląga oraz Puszcza Bukowa pod Szczecinem, obejmująca głównie siedliska buczyny pomorskiej i częściowo lasy łęgowe. Lasy bukowe i grądy są szczególnie piękne wiosną, gdy zakwita większość roślin. Ponieważ muszą one wydać nasiona zanim drzewa wypuszczą liście i przesłonią słońce, wraz z nadejściem ciepłych i słonecznych dni dochodzi do prawdziwej eksplozji życia na dnie lasu. Równocześnie pojawiają się różnobarwne łany kwitnących zawilców, fiołków i przylaszczek. Jedną z pereł lasów zachodniej Polski jest Puszcza Piaskowa, położona w dolinie Odry pod Cedynią i na zachodnich krańcach Pojezierza Myśliborskiego. Puszcza Piaskowa jest pozostałością po dawnych puszczach nadodrzańskich. Jej nazwa pochodzi od wsi Piasek i nie ma związku z charakterem siedlisk i drzewostanów, które wykazują bardzo duże zróżnicowanie. Ponad połowę drzew stanowią gatunki liściaste. Podziwiać tam można dęby w wieku 250–300 lat, a najstarsze liczą nawet 350–400 lat. O unikalności tamtejszej flory decydują też ciepłolubne murawy i zarośla. W Polsce zachował się ostatni fragment ogromnej puszczy, jaka przez tysiącem lat pokrywała większość nizinnych terenów Europy. Jest nim Puszcza Białowieska, leżąca na pograniczu Polski i Białorusi, na Równinie Bielskiej, w dorzeczach rzek Narewka oraz Leśna, która jest dopływem Bugu. Polska część puszczy zajmuje ok. 580 km2. Zakaz wyrębu drzew oraz osadnictwa na tym terenie wprowadzili przed 500 laty królowie polscy, dla których białowieskie lasy były ulubionym miejscem polowań. Mimo że puszcza była okresowo eksploatowana w XIX w. oraz w dwudziestoleciu międzywojennym, zachowała po dziś dzień swój pierwotny charakter naturalnego lasu nizinnego, co jest ewenementem w Europie. W 1921 r. najcenniejszy fragment puszczy objęto ochroną, tworząc ścisły rezerwat przyrody. Trzy lata później przekształcono go w park narodowy. Jest to zarazem najstarszy spośród 23 parków narodowych w Polsce. Zajmuje ok. 15% powierzchni puszczy. W 1977 r. Białowieski Park Narodowy został wpisany na listę Rezerwatów Biosfery, a dwa lata później również na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Jako jedyny obiekt w Polsce figuruje na obu tych listach. W Europie na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO znajduje się jeszcze tylko jeden park -Durmitor w Czarnogórze. Obydwa są uważane za "Yellowstones of Europe". Białowieski Park Narodowy został również odznaczony Dyplomem Europy, przyznawanym przez Radę Europy szczególnie wartościowym -także pod względem przyrodniczym -obiektom na naszym kontynencie. Dwie trzecie powierzchni najcenniejszej części puszczy porastają lasy liściaste, wśród których najwięcej jest lasów dębowo-grabowych, czyli grądów. Na siedliskach wilgotnych rosną zalane wodą przez kilka miesięcy w roku olsy oraz łęgi, złożone głównie z olszy czarnej i jesionu. Tereny suche zajmują bory sosnowe, świerkowe i mieszane. W zależności od rodzaju podłoża występuje tam łącznie ok. 20 typów lasu. Krajobraz leśny uzupełniają bagna, torfowiska i liczne rzeczki. Naturalność białowieskiego drzewostanu widoczna jest w zróżnicowaniu gatunkowym grądów. Najwyżej wznoszą się korony świerków. Pod nimi znajdują się korony dębów, lip, klonów tworząc właściwie sklepienie lasu. Najniższymi drzewami są graby. Wiekowe olbrzymy rosną obok młodych drzew, które wyrastają w szczelinach pni powalonych martwych okazów, wykorzystując zwolnione przez nie miejsce i dostęp promieni słońca przebijających się do dna lasu. Charakterystyczną cechą parku jest występowanie obumarłych drzew. Stanowią one ponad 10% całego drzewostanu w rezerwacie ścisłym. Z substancji organicznych powstających w trakcie ich rozkładu korzystają nowe pokolenia lasu. Od 80 lat w rejonie objętym ochroną nie wykonuje się praktycznie żadnych prac. Przeciętny wiek drzew wynosi 126 lat, podczas gdy w pozostałej części puszczy 72, a w całej Polsce 54. O unikalności tego drzewostanu świadczy fakt, iż blisko 1600 drzew ma wymiary pomników przyrody. Występuje tam wiele północnych gatunków roślin i zwierząt, charakterystycznych dla tajgi. Na bogactwo białowieskiej fauny i flory składa się 8500 gatunków owadów, 250 gatunków ptaków, 54 ssaków, ponad 1000 roślin naczyniowych, 200 mchów i około 300 porostów. Wyjątkowo liczną grupę roślin stanowią grzyby (ok. 3000 gatunków), będące w dużej części reliktami lasu pierwotnego. Są to przeważnie gatunki rosnące na próchniejących drzewach. Poza Puszczą Białowieską z wielkich obszarów leśnych, które istniały w średniowieczu na pograniczu dawnych Prus, Litwy i Polski, do naszych czasów przetrwało jeszcze kilka większych kompleksów leśnych w północno-wschodniej części kraju. Wielkością wyróżnia się Puszcza Augustowska (1140 km2), gdzie wskutek samoistnych odnowień lasu powstały prawdziwe dzikie ostępy, oraz Puszcza Knyszyńska (839 km2) z naturalnymi drzewostanami sosnowymi i sosnowo-świerkowymi, a także roślinnością torfowiskową. W rozciągającej się także po stronie rosyjskiej Puszczy Rominckiej występuje bór świerkowy, typowy dla obszarów północnych. Ozdobą tej puszczy są śródleśne stanowiska chronionej paproci -pióropusznika strusiego. Niezwykłej urody jest obszar na wschód od jeziora Gołdap, gdzie na torfowisku wysokim rośnie m.in. bór świerkowy torfowcowy i fragment lasu olszowego. Na Pojezierzu Pomorskim największy obszar leśny zajmują Bory Tucholskie (ok. 1200 km2). Wskutek długotrwałej gospodarki niewiele jest tam jednak naturalnych zespołów leśnych. Jedną z enklaw pierwotnej roślinności stanowi rezerwat cisowy Wierzchlas. To największe w Polsce skupisko cisów obejmuje fragment dawnej Puszczy Pomorskiej, gdzie zachowało się ok. 4 tys. tych drzew, z których najstarsze liczą ponad 600 lat. Wielką wartość przyrodniczą mają zbiorowiska roślinności wodnej. W jeziorach lobeliowych, bardzo rzadkich w Polsce i w Europie, występują charakterystyczne dla takich zbiorników rośliny, m.in. lobelia jeziorna, kwitnąca białymi, bardzo drobnymi (do 1 cm) kwiatkami wystającymi ponad powierzchnię krystalicznie czystej wody. Rośliny te wymagają wody czystej i miękkiej, zawierającej wolny dwutlenek węgla. Wraz z lobeliami występują zwykle inne rzadkie w polskiej florze gatunki. W Polsce przetrwało jeszcze 150 jezior lobeliowych, niemal wyłącznie na Pojezierzu Pomorskim. Bory Tucholskie są bogate w zespoły rzadkiej roślinności torfowiskowo-bagiennej. Ciekawym zjawiskiem są tzw. suchary pojawiające się na jeziorach dystroficznych (rozwijających się w środowisku borów, z roślinnością dostosowaną do kwaśnego odczynu wody). Tworzą je kożuchy z torfowców i bagna zwyczajnego, uginające się pod stopami. Na Wyżynie Małopolskiej większe obszary leśne występują w Górach Świętokrzyskich, gdzie wsłuchiwać się można w szum wspaniałej Puszczy Świętokrzyskiej, zwanej Jodłową. Drzewostany o charakterze naturalnym zajmują ok. 63% powierzchni tego kompleksu. Różnorodność podłoża geologicznego wpłynęła na rozmaitość siedlisk, stąd występują tam prawie wszystkie gatunki drzew rosnące w Polsce: jodła i buk, a także oba gatunki dębu, świerk, oba gatunki lipy, cis