MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Echa klapy „Klątwy” – mocny głos akustyka

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Sobota, 29 grudnia 2007, 7:19
Aktualizacja: Niedziela, 30 grudnia 2007, 8:31
Autor: Mirosław Kobus
Fot. TEJO
W jednym z lokalnych tygodników ukazał się artykuł, w którym realizatorzy produkcji „Klątwy”, listopadowej premiery Teatru Jeleniogórskiego, po nieudanym zamierzeniu, praktycznie całą winą za zaistniałą sytuację obarczają dział akustyczny teatru. Szkoda, że autorka wspomnianego artykułu nie próbowała nawet skonfrontować wypowiedzi realizatorów z obwinionymi osobami tego pionu technicznego.

Zdajemy sobie sprawę, że dalsza dyskusja w takiej formie nie służy jeleniogórskiemu teatrowi, jednak publicznie „wywołany do tablicy” przez twórców spektaklu, czuję się w obowiązku wyjaśnienia zaistniałej sytuacji.

Główne przyczyny, które spowodowały problemy techniczne w obsłudze spektaklu były dwie.
Pierwsza – przed realizacją takiej produkcji nikt z realizatorów nie pofatygował się o sprawdzenie, czy sprzęt akustyczny teatru spełni wymogi, jakie później postawiono. Prawda jest taka, że niestety jest to sprzęt raczej do obsługi imprez estradowych, najlepiej kabaretowych i nie spełnia wymogów, jakie powinien spełniać w teatrze, a nadaje się do obsługi mniej zaawansowanych technicznie przedstawień.

Druga – działowi akustycznemu narzucono taki sposób nagłośnienia spektaklu mikrofonami bezprzewodowymi, jakiego nigdzie się nie stosuje, zarówno z powodów technicznych, jak i manualnych. Zażądano dokładnej korekcji poziomu głosu każdej postaci sztuki w każdym momencie jej działalności scenicznej (9 osób z mikrofonami).

Pisząc prościej, ciche kwestie należało dawać głośniej, głośne ściszać, aż do wyłączania mikrofonów włącznie. Nie ma takiej możliwości, aby manualnie sprostać takim wymaganiom. Kto jest w stanie wyprzedzić prąd elektryczny, gdyż reagować należy wcześniej?

Wymagania takie skutkowały też sztucznością przekazu aktorskiego oraz powodowały silną ingerencję w sposób wyrazu aktorskiego, jakim jest ekspresja wypowiedzi. Do wręcz ostatniej chwili ostatniej próby przedpremierowej trwały kompozycje i nagrania materiału dźwiękowego do spektaklu i odbywało się to podczas prób generalnych, jak również do ostatniej chwili dokonywano zmian w „wejściach” materiału dźwiękowego.

Sugestie i informacje działu akustycznego o powyższych kwestiach, oraz inne propozycje ich rozwiązania wcale nie były wtedy brane pod uwagę przez dyrekcję, reżysera, ani osoby z nim ściśle współpracujące. Te problemy znane były całej dyrekcji teatru. Czy to właśnie dlatego później, głównym oskarżycielem („za premierową porażką stoi zespół techniczny”) jest dramaturg produkcji? Czy to sprawa kompetencji pozwala tej osobie na odniesienie się tylko do tych stawianych produkcji zarzutów?

Brak porozumienia, oczywista niemożliwość spełnienia ciągle takich samych żądań, oraz późniejsze obwinianie za klapę spektaklu spowodowało, że złożyłem umotywowane podanie o rozwiązanie umowy o pracę, a drugi akustyk teatru przypłacił to poważnymi problemami zdrowotnymi. Przedstawienia popremierowe „Klątwy” obsługuje osoba pracująca na zlecenie teatru i z nim niezwiązana, stosując koncepcję nagłośnienia zgodną z wcześniejszymi sugestiami działu akustycznego.

We wspomnianym artykule prasowym pada stwierdzenie przedstawicieli teatru o „nienadążaniu ekipy technicznej za nowoczesnymi produkcjami teatralnymi.” Czy ta nowoczesność ma się objawiać nadal w takiej formie, jak było to przy produkcji „Klątwy”, gdzie ignoruje się już nie tylko doświadczenie i kompetencje zatrudnionych, ale i prawa fizyki? Gdzie żąda się przeniesienia stacjonarnego sprzętu akustycznego z kabiny na balkon widowni praktycznie z próby na próbę, nie zważając na wymogi choćby zasilania energetycznego?
Kiedy dopiero po nieprzychylnym przyjęciu przez widzów nieprzygotowanej premiery, pod pretekstem prób technicznych i nieprawdziwym stwierdzeniu o braku akustyka, próbuje się ustawić cały spektakl na nowo?

