MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Kameralnie i genialnie. Uczta dla koneserów

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Piątek, 18 marca 2011, 21:51
Aktualizacja: Sobota, 19 marca 2011, 8:19
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Muzyka kameralna to najwyższy etap wtajemniczenia zarówno dla twórcy jak i dla odbiorcy. Składają się na nią dźwięki osobiste, namacalne, mniej liczne, a jednocześnie kipiące mocą kreacji kompozytora, który w tej indywidualnej formie wypowiedzi odkrywa głębię własnej psychiki. O tym można się było przekonać dziś podczas koncertu w Filharmonii Dolnośląskiej.

Tytułowi „Arcydzieła muzyki kameralnej” towarzyszyło równie ważne dopełnienie: Janusz Nykiel i jego goście. Koncertmistrza Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Dolnośląskiej bywalcom placówki nie trzeba przedstawiać bliżej. Jeleniogórzanin z urodzenia, tu w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia im. Moniuszki szlifował wybitne uzdolnienia wiolinistyczne, z których zasłynął już jako uczeń. Później – po studiach – doskonalił warsztat i zdobywał doświadczenie zagranicą. Do Jeleniej Góry wrócił przed kilku laty i ma się świetnie: wciąż w szczytowej formie, czego dał dowód dziś.

Janusz Nykiel zaprosił do tego kameralnego koncertu dość liczne grono wykonawców. Wieczór podzielono na dwie części. W pierwszej melomani usłyszeli rzadko grywany Kwintet klarnetowy A-dur Maxa Regera. Partię klarnetu zagrał Andrzej Zwarycz. Wystąpiły ponadto Irina Movlian-Cichoń (drugie skrzypce), Barbara Pukalska (altówka) i Małgorzata Golian (wiolonczela). Oczywiście – pierwsze skrzypce grał gospodarz wieczoru – Janusz Nykiel. W sumie wszyscy tworzą zespół A Quattro.

W klimat epoki, w której tworzył Max Reger, wprowadził publiczność Andrzej Więckowski. Przypomniał o rewolucjonizmie kompozytora tego kompozytora przełomu XIX i XX wieku, który – choć osadzony jeszcze w realiach i normach dziewiętnastego stulecia z Mozartem jako muzycznym idolem i Mahlerem jako duchowym przewodnikiem, był jednocześnie „przedwcześnie” dwudziestowieczny jeśli chodzi o formę i harmonizowanie.

A. Więckowski zaznaczył, że kameralistyka w większości przypadków twórców stanowi ostatni, finałowy etap kreacji. Tak też i było w przypadku Regera, który oddał do druku Kwartet klarnetowy A-dur na pięć tygodni przed śmiercią. Dzieło to w wykonaniu filharmoników dolnośląskich zabrzmiało świeżo i przyjaźnie. Klarnet, wbrew temu, czego można się spodziewać, nie występuje tu w roli głównej, a jedynie „oplata” motywy pozostałych instrumentów. Warto dodać przy tym, że utwory Regera są bardzo skomplikowane technicznie i przez to niezbyt często wykonywane.

W drugiej części zmienił się skład muzyków. Na estradzie pozostał tylko Janusz Nykiel. Partię drugich skrzypiec zagrała Ewa Mutkowska, zaś altówki – Marta Mutkowska. Na wiolonczeli zagrał Mateusz Urban. W ich wykonaniu zabrzmiały melodie bliższe nam nie tylko geograficznie, lecz także duchowo zawarte w I Kwartecie Smyczkowym e-moll „Z mojego życia” czeskiego kompozytora Bedřicha Smetany.

Przybliżając sylwetkę tego twórcy, najczęściej kojarzonego z Poematem Symfonicznym „Moja Ojczyzna” (Má vlast), Andrzej Więckowski przypomniał, że Smetana dojrzewał w czasach, kiedy w Czechach (a w zasadzie w Austro-Węgrzech) język czeski niemal zanikł. Był ochrzczony jako Friedrich Smetana i wychował się w kulturowym kręgu niemczyzny, a czeskiego nauczył się dopiero jako dorosły mężczyzna. Imię Bedřich przybrał później, a gdy miał 32 lata, napisał pierwszy list po czesku. Wówczas także został propagatorem odradzającej się ojczyzny i zagorzałym patriotą. Jednak jego życie było pełne trosk i chorób.

Cierpiał na omamy słuchowe, które zakończyły się kompletną głuchotą i obłędem. Kompozytor, pod koniec XIX wieku, dokonał zresztą żywota w zakładzie dla psychicznie chorych. Jego Kwartet „Z mojego życia” stanowi spowiedź muzyczną twórcy. Zawarł w nim Smetana swoje niepokoje, w tym także dźwięki, które „słyszał” jako omamy. Nie brak w tym dziele charakterystycznych nut narodowych (polka), ale akcent dominujący stanowią dźwiękowe opowieści z głębi umysłu twórcy, świadomego swojego kalectwa i - jakby spodziewającego się końca bynajmniej nienależnego ludziom wielkim.

A sam koncert, choć mały w swoim rozmiarze, był po prostu wielki. Pokazał kunszt muzyków Filharmonii Dolnośląskiej, w tym gospodarza wieczoru Janusza Nykiela. Dodajmy, że wydarzenie nie było pozbawione akcentów osobistych. Koncertmistrz dedykował jedną z części Kwartetu Smetany żonie i córce.

Ogłoszenia

Czytaj również

Barbórkowa feta

Pożądanie w cieniu pokrywki w „Muflonie”  

Chcą powtórki wyborów!

Komentarze (4) Dodaj komentarz

~MM 18-03-2011 23:24
warto było:) dzieciaki słuchały z zapartym tchem. tak mało we współczesnych czasach klasyki...
~korekta 19-03-2011 7:48
Irina Movlian-CIchoń nie Chichoń
~Zniesmaczony 19-03-2011 22:36
Niestety, pan Nykiel nie jest taki dobry jak to opisujecie... A i owszem, starał się bardzo ale niestety to nie jest produkt z tzw. "Wysokiej Półki". Jak dla mnie, Pan Nykiel grał zbyt agresywnie. Jego dźwięki czasem wręcz psuły harmonię całego zespołu. A przecież zespół kameralny powinien grać jak jeden instrument. Natomiast pani Cichoń grała zbyt cicho(ń). Być może, nie bardzo umiała zagrać swoją partię bo było NIJAK. Szkoda.....
~genowefa 20-03-2011 14:07
szanowny panie zniesmaczony!!! a ja jestem głęboko zniesmaczona pańską opinią, która jest wysoce krzywdząca. sądzę, iż pan Janusz Nykiel jest artystą jak najbardziej z wysokiej półki.to co wczoraj zaprezentował na scenie filharmonii wraz z innymi muzykami, było prawdziwą sztuką i ucztą dla ducha. a pan najwyraźniej jest w tej dziedzinie laikiem..a szkoda!!!!!!

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Karkonoskie witraże

Było nastrojowo

Z Mikołajem na pediatrii

Święta coraz bliżej

Konferencja Literacka w Podgórzynie

Sonda

Czy coraz więcej przepowiedni o zbliżającym się końcu świata należy traktować poważnie?

Oddanych
głosów
616
Tak
21%
Nie
70%
Nie wiem
9%