oraz sosny. Do rzadkich, a spotykanych w puszczy roślin należą m.in. liczne gatunki storczyków, goryczka wąskolistna i pełnik europejski. Życie roślinne kwitnie wyjątkowo bujnie. W gęstwinie leśnego poszycia natrafić można na gąszcz malin, jeżyn, miejscami wielkie płaty różnych gatunków bujnych paproci, bądź nieprzebyty gąszcz młodnika jodłowego czy bukowego. Puszcza Świętokrzyska jest kolebką modrzewia polskiego. Na Górze Chełmowej koło Nowej Słupi znajduje się największe w Polsce stanowisko tego gatunku, który w stanie naturalnym występuje tylko w tym rejonie kraju. Rosną tam największe i najstarsze w Polsce okazy modrzewia polskiego -niektóre osiągają ponad 5 m obwodu. Na wschód od Wyżyny Małopolskiej piękne drzewostany jodłowo-bukowe zachowały się w paśmie Roztocza, poprzecinanego licznymi wąwozami. Duże kompleksy leśne można znaleźć w obniżeniu podkarpackim. Na wschód od doliny Sanu występuje jeden z największych -Puszcza Solska (1240 km2). Stosunkowo duże obszary lasów występują na Nizinie Śląskiej. Największym z nich, a zarazem największym w Polsce kompleksem leśnym są Bory Dolnośląskie (ponad 1500 km2), porastające piaszczyste stożki napływowe rzek sudeckich. Przeważają tam jednak dość ubogie w roślinność i zwierzęta plantacje sosen. Karpaty Zachodnie tylko w niektórych partiach są dobrze zalesione, przede wszystkim w Beskidzie Śląskim, Żywieckim i Sądeckim. Bieszczady pokryte są zwartym płaszczem leśnym. Lasy Sudetów uległy dość silnemu zniszczeniu na przełomie lat 70. i 80. XX w. W Karkonoszach i Górach Izerskich kwaśne deszcze spowodowały obumieranie drzew na ogromnych przestrzeniach. Do katastrofy przyczynił się układ wiatrów powodujący nawiewanie zanieczyszczeń wytwarzanych w pobliskich elektrowniach opalanych węglem brunatnym, zarówno po stronie polskiej, jak i niemieckiej oraz czeskiej. Osłabione kwaśnymi deszczami drzewa stały się łatwą ofiarą szkodników, które dokończyły dzieło zniszczenia. Obecnie dąży się do odtworzenia w rejonach dotkniętych klęską naturalnych lasów świerkowo-jodłowych, bukowych i świerkowych. Łąki w Polsce w większości są zbiorowiskami sztucznymi, powstałymi głównie na miejscu wyciętych lasów. W rozległych pradolinach Biebrzy, Narwi oraz na Pojezierzu Lubuskim zachowały się łąki bagienne. Malownicze są łąki bieszczadzkie -połoniny i łąki tatrzańskie, zwane halami. Wiosną zakwitają na nich tysiące krokusów, które są endemitami karpackimi, a przybyły tu z Bałkanów wraz z wędrownymi pasterzami. Nasiona krokusów wplątane w sierść owiec rozsiewały się na szlakach. Wraz ze zmianą klimatu spowodowanego wysokością nad poziom morza zmienia się też szata roślinna. W najwyższych polskich górach, Tatrach, wykształciło się aż pięć pięter roślinności. Największą powierzchnię zajmuje położony najniżej poziom regla dolnego (do 1250 m n.p.m.) z lasami świerkowymi wprowadzonymi przez człowieka. Regiel górny (do 1500 m n.p.m.) to bory świerkowe, z których wiele zachowało pierwotny charakter. Przy jego górnej granicy występuje modrzew europejski, jarząb pospolity, wierzba śląska, brzoza karpacka i -na stromych ścianach -świerkowe lasy urwiskowe. Tam także można zobaczyć charakterystyczną sylwetkę limby. Królowa tatrzańskich lasów budzi zachwyt szeroko zaokrągloną koroną i ciemną zielenią igieł. Ta piękna sosna pojawiła się w Polsce w okresie zlodowacenia, a jej ojczyzną są góry Ałtaj. Najcenniejsze pod względem przyrodniczym są dwa najwyższe piętra: alpejskich muraw, czyli hal (1800–2250 m n.p.m.) i rozciągające się najwyżej piętro turni, które poza Tatrami nie występuje nigdzie indziej w polskich górach. Z 430 roślin górskich występujących w Polsce, w Tatrach rośnie aż 400, a połowę z nich znaleźć można przede wszystkim w partii alpejskich muraw oraz w piętrze turni. W piętrze turniowym występuje m.in. ponad 100 gatunków roślin kwiatowych, m.in. kwitnąca różowymi kwiatkami lepnica bezłodygowa, która, by oprzeć się silnym wiatrom, tworzy na skałach poduszki przypominające mech. Są tam także liczne gatunki skalnic oraz mchy i porosty naskalne. Tatry słyną z największej w kraju liczby porostów, sięgającej ok. 700 gatunków. W najwyższych polskich górach bytują gatunki endemiczne, a także reliktowe. Bogactwo endemitów jest tam największe w kraju. Do najbardziej znanych należą m.in.: skalnica tatrzańska, warzucha tatrzańska i ostróżka tatrzańska z pięknymi fioletowymi kwiatami w kształcie dzbanków, a także wiechlina granitowa i wiechlina szlachetna. Kilkadziesiąt gatunków to endemity karpackie. W piętra układa się też roślinność Karkonoszy, najwyższego masywu górskiego Sudetów. Naturalne lasy bukowe i mieszane regla dolnego (500 - 1000 m n.p.m.) zostały w większości zastąpione przez monokultury świerkowe. W piętrze regla górnego (do 1250 m n.p.m.) rosną lasy świerkowe z domieszką jaworu i jarzębiny, z wrzosem i traworoślami w poszyciu. W miejscach wilgotniejszych rosną natomiast bujne ziołorośla. Powyżej rozciąga się piętro kosodrzewiny (1250 – 1450 m n.p.m.), które oprócz Karkonoszy występuje w Sudetach jeszcze tylko na Śnieżniku (1425 m n.p.m.). Na spłaszczonym terenie wierzchowinowym znajdują się wysokogórskie torfowiska. Najbardziej znane z nich rozciąga się poniżej szczytu Karkonoszy, Śnieżki (1602 m n.p.m.), gdzie między zaroślami kosodrzewiny kryją się niewielkie oczka wodne z roślinnością bagienną, typową dla tundry i stanowiącą relikt epoki lodowcowej. Gęste zarośla tworzy tam wierzba lapońska. Ze względu na krajobraz i charakterystyczną florę Równia pod Śnieżką nazywana jest karkonoską tundrą. W piętrze alpejskim (powyżej 1500 m) dominuje roślinność naskalna - trawy, mchy i porosty. Roślinność Karkonoszy jest stosunkowo uboga ze względu na granitowe podłoże. W Karkonoszach występuje kilka gatunków endemitów, m.in. skalnica bazaltowa i jarząb sudecki, a także reliktów polodowcowych, np. skalnica śnieżna i półpasożytniczy gnidosz sudecki, który pobiera wodę z solami mineralnymi od innych roślin. Poza Karkonoszami spotyka się go jedynie za kołem podbiegunowym. Osobliwy układ roślinności mają Bieszczady. Charakterystyczną cechą tych gór jest niski przebieg górnej granicy lasu na poziomie 1200 - 1220 m n.p.m. i brak górnego piętra leśnego ze świerkiem. Na jego granicy rosną jedynie karłowate buki i olchy, a wyżej rozciągają się połoniny, największa atrakcja Bieszczad. Piętro połonin dochodzi do 1346 m n.p.m. na najwyższym szczycie tych gór, Tarnicy. Bieszczadzkie łąki porastają borówczyska i zbiorowiska trawiaste. Tylko tam rośnie ponad 20 rzadkich wschodniokarpackich gatunków, np. lepnica karpacka czy pszeniec biały, a także ponad 70 gatunków wysokogórskich. Bieszczady są jednym z nielicznych miejsc w Europie, gdzie przyroda odzyskała obszary odebrane jej wcześniej przez człowieka. Po wojnie wysiedlono stamtąd prawie wszystkich rdzennych mieszkańców, a zbocza, na których rozciągały się pola i łąki dziś porasta gęsty bukowy las. Bieszczadzkie buczyny należą do najbardziej naturalnych w kraju, a wiele ich fragmentów przybrało pierwotny charakter. To, co wykwiczałem, najpierw wydumałem.
