MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Mama na zakręcie (1)

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 27 stycznia 2019, 10:45
Aktualizacja: 12:54
Autor: Angelika Grzywacz– Dudek
Fot. Angelika Grzywacz– Dudek
Jesteś mamą, i odkąd Twoje dzieci pojawiły się na świecie, świat stanął na głowie, huśtając twoimi emocjami i nastrojem od ściany do ściany? A Ty musisz grać rolę opanowanej mamy, żeby dawać latoroślom dobry przykład, a sąsiedzi i rodzina nie wzięli cię za wariatkę? Jeśli znacie to uczucie, to właśnie dla Was drogie mamy zaczynam cykl artykułów o „kolorowym macierzyństwie”, opisywanym z przymrużeniem oka, by tak jak w Rodzince.pl, nawet na trudne sprawy, spojrzeć czasami przez różowe okulary i z uśmiechem. Tym razem tematem jest przedszkole.

Kiedy wspomnę tegoroczny wrzesień, to blady strach wraca na moją twarz. Obrazek zapłakanego dziecka, odklejanego od matki przez przedszkolankę na długo zapada w pamięci. Zwłaszcza rodziców, prowadzających swoje pociechy do placówki po raz pierwszy. Każdego ranka maluch nie może nic przełknąć i od przebudzenia płacze, że chce zostać w domu, a matka z rozdartym sercem powtarza sobie w głowie, że to dla jego dobra.

Pamiętam, że wychodziłam z przedszkola i widziałam innych rodziców, którzy z głową skazańca szli do aut, by tam zapalić nerwowo papierosa i dymem, niczym szamani, rozgonić wyrzuty sumienia. Mam też przed oczami koleżanki, które ze współczuciem poklepują się po ramieniu, przytulają się przed przedszkolem i płaczą razem, jak po wielkiej rodzinnej tragedii. Pamiętam też postawnego mężczyznę w typie kulturysty, który ocierając łzy ostatni raz spoglądał na budynek, w którym zostawił przed chwilą ukochaną córeczkę, po czym kopał koła swojego wypasionego wozu, wsiadał do niego i odjeżdżał z piskiem opon, zapewne do pracy. Pamiętam też, że zastanawiałam się wtedy, czy natychmiast nie zabrać dziecka i nie wrócić z nim do domu. Ale nie… jeszcze dzień, jeszcze dwa i będzie dobrze – tak sobie powtarzałam. A kiedy wracałam, większość dzieci bawiło się zupełnie nie myśląc o swoich rodzicach. Tylko mój szkrab siedział na krzesełku przy drzwiach i czekał na mamusię.

Nie bawiłem się z dziećmi i nic nie jadłem, tylko siedziałem przy oknie, płakałem i czekałem na ciebie – mówił mi codziennie synek na przywitanie. Wtedy moje serce rozpadało się na tysiąc części i tak od poniedziałku do piątku. I znów od poniedziałku, aż któregoś razu przyszłam do przedszkola wcześniej, niż zwykle i oczom nie mogłam uwierzyć. Mój maluch siedział przy stoliku i wcinał jakąś zupę. Nie wierzyłam. Stałam tam i płakałam ze szczęścia. Zadzwoniłam do męża.
Nie uwierzysz… - Jest aż tak źle? To zabieraj go stamtąd - przerwał mi w pół zdania. - Nie, nie jest źle. On siedzi i je z innymi dziećmi obiadek. - To super. No, ale dlaczego ty płaczesz? – pytał zdziwiony.

Nie odpowiedziałam, bo przecież mężczyzna i tak nie zrozumie kobiety. Rozłączyłam się i czekałam, co będzie dalej. Chwilę później okazało się, że mój maluch po obiadku świetnie się bawi z rówieśnikami. Uszczęśliwiona podchodzę do synka, a on mi na przywitanie: Nic nie jadłem, nie bawiłem się z dziećmi, tylko siedziałem, płakałem i czekałem na ciebie. Zdębiałam i chwilę później przypomniałam sobie pewien dowcip: Mama wiezie dziecko do przedszkola i mówi do niego: Jasiu, dzisiaj spieszę się do pracy, więc proszę, by nie było żadnego płaczu w szatni ani godzinnego pożegnania, na co maluch odpowiada: dobrze mamo, już dawno miałem ci powiedzieć, że to co robisz w szatni mnie trochę męczy, ale wierzę, że dzisiaj uda ci się wyjść z przedszkola bez mazania i nie będziesz mi się rzucała po trzy razy na szyję. I olśniło mnie. No tak. To ja stworzyłam sobie obraz nieszczęścia dziecka, a w tym czasie mój pierworodny dobrze się bawił i wiedział, że magiczna regułka „nie bawiłem się z dziećmi, nic nie jadłem i tak dalej, jest tylko przepustką do worka prezentów i pozwolenia na robienia w domu co będzie chciał. Ech, taki mały, a taki sprytny. Taka stara, a taka głupia