Taki nowoczesny produkt, jaki zaserwowano miłośnikom teatru, w tym wypadku kojarzyć się może z nowoczesnymi produktami z hipermarketowych półek, gdzie główną cechą jest powierzchowny blichtr ukrywający prawdziwą jakość i wartość produktu (znamienne, że twórcy sztuki używają słowa produkcja, a nie spektakl).
I szkoda, że w tym wszystkim ginie zapominane chyba jednak to, co określano mianem rzemiosła teatralnego. To określenie nie dopuszczało bylejakości mogącej w skrajnym przypadku przybrać taką formę, jak nieprzygotowana pod niemal każdym względem premiera spektaklu „Klątwa”.

PS.
W swojej determinacji w znalezieniu winnego porażki, twórcy jeleniogórskiej „Klątwy” nie zawahali się nawet przed oskarżeniem działu akustycznego o sabotowanie prób i samej premiery.
Załodze jeleniogórskiego teatru, a szczególnie zespołowi artystycznemu i technicznemu życzę sukcesów, owocnej i satysfakcjonującej pracy.
Mirosław Kobus

Od redakcji
List pana Mirosława Kobusa, akustyka i byłego pracownika Teatru Jeleniogórskiego, to głos w naszej dyskusji wokół kontrowersyjnej premiery TJ i w żaden sposób nie odzwierciedla poglądów redakcji. Zachęcamy Czytelników do udziału w dyspucie.

Ogłoszenia

Czytaj również

ZNP zaprasza na "czarny marsz"

