MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Ligia Jamer: praca społeczna to nie bohaterstwo

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 13 grudnia 2015, 8:01
Aktualizacja: Poniedziałek, 14 grudnia 2015, 10:10
Autor: Angelika Grzywacz – Dudek
Fot. Angela
Rozpoczynamy cykl artykułów o „Zwykłych – niezwykłych” ludziach z Jeleniej Góry i regionu. Dotychczas przesłano nam kilkanaście nazwisk wyjątkowych jeleniogórzan. Każdy ma na swoim koncie pomysł na nietuzinkowe życie i dzielenie się sobą z innymi. Jako pierwszą prezentujemy Ligię Jamer, która społecznie pracuje od 30 lat. Pomaga wielu ludziom i czerpie z tego siłę do pokonywania codziennych trudności jakie stwarza jej stwardnienie rozsiane.

Do Jeleniej Góry pani Ligia przyjechała w 1978 roku po życiowej wędrówce. – Urodziłam się w Ełku, później mieszkałam w Białymstoku, następnie w Głuchołazach w województwie opolskim, Wrocławiu i Bolesławcu – mówi pani Ligia. - Przyjechaliśmy tu z mężem ze względu na piękne okolice, zapamiętane z młodzieńczych rajdów. Tu znalazłam swoje miejsce na ziemi, którego nie chcę opuszczać – dodaje.

O swojej chorobie pani Ligia dowiedziała się mając 32 lata, będąc żoną pana Jana i matką dwóch synów w wieku 3 i 6 lat. – Na badania zapisała mnie moja mamusia, która nie mogła patrzeć na osłabienie mojego organizmu – wspomina nasza bohaterka. - Lekarz postawił diagnozę, którą potwierdziły badania. Co było dalej? Życie. Stwardnienie rozsiane ma przebieg rzutowy. Często kładzie do łóżka z dnia na dzień. Tej choroby nie da się wyleczyć, więc trzeba się z nią oswoić, nauczyć się z nią żyć i funkcjonować – i to właśnie chciałam przekazać innym. Stąd pomysł na stworzenie Towarzystwa Chorych na Stwardnienie Rozsiane, którego jestem założycielką i przewodniczącą od 20 lat. Obecnie liczy ono ponad 100 członków. Niemal dziesięć lat wcześniej założyłam koło działające przy Towarzystwie Walki z Kalectwem. Jest to forma samopomocy, integruje ludzi chorych na stwardnienie rozsiane, stwarza im warunki do dzielenia się wiedzą zarówno własną, jak i medyczną. W ramach tych działań udało nam się załatwić profesjonalną bezpłatną rehabilitację dla naszych członków, dwa razy w tygodniu. A to właśnie rehabilitacja jest bezcenna w walce z chorobą. Ponadto mamy wolne wejście na basen przy „Jedenastce”, organizujemy wycieczki, wyjścia do teatru, filharmonii, kina, wyjazdy do pensjonatu do Karpacza, spotkania okolicznościowe i inne – wymienia.

Ligia Jamer była również jedną z założycielek Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego i przez dwie kadencje pełniła funkcję wiceprzewodniczącej. Za swoją pracę została uhonorowana Srebrnym Krzyżem Zasługi. Zrezygnowała z tej działalności, bo zabrakło jej sił. Dodatkowo bowiem w zeszłym roku przeszła zawał serca i obecnie ma wszczepiony rozrusznik, miewa migotanie przedsionków.

Mimo to już czwartą kadencję dalej pracuje jako przewodnicząca Powiatowej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych przy Staroście Jeleniogórskim (pracuje tu od 13 lat). Razem z dwoma koleżankami: Melanią Bobik (Jeleniogórskie Koło Polskiego Towarzystwa na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym) oraz Teresą Zasadą – Tokarską (Jeleniogórskie Koło Polskiego Towarzystwa Niewidomych) z powodzeniem prowadzi akcję edukacyjną w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych pod nazwą „Niepełnosprawny-pełnoprawny. Tworzymy społeczeństwo otwarte dla każdego”. Od lat współorganizuje konkurs dla pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne. Jak wspomnieliśmy, od 20 lat przewodniczy Towarzystwu Chorych na Stwardnienie Rozsiane. Mimo tego ogromu pracy, nie uważa się za bohaterkę.

- Uważam, że każdy człowiek powinien być użyteczny – mówi. – Moje zawodowe plany pokrzyżowała choroba. Jestem „niedokończoną” baletnicą, pianistką, prawniczką. Ale mimo swojego stanu zdrowia chciałam zrobić coś dla innych. Dzięki temu poznałam wspaniałych ludzi. Praca społeczna jest też dla mnie formą rehabilitacji. Kiedy zajmuję się problemami innych, nie mam czasu na rozczulanie się nad sobą. Tą społeczną postawę udało mi się zaszczepić w moich synach. Sama jednak nie dałabym sobie rady. Moim motorem napędowym jest moja rodzina. Mój mąż, który pomaga cichutko, w ukryciu. Jestem mu wdzięczna, że stworzył mi warunki do pracy społecznej, która jest luksusem. To co robię, nie znaczy jednak, że trzeba mnie uważać za bohaterkę. To jest mój pomysł na życie i staram się go konsekwentnie realizować – dodaje Ligia Jamer.

Na pytanie, o czym warto w życiu pamiętać pani Ligia odpowiada: Każdy ma tylko jedno życie i musi je przeżyć takim, jakie ono jest. Trzeba cieszyć się zwykłymi, drobnymi, codziennymi sprawami, bo one są ważniejsze od fajerwerków, które szybko gasną. Pamiętajmy też, że kłopoty są po to, by je rozwiązywać, a każde życie jest po coś i nawet z wielkimi ograniczeniami można zrobić wiele…

Komentarz autora:
Niecodziennie zdarza się spotkać kogoś, kto – tak jak pani Ligia Jamer - odkłada na bok własne, poważne problemy, by pomagać innym. Kogoś z taką dawką empatii i optymizmu, wiary w drugiego człowieka i lepsze jutro. A do tego, kogoś z tak niezwykłą wrodzoną skromnością, której od pani Ligii wielu z nas mogłoby się uczyć.
Angelika Grzywacz- Dudek

Ogłoszenia

Czytaj również

Lista Lewicy do Sejmu

Gminne Dożynki w Wojanowie

Dożynki gminne we Wleniu

Będzie bezpieczniej

Mirsk pięknieje  

Pożar auta przy rondzie  

Jest szansa na miliony

Tak w szpitalu zachował się lekarz?

Sonda

Czy majątki żon i dzieci polityków również powinny być jawne?

Oddanych
głosów
405
Tak
80%
Nie
17%
Nie mam zdania
4%