MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Kokosy z grzybobrania

Wiadomości: Jelenia Góra
Sobota, 2 września 2006, 0:00
Autor: TEJO
Fot. Arkadiusz Piekarz
Szczyt zbioru grzybów trwa, ale są miejsca, skąd owoców runa leśnego nie wolno zabierać. Przypominają o tym strażnicy Karkonoskiego Parku Narodowego. Niektórzy grzybiarze są w stanie zarobić ponad 100 złotych dziennie.

Właśnie tam rośnie bardzo dużo grzybów i jagód. To pokusa dla okolicznych mieszkańców, którzy zapuszczają się w lasy leżące na terenie parku i bagatelizują ostrzeżenia, że nie wolno tam schodzić z wytyczonych szlaków.

Strażnicy KPN nie są w stanie wszystkich złapać, ale zapowiadają wzmożoną czujność. Złamanie zakazu zbioru owoców runa leśnego może kosztować sporej wysokości grzywnę. I oczywiście przepadek zebranych grzybów lub jagód.

Sprzedawcy uliczni, których spotkaliśmy w centrum miasta i na targowiskach, zarzekają się, że zebrali grzyby tam, gdzie wolno to czynić. Nie wszyscy im wierzą, bo wiadomo, że grzybiarze niechętnie zdradzają miejsca, gdzie borowików rośnie dużo.

– Najwięcej jest w Dziwiszowie – mówi pan Wacław, który dziennie zarabia około 100 złotych za sprzedane koszyczki z borowikami. – Wstaję o godzinie 5, idę do lasu, wystarczy trzy godziny, potem rozkładam towar – dodaje.
Na klientów nie musi długo czekać. Rekord to jedna transakcja. – Przyszedł jakiś pan i za 200 złotych wziął cały zbiór – mówi grzybiarz. Przypuszcza, że mógł być to właściciel jakiejś restauracji.

Teoretycznie na uliczną sprzedaż grzybów wymagane jest zezwolenie sanepidu, ale w praktyce nikt, kogo spotkaliśmy, takiego dokumentu nie miał. – Zawracanie głowy i niepotrzebna biurokracja – mówi pani Danuta. – Wiadomo, że mam świeży towar i nie sprzedaję muchomorów – uśmiecha się.
O zezwolenia sanepidu raczej nie pytają strażnicy miejscy. Interesuje ich głównie opłata targowa za zajmowaną „powierzchnię handlową”.

Grzybiarze podkreślają, że częstymi klientami są Niemcy. – U nich nie ma obyczaju grzybobrania, za to chętnie prawdziwki kupują – usłyszeliśmy. – W centrum Jeleniej Góry koszyczek borowików kosztuje 10 złotych, a na trasie do granicy – dwa razy tyle.
Zawiedzeni są amatorzy kurek (pieprznika jadalnego). Tych smacznych grzybów w tym roku jest bardzo mało. Według znawców w lipcu, podczas suszy i upałów, wyschła ich grzybnia, która właśnie wtedy potrzebuje dużo wilgoci.

Są za to opieńki miodowe. Pojawienie się tych grzybów wróży rychłe nadejście jesieni.

Ogłoszenia

Czytaj również

Kolizja trzech aut w Radomierzu

Problemy krwiodawców

O rozpadających się górach

Komentarze (2) Dodaj komentarz

~Bodzio 3-09-2006 17:59
Proszę uważać a najlepiej nie kupować suszonych grzybów,słyszałem rozmowe dwóch handlar jak opowiadały co zbierają na sprzedaż,wszystko co napotkają.
~luki 3-09-2006 18:23
Odkryles Ameryke!!Przecierz wszyscy kumaci ludzie wiedza ze grzyby zbierane dla "kogos" to 50 proc. grzyba i 50 proc. bialka-czyt. robali..

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Już 50 lat razem

Studium na początek

Jest nowy skwerek

Jeleniogórzanka z szansą na tytuł Miss Polski

Groźnie na szlakach

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
982
Tak
65%
Nie
28%
Nie wiem
7%