Ironman u osadzonych

Wsparcie strajkujących

Komentarze (59) Dodaj komentarz

liczyrzepa 29-12-2007 8:03
ee, nie chce mi sie tego komentować.
~Widz 29-12-2007 9:18
A gdzie jest w tym wszystkim aktor i jego słynna sztuka operowania głosem? Kiedyś, bez sprzętu akustycznego aktorzy byli słyszalni w każdym zakątku widowni nie tylko w budynku Teatru Jeleniogórskiego. Niestety teraz przyjmuje się że wystarczy ładnie szeptać... A niektórych artystów nawet nie słychać na scenie studyjnej. Czy to też wina akustyków?
liczyrzepa 29-12-2007 10:11
dzięki WIDZ, wyraziłeś moje myśli
~Widz 29-12-2007 10:12
Wiem jedno.Byłem kiedyś w teatrze na kabarecie.Siedziałem na balkonie.Więcej nie słyszałem jak słyszałem.Po wyjściu myślałem że mnie szlak trafi
~stefek 29-12-2007 10:15
No cóż, jaki pan taki kram. I wart Pac pałaca...
playmen-piotr 29-12-2007 10:38
"Kiepskiej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy" - to powiedzenie pasuje idealnie do realizatorów produkcji „Klątwy”, którzy winą zawsze obciążać będą innych, tylko nie siebie.
playmen-piotr 29-12-2007 10:41
"Kiepskiej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy" - to powiedzenie pasuje idealnie do realizatorów produkcji „Klątwy”, którzy winą zawsze obciążać będą innych, tylko nie siebie.
playmen-piotr 29-12-2007 10:43
Przepraszam za zdublowanie, omskło mi się :-).
playmen-piotr 29-12-2007 10:54
A teraz słówko do panów akustyków z teatru, jeśli chodzi o nagłośnienie te powiedzmy proste normalne i niewysublimowane, w którym miejscu do tego przeznaczonym, bym nie usiadł powinienem wszystko dobrze słyszeć a tak nie jest. Mając bardzo dobry słuch, sam kiedyś będąc na przedstawieniu miałem trudności w dosłyszeniu cichszych kwestii wypowiadanych przez aktorów. Więc jeśli chodzi o akustykę, to tak do końca panowie bez winy nie jesteście...
~DoRo 29-12-2007 11:29
Ostatnie trzy premiery naszego TEATRU to jedno wielkie nieporozumienie. Miejmy nadzieję że stan rzeczy niebawem ulegnie zmianie wraz z dotychczasową DYKTATURĄ nowego dyr artystycznego. Dla bardziej dociekliwych polecam art. http://www.naszdziennik.pl/bpl_index.php?typ=kl&dat=20070502&id=kl11.txt
~Iza 29-12-2007 12:39
Parę dni temu słyszałam w Trójce wypowiedź pana Klemma, który ustawiał się (przy pełnym poparciu prowadzącej) w roli geniusza teatralnego, niedocenianego przez zapyziałe prowincjonalne miasteczko. Proponuję, żeby ten pan przeniósł się do cywilizowanej, bogatej metropolii Nowego Jorku, gdzie wszyscy zlegną mu u stóp. Dla mnie wszystko, co było naprawdę pasjonujace w tym teatrze, skończyło się z odejściem pani Obidniak. Potem już był szybszy lub wolniejszy zjazd w dół, z pojedynczymi wykwitami talentu. A niektóre spektakle przez Nią sciągane dalej mam przed "oczami duszy", chociaż prawie 30 lat minęło ... I pamiętam gorące dyskusje z żywym udziałem publiczności na sesjach witkacowskich. Dziekuję, Pani Alino - nauczyła mnie Pani Teatru przez duże T.
~były teatroman 29-12-2007 13:04
Co to znaczy "ciche kwestie " wypowiadane przez aktorów?!Nie ma takich. Aktor nawet szeptem powinien mówić tak, by go słyszano na drugim balkonie! Nie potrafią tego? To niech zmienią pracę. nie nadają się na aktorów. Tak - niestety - było na "Klątywie". Aktorstwo fatalne. Co do reżyserii - mój Boże, to coś nie mieści się w pojęciu reżyserii.A już na pewno nie ma nic wspólnego z nowoczesnością.
playmen-piotr 29-12-2007 14:34
Szanowny panie były teatromanie, po pierwsze teatromanem się jest lub nie. I jest to stan raczej ciągły, nie podlegający zawirowaniom dobrych lub miernych przedstawień teatralnych lub innych czynników z nim związanych. Po drugie, zapewniam pana iż tzw. "ciche kwestie", były są i będą występowały przedstawieniach. Skoro pan to neguje, to śmiem twierdzić że z pana żaden teatroman, tylko samozwańczy krytykant bez cienia wiedzy w poruszanym temacie. Nie wiem, czy mówi coś panu takie określenie jak modulacja głosu, polega ona między innymi na zmianie barwy głosu, głośniejszym lub cichszym wypowiadaniu tekstu. Nie będę się w temacie rozpisywał gdyż temat to nader obszerny i wiele by można tu jeszcze napisać. Konkludując tzw. "ciche kwestie", są i będą występowały w przedstawieniach, oczywiście jeśli tekst i sztuka tego wymaga. Zresztą panie teatroman, pan znawca tematu to pewnie pan dobrze wie o co chodzi ;-).
