MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Kres cieplickiej szkoły grawerów nastąpił 120 lat temu

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 3 sierpnia 2015, 7:58
Aktualizacja: Wtorek, 4 sierpnia 2015, 8:45
Autor: Karolina Matusewicz
Hol w Muzeum Towarzystwa Karkonoskiego ok. 1914 roku
Fot. Muzeum Przyrodnicze
Wytwarzanie tłoków i sygnetów pieczętnych i kunszt cieplickich grawerów były doceniane od XVII w. nie tylko w Niemczech, ale i w całej Europie. W końcu XIX wieku wraz z postępującymi zmianami w świecie, nastąpił kres cieplickiej szkoły grawerów.

Bardzo ważnym sposobem potwierdzenia dokumentów w starożytności były pieczęcie odciśnięte za pomocą wałka z rytem wypukłym lub wklęsłym na powierzchni, który po przejechaniu nim po miękkim i plastycznym materiale dawał odwrotny obraz wypukły lub wklęsły. Tego typu pieczęcie były stosowane już przez Sumerów i przez przedkolumbijskie kultury Ameryki Południowej. Najczęściej pieczęć wyciskano na mokrej glinie, którą później wypalano. W starożytnym Rzymie odciskano pieczęcie za pomocą tłoków pieczętnych lub sygnetów. Sposób ten przejęła później średniowieczna Europa. Pieczęcie odciskano na, lub przywieszano do ważnych dokumentów, a także dla zabezpieczenia szkatuł, skrzyń, drzwi, itp. Tłoki pieczętne jak i sygnety wykonywane były zazwyczaj z metali (najczęściej kolorowych) lub z kamieni półszlachetnych. Prawo używania pieczęci mieli przede wszystkim władcy, klasztory i samorządy miejskie. Z czasem pieczęci używała także szlachta sygnująca się własnymi herbami – opowiada Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Tłoki i sygnety zamawiano u grawerów, którzy z wielką precyzją musieli na nich umieszczać herby i napisy (musimy pamiętać, że odcisk jest negatywem pieczęci, a właściwie pozytywem negatywu wygrawerowanego na tłoku lub na sygnecie). Czym były większe umiejętności grawera tym piękniejsza i wyraźniejsza była pieczęć na której można było zobaczyć i odcyfrować wiele szczegółów.

W średniowieczu i okresie odrodzenia wielkim kunsztem grawerskim m.in. w kamieniach półszlachetnych odznaczali się mistrzowie włoscy. To właśnie stamtąd w 1614 roku młody Hans Ulryk Schaffgotsch (ewangelik, który w 1635 roku został ścięty za zdradę cesarza), będąc na studiach w Padwie i Sienie ze swoim krewniakiem Bernardem IV Schaffgotschem z Trzcińska, sprowadził do Cieplic włoskich grawerów.

- Tu, na Śląsku, gdzie było pod dostatkiem różnego rodzaju kamieni półszlachetnych sztuka wytwarzania tłoków i sygnetów z czasem osiągnęła wyżyny. Już od końca XVII wieku, rytownicy działający w Cieplicach i Sobieszowie, wykorzystujący miejscowe kamienie półszlachetne osiągnęli w swojej pracy niebywałą precyzję. Umiejętność ta przechodziła z ojca na syna, choć uczono jej też uzdolnionych młodzieńców. Wyroby miejscowych grawerów były znane i poszukiwane nie tylko w Niemczech, ale i na terenie całej Europy. Warsztaty sobieszowskie i cieplickie nie narzekały na brak zamówień. W 1 poł. XIX wieku m.in. wykonano tu duże zlecenie dla dworu rosyjskiego. Dobrze wykonane tłoki grawerzy odciskali w czerwonym laku jako wzorniki i przykłady umieszczając je na specjalnych tablicach. Zasadą było, że tłok i sygnet musi być tylko jeden (danego typu) – mówi dyrektor.

