MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Jerzy Bigus: Fachowiec z krwi i kości

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 3 stycznia 2016, 7:58
Aktualizacja: Poniedziałek, 4 stycznia 2016, 11:33
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Archiwum J. Bigusa
Tym razem w cyklu „Zwykli – Niezwykli Jelonki.com” prezentujemy zgłoszonego przez naszych Czytelników do tego tytułu Jerzego Bigusa, wieloletniego zastępcę dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jeleniej Górze, który w tym roku przeszedł na emeryturę. Jeleniogórzanina znanego jako świetnego fachowca słynącego z pomocnej dłoni, a prywatnie… tajemniczego. Będzie o podsumowaniu jego 42 lat pracy w drogownictwie oraz o pasjach, marzeniach i planach.

W Jeleniej Górze Jerzy Bigus mieszka od 1977 roku. – Pamiętam, że był to rok wielkiej powodzi – wspomina swój przyjazd do stolicy Karkonoszy. – Stałem na Zaporze Pilchowickiej i z przerażeniem patrzyłem na wielką wodę – dodaje. Wieloletni zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów przyjechał z Wrocławia, w którym najpierw uczył się 10 lat (5 lat w Technikum Drogowym i 5 lat studiów na kierunku Komunikacje Miejskie), a następnie kilka lat tam pracował w biurze projektowym. Urodził się w Krosnowicach, 5 km od Kłodzka.

– Do Jeleniej Góry ściągnął mnie mój kolega ze studiów. Przyjechałem tu z rodziną, zacząłem pracować jako koordynator ds. inżynierii miejskiej, dostałem mieszkanie. Czy znalazłem tu swoje miejsce na ziemi? Tak. Lubię budzić się rano i podziwiać piękne widoki, albo wyjechać rowerem w niezwykłe zakątki, których jest tu naprawdę wiele – opowiada.

Swoją zawodową drogę związał z drogownictwem. – Taki skończyłem kierunek szkoły i studiów. Chciałem być inżynierem z krwi i kości. Zacząłem jednak pracę w biurze projektowym, gdzie poznałem wspaniałych ludzi, ale brakowało mi praktyki w jakimś przedsiębiorstwie wykonawczym – przyznaje nasz bohater. Tę praktykę zdobył m.in. w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Robót Komunalnych, gdzie pracował przez pięć lat.

- To były czasy komuny – opowiada - żeby coś zrobić, trzeba było codziennie rano wszystko sobie załatwić: samochód, koparkę, cement, piasek. To była szkoła przetrwania, radzenia sobie w życiu - dodaje.
Później Jerzy Bigus pracował w Wojewódzkiej Dyrekcji Dróg w Jeleniej Górze podległej wojewodzie (Jelenia Góra była wtedy województwem) jako główny inżynier. Miał też trzyletni epizod związany z pracą w Spółdzielni Usług Inwestycyjnych Budownictwa Mieszkaniowego działającej na terenie całego województwa. Tu pracował nad przygotowaniem dokumentacji potrzebnej do inwestycji, ale w 1999 roku wrócił do drogownictwa i podjął pracę w Miejskim Zarządzie Dróg i Mostów w Jeleniej Górze obejmując stanowisko zastępcy dyrektora. – Każda z poprzednich prac dała mi jakiś doświadczenie, wiedzę przydatną w MZDiM – przyznaje Jerzy Bigus. – Potrafiłem zrobić projekt, wiedziałem na co zwracać uwagę organizując przetargi – wymienia.

Co było w tej pracy najtrudniejsze? – Wytłumaczenie mieszkańcom i mediom, że nie wszystko mogę zrobić, bo są jakieś ograniczenia – mówi. – Ja jako inżynier mogłem pracować, ale nie było pieniędzy, pozwoleń, często też w naszą pracę wplątywały się racje polityczne, itp. Wtedy z 30 zaproponowanych inwestycji do remontów, mogliśmy realizować 3-4 – dodaje.

Jerzy Bigus znany jest jako świetny fachowiec nie tylko w swojej dziedzinie, który chętnie dzieli się swoją wiedzą. W związku z tym pojawiło się nawet hasło: „Niech pan idzie do Bigusa”. – Tak, często spotykałem się z tym, że do mnie odsyłano ludzi w najróżniejszych sprawach – przyznaje J. Bigus. – Czasami mnie to denerwowało, ale ja zawsze miałem otwarty pokój zarówno dla klientów, jak i dla pracowników. I ludzie z tego korzystali. A kiedy musiałem różne sprawy wyjaśniać, sam zdobywałem wiedzę – przyznaje.
Przez 16 lat pracy w miejskim zarządzie dróg sam przygotowywał i prowadził kilkaset inwestycji drogowych. Te największe to budowa obwodnicy północnej od Grabarowa do ronda z estakadą i mostami na rzece Bóbr i Kamienna (III etapy – od 1977 roku do 2001), obwodnica południowa, łącznik pomiędzy Osiedlem Robotniczym i Pijarską, odbudowa mostów po powodzi. – Wiele inwestycji ciągnęło się latami, bo brakowało pieniędzy – przyznaje J. Bigus. – Jestem życiowym pesymistą, który lubi się pozytywnie zaskakiwać, więc przy obwodnicy północnej mówiłem do kolegów, że nie skończymy tej inwestycji do emerytury i prędzej mi kaktus wyrośnie, niż powstanie ta obwodnica. Na szczęście się myliłem (śmiech).

Mimo że od dwóch miesięcy Jerzy Bigus jest na emeryturze, wciąż mocno kibicuje rozwojowi dróg w mieście. – Marzy mi się obwodnica Maciejowej i przedłużenie obwodnicy południowej od ul. Sudeckiej do ul. Spółdzielczej, ale według wstępnych kosztorysów obwodnica może kosztować około 400 – 450 mln zł – dodaje.

Prywatnych marzeń Jerzy Bigus za dużo nie chce zdradzać. – Chciałbym żyć w zdrowiu – mówi. Może jeszcze jakaś podróż życia (śmiech). Chciałbym teraz zrobić coś dla siebie. Nie mam żadnych niezwykłych pasji, ale lubię te, które mam i je realizuję. Podróżuję, jeżdżę i biegam na nartach, chodzę po górach, mam własną szklarnię, w której hoduję pomidory, ogórki czy cukinię. Z wiśni czy jabłek robię naleweczki. Kocham muzykę, szczególnie polską. Wracam do starych przebojów. Słucham radiowej Trójki, która właśnie taką muzykę promuje, ale słucham też muzyki angielskiej. Kiedyś tonami kupowałem płyty kompaktowe, teraz prześciga mnie w tym mój syn Tomasz. W wolnym czasie pływam, by zachować zdrowie. Nie czuję się zmęczony. Ciągle "swędzą" mnie nogi i ręce żeby coś robić. I co ciekawe, ciągle brakuje mi czasu. Poza tym lubię swoją cichą samotność – dodaje.

Ogłoszenia

Czytaj również

Wieczór wspomnień

Radni KO przeciw kupcom?

Jeleniogórzanka z szansą na tytuł Miss Polski

Oświadczenie prezesa KSWIK w sprawie oczyszczalni ścieków w Mysłakowicach

Karkonoskie witraże

Wernisaż w Galerii Korytarz

Świętują Niepodległość

Spore zainteresowanie dopłatami

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
930
Tak
65%
Nie
28%
Nie wiem
7%