~OBSERWATOR 29-12-2007 16:39
Panie Obrębalski, trzeba odwołać pana Naukę ijego zastępców , tą decyzję zaakceptuje społecznoś jeleniogórska. Trzeba także przewietrzyć w innych instytucjach KULTURY Jeleniej Góry. Na emeretury.
kazimierzp 29-12-2007 16:53
Trwa walka o teatr! To znaczy o co? O spektakle głośne, nowatorskie, oparte na wspaniałym aktorstwie, doskonałej reżyserii, bogatej scenografii, wyrobionej i doskonale reagującej widowni? Czy walka o miejsce kształtujące widza, uczące Go jak odbierać sztukę sceniczną. Przyciagające formą, treścią wszystkich, nie tylko teatromanów! Jelenia Góra ma to szczęście, że w 1905 społeczeństwo tego miasta wybudowało gmach teatru mieszczący w swoich murach oprócz sceny i widowni wiele innych miejsc przyciagających mieszkanca i dających mu różnego rodzaju rozrywkę, strawę (nie tylko duchową). Są tacy którzy uważają, że teatr jest światynią sztuki i z całym nabożeństwem winien być traktowany. Dlatego nie godzą się aby była tu zbyt lekka rozrywka, aby były tu restauracje, dansingi, rauty... Aktorzy widzą się im kapłanami tej sztuki! Którzy powinni żyć jedynie miłością i wonią róż! Tyle, że tych "kapłanów" i ich rodziny trzeba nakarmić, dać im utrzymanie. Choćby budżet "nie wiedzieć jakby się nie wytężał, to nie udźwignie, taki to ciężar!" Jelenia Góra, radni, społeczeństwo nie ucieknie od dyskusji i ostatecznej decyzji: "jakim zyciem ma żyć" budynek teatru autorstwa Daehmela! Aktorzy w Polsce nie żyją tylko z gry na scenie (ci co maja tylko to źródło utrzymania wegetują!), ale z gry w serialach, sitcomach, reklamach, dubbingu... Może gdyby to był teatr impresaryjny to starczyłoby na takie wyposażenie techniczne sceny aby nawet najbardziej szalone pomysły reżysera w zakresie dźwięku mogłyby być zrealizowane? Teraz budżet musi zapewnić środki na płace wszystkich pracowników będących na etatach, tak jak fabrykach, urzędach, hotelach,... Im się to należy! Ale gdy rozmawia sie z aktorami to oni cały czas uważają się za wolny zawód!?! Ale ryzyka jak prawdziwie wolny człowiek (czyli bez etatu) nie podejmą! I ja im się nie dziwię!
~jelgór 29-12-2007 17:08
Przesadzacie, Niemcy zbudowali teatr w czasach, gdy nikomu się nie śniło o mikrofonach, nie przypadkiem sala ma taki kształt i wymiary, ale po to, aby wszystko było wszędzie słychać. Co do pana Klemma, jego dni są policzone, zaraz po Nowym Roku został wezwany na dywanik do pana wiceprezydenta. Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim teatromanom obecnym i byłym.
~mistrz 29-12-2007 19:38
nie trzeba odwolywac wszytkich zastepcow nie wszystcy sa winni wine ponosi dyrektor glowny i wojciech klemm
~Jan 29-12-2007 22:38
I wreszcie zainteresowani i pokrzywdzeni premierą " Klatwy" znaja prawdę , tak długo ukrywaną i zamiataną pod dywan przez " twórców tego koszmarka. Brawo Panie Kobus , to co Pan uczynil to zwykła ludzka rzecz , odruch obronny człowieka opluwanego przez marionetki sztuki scenicznej Naszego Miasta . I do tego Pan mial prawo , otworzyc oczy ludziom , faszerowanym cynizmem Wojtka Klemma i jego popleczników . Tak jak Pan pisze Dyrekcja nie miała zapewne mozliwosci uzyskania wyjaśnien od bezpośrednich " sprawców" nieszcześcia , bo jak wiemy znalazł Pan jedyną drogę wyjscia ,żegnajac sie z powiewem młodości nieopierzonego ptactwa polskiej sceny ? ha ! , bo fakt że od takich to z daleka , zas Pana Kolega znalazł sie w jeszcze gorszej sytuacji bowiem dla jego kilkudziesięcioletniej pracy i doświadczenia w tym fachu okazał sie to ostatni brzeg .I tak mieliście szczescie bo zapewne Klemm w sposob jemu chrakterystyczny już przymierzał się do uruchomienia procedur Jego prywatnego prawa pracy .A tak to przynajmniej radca bedzie mial mniej roboty w Sadzie pracy . Teraz zapewne będzie sie utyskiwać nad marnoscią techniki w teatrze , ale Panie Klemm tak krawiec kraje jak mu materii staje . . Jeżeli tak jak Pan obraził Miasto w "trójce " i Komisje konkursową w której składzie Pan Prezydent zawierzyl Pana wówczas juz szalonej wizji , które wyciągnęło rękę do Pana dajac Panu długo oczekiwane stałe zajecie , to niech Pan szuka teraz ofert w Nowym Jorku , Londynie , bo juz nie Berlinie i Wiedniu i nie zatyka mailami Jelonki na Pana temat . Panie Mirku !Tylko dlaczego tak poźno ? Dlaczego tak długo Pan czekal z tym pięknym tekstem, a w tym czasie Klemm harcowal sobie po waszej głowie i nikt mu w tym nie przeszkadzal . Niech Pan zapyta dlaczego Pani Małgorzata Pełczyńska , nie starała sie nawet dotrzeć do Was głownych aktorów tego spektaklu ?. No chyba że Was nie mogła znależć , a długo szukala bo Jej recenzja ukazała sie w trzy tygodnie po premierze ! . Ludzie gdzie te czasy , tak nieodległych " Czerwonych Nosów , Tomka Sawyera , Transatlantyku , , uroczych scenicznie spektakli Mrozka na małej i duzej scenie , czy chocażby przyswajalnej dla dla tak niewymagającej widowni " prowincji" klasyki Teatru . I po co nam to było?