Przez co najmniej 200 lat pracowało na naszym terenie kilku wybitnych grawerów, ale największą sławę i uznanie zdobył Friedrich Siebenhaar (1814-1895) zwany ostatnim cieplickim grawerem. Osiągnął mistrzostwo i kunszt najwyższej klasy. Jego tłoki i sygnety posiadały głęboki relief, a elementy plastyczne po odciśnięciu wydawały się trójwymiarowe. Właśnie na Siebenhaarze skończyła się epoka panowania cieplickich grawerów pracujących w kamieniach szlachetnych i półszlachetnych. Coraz mniej używano tłoków pieczętnych (zastąpiły je pieczątki), a i te wykonywano z metalu, często nawet maszynowo. W XX wieku, szczególnie po pierwszej wojnie światowej, zawalił się też świat arystokracji, a to ona używała sygnetów z herbami (najdroższych z kamieni szlachetnych i półszlachetnych).

- Warsztat pracy i narzędzia, których używał F. Siebenhaar trafiły do zbiorów Risengebirgs Verein (Towarzystwa Karkonoskiego), powstałego w 1880 roku, prawdopodobnie za sprawą dr Hugo Seydela inicjatora utworzenia muzeum w Jeleniej Górze, a wcześniej także zbudowania Szkoły Snycerstwa w Cieplicach. W zbiorach Biblioteki Schaffgotschów w Cieplicach, znajdowały się natomiast odciski pieczęci w czerwonym laku, które odbito z tłoków i sygnetów wykonanych przez F. Siebenhaara. Oprócz tego, w tym samym czasie do zbiorów tych trafiła też bogata kolekcja odcisków pieczęci, zakupiona przez Friedricha Schaffgotscha od ppułkownika Kecka z Czarnego. Łącznie kolekcja liczyła ponad 22.000 odcisków – mówi S. Firszt.

- W 1913 roku zaczęto organizować wystawy stałe w nowej siedzibie RisengebirgsVerein Museum w Jeleniej Górze (dziś Muzeum Karkonoskie). Wykorzystano do ich przygotowania m.in. przedmioty związane z F. Siebenhaarem. Wszystko to działo się z inicjatywy Hugo Seydela. Kiedy w kwietniu 1914 roku otwarto Muzeum, w sali na parterze znajdowała się mała ekspozycja, przedstawiająca Friedricha Siebenhaara przy pracy w jego warsztacie. Przy stoliku grawerskim, w otoczeniu autentycznych narzędzi mistrza, na krześle usadowiono figurę przedstawiającą sławnego grawera, sporządzoną bardzo naturalistycznie. Wykonała ją Szkoła Snycerstwa w Cieplicach, na podstawie zachowanej fotografii. Rzeźbę zaopatrzono w prawdziwe włosy i ubranie. Sprawiała wrażenie żywego człowieka. W przewodniku, z 1914 roku, po Muzeum, napisano: „Figura do złudzenia przypomina żywego mistrza przy pracy. Bywa, że zwiedzający zagadują do niego” – opowiada dyrektor.

W zaimprowizowanym warsztacie wyeksponowano też modele i dzieła Siebenhaara, odłamki kamieni półszlachetnych z fragmentami pieczęci użyczone przez Schaffgotschów oraz tłoki pieczętne z Urzędu Kameralnego z dóbr sobieszowskich i cieplickich (nie będące już w użytku).
Warsztat z figurą F. Siebenhaara przetrwał drugą wojnę światową. Przetrwał też czas, kiedy Muzeum było składnicą w latach 1945-1947 i kiedy budowało własną tożsamość w latach 1948-1951.

- Z czasem figurę Siebenhaara usunięto z Muzeum bo „straszyła” zwiedzających, a i dozorcy muzealni za nią nie przepadali (szczególnie nocą). Nie wiadomo co się z nią później stało. W zbiorach zachował się stolik grawerski i część narzędzi mistrza. Dodatkowo trafiły tu po wojnie (niewielka część) odciski pieczętne z likwidowanej w latach 1948-1952 Biblioteki Schaffgotschów (pozostałe kilkadziesiąt tysięcy zdobyła jakaś większa instytucja na terenie Polski, być może Ossolineum) – mówi S. Firszt.

Ogłoszenia

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Cieplicka prepozytura była też twierdzą

Najsławniejsza cieplicka lipa

Rajd zdewastował las?

Zakony męskie w dziejach Cieplic

Dziś wybory do Europarlamentu

O prawosławiu w Jeleniej Górze

Listy eurokandydatów

Świętowali nasi strażacy

Sonda

Wg. rządu najlepiej zarabiający mają finasować 500+ dla osób niepełnosprawnych. Czy to jest słuszne?

Oddanych
głosów
440
Tak
32%
Nie
63%
Nie mam zdania
5%