Teraz codziennie rano od poniedziałku do piątku słyszę od mojego trzyletniego synka pytanie, czy zawsze po niego przyjdę. Jak zacięta płyta odpowiadam, że tak, bo bardzo go kocham. I chwilę później zaczynają się negocjacje.

A przyjdziesz po mnie kiedy będziemy spać? – pyta mój pierworodny. - Przyjdę, kiedy tylko skończę pracę… - A skończysz dzisiaj wcześniej? – kontynuuje moje szczęście z uporem matki i ojca razem wziętych. - Nie wiem, czy mi pozwoli na to pracodawca – odpowiadam spokojnym, ciepłym głosem. - A porozmawiasz z nim, że chciałabyś dzisiaj wyjść szybciej po swojego synka do przedszkola? - Tak, porozmawiam. - A jak ci nie pozwoli, to przyjdź po podwieczorku, albo najpóźniej, jak będziemy się bawić, ale przed babcią Aronka (najlepszy kolega mojego synka). - Pamiętaj! Dajesz słowo - dodaje mój synek głosem stanowczego szefa. - Dobrze. Daję słowo! - przytakuję szybko, by skończyć tą trudną rozmowę. Ale nie. Moje dziecko zawsze musi mieć ostatnie słowo. - Ale pamiętaj, słowo to słowo - masz być przed Aronkiem!

No cóż… sama próbuję nauczyć malca, że słowo to słowo, więc zawieść nie mogę. I kiedy mam z pracy wybiec o 14.30, by dobiec do przedszkola tuż przed babcią Aronka, nagle jak na złość zawsze pojawia się tysiąc telefonów i spraw, które muszę załatwić na cito. A to ktoś wejdzie ze sprawą niecierpiącą zwłoki, albo chce o coś zapytać, albo się na coś pożalić. A tu babcia Aronka, wychodząca z domu dokładnie o 14.30, coraz bliżej przedszkola. W końcu udaje mi się spakować rzeczy i lotem błyskawicy gnam do przedszkola modląc się, by babcia Aronka spotkała po drodze jakąś sąsiadkę i dała mi możliwość dotarcia do synka wcześniej.

Biegnę do auta, a potem z auta do przedszkola, z przedszkola po schodach na górę do sali mojego synka i zdyszana, niczym ofiara goniona przez lwa, pytam pani na korytarzu, czy Aronek jeszcze jest. A Pani Dorotka mi na to: Tak. On dzisiaj będzie do 17.00. Oszołomiona biorę głęboki oddech. Uśmiecham się szeroko, wchodzę do sali i widzę jak mój szkrab bawi się z kolegą w najlepsze. Wołam go, mocno się do niego przytulam i mówię, że go kocham, a on mi na to: dzisiaj nic nie jadłem, nie bawiłem się, tylko siedziałem przy oknie, płakałem i czekałem na ciebie. No tak, myślę w duchu, ale i tak Cię kocham, ty mały szantażysto.

Twoja reakcja na artykuł?

16
80%
Cieszy
3
15%
Dziwi
1
5%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Młodzi przeciw zmianom klimatycznym

Chcą powtórki wyborów!

Cieplice nie chcą Jeleniej Góry?