~ona 30-12-2007 0:18
Wreszcie coś sie dzieje w tym teatrze .. spektakle nowego dyrektora są świetne.. i wymagające, ale uważam że to dobrze. Idę na Klątwę jutro i cieszę się że zobaczę tę sztukę bez potrzeby wyjazdu do większego miasta..
~mistrz do ona 30-12-2007 9:58
po co idzisz do teatru przeciez geniusz klemm moze przyjsc do Ciebie wreszcie znalazlby spelnienie Prawdziwego Widza a my maluczcy moglibysmy delektowac sie ta nizsza sztuka w norlmalny teatrze
~stefek 30-12-2007 9:59
Przy wieloletnim zasiedzeniu nabiera się nie zawsze dobrych przyzwyczajeń. Nie mnie sądzić w tym sporze, ale rutyna czasami psuje obraz rzeczywistości, a ta, jak wiadomo skrzeczy. Starzy, z tzw. doświadczeniem, pracownicy nie zawsze chcą iśc z duchem czasu. Nowe wyzwania przeażają ich, nie próbują robić nic poza tym do czego przez lata przywykli. Swoją niechęć do działania tłumaczą niewielkimi zarobkami, kiepskimi rządami zwierzchników i zacofaną techniką. Nie mam pojęcia, jak od strony artystycznej powinien wyglądać nasz teatr. Zapewne powinien zaspokajać oczekiwania większośći widzów. Natomiast jestem pewien, że powinien dostać dobrego gospodarza, który z ojcowksą miłością byłby w stanie utrzymać "twardą ręką" wszelkie teatralne zasoby, nie zamykając się na wejście "nowego".
~dot 30-12-2007 11:22
zdejmijcie klątwę i rozdzielcie teatry przypominam, Nauka dyrektorem został gdy wyrzucono p.Obidniak i mędrcy dospawali Norwida do jego animacji i dopiero wtedy oceniajcie Klemma teraz rządzi Nauka i to on jest prawdziwą klątwą tego teatru
anerika 30-12-2007 12:37
Oglądałam "Klątwę" tydzień po premierze. Rzeczywiście połowy tekstu nie słyszałam, a że przy tym scenografia była bardzo surowa, nie było na czym "zawiesić oka". W sumie spektakl nie podobał mi się, za długi, za mało akcji. Nie bedę się poświęcać, aby obejrzeć sztukę jeszcze raz, być może z lepszym nagłośnieniem. Z pewnością nie można w tym wszystkim winić tylko obsługę techniczną. Z ostatnich spektakli podobała mi się "Podróż poślubna" i "Kariera Artura Ui". Z niecierpliwością oczekuję na nowe spektakle.Mam nadzieję, że ciekawe.
~do pseudomistrza ona 30-12-2007 12:39
dopuszczasz innych maluczkich do formułowania własnego zdania? Dużo złości w twej wypowiedzi ..niepotrzebnie.
~wchodzi chór 30-12-2007 14:13
Nim na brukach śniegi stopnieją, wszyscy magika zapomnieją Lecz wieści niech was nie cieszą, oto po nowego już śpieszą!
~Obserwator 30-12-2007 16:21
Panią Obidniak nikt nie wyrzucał.
~-wolf 30-12-2007 16:29
więcej obiektywizmu panowie i panie dziennikarze z " NJ ".
~mistrz do ona 30-12-2007 17:14
Ona bo Ty chyba do innego teatru chodzisz wszyscy widza ze mamy klape w teatrze a Ty mowisz ze jest fajnie i ze super sztuki moze Ty do innego teatru chodzisz
~do obserwator 30-12-2007 19:47
nie? sama sobie odeszła w połowie sezonu? chodzi oczywiście o Jej 2 dyrekcję
~ona 30-12-2007 21:55
świetna sztuka, świetni aktorzy, gratulacje, bardzo się cieszę iż mogłam obejrzeć w Jeleniej Górze tę sztukę.. czas na nowe..
~ona 30-12-2007 22:01
Nowa rzeczywistość zastępuje starą i o to chodzi. Warto dać więc jej miejsce. Czasami rutyna nie przyjmuje nowego..
~mistrz do ona 30-12-2007 23:00
czasami nowe nie oznacza lepsze
~Akustyk 31-12-2007 11:43
Byłem akustykiem i pracowałem w teatrze (na innym stanowisku). Znam relacje między TWÓRCAMI a działami technicznymi. Dla NICH nie ma ograniczeń technicznych. Winą akustyków jest to, że nie wyjaśnili twórcom tej produkcji, teorii związanej z pracą mikrofonów bezprzewodowych. Artyści estradowi sami miksują poziom dźwięku oddalając mikrofon. Miksowanie 9 mikrofonów w czasie rzeczywistym, nie jest możliwe. Aktorzy powinni przejść szkolenie w Teatrze Rampa! A co by było, gdyby trzeba zagrać na wyjeździe? Pozdrawiam
