MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Jeszcze o „Szalonych nożyczkach”

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 30 stycznia 2017, 7:48
Aktualizacja: 7:55
Autor: Aleksandra Woźniak
Fot. Użyczone/Archiwum Teatru
Teatr, który przywołuje sprawy lokalne, który odtwarza, opowiada lub tworzy mentalność miejską jest co raz bardziej popularny. Dzięki takim spektaklom, widz utożsamia się z postaciami scenicznymi jeszcze intensywniej. Szalone nożyczki w reżyserii Marcina Sosnowskiego na deskach Teatru im. C. K. Norwida osadzone są topograficznie na planie miasta Jeleniej Góry. Bohaterowie farsy pochodzą z różnych dzielnic, które są stereotypowo postrzegane przez mieszkańców.

Wchodząc na widownię, publiczność wysłuchuje audycji lokalnego radia, w której to opowiada się o trochę zmyślonych wydarzeniach minionych dni w Jeleniej Górze. Spektakl rozpoczyna się przy opuszczonej kurtynie. Publiczność czeka i wsłuchuję się w wiadomości i muzykę z radia. Kurtyna unosi się i rozpoczyna się spektakl. Dynamiczna muzyka nadaje tempo pierwszej scenie i angażuje widza od samego początku w fabułę. A ta wydaję się dość błaha! Niepozorny nowoczesny i schludny salon fryzjerski rodem wyjęty z kobiecych komedii amerykańskich, gdzie mistrzem nożyczek jest egzaltowany i zmanierowany młody mężczyzna - Antoni (Stefan Krzysztofiak), staje się miejscem zbrodni. Pracuje tu druga fryzjerka (Marta Łącka), która odbiera telefony oraz plotkuje z klientkami. Do salonu przychodzą stali bywalcy, których życiowe historie są znane – kolejna wizyta u fryzjera to kolejny odcinek życiorysu. Znane, prawda? U fryzjera opowiada się o prywatnych sprawach, problemach i rozterkach. W „Szalonych nożyczkach” powielony jest ten schemat. Wydawać może się to nudne. Widzów angażuje fakt, że bohaterowie spektaklu pochodzą z Jeleniej Góry.

Pan Więckowski (Jacek Grondowy) mieszka w dzielnicy Maciejowa. Szydzi z niego fryzjer, gdyż to ten zakątek miasta, który jest zaściankowy. Kurtuazyjne zachowanie klientów i rozmowy o artystce mieszkającej nad salonem stają się powodem do frustracji i irytacji Antoniego. Widzowie skupiają się na relacjach postaci i ich absurdalnym problemie (sąsiadka ciągle gra na fortepianie, co wykańcza nerwowo pracowników salonu), gdy okazuje się, że problem sam się rozwiązał – artystka nie żyje a muzyka, którą słyszymy to taśma magnetofonowa. Kończy się pierwsza część spektaklu. Pan Więckowski rozpoczyna śledztwo. Morderca jest w salonie. Pytanie brzmi: kto zabił?

Nie otrzymamy odpowiedzi do póki sami – my widzowie, nie zaangażujemy się w dochodzenie. „Szalone nożyczki” to interaktywny spektakl z udziałem widzów! Aktorzy na scenie są niejako w matni i czekają na wyrok od publiczności. Doskonale prowadzona śledcza intryga przez Jacka Grondowego pozwala płynnie odtworzyć bieg wydarzeń do momentu zabójstwa. Trzeba być spostrzegawczym, bo śledczy czasem wprowadza w błąd, by uaktywnić widza. Liczy się każdy zapamiętany szczegół!

Dużym atutem spektaklu jest antrakt. Publiczność nie odrywa się od śledztwa. Wśród widzów krąży Pan Więckowski, który przesłuchuje „świadków” zabójstwa. Na żelaznej kurtynie wyświetlane są wiadomości z jeleniogórskiej telewizji, gdzie pojawia się komunikat o tragicznie zmarłej artystce.

Spektakli, gdzie spomiędzy tekstu sztuki wyłania się miasto i mieszkańcy Kotliny Jeleniogórskiej (jak na przykład Miedzianka), powinno być więcej. Kultura lokalna buduje naszą autonomię a teatr powinien ją podtrzymywać.

Ogłoszenia

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Procesja na Zabobrzu

Przedwiośnie na rzecz LGBT

Festiwal Piosenki Dziecięcej w ODK

Wypadek w Radomierzu

Warsztaty muzyków  

II Festiwal Obrzędów – w czerwcu

Kontrowersyjne nagranie nauczyciela

Koncert młodych wokalistów – 30. ro(c)k bez kurtyny

Sonda

Czy reklamy przy drogach i ulicach dekoncentrują kierowców?

Oddanych
głosów
1298
Tak
79%
Nie
17%
Nie mam zdania
4%