piipi 15-06-2008 8:58
..do - [~Uczony Walenty Kwic~Dzol..]...~GENIL Jelonkowe,gdzie ty sie podziewales ?.~Cudownie sie relaksuje przy tym Twoim pisaniu..
piipi 15-06-2008 11:07
..do - [~Uczony Walenty Kwiczol..]..przepraszam,za blednie napisany Twoj nckname,ale moj "staruszek"-Dell zmiany potrzebuje.~Walenty uwazam Ciebie za GENIE !!.~Chcialam tylko dodac,ze taki kasztanowiec ma bardzo dodatnie na czlowieka dzialanie i aby wykorzystac pozytywna energie tego drzewa,nalezy objac rekoma jego pien,czolem dotknac kory,zamknac oczy i gleboko,spokojnie oddychac.~Wystarczy 15 minut,aby pozytywna energia z drzewa przeszla na czlowieka.~Wincenty,po takiej "terapii-kasztanowej" bedziesz latwiej zasypial i bedziesz mial uklad nerwowy wzmocnony,a takze beda bole reumatyczne zmniejszone.~IDE do parku,aby Ciebie poszukac...~Powodzenia...jestes FAJNY !!.~*PA.piipi.
~Baca z Lubiechowej 15-06-2008 11:47
Kojocie, a raczej skunksie skoro tak uwielbiasz te " amerynackie żwieżenta" (nie znając nawet ich zachowania się) zastanów sie najpierw co piszesz. Ale przedtem zdejm ze swojej łepetynki ten kaptur i to zrów w dzień, a nie w nocy, kiedy to ze strachu przed duchami i ciemnościa naciągasz go jeszcze mocniej. A sadząc po tekście to gdzieć słyszałeś ( byc w może w rodzinie) o dopnosach, "paragrafach" wyłapywaniu "pojedynczych osobników" iprzez całe kohorty takim pseudomocarzy z UBowskiego nadania. Bo przeciez to co napisałeś to wypisz wymaluj język i zachowanie tych" Panów" co to do niedawna przed Ratuszem byli podziwiani jako okazy tiroglodytów z lat 50 od Batiuszki Stalina. Ale cóz jak widac po Twojej pisulce pozostawli " godnych nastepców"... To właśnie ty i tobie podobni w pojedynke " walą w porty" nieco od nich silniejszych... Uspokajaja sie dopieo na widok radiowozu, gdzie często siedzą ich koleżkowie...Na to wskazuje twoja sugestia o rychłym znalezieniu na mnie kijaszka i "paragrafu" .A już sam zapis, że kijka lub paragraf znajdzie na mnie POLICJA mówi sam za siebie...i potwierdza moje powyższe przypuszczenia co do pochodzenia NOWOCZESNYCH RAMBO "orłów demolki miasta" o ktorej mowa w tych dwu czatach...
~em. ks. prof. zw. dr. hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł 15-06-2008 13:27
W kontekście „masakry” kasztanowców Szanowna Czytelniczka Pani Piipi poruszyła bardzo ważny, moim zdaniem, problem – problem terapii. Ludzie mający problemy z własnym życiem czy zdrowiem często rozpaczliwie poszukują pomocy kogoś z zewnątrz — terapeuty, psychologa. Sięgnięcie po tę pomoc bywa krokiem niełatwym. To konieczność przełamania oporów przed odkryciem się, bolesne analizowanie własnych problemów w obecności terapeuty lub grupy. Zanim człowiek zdecyduje się na skorzystanie z usług profesjonalisty nierzadko próbuje poradzić sobie na własną rękę. W obecnych czasach liczba takich możliwości wzrosła niepomiernie. W księgarniach można znaleźć całe rzędy książek obiecujących, a nawet gwarantujących pomoc w rozwiązaniu wszelkich kryzysów i całkowitej przemianie życiowej. Czasopisma poświęcone krzewieniu zdrowia, popularyzujące psychologię również są źródłem informacji na temat jakości poszczególnych terapii, a jeśli wejdziemy do Internetu, oślepi nas bogactwo ofert różnego rodzaju. Jak wybrać tę właściwą? Czy słuchając pokus brzmiących jak obietnice? Czy kierując się bardziej racjonalnymi przesłankami, takimi jak podbudowa naukowa poszczególnych systemów terapeutycznych? Czy analizując kontekst, w jakim pojawia się informacja o terapii? Gra idzie o bardzo wysoką stawkę. Zły wybór w najlepszym razie może oznaczać stratę czasu i pieniędzy. Gorszy scenariusz to pogłębienie się kryzysu, załamanie nerwowe, jeszcze większe kłopoty życiowe. Scenariusz czarny, ale ciągle prawdopodobny, to samobójstwo lub śmierć w wyniku psychoterapii. Co zatem należy zrobić, by dokonać właściwego wyboru? W tej chwili na liście Europejskiego Towarzystwa Psychoterapii (EAP), skupiającego ponad 120 tysięcy terapeutów, zarejestrowanych jest 31 modalności terapeutycznych i ciągle dopisywane są nowe. Spora część z nich nie ma rzetelnych podstaw naukowych i nie stoją za nimi dowody empiryczne. Poza oficjalną listą towarzystw, takich jak EAP, na rynku usług terapeutycznych rozwija się o wiele więcej różnego rodzaju pseudoterapii. Wedle niektórych źródeł ich liczba już w 1986 roku sięgała 460, a nasze obserwacje tego rynku wskazują, że co kilka lat pojawiają się nowe. Zjawisko polegające na kreowaniu nowych trendów w psychoterapii i w obszarze tzw. samorozwoju, a także zarabianie pieniędzy w tym segmencie, nazwaliśmy umownie psychobiznesem. Jest to określenie stosunkowo łagodne, bowiem niektórzy autorzy sugerują nazywanie tego procederu działalnością kryminalną, a każdą terapię nie posiadającą podłoża empirycznego mianem eksperymentalnej. O szansach poszczególnych pseudoterapii na przetrwanie i dopisanie ich do szacownych list decyduje milcząca lub czynna akceptacja świata akademickiego, a także zainteresowanie nimi dyplomowanych psychologów, mimo że wiele z nich bliższych jest szarlatanerii niż nauce. Kiedy terapia otrzyma takie wsparcie i wejdzie „do obiegu", kwestią czasu pozostaje już tylko, jak wielu pełnych nadziei pacjentów uwiedzie. W naszej opinii obojętność przedstawicieli psychologii naukowej w Polsce w stosunku do psychobiznesu stwarza mu wręcz idealne warunki do rozwoju, również na wyższych uczelniach lub pod naukowymi szyldami. Problemy, o których piszemy są problemami obecnymi w wielu kulturach na przestrzeni wieków. W szerokim ujęciu można je sprowadzić do wypracowania społecznych metod kontroli nad szamanami czerpiącymi korzyści z ludzkich obaw, lęków i niepokojów. To, znane od wieków, zjawisko w naszej cywilizacji korzysta szeroko z liberalizacji rynków usług oraz z możliwości budowania fasadowych instytucji nadających działaniom szamanów rangę akceptowanych społecznie. Szczególnie podatnym