~Obserwator 31-12-2007 15:45
To nie jest jedyna klapa tego reżysera - polecam tekst http://www.teatry.art.pl/!Rozmowy/przedp2.htm Zdarzają mu się wpadki, a wini technikę. Precz z Mojego Miasta!
~do mistrza 31-12-2007 17:43
zgadza się czasami nowe nie jest lepsze od starego, tak czasami bywa w życiu szczęścia w Nowym Roku życzę
~do Akustyka 31-12-2007 18:55
Do akustyka w sprawie miksowania: Chyba dawno niczego nie robiłeś w zakresie realizacji dźwięku i nie posiadasz wiedzy o wspólczesanej technice, bo piszesz nonsensy.Gdyby medycyna zatrzymała się w rozwoju, to obecnie moglibyśmy leczyć się wyłącznie poprzez upuszczanie krwi lub przykładanie pijawek .
~Aristo 31-12-2007 19:02
Ten tekst powinny przeczytać też władze JG. polecam: www.teatry.art.pl/!Rozmowy/przedp2.htm
~beta 31-12-2007 20:07
wszyscy wiedzą ze to istny Pałac kultury i Nauki... a Klątwe wypada najpierw przeczytać i może wtedy tekst będzie BARDZIEJ JASNY!!!!!!!!
~Aristo 31-12-2007 20:24
Sorry ale to jest właściwy adres www.e-teatr.pl/pl/artykuly/38541.html
~Aristo 31-12-2007 20:25
Sorry ale to jest właściwy adres www.e-teatr.pl/pl/artykuly/38541.html
~Aristo 31-12-2007 20:26
Sorry ale to jest właściwy adres www.e-teatr.pl/pl/artykuly/38541.html A dla leniuszków "Omyłka. Bolesław Prus feat. Maria Konopnicka" w reż. Wojtka Klemma w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku. «Niedawną wiadomość o objęciu stanowiska dyrektora Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze przez Wojtka Klemma odebrałam jako żart. Wprawdzie koszmarny, ale jednak tylko żart. Tymczasem sprawa ma się zupełnie serio, Wojtek Klemm rzeczywiście wygrał konkurs i zostaje dyrektorem jeleniogórskiej sceny. Należy ubolewać nad tym faktem. Zastanawiam się, czy osoby odpowiedzialne za tak kuriozalną decyzję obejrzały choć jeden spektakl tego reżysera? Na szczęście niewiele ich zrobił, a tych, które zrealizował, nie da się oglądać. Najkrócej mówiąc, jest to ukierunkowana lewicowo (jakby z PZPR-owskim rodowodem) i antynarodowo miernota intelektualna i artystyczna, silnie naszpikowana antypolskością i ubrana w wyjątkowo prymitywną, wulgarną formę (vide: "Omyłka"). Trudno uwierzyć, że obecnie takie "kryteria" zapewniają miernocie awans. Ciekawe, co o tym sądzi pan minister kultury. Z lakonicznej notatki, jaka ukazała się na wortalu teatralnym zaraz po ogłoszeniu wyników konkursu na stanowisko dyrektora Teatru im. Norwida, niewiele się można było dowiedzieć o dorobku Klemma. Napisano jedynie, że jest polskim Żydem mieszkającym od ponad dwudziestu lat w Niemczech, że ukończył reżyserię w berlińskiej szkole teatralnej Ernsta Busha i że przez wiele lat pracował jako asystent Franka Castorfa. Kto oglądał choć jedno przedstawienie Franka Castorfa, z pewnością nie będzie zdziwiony tym, co zobaczy w "Omyłce" na scenie warszawskiego Teatru Powszechnego w reżyserskim wydaniu Wojtka Klemma. I pewnie od Castorfa przejął Klemm tę kloaczną "filozofię" jako perspektywę, z której spogląda na świat, a w tym wypadku na Polskę. Bo najnowsze przedstawienie Klemma na scenie Teatru Powszechnego przypomina pojemnik na śmieci, do którego wrzucono różne elementy bez uprzedniego posegregowania. Tyle że owe "elementy" podpisano nazwiskami nie byle jakimi, bo aż Bolesława Prusa i Marii Konopnickiej. A o to, żeby widzowie nawet przy najlepszej swej woli nie rozpoznali tu nic ze znajomej im nowelki Prusa "Omyłka" oraz z utworu Konopnickiej "Mendel Gdański", skutecznie zadbał tandem: Paweł Demirski i Wojtek Klemm, autorzy scenariusza tegoż bełkotu. Podparcie się zaś nazwiskami wielkich pozytywistów, którzy przecież nie zaprotestują przeciw bezprawnemu używaniu ich nazwisk, ma nie tylko nobilitować reżysera, ale też jak gdyby uwiarygodnić to bezczelne kłamstwo, które Klemm przedstawia jako obraz współczesnej Polski. Takie działanie to już nie tylko plucie we własne gniazdo i nadużycie, ale wręcz manipulacja obcymi utworami dla osiągnięcia własnego celu. A celem tym, jak wynika ze spektaklu, jest podlizanie się określonym środowiskom lewacko-liberalnym nie tylko w Polsce, ale i (a może zwłaszcza) po drugiej stronie granicy, jak widać, o wiele bliższej Klemmowi aniżeli Polska. Stąd to zajadłe