MenuZamknijRaport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Wtorek, 14 lipca
im. Kamila, Marcelina

Koszmar na cmentarzu

Wiadomości: Dolny Śląsk
Czwartek, 28 października 2004, 0:00
Aktualizacja: Czwartek, 26 stycznia 2006, 16:03
Autor: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Szok na wrocławskim cmentarzu - rodzinie nie umożliwiono identyfikacji zmarłego i nie wie czy pochowała swego bliskiego.

Dla rodziny Romana Spały wiadomość o jego śmierć była prawdziwą tragedią. Ale to był dopiero początek makabrycznej historii. Prawdziwy szok jego bliscy przeżyli w kaplicy na wrocławskim cmentarzu Grabiszyńskim. Kiedy chcieli rozpoznać zwłoki, okazało się, że... w trumnie leży inny mężczyzna.

- O mało nie zemdlałam. Myślałam, że zaraz uda się tę straszną pomyłkę wyjaśnić. Ale gdy pracownik kaplicy z papierosem w ustach, zadzwonił gdzieś i powiedział, że jest już za późno i że mój teść "poszedł już do pieca" nie wytrzymaliśmy. Mój syn przyłożył mu w zęby - opowiada zdenerwowana Zuzanna Spała, synowa zmarłego.- Zgłosiłem na policji zaginięcie zwłok. Ktoś musi za to odpowiedzieć - roztrzęsionym głosem dodaje Zbigniew Wojtasik, kolejny krewny.Pan Roman miał 70 lat. Od dawna chorował na płuca. Najpierw przez około tydzień leżał w szpitalu przy ul. Grabiszyńskiej. Stamtąd, w ostatni piątek, lekarze skierowali go do specjalistycznego szpitala w Obornikach Śl.- Jeszcze w niedzielę, 17 października żartował z żoną i śmiał się. A trzy dni później już nie żył. To był dla nas szok - opowiada Zuzanna Spała.Ponieważ szpital w Obornikach nie ma chłodni, zwłoki przekazane zostały miejscowemu zakładowi pogrzebowemu. Szpital ma podpisaną z nim umowę na przechowywanie ciał zmarłych, do czasu kiedy rodzina zdecyduje kto ma zająć się ich pochówkiem.Krewni pana Romana postanowili, że jego ciało zostanie spopielone. Przyjechali do Obornik zobaczyć zmarłego i poinformować, że formalnościami pogrzebowymi zajmie się zakład z cmentarza Grabiszyńskiego we Wrocławiu. Ale ciała, choć bardzo chcieli, nie zobaczyli. Do dziś nie rozumieją dlaczego.- Tego dnia mieliśmy urwanie głowy z pogrzebami. - tłumaczy Jadwiga Filcek, właścicielka zakładu pogrzebowego w Obornikach.- Było tu mnóstwo ludzi i mnóstwo spraw do załatwienia. Choć rodzina przywiozła ze sobą ubranie, nieboszczyka nie miał kto ubrać. A oni nie chcieli długo czekać.Rodzina dowiedziała się od niej, że będzie mogła pożegnać się ze zmarłym we Wrocławiu, przed spopieleniem. Ale tak się nie stało. Nikt z krewnych nigdy nie zobaczył ciała Romana Spały.

Wpadli w szałKremacja jego zwłok odbyła się przedwczoraj. Ale rodzina nie wie czy w urnie, którą dostała na pewno są prochy jej bliskiego.- Pracownicy zakładu z Grabiszynka powiedzieli nam, że identyfikację zwłok i pożegnanie zmarłego zaplanowano we wtorek na godzinę 12. Dlatego całą rodziną pojechaliśmy tam po raz ostatni zobaczyć teścia- opowiada wstrząśnięta Zuzanna Spała.Do kaplicy weszli kwadrans przed południem. To wtedy żona zmarłego przeżyła szok. Pracownicy kaplicy zaprowadzili ją do trumny w której zamiast jej męża leżało ciało ... młodego mężczyzny.- Z naszych dokumentów wynikało, że o tej godzinie pożegnany ma być zupełnie kto inny. I to on leżał w trumnie. A my myśleliśmy, że to jego krewni - opowiadają pracownicy przycmentarnej kaplicy. - Za pięć dwunasta zorientowaliśmy się, że tak nie jest. Chcieliśmy im pomóc, zadzwoniliśmy więc do kierownika cmentarza i pracownika krematorium, aby wyjaśnić co stało się z ciałem Romana Spały. Usłyszeliśmy, że właśnie jest spopielany. Wtedy ci państwo wpadli w szał. Musiała interweniować policja - opowiadają dalej.

Czyj to pogrzeb?- Mój syn faktycznie raz go uderzył. Ale nie ma się co dziwić. Mieliśmy zidentyfikować i pożegnać mojego teścia, bo do tej pory tego nie zrobiliśmy- denerwuje się Zuzanna Spała.Tymczasem pracownicy zakładu pogrzebowego z cmentarza grabiszyńskiego twierdzą, że o godz. 12 zwłoki faktycznie miały być spalone, a identyfikacja zmarłego miała odbyć się wcześniej. - Pożegnanie to dodatkowa usługa, za którą trzeba dopłacać. A tego rodzina u nas nie zamówiła - tłumaczy Róża Zawistowska, która zajmowała się tym pogrzebem.- Zakład “Grabiszyn” faktycznie nie zgłosił nam pożegnania zmarłego przez rodzinę tylko samo spopielenie - potwierdza Władysław Zabłocki, kierownik cmentarza kiełczowskiego.Ale rodzina jest przekonana, że inaczej umawiała się z zakładem pogrzebowym i że to on popełnił błąd. Pytani przez nas przedstawiciele innych zakładów i pracownicy cmentarzy potwierdzają, że choć żadne przepisy tego nie regulują, to właśnie zakład jest odpowiedzialny za to, żeby rodzina zidentyfikowała zwłoki.-Odbieram prochy nieznajomego pochodzenia -napisała na dokumencie odbioru urny z prochami zmarłego jego żona.Wczoraj o godz. 13 zakopano je na cmentarzu grabiszyńskim. - Nie wiemy, czy na pewno pochowaliśmy prochy mojego teścia - oburza się Zuzanna Spała.

Ogłoszenia

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Przebudowa drogi nr 2273D

Politycy komentują wynik wyborów

Półkolonie z MOS–em po pierwszym turnusie

Remont hali sportowej

JBO: Ogrodzenie boiska w Parku Norweskim

Budowa światłowodu w gminie Kamienna Góra

Prezydent na Polanie Jakuszyckiej

Skażenie chemiczne lasu pod Dziwiszowem

Sonda

Powstała miejska plaża nad Bobrem, czy to dobre miejce, także na rodzinny, relaks?

Oddanych
głosów
674
Tak
46%
Nie
41%
Nie wiem
14%