gruntem do jego rozwoju są budzące lęk obszary — choroby w ogóle, a choroby psychiczne i zdrowie psychiczne w szczególności. Wraz z rozwojem szamanizmu powstawały jednak społeczne systemy kontroli utrzymujące rozwój tego typu działalności w pewnych granicach. W przypadku niektórych z nich fundamentalne znaczenie ma aktywność naukowców. Do najprostszych form kontroli należą regulacje prawne. Ustawy regulujące wykonywanie zawodu lekarza, terapeuty, psychologa itp. są dość skutecznymi metodami, które co prawda nie eliminują całkowicie zjawiska, ale ograniczają je w znacznej mierze. Brak takich regulacji, a z taką sytuacją mamy do czynienia w naszym kraju, sprzyja nadużyciom. Innym środkiem kontroli psychobiznesu i obszarów, które zawłaszcza sobie pseudonauka są programy badawcze i raporty, które pełnią funkcję informacyjną. Doskonałym tego typu przykładem może być raport dwunastej dywizji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego zajmującej się psychologią kliniczną (Task Force on Promotion and Dissemination of Psychological Interventions, 1995). Raport ten powstał właśnie jako antidotum na burzliwie rozwijający się rynek usług pseudoterapeutycznych w Stanach Zjednoczonych i stał się początkiem tradycji monitorowania efektywności terapii poprzez naukowców — specjalistów w zakresie psychologii klinicznej. Z czasem zaowocował kolejnymi raportami i pracami stanowiącymi jego rozszerzenie i doskonałe uzupełnienie. W Polsce brakuje programów badawczych i raportów, które mogłyby stanowić wskazówkę dla początkujących terapeutów, ale również ich klientów. Jedyne znane nam opracowanie, zasługujące na miano wyczerpującego przeglądu badań, powstało w ramach badań własnych i nie jest traktowane przez polskich psychologów i psychoterapeutów jako podstawa do tworzenia jakichkolwiek standardów. Formą przeciwstawiania się niekorzystnym społecznie zjawiskom, charakterystyczną dla środowiska akademickiego, która może zwrócić uwagę szerszego środowiska, są konferencje. Jak do tej pory, to chyba jedyne inicjatywy dostrzegalne w Polsce, chociaż podejmowane raczej w ramach innych rodzajów działalności niż uprawianie nauki. Chlubnym wyjątkiem jest tutaj konferencja, zorganizowana w 2007 roku przez Instytut Filozofii Przyrody i Nauk Przyrodniczych KUL, pod nazwą „Pogranicza nauki. Protonauka, paranauka, pseudonauka". Dotyczyła ona głównie filozofii nauki. Wśród uczestników i referentów psychologowie stanowili ledwie zauważalną mniejszość. Oceniając konferencję z tej perspektywy, można powiedzieć, że nie wniosła ona niczego jeśli idzie o zwrócenie uwagi akademickiego środowiska psychologów na kwestie obecności pseudonauki czy paranauki w psychologii. Inne inicjatywy podejmowane były poza środowiskiem akademickim i kierowane głównie do praktyków, którzy dostrzegają problemy psychomanipulacji, nadużyć w ramach prowadzonych terapii czy innych usług, takich jak np. warsztaty samorozwoju, które określamy tutaj wspólnym mianem psychobiznesu. Warto wymienić jeszcze konferencję zorganizowaną w czerwcu 2007 r., przez Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej pn. „Współczesne metody psychomanipulacji a zdrowie psychiczne" w Warszawie oraz Ogólnopolską Sesję Naukową pn.: „Pomiędzy manipulacją psychiczną, intelektualną i duchową. Definicje, oceny, profilaktyka", która odbyła się w grudniu 2007 r., w Gdańsku-Oliwie. Konferencje te, jakkolwiek stanowią ważny przyczynek do budowania świadomości pseudonauki, trafiają jednak do bardzo ograniczonej liczby odbiorców, często już mających wiedzę i świadomość zagrożeń, jakie te zjawiska niosą ze sobą. Metody o największym zasięgu, choć może niekoniecznie wieloaspektowo i głęboko poruszające problem, to działania poprzez media, programy edukacyjne, portale internetowe czy wreszcie szkolenia. Niestety, obserwacja tych form przekazu wskazuje jednoznacznie, że ilość programów radiowych, telewizyjnych, artykułów w prasie, które popularyzują pseudonaukowe metody, jest tak przytłaczająca, że trudno mówić o jakimkolwiek działaniu profilaktycznym, mogącym zapobiegać negatywnym skutkom. Wydaje się, że media realizują raczej cel polegający na propagowaniu pseudoterapii i pseudonauki niż misję rzetelnego informowania społeczeństwa. Tym bardziej więc potrzebne jest jednoznaczne i stanowcze stanowisko środowiska w wątpliwych kwestiach. Przedstawiciele polskiej psychologii naukowej występując w mediach zdecydowanie częściej jednak pełnią funkcję komentatorów bieżących wydarzeń niż aktywnych krytyków zjawisk niekorzystnych i szkodliwych. Sposobem rzadko wykorzystywanym, choć skutecznym, jeśli idzie o możliwość zwrócenia uwagi na problem, jest prowokacja dziennikarska. Gdyby chcieć określić jej miejsce w metodologii badań, należałoby umieścić ją gdzieś w obszarze obserwacji uczestniczącej lub eksperymentu naturalnego. Częściej wykorzystywana przez dziennikarzy, znajduje jednak swoje miejsce również w nauce. Najbardziej znana prowokacja miała miejsce w obszarze nauk społecznych i została przeprowadzona przez Alana Sokala w 1996 roku. Opublikował on w ważnym dla nauk społecznych czasopiśmie Social Text artykuł pt. Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji. W rzeczywistości artykuł okazał się żartem, parodią publikowanych tam prac. Naszpikowany bezsensownymi, lecz niestety autentycznymi, cytatami wypowiedzi znanych francuskich i amerykańskich intelektualistów na temat fizyki i matematyki demaskował nadużywanie przez nich pojęć z zakresu fizyki kwantowej i matematyki. Autor wykazał, że postmodernistyczni myśliciele, tacy jak Lacan, Kristeva, Irigaray, Baudrillard i Deluze wielokrotnie nadużywali tych pojęć, najczęściej ich nie rozumiejąc. Prowokację w obszarze psychobiznesu przeprowadził Raj Persuad - psychiatra brytyjski. We współpracy z dziennikarzami ze stacji telewizyjnej BBC z programu Watchdog przygotowali oni pseudopacjenta, który z ukrytą kamerą zgłaszał się do prywatnych gabinetów terapeutycznych ogłaszających się w prasie. Jedynym „symptomem", który relacjonował podstawiony pacjent, było stwierdzenie, że czuje, iż jego dziewczyna, z którą był w długotrwałym i stabilnym związku, a która na jakiś czas wyjechała służbowo, oddaliła się od niego. Dwaj z trzech terapeutów stwierdziło, że konieczne są kolejne, płatne wizyty pacjenta i terapia. Prowokacja Persuada sprowokowała burzliwą dyskusję i wskazała na nadużycia, których skłonni są dopuszczać się terapeuci w kontakcie z pacjentami. Jednak prowokację, która doprowadziła do największych efektów, przeprowadził David Rosenhan (1973). Jego celem było sprawdzenie, czy psychiatrzy potrafią odróżnić chorobę psychiczną od normalności. Sprawdzał to razem z siedmioma innymi ochotnikami, którzy nigdy nie mieli żadnych psychicznych problemów. Udali się oni do wybranych szpitali psychiatrycznych w USA i zgłaszając się do dyżurującego psychiatry, oświadczali, że słyszą „głosy". Każdy z tej ósemki został zdiagnozowany jako chory psychicznie, a następnie zatrzymany w szpitalu. Siedmiu z nich zostało zakwalifikowanych jako schizofrenicy. Każdemu podawano silne leki psychotropowe. Rosenhan został zwolniony ze szpitala po dwóch miesiącach. Nagłośnił wówczas swoją prowokację w mediach. Natychmiast został oskarżony o oszustwo i fałszywe oszczerstwa. Jeden ze szpitali rzucił mu wyzwanie, twierdząc, że może on podesłać do niego więcej oszustów i tym razem zostaną oni bezbłędnie rozpoznani. Rosenhan zgodził się na ten test. Po miesiącu szpital z dumą oświadczył, że rozpoznał 41 oszustów. Niestety, okazało się, że Rosenhan nie wysłał tam nikogo. Efekty tej prowokacji były szokujące dla psychiatrii amerykańskiej. Wykazały jednoznacznie, że psychiatrzy nie mają narzędzi, które umożliwiłyby im dokonać rozróżnienia pomiędzy ludźmi zdrowymi i chorymi. Prowokacja Rosenhana najpierw wywołała burzliwą i szeroką dyskusję na temat wartości metod diagnostycznych, następnie przyczyniła się do przeprowadzenia ogromnego programu badawczego, a w konsekwencji do zmian w metodach diagnozowania psychiatrycznego, których obecnie wielu autorów nie waha się nazwać rewolucyjnymi. Badania, o których mowa, rozpoczęły się w 1974 r. i były prowadzone pod przewodnictwem Roberta Spitzera — psychiatry i zdecydowanego krytyka metody zastosowanej przez Rosenhana. Były one bezpośrednią odpowiedzią na kryzys panujący w psychiatrii amerykańskiej ujawniony nieortodoksyjnym eksperymentem Rosenhana. W ich wyniku powstała trzecia wersja Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (DSM), opracowana siłami American Psychiatric Association. Co prawda DSM istniał już od 1952 roku, ale zarówno jego pierwsze wydanie, jak i to uaktualnione w 1968 r., były powszechnie ignorowane i nie stanowiły standardu dla diagnozy. Dopiero trzecia wersja oparta na badaniach statystycznych, zgodna z International Statistical Classification of Diseases and Related Health Problems (ICD), opublikowaną przez Światową Organizację Zdrowia, ustanowiła standard diagnozy i stworzyła rodzaj uniwersalnego języka, którym posługują się psychiatrzy w całych Stanach Zjednoczonych i w niektórych krajach Europy. Z czasem powstała wersja czwarta DSM, a obecnie trwają prace nad piątą. Podsumowując przedstawione bardzo szkicowo zmiany w psychiatrii amerykańskiej, w latach 70. XX w., można powiedzieć, że rewolucję, którą przeprowadził oddział badaczy American Psychiatric Association pod dowództwem Spitzera, rozpętał pojedynczy strzał, jakim był prowokacyjny eksperyment Rosenhana. Tyle wydumałem, co też wykwiczałem.
~HankaodRumcajsa 15-06-2008 13:35
Czyżby nasza Piipi zakochała się w kolejnym zbóju - tym razem Kwiczole. Cóż za niezwykły pociąg do zbójów i to tych najbardziej obleśnych - grubych, tłustych, z wielgachnymi brodami i takimi samymi łapskami. Wszystkiego najlepszego z nowym "chłopakiem", Piipi.
~rymcycymcy. 15-06-2008 14:21
Piipi nowego gacha podrywa i jeszcze mylą sie jej ich imiona (Walenty z Wincentym)...
piipi 15-06-2008 14:43
..do - [~Uczony Wincenty Kwiczol..]...narobilo sie,bo mam teraz duze podejrzenia.~Wyjasnie Tobie moj problem :...po tym Twoim pisaniu mam obawe,co do ksiedza !!.~Wyobraz sobie,ze Ksiadz tez jest SZAMANEM,bo on z ludzkiego ciala Diabla wypedza.~Powiedz mi,czy Diabel jest baba,czy chlopem ?.~Taki Szaman to ma fajnie,bo ma "cieplutka posadke".~Czy mozna wypedzic takiego Pana...
~piipi. 15-06-2008 15:51
..do - [~Uczony Walenty Kwiczol..]~ Bardzo dziekuje panie Kwiczole za Twoje rady na temat terapii.~Rzeczywiście piipi bardzo potrzebuje fachowej pomocy, szczególnie w ostatnim czasie.~Przyznam szczerze, nie wiem co się ze mną dzieje.~Czasami jestem TAKA, innym razem INNA...~Już nawet nie za bardzo panuję nad tym co piszę na forum Jelonkowym.~Proszę napisz Kwiczole gdzie mogłabym się zglosić po jakąś specjalistyczną pomoc!~A może DRODZY FORUMOWICZE Wy macie informację na ten temat?~Proszę, POMÓŻCIE swojej piipi, przywróćcie ją do normalności !!! S.O.S. !!! Wasza Piipi.
HankaOdRumcajsa 15-06-2008 16:30
...post z 13:35 to nie ja... to ten sam czubek co zawsze... widze że IP zmienił...
piipi 15-06-2008 17:20
...do - [~HankaOdrumcajsa..]...my wiemy "swoje",co to wszystko oznacza.~Nasze nickname jest teraz popularne !!.~Szczekaja,bo wkrotce wilkami sie stana.~Taki wilk jest psem i lubi zabawe.~Do tej ich "zabawy" teraz dodali Naszego _rymcycymcy.~Takie orginaly "chinskie" maja krotki zywot.~Pozdrawiam.*piipi.
~HankaOdRumcajsa. 15-06-2008 17:33
...cd....nie ja w tym sensie, że ja, tylko niezalogowana...bo jak piszę z innego komputera, to nie loguje się...I tak jak piipi czasami zapominam czy pisałam zalogowana czy niezalogowana... stąd też czasami wydaje mi się, że ja to nie ja, a nie ja to ja...brzmi to skomplikowanie, ale zawsze to jednak ta sama ja, czyli, jak napisałam wyżej ten sam czubek...