ośmieszanie lustracji, dygresje na temat teczek, Kościoła, wiary, patriotyzmu traktowanego tu jako skrajny nacjonalizm, a nawet faszyzm, przywołanie sprawy kieleckiego pogromu, etc., etc. Do tego śmietnika wrzucił też fragment księgi Starego Testamentu "Pieśń nad pieśniami", piosenkę Jacka Kaczmarskiego "Co się stało z naszą klasą", kawałek "Tomaszowa" Tuwima i inne. Pośród tego Klemmowego bełkotu na scenie wyróżnić można dwa wątki stanowiące coś w rodzaju lejtmotywu i wyraźnie sugerujące, iż to dla tej właśnie sprawy to koszmarne widowisko zostało zrobione. Pierwszy - to ukazanie Polski jako siedliska krwiożerczego antysemityzmu. Tak więc Klemm (obecny dyrektor teatru jeleniogórskiego) poprzez swój spektakl mówi światu, że w naszym kraju, tak za czasów Konopnickiej, jak i przed nią oraz po niej, aż po dziś dzień, Polacy, wyssawszy z mlekiem matki antysemityzm, biegają z nożami w zębach w poszukiwaniu Żyda. Drugi wątek, równie paszkwilancki i oczerniający Polaków, to ukazanie naszej Ojczyzny jako kraju kołtunów, który zamknięty jest na wszelką tolerancję i w swym hipernacjonalizmie idzie w stronę faszyzmu. I tu dla podkreślenia tej niby-tezy reżyser nawtykał w rozmaite miejsca, w kostiumy aktorów i gadżety biało-czerwone barwy symbolizujące nasze barwy narodowe, ośmieszając je i, jakby tego było mało, nakazał aktorom bezcześcić i niszczyć symbole narodowe, flagę itp. Wykonawcy zaś z prawdziwą nadgorliwością realizują polecenia swego "mistrza". Patrząc na to nieudolnie wyreżyserowane, amatorskie, bezrozumne widowisko, w którym pałęta się bez celu sześcioro wykonawców (Karina Seweryn, Andrzej Konopka, Piotr Ligienza, Krzysztof Szczerbiński, Kazimierz Wysota i Adam Woronowicz) wykonujących jakieś dziwne podchody, biegających po scenie, ciągle pijących wódkę, bełkoczących coś pod nosem, przewracających i szarpiących się w bójce, raz po raz przeskakujących przez długi stół, bo nie ma innego przejścia (nie wiadomo, po co ustawiono go na scenie tak, by trzeba go było przeskakiwać, widocznie reżyser w ten sposób rozumie ruch sceniczny) - można by w końcu zbagatelizować taką miernotę i nie oglądać, bo jest to jedynie strata czasu. Ale ta miernota została przecież zrealizowana nie na scenie prywatnej, lecz w teatrze finansowanym z budżetu państwa, czyli z pieniędzy podatników. Bez czyjejś zgody Klemm nie miałby szans na zrealizowanie tu czegokolwiek, a już tym bardziej tak prymitywnego bełkotu. Oczywiście, zgoda była (a może i zachęta) ze strony niedawnego jeszcze, na szczęście krótkotrwałego, dyrektora artystycznego tej sceny, Remigiusza Brzyka, sławnego "dzięki" swemu kolesiowi Boleście, który w sposób wielce "niekonwencjonalny" sformułował program teatru, nazwany manifestem, o czym było głośno i co zakończyło się wylaniem obu "niekonwencjonalnych" panów. Panów wylano, a to żenujące widowisko kompromitujące teatr, niestety, zostało w repertuarze. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego. Tak samo nie jestem w stanie pojąć, jak to jest możliwe, by niedouczony, a do tego szkodzący teatrowi człowiek mógł zostać dyrektorem teatru. Może ktoś mi to wyjaśni.» "Jak zostać dyrektorem teatru" Temida Stankiewicz-Podhorecka Nasz Dziennik nr 102 02-05-2007
~Obserwator 1-01-2008 11:46
To nie jest forum, a komentarze do tekstu p. Kobusa. Trzymajcie temat! -------------------------------- Do moderatora: Cytaty jak ten ppwyżej są nielegalne.
~do beta 1-01-2008 19:09
wiesz moge wszystko sobie przeczytac i nawet wtedy aktorzy moga siedziec nawet na scenie i sie nie odzywac a ja bede wyobrazal sobie ze graja albo najlepeij niech nie bedzie w ogole aktorów
~Hans Kloss 2-01-2008 17:30
Hmmm, czytam i tak sobie myślę: niektórzy powinni wiedzieć, czym różni się "Pan akustyk" (bo do słowa akustyk najlepiej pasuje słowo pan ;-0 ) od realizatora dźwięku czy inżyniera systemów dźwiękowych. Obrazowo: tym, czym malarz pokojowy od artysty malarza, bez umniejszania komukolwiek. Cóż z tego, że niektórzy z Panów Akustyków są ludźmi z trzydziestoletnim doświadczeniem, skoro technika dźwiękowa a także sposób realizacji i wymagania widzów zmieniły się diametralnie w ciagu ostatnich siedmiu lat! A przecież przez trzydzieści czy dwadzieścia lat wystarczyło, że akustyk teatralny wypuszczał muzykę w odpowiednim czasie; teraz wymagają