MenuZamknijRaport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Wtorek, 29 września
im. Michała, Rafała, Gabriela

Geniusz na luzie

Wiadomości: Polska
Sobota, 16 kwietnia 2005, 0:00
Aktualizacja: Sobota, 21 stycznia 2006, 11:21
Autor: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Mają po 21 lat. Długowłosi, wyluzowani. W soboty w poszukiwaniu dobrej muzyki i taniego piwa potrafią pielgrzymować od klubu do klubu. Ale gdy już siądą do komputera, to nie ma zmiłuj. Ich średnia ocen na uczelni: 4,9-5. Do tego srebro na akademickich mistrzostwach świata w programowaniu

Gdy już wychodzili z wielkiej sali w Szanghaju, mieli w ręku siedem baloników. Jak w karnawale. To oznaczało, że rozwiązali siedem zadań, o jedno mniej niż zwycięzcy – Chińczycy. Za piąte miejsce załapali się na srebrne medale. Wręczono bowiem cztery złote i po tyleż samo srebrnych oraz brązowych krążków. Wynik super, zważywszy, że w finale akademickich mistrzostw świata w programowaniu komputerowym wystartowało 78 drużyn z uczelni z całego globu. A wcześniej Paweł Gawrychowski, Jakub Łopuszański i Tomasz Wawrzyniak, studenci III roku z instytutu informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego, musieli się przedrzeć przez eliminacje w Budapeszcie.

Taktyka na balonika
– Każda drużyna miała do dyspozycji jeden komputer. Do wykonania było dziesięć zadań w pięć godzin. Dostawaliśmy historyjkę po angielsku, zawierającą jakiś problem i trzeba było napisać na kompie taki program, który ów problem rozwiąże. Np. były dwa zdjęcia i trzeba było ustalić, czy jedno z nich nie jest powiększonym fragmentem drugiego. Tyle że my tych zdjęć w ogóle nie widzieliśmy, a sprawdzić miał to program przez nas napisany. Wysyłaliśmy go siecią do sędziów, a oni testowali, czy to działa, czy wynik jest dobry – stara się wyjaśnić zawiłości konkursu Kuba Łopuszański.
– Akurat to zadanie było pracochłonne, więc nikt za nie się nawet nie zabrał. Za każdy dobry program drużyna dostawała 1 punkt i balonik. Aktualna klasyfikacja została utajniona na godzinę przed końcem zawodów i wtedy tylko po balonikach można było się zorientować, kto prowadzi i z czym sobie poradził, bo każdemu zadaniu odpowiadał inny kolor balonika. To pomagało w obraniu właściwej taktyki – wtrąca Marcin Wrzeszcz, opiekun wrocławskiej ekipy.
Wąskim gardłem była klawiatura. Jedna na trzech. Liderem naszego teamu okazał się Paweł Gawrychowski, który sam zdobył cztery z siedmiu punktów, wywalczonych przez wrocławian.

Ogłoszenia

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

27. Polsko–Niemiecko–Czeskie Forum Kooperacji Firm

Informacja wojewody ws. koronawirusa (aktualizacja)

Drugi taki przystanek

"Skarb" Solidarności ukryty w Komarnie zostanie wydobyty

Jarmark Staroci był skromniejszy tym razem...

Wystawa świeżych grzybów – tylko na naszym portalu!

Tak nie parkujemy

Nowości w muzycznym poranku

Sonda

Wiemy, jak ważna jest ochrona środowiska, ale czy dbamy o to na co dzień?

Oddanych
głosów
1003
Tak
25%
Nie
72%
Nie wiem
3%