~em. ks. prof. zw. dr. hab. inż. arch. lek. med. Walenty Kwiczoł 15-06-2008 18:26
Szanowna Córko Piipi. Co Ci powiem, to Ci powiem, ale Ci powiem. Jako doświadczony kapłan mogę Ci poradzić, abyś wypędziła z siebie tego diabła, który drzemie w Twoim wnętrzu, a wypełniła je aniołami i świętymi, którzy chętnie zamieszkają w serduszku Twym niewieścim. Zacznijmy więc od szatana. Jeden z katolickich teologów w pokaźnym dziele święci swe pożegnanie z diabłem, inny, protestancki, utrzymuje, że duchy i demony należą do świata, z którym nauki przyrodnicze i technika kategorycznie się rozprawiły. A Biblia? Stary Testament nie jest zainteresowany duchami i aniołami, lecz Bogiem jednym i jedynym. W Nowym Testamencie szatan nigdy nie jest przedmiotem przepowiadania Jezusa, który swego działania nie pojmował jako walki z nim. Dopiero po śmierci Jezusa na scenie chrześcijańskiej tradycji zaroiło się od aniołów i diabłów. Wspomnieć też należy o nieprzewidzianych negatywnych następstwach, jakie wiara w szatana wyzwoliła w obłędzie opętania - o polowaniach na czarownice i prześladowaniach Żydów. Inne stanowiska są mniej radykalne. Niektórzy autorzy odrzucają wprawdzie wiarę w demony wraz z opartą na nich praktyką egzorcyzmów, nie negują jednak istnienia szatana. Wielu teologów skłania się ku interpretacji Paula Tillicha, dla którego aniołowie i diabły są "konkretnie-poetyckimi symbolami określonych idei i mocy bytu". Symbole te wskazują na dialektykę istnienia, na nieprzerwaną walkę między budującymi a niszczycielskimi siłami osobowości, społeczeństwa i historii. Główny kierunek wczesnochrześcijański zna trzy różne podporządkowane Bogu duchy: aniołów, demonów i szatana. Warto poświęcić im kilka refleksji. "Czy Pan/Pani wierzy w aniołów?". Z takim lub podobnym pytaniem spotkać się można dość często. Odpowiedź na nie zależy od tego, co pytani rozumieją przez "wiarę". W sensie najbardziej radykalnym i wewnętrznym "wiara" oznacza postawę człowieka, który całkowicie i bez zastrzeżeń powierza się Bogu, postawę, która głęboko wiąże się z miłością i nadzieją. Powierzyć się Bogu znaczy widzieć sens własnego życia w poszukiwaniu i znajdywaniu Boga, w oddaniu się Mu z nadzieją i miłością także w śmierci. Już tutaj jesteśmy na tropie myśli, że wiara w aniołów jest z gruntu inną postawą niż wiara w Boga. Wśród rozlicznych danych biblijnych zatrzymajmy się tylko na tych, które istotę aniołów uwypuklają w ich roli Bożych wysłanników, osłaniających człowieka i towarzyszących mu w umieraniu. W prześledzeniu wielu odnośnych tekstów, które ze względu na rozmiar trudno tu przytaczać dosłownie, Czytelnika pozostawić musimy sam na sam. Co o aniołach mówi nauczanie Kościoła? W epoce średniowiecza zwołany został IV Sobór Laterański (1215), na którym ogłoszono dokument o aniołach, i jest to do dziś jedyna uroczysta oficjalna deklaracja na ich temat: Trzy Osoby Boskie "są jednym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego, co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. Ten jeden Bóg wszechmocną swoją potęgą, od początku czasu, utworzył jednakowo z nicości i jeden, i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i świat, a na koniec naturę ludzką, jakby łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała. Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale sami uczynili się złymi". Tę naukę z 1215 roku powtórzył prawie dosłownie Sobór Watykański I (1870). Obydwa sobory nie wspominają o jakiejś rzeczywistej pośredniczącej misji aniołów. W całej historii Kościoła przyjmuje się ich istnienie, lecz nigdy nie zostało ono zdefiniowane jako obowiązujący dogmat, co oznaczałoby, że chrześcijanie "nie muszą" wierzyć w egzystencję tych czysto duchowo-osobowych istot. Chrześcijanin wierzy w Boga Trójjedynego. Mimo to poetyckie pojęcie "anioł" zrosło się nierozerwalnie z ludzkim życiem i przeniknęło do naszego codziennego języka. A bierze się to stąd, że my możemy wprawdzie mieć bezpośrednie przeżycie Boga, jest ono jednak jednocześnie i pośrednie - dokonuje się bowiem poprzez medium "rzeczy stworzonych". Skądinąd zakodowało się w nas cudne przeświadczenie, że w sensie ścisłym ludzie są dla innych ludzi aniołami (oczywiście i na odwrót). Mogą być dla siebie niebem (Gabriel Marcel) i piekłem (Jean-Paul Sartre). Ludzie w ten sposób stać się mogą "wysłannikami i zwiastunami" Boga, innych "dotykać", z sobą "jednać". Wcale nie tak rzadko usłyszeć można przecież wyznanie: "Jesteś moim aniołem". Słowo "anioł" ma to do siebie, że z lekkością przenosi się na drugiego. Istnieje szkockie powiedzenie: "Aniołowie potrafią fruwać, ponieważ traktują siebie lekko". Naturalnie, przestrzegać należy przed ludźmi, którzy dla drugich ustawicznie chcą być "aniołami", ponieważ nie traktują siebie lekko, lecz ze śmiertelną powagą. Aniołowie w ludzkiej postaci istnieją jednak rzeczywiście. Istnieją też siły i moce, pozytywne lub negatywne, które są nieosobowe, a przy tym wywierają na nasze życie decydujący wpływ. Jeżeli wpływy te są pozytywne, wówczas poszerzają się możliwości i horyzonty naszego życia, swobodnie możemy nabrać tchu i odprężyć się. Także i te błogie stany są "wysłannikami Boga", siłami odbudowy, rekonstrukcji, których przeżywanie zawdzięczamy Stwórcy. Często mówi się wtedy o ener- giach, których przypływ człowiek odczuwa niemal fizycznie. O aniołach mówić możemy i tam, gdzie nasze działania i czyny wywarły dobry wpływ na nas samych i na innych. Faktycznie: nasze czyny są naszymi aniołami, dobre czy złe. Także losowe cienie stać się mogą dla nas ochronną tarczą, którą zawdzięczamy rzeczywistości nie z tej ziemi. Istnieją więc "aniołowie" osobowi i nieosobowi. Ideał anioła stać się może jednak antropologicznie bardzo niebezpieczny, ponieważ kwestionuje, względnie deprecjonuje, fundamentalny wymiar bycia człowiekiem - jego cielesność. Teresa z Lisieux, w nawiązaniu do biblijnego passusu: Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? (1 Kor 6, 3), przed stu laty postawiła sobie pytanie: Co odróżnia człowieka od aniołów? I odpowiada: Człowiek ma ciało. Podatność na cierpienie wynosi nas ponad aniołów. Między Bogiem a człowiekiem istnieje więź krwi. Bóg jest nam o wiele bliższy od wszystkich aniołów. Aniołowie nie mogą być tak szczęśliwi jak ludzie, albowiem - jak pisze św. Teresa - być lepszym od anioła znaczy być osobą miłującą sercem, ciałem i krwią. Stary Izrael zna wiarę w duchy (demony) wyrządzające szkody, które trawionego gorączką chorego osaczają jak dzikie zwierzęta (por. Ps 22, 13-14) albo jak Bóg wypuszczający z kołczana strzały, aby zadać mu rany (por. Hi 6, 4). Na źródła informujące o pochodzeniu fenomenu demonów natrafiamy dopiero w czasach Nowego Testamentu w opowiadaniu o grzechu i karze aniołów (por. 2 P 2, 4; Jud 6 oraz pozabiblijna etiopska Księga Henocha 6-16). Według tego mitu aniołowie zadający się z ludzkimi