Komentarze (11) Dodaj komentarz

rymcycymcy 27-01-2019 12:51
Widząc tytuł pomyślałem, że ...znowu jakaś dziunia miała dzwona ! :)
~M. Kamiński 27-01-2019 14:59
Świetny felieton! Super się czyta!
~Taka sama mama 27-01-2019 15:29
Nic dodac, nic ujac, jakbym czytala o sobie i juz duzym szczesciu mym! :) Dobry tekst dla Tych co myslą sobie co to bedzie od wrzesnia.... A mnie znow to samo czeka po raz drugi :)
~trerr 27-01-2019 19:48
Super artykuł,tez jakbym czytała o sobie,też przerabialam to we wrześniu,nic dodać nic ujac
~Markiz 27-01-2019 19:54
A gdzie tata w tym wszystkim? Chcąc nie chcąc tatusiowie też są ważni!!! "Mężczyzna i tak nie zrozumie kobiety"... Za kogo kobiety wychodzą za mąż skoro tak mają? "Widziały gały co brały", jak stwierdza mądre powiedzenie i dlatego tak mają!!!! Rola mężczyzny i kobiety to wzajemne uzupełnianie się. Tato do snu nie zanuci kołysanki tak jak mama. Mama nie wychowa chłopaka na chłopaka, który stanie się odpowiedzialnym mężczyzną.
~Taka sama mama do Markiz 27-01-2019 23:03
do: ~Markiz (19:54)
Moze i nie do konca jest tak, jak Markiz piszerz :Widzialy co braly. Otoz nie widzialy co braly, wszystko wychodzi wtedy kiedy w domu pojawi sie maly bobas, wtedy dopiero widac co brały:) Ale fakt, mamie samej bedzie ciezko wychowac syna na opowiedzialnego mezczyzne. Choc nieraz mam wrazenie ze moj syn jest odpowiedzialniejszy od ojca? A to dlaczego tak jest? Bo to taki lajtowy ojciec? Mniej widzi tego zlego niż to co matka widzi zacznie szerzej :)
~Bambo 27-01-2019 23:27
do: ~Taka sama mama do Markiz (23:03)
Dlatego chciałem podkreślić że ojciec również musi byc odpowiedzialny. A ja wiem że jak się dziecko pojawia to ten trud wychowania odnosi się do obojga rodziców. Fajnie że masz takiego syna. A z tym "widziały galy..." to jest taki dowcip. Zapytano męża jak mu jest z żoną? On odpowiedział, że dobrze. A moja żona widziała co brała.
~Miś 27-01-2019 21:48
Bardzo fajny artykuł
~I hope 27-01-2019 23:08
A kto to dziecko nauczył kłamać?
~ 28-01-2019 9:30
Ma Pani bardzo wrażliwe dziecko. Tylko się cieszyć, że dom rodzinny jest dla niego miejscem najbezpieczniejszym, w którym się najpewniej czuje. Przedszkole to duże wyzwanie, zupełnie nowe środowisko, nowe dzieci , panie. Ze swojej perspektywy - matki trójki dzieci, które już "wyrosły z przedszkola" a proszę mi wierzyć nie było lekko, wiem ze będzie lepiej. I przyjdzie taki moment , kiedy dziecko powie "Mama za wcześnie przyszłaś". Najważniejszy jest kontakt z paniami w przedszkolu. To one obserwują dzieci przez cały dzień, mają doświadczenie i widzą , kiedy dzieje się coś niedobrego. Dla dziecka najważniejsze jest bezpieczeństwo, jeżeli umówimy się , że przyjdę po obiedzie - to przychodzę. Nie obiecujemy rzeczy, których dotrzymać nie możemy. Z tego artykułu wynika , że Pani nie przeszła jeszcze etapu dorastania do przedszkola. Trzymam kciuki.
~ 28-01-2019 13:22
Bardzo ważna rola jest ojca,o ile da mu się szansę na wspólne wychowanie,i nie dopuszczając zbytnio do tego mam i teściowych.Wychowaliśmy z mężem czworo dzieci,uzupełniając się w obowiązkach i wychowaniu,przy tym pracując.Zobaczcie,co robią z ludźmi typowe komedie,np.w rodzince,tam ojciec jest pokazany jako kretyn, niby komedia,a przekaz idzie w świat.Ojcowie w większości są zdolni do pomocy nam kobietom, tylko pozwólmy im na to.Pozdrawiam wszystkie mamy

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Święta coraz bliżej

Rozrywki tu nie będzie, powstanie market

Było nastrojowo

Barbórkowa feta

Z Mikołajem na pediatrii

Sonda

Czy coraz więcej przepowiedni o zbliżającym się końcu świata należy traktować poważnie?

Oddanych
głosów
616
Tak
21%
Nie
70%
Nie wiem
9%