kobietami byli karani degradacją i musieli opuścić niebo. Wyrosła na tym gruncie etiologia demonów mówi: Przedstawiane jako giganci półludzkie dzieci upadłych aniołów wzajemnie się zabijają, a z ich zwłok wydobywają się demony, które odtąd, bezcieleśnie, sieją na ziemi spustoszenie. Wykształcenie się wczesnożydowskiego mitu zainspirował starszy mityczny przekaz o małżeństwach bogów z Księgi Rodzaju (por. 6, 1-4). Podczas gdy aniołom obcy jest popęd seksualny i nie rozmnażają się one (por. Mk 12, 25; Księga Henocha 15, 3-6; Tb 12, 19), upadli aniołowie i demony opanowane są przez bardzo silny instynkt płciowy. Pozostając na gruncie Starego Testamentu, trzeba powiedzieć, że za zło odpowiedzialny jest człowiek, że demony i figura szatana nie mają tu większego znaczenia i że nawet u Hioba za sprawcę cierpienia uważany jest Bóg. Pochodzenie grzechu i winy łączone jest z człowiekiem. Właściwe opętanie człowieka przez szatana nie jest w ogóle tematem dla Starego Testamentu. Demoniczne duchy występują tu tylko na peryferiach i raczej w sensie metaforycznym. Nowy Testament zderza się natomiast ze światem, w którym mity grecko-hellenistyczne przenikały już do judaizmu. W języku nowotestamentowym słowo "szatan", względnie "diabeł" występuje tylko w liczbie pojedynczej i jest wyraźnie odróżniane od demonów. Nowy Testament nigdy nie mówi o wypędzeniu diabła, szatan nigdy nie jest przedmiotem egzorcyzmów, lecz występuje jako silny kontrpartner Jezusa i Boga. W roli kusiciela przystępuje wyłącznie do Jezusa. Nowy Testament nie mówi nigdzie, że szatan nakłania człowieka do grzechu lub do złego. A jeżeli Judasz opisany jest jako diabeł albo mąż przechwycony przez diabła, wówczas wyraźnie zarysowany zostaje niepojęty wewnętrzny status tego ucznia (por. Łk 22, 3; J 13, 27). W podobny sposób - jako szatan - przedstawiony zostaje przez Jezusa Piotr, ponieważ usiłuje Go odwieść od męki i śmierci i występuje jako kusiciel (por. Mt 16, 23). Dlatego też w Piotra nigdy nie wmawiano opętania, a jego działaniu nie przypisywano diabelskiego podłoża. Gdy Jezus sam nazwany zostaje przez faryzeuszy szatanem (Belzebubem), wówczas w interpretacji Ewangelisty występuje tenże właśnie jako kontrpartner, który obrazuje negatywną - a przecież z gruntu nierealną -możliwość Jezusa. Nieodparcie powstaje wrażenie, że nowotestamentowi narratorzy pragną wyeksponować Jezusowe "tak" w stosunku do Boga i do woli Ojca. W szatanie ukazana zostaje tylko inna możliwość, "Nie" rzucane Bogu jest jednocześnie upersonifikowane. Inaczej ma się sprawa z demonami. Zaskakujące jest, że w Nowym Testamencie demony nie występują jako siły podżegające do grzechu, podczas gdy w tradycji żydowskiej jawią się jako wspólnicy szatana. Z tym nie spotykamy się w Nowym Testamencie. Demony nie zakłócają bezpośrednio stosunku Boga i człowieka. Owszem, są opisywane jako duchowe siły sprowadzające na człowieka choroby i wyrządzające fizyczne szkody. W liczbie sięgającej aż po "legion" wdzierają się w człowieka i znów mogą z niego wychodzić. Ich opis, szczególnie u Synoptyków, sprawia wrażenie, że człowiek zostaje przez nie opętany, tak że przestaje być sobą. Tego typu zawłaszczenie przez demona nigdy nie jest jednak rozumiane jako osobista wina człowieka - z takim ujęciem sprawy Jezus polemizuje. Również wypędzenie demonów nie jest u Jezusa egzorcyzmem we właściwym tego słowa znaczeniu, jak było to w rytualnym zwyczaju w judaizmie, lecz dokonuje się w kontekście orędzia zbawienia człowieka. Zamanifestowany ma być fakt, że z przyjściem Jezusa świat zostaje oddemonizowany. Pokazane ma być, jak cudownie Bóg działa dla człowieka i uwalnia go od najróżniejszych chorób. Człowiek, miotany przez siły demoniczne, wyzwolony zostaje ku temu, co pozytywne, do zbawienia i pokoju. W tym sensie wypędzanie demonów przez Jezusa staje się znakiem wyzwolenia z ogólnej sytuacji zatracenia człowieka. W ślad za Chrystusem władza nad demonicznymi siłami dana jest także uczniom. W świetle literackich rodzajów biblijnych wypowiedzi można dostrzec, jak mało Staremu i Nowemu Testamentowi zależy na dogmatycznym uściśleniu postaci szatana, złych sił i demonów. Są one raczej formą wyrazu dla permanentnego zagrożenia człowieka. W intrygę tego krótkiego artykułu szatan wpisał się już siłą rzeczy i dość obszernie w poprzedni paragraf o demonach. Spoglądam na dwa tytuły książek: Realność szatana, swego rodzaju zwięzły almanach o tytułowym "bohaterze", i zeszyt "Lumiere&Vie" z 1993 roku zatytułowany Le diable sur mesure ("Diabeł ponad miarę") w całości poświęcony szatanowi. Nasuwa się myśl, że w niniejszym eseju szatan zasługuje pewnie na osobne zakwaterowanie. W literaturze zagwarantował sobie niepodważalną pozycję. Przykładem tego mogą być chociażby: Pod słońcem szatana Georgesa Bernanosa, Doktor Faustus Thomasa Manna, Esej o diable Giovanniego Papiniego, Rozmowy z diabłem Leszka Kołakowskiego, Diabły z Loudun Aldousa Huxleya czy opera Krzysztofa Pendereckiego o tym samym tytule. Czy wiara w diabła jest filarem chrześcijaństwa? Czy można wierzyć w diabła? Odpowiedź będzie inna, ale równocześnie podobna do tej, gdy pytaliśmy o wiarę w aniołów. Czasownik "wierzyć" w języku polskim występuje w trzech podstawowych kolokacjach: wierzyć w coś - wierzyć komuś - wierzyć w kogoś. Pierwszy modus wierzenia ma charakter raczej neutralny. Inaczej ma się sprawa w dwu pozostałych przypadkach, a więc z wiarą komuś i wiarą w kogoś. Wierzyć komuś (lepiej zawierzyć) to darzyć drugiego głębokim i bezwarunkowym zaufaniem - człowiek wie, że tutaj czeka na niego szczęście. Wierzyć w kogoś jest natomiast synonimem oświadczenia, że tego kogoś, tę drugą osobę się kocha. Język chrześcijański związał te treści ze stosunkiem człowieka do Boga: w sensie pełnym i właściwym wierzyć, zawierzyć i siebie powierzyć możemy tylko Bogu i wierzyć tylko w Niego. Mając to wszystko na uwadze, należy powiedzieć, że w szatana z całą pewnością wierzyć nie można, skoro - wedle chrześcijańskiego wyobrażenia - jest on ucieleśnieniem zła i nieszczęścia. Będąc chrześcijanami, nie możemy miłować Złego. Dlatego też "wiara w szatana" (ani w wiekuiste potępienie) nie mogła znaleźć się w żadnym wyznaniu wiary Kościoła. Postawa chrześcijan w odniesieniu do Złego nie może być oddana za pomocą czasownika "wierzyć", lecz jedynie i wyłącznie przez bezokolicznik "wyrzekać się", co zresztą dzieje się w czasie obrzędu udzielania sakramentu chrztu. W sensie religijnym i teologicznym diabeł nie należy do skarbca chrześcijańskiej wiary. Katechizmowym absurdem byłoby pytanie o wiarę w szatana. "Jednak - ktoś mógłby zripostować - jeżeli nie ma szatana, nie ma i piekła". Tego rodzaju rozumowanie nie ma żadnych podstaw. To, co zwiemy piekłem, może istnieć także bez "wiary w diabła". Krótko mówiąc: grzech jest rzeczywistością antropologiczną, a nie demonologiczną. Innymi słowy, tam, gdzie odpowiedzialność za grzech spada na człowieka, gdzie chodzi o jego zbawienie lub potępienie, tam zawsze i wszędzie zakłada się istnienie osobistej winy jednostki. To nie diabeł może pozbawić człowieka zbawienia, lecz sam człowiek pozbawia się zbawiającego Boga, sam odwraca się od zbawienia. Czy oznacza to, że rzeczywiście możemy pożegnać się z diabłem? Jak dotąd, daleko nie zaszliśmy. Sęk pewnie w tym, że brak nam kryteriów do rozstrzygnięcia zasygnalizowanego w tytule tego podrozdziału problemu. Cóż możemy powiedzieć o Złym, skoro nie jest on przedmiotem bezpośredniego Objawienia? Za przyjęciem poglądu, że szatan jest bytem osobowym, przemawiałyby przypisywane mu cechy: chytrość, kamuflaż, przebiegłość, wyrafinowanie, inteligencja itp. Z drugiej jednak strony - jeżeli pełnia życia cechuje tylko Boga, wtedy to, co jest najbardziej radykalnie przeciwne tej pełni, stacza się nad przepaść nicości. Diabeł to siła niszczycielska, destrukcja, to swego rodzaju "nic". Jeżeli Bóg jest osobowy, to szatan stacza się nad przepaść nie-osoby. Trudno odnosić do niego pojęcie osoby w sensie określonej godności. Szatan jawi się jako zakłamanie, jako perwersja osobowej godności. Joseph Ratzinger, zgłębiając specyficzne właściwości pierwiastka demonicznego, zwraca uwagę na szatańską "bezobliczowość", "anonimowość", która cechuje go jako istotę bytującą "pomiędzy" uchwytnymi kategoriami. Wynika z tego bardzo ważny wniosek: Gdy pytam o to, czy diabeł jest osobą, właściwa odpowiedź winna wtedy brzmieć, że jest on nie-osobą (Un-Person), że jest rozkładem i rozpadem osobowości; dlatego cechą dlań charakterystyczną jest to, że występuje bez oblicza, że jego właściwą siłą jest to, iż jest nierozpoznawalny. Jedno pozostaje w każdym razie pewne, że owo "między" jest siłą realną; lepiej - jest skupiskiem sił, a nie tylko sumą ludzkich podmiotów "ja". Jest to więc jakaś rzeczywistość rozpostarta między dwoma biegunami "ja" i "ty". Ratzinger odwołuje się przy tym do myślenia dalekowschodniego, które choroby psychiczne tłumaczy nie tylko zachwianiem równowagi przez owo "między". To "między" jest siłą decydującą o losach człowieka: moc ta wymyka się spod kontroli "ja". Leszek Kołakowski w Stenogramie metafizycznej konferencji prasowej szatana w usta szatana wkłada słowa: "Nie zależy mi na tym, by moje istnienie było uznane, zależy mi na tym, by dzieło zniszczenia nie osłabło. Wiara albo niewiara w mój byt nie wpływa na rozmiar mojej surowej pracy". Bezosobowość i bezobliczowość decydują o sile szatana. Jeśli nawet istnieje on osobowo, to w sensie tego słowa dalekim od zwykłego, normalnego życia. Całkowita negatywność wymyka się przecież wszelkim próbom dokładniejszych ustaleń. Zbadanie fenomenu opętania też nie prowadzi dalej. Empirycznie nie sposób bowiem rozstrzygnąć, czy dany przypadek opętania da się wyjaśnić za pomocą psychologii, czy też kryje się za nim jeszcze coś innego. Możemy się nie wiem jak wysilać, a szatan pozostanie zagadką, rzeczywistością zagmatwaną, niedającą się rozjaśnić. Pewnie dlatego, że tak mało o nim wiemy, musimy tak dużo o nim mówić. Tajemnica zła należy do permanentnego i podstawowego doświadczenia chrześcijanina. Człowiek bardziej lub mniej wyraźnie i dramatycznie czuje się wystawiony na działanie groźnej rzeczywistości, czyhającej na niego zasadzki, której nie sposób ominąć. Ta potworna moc przewija się we wszystkich naszych doświadczeniach. W tę złą i przewrotną rzeczywistość człowiek czuje się niejako zanurzony. Atmosfera ta jawi się jako - by powiedzieć z łacińska - id (zaimek "to"), jako sytuacja rodzaju nijakiego, ale zarazem kryjąca w sobie moment osobowy. Zło jako takie ukazuje się zawsze dopiero wtedy, gdy dosięga człowieka-osobę; atakuje go w całej jego intymności. Jeżeli człowiek ulegnie temu natarciu, osobowa rzeczywistość ulega zmianie. W tym przedziwnym procesie zło staje się zdarzeniem osobowym. Jednak czy uporaliśmy się ze złem, próbując je "uosabiać"? Mam nadzieję, że ten krótki wywód rozproszył Twoje wątpliwości, a Twoje serce napełnił nadzieją i wiarą na dobrą przyszłość w życiu doczesnym i wiecznym. Ile przemyślałem, tyle wykwiczałem.
~~Patol 15-06-2008 18:58
Do Piipi - słuchaj Piipi, ja ci dam radę. Wybierz sie od razu do Bolesławca, tam jest Twoje miejsce. I zabierz ze sobą całe to zwariowane towarzyzstwo: Hankę, Kwiczoła, Rumcajsa, Cypisa, Rymcycymcego, Liczyrzepe, Piipi na wygnaniu, Majtki Cypisa, Pyzdrę, Juhasa z Lubiechowej i wszystkich innych...
piipi 15-06-2008 19:29
...do - [~HankaOdRumcajsa..]...nie tlumacz sie,bo madry zrozumie...ze Chanel N°5 inaczej pachnie !!.~PA*.piipi.
piipi 15-06-2008 20:36
..~chcialam tylko zaznaczyc,ze w/w (MOJE) posty kieruje do ~HankiOdRumcajsa z godz.16:30.
~piipi. 15-06-2008 21:28
..cd. ~a także do HankiOdRumcajsa z godz. 17.33. ~Haniu, pozdrawiam Cię.~piipi
~piipi. 15-06-2008 21:32
...do - [Uczonego Wincentego Kwiczola]... Drogi Wincenty, co mam w takim razie zrobić, żeby wypędzić z mojej duszyczki tego szatana...który owładnął mną i powoduje... rozdwojenie jaźni... Poradź proszę... Może rzeczywiście powiinam leczyć się w Bolesławcu?~PA*.piipi.
piipi 15-06-2008 23:23
..do - [~em.ks.prof.zw.dr.hab.inz.arch.lek.med.*Walenty Kwiczol..].~*Dobry Wieczor,witam !.~Dziekuje za ten strasznie madry post,a ja chcialabym tylko to dodac:..Nasz Niezapomniany Papiez Jan Pawel II ,chcial pojednania z Zydami i tak pieknie powiedzial:.."Nasi Starsi Bracia-Zydzi".~Czy jest to juz zapomniane ?.~Jezeli chodzi o Diabla i Aniola,to pozostanie nasza Tajemica,a Tajemnica Boga !~Jest taki obraz,a ktory jest w Galerii drezdenskiej.~Madona Sekstynska z dzieciatkiem jej pieka mlosc matki -Rafael Santi ukazal.~Wielki Artysta w tym obrazie pytanie nam pozoostawil,a tam na dole obrazu..te w zadumie dwa Aniolki,jaka one kryja tajemnice ?.~Pozdrawiam i dziekuje za ten czas,a ktory tak szybko uplywa,..a ktory zostal dla mnie poswiecony.~*PA.piipi....~Profesorze,te dwa posty z godz.21:28,a takze z godz.21.32. nie napisalam.~Jestem zalogowana w Jelonce.
piipi 15-06-2008 23:57
..~Prezydent Ernst Dieter Bösche,a ktory jest Prezyentem miasta Erfstadt ma na pewno,to jedno pytanie DLACZEGO ?.~Szkoda tutaj tylko uczciwych mieszkancow z Jelonki,a ktorzy dobrze wiedza,ze taki kasztanowiec w ciagu godziny dostarcza 1200 litrow tlenu.~Czlowiek potrzebje do zycia 30 litrow na dobe.~Kasztanowiec produkuje tlen i zwieksza wilgotnosc powietrza,ALE tez pochlania zanieczyszczenia.~Ta informacje przekazuje do wiadomosci tych OKRUTNYCH WANDALI,bo normalny czlowiek inaczej mysli !!.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Brak wyobraźni?

Prezesi spółek miejskich o cenach energii

Moc kwiatów na miejskie skwery

Młodzież z Lema dzieciom

Wreszcie bez dziur

Sonda

Czy wszyscy młodzi do 26. roku życia powinni być zwolnieni z podatku PIT?

Oddanych
głosów
978
Tak
38%
Nie
54%
Nie mam zdania
8%