mikroportów i opanowania ich... co najmniej skandal;-) Dziewięć mikrofonów nagłownych to nie jest dużo! Bez większych problamów sprawny realizator jest w stanie nad tym panować! Dla przykładu: w czasie koncertów festiwalowych czy telewizyjnych realizator musi zapanować nierzadko nawet nad 120 mikrofonami do nagłośnień instrumentów, wokali, konferansjerów. I robi to bez problemu! Ponadto nie sądzę, żeby jakimś specjalnym kłopotem było sciszanie czy podgłaśnianie kwestii - potrafi to każdy zawodowy dźwiękowiec. Spektakl jest przewidywalny - kwestie występują po sobie, więc chyba można się wyuczyć, że w danej scenie nieco głośniej trzeba podnieść aktora A... Trzeba tylko chcieć i potrafić! Albo potrafić i chcieć - wszystko jedno, w jakiej kolejności... Poza tym: skąd oburzenie na słowo produkcja? Może się co prawda niektórym kojarzyć z produkcją worków foliowych, kleju, butów czy papieru. Tyle, że czasy się zmieniły. Mamy tu do czynienia z produkcją zdarzenia kulturalnego, tak jak często mamy produkcję telewizyjną czy filmową i na te słowo nikt się tu nie obraża. Niech więc nie dziwi określenie "produkcja teatralna" tak jak nie przeraża hasło "nowa produkcja na Broadwayu". Widzowie mogą mówić: "widziałem/am spektakl" albo "widziałem/am nową produkcję teatru". Czasy się zmieniły...
~mistrz 3-01-2008 8:55
jezeli wg Ciebie a tak wynika z Twojej wypowiedzi pan akustyk to malarz pokojowy a realizator dzwiekowy- to artysta malarz, a twierdzisz ze dzisiejszy teatr to swiat produkcji, to malarz pokojowy jest wlasnie osoba ze swiata produkcji:)
~do Aristo 3-01-2008 19:50
trzeba być niezłym desperatem, żeby podpierać sie Naszym Dziennikiem i niesławną panią Temidą to tak, jakby cytować Młodzież Wszechpolską w sprawie wychowania obywatelskiego no litości!!! Dla Klemma obelgą byłoby w tym czymś dostać dobrą recenzję. Omyłka to świetny spektakl ale nie spodoba się ani ND ani ojcu dyrektorowi zgadnij czemu?
~do obroncy Klemma 4-01-2008 11:34
chciałbym ujrzec zatem inną recenzję " Omyłki" wynoszącą na piedestały sztuki teatralnej ten spektakl.Skoro dyskusja na tym forum przerodziła sie w walkę na tego typu argumenty , stosownym by było zeby Pan Klemm na swoją obronę zamiescił jemu przychylną recenzję. A wracając do glosu akustyków przypominam o czym zapewne Pan Klemm nie wie , ze w Teatrze Jeleniogórskim oglądałem spektakle z wykorzystaniem nie 9 a 20 mikroportow ( spiewany spektakl Osieckiej , Tomek Sawyer. ) i ci sami niereformowalni akustycy dali widzowi piekny popis kunsztu akustycznego bez skandali .
~mistrz 4-01-2008 15:31
popieram przedmowce pokazcie nam jakis sukces waszego guru a nie tylko gadacie jaki to wielki czlowiek i wspaniale sztuki
~argumenty 4-01-2008 17:41
pozytywne recenzje- proszę bardzo- z ui w najnowszym "Teatrze"np w sawyerze nie było 20 mikroportów ,c NIGDY TYLE NIE BYłO W TYM TEATRZE o więcej - dobrze to było na premierze bo ustawiał koleś z wro a potem strach było sie bać ile razy była o to afera!
~ mistrz 5-01-2008 10:54
http://www.teatry.art.pl/!recenzje/karieraau_kle/bswi.htm to jest recenzja po premierze z artura ui
~mistrzyni 5-01-2008 11:40
http://www.teatry.art.pl/!recenzje/smierccw_kor/gjwz.htm to się tez przyda w dyskusji nad teatrem Klemma
~nadal ja 5-01-2008 11:43
to sobie tez poczytaj "mistrzu":)))))))))))))))) http://www.teatry.art.pl/!recenzje/smierccw_kor/snpr.htm
~Obserwator 5-01-2008 13:08
<i> regulamin złamany </i>
~mistrz 5-01-2008 13:19
czytam i nie widze tam nazwiska klemma, za to jak widze nazwisko klemma to zazwyczja chodzi i jakas klape rezyserska
~mistrzyni 6-01-2008 17:58
http://www.teatry.art.pl/!recenzje/karieraau_kle/mude.htm jakos nie zamieszczono mi tego postu;) a co do wiewiórki to Klemma dyrektura, jego decyzje co do reżysera i tekstu, jego też sukces
~do recenzji 6-01-2008 23:25
ale mistrzu ! chodzi o recenzje " Omyłki " zresztą nie musisz jej szukac bo była wielką omyłka Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych . I co z tego że jakiś uduchowiony recenzent dobrze napisał o ui , skoro nie o to chodzi jak pisze krytyka , lecz kto to będzie chcial oglądac na na prowincji według okreslenia P. Klemma. Panie Wojtku byc moze że to jest sztuka przez duże S , ale niech Pan laskawie niwe zapomina że wdepnął Pan w prowincję ! .
~mistrz 7-01-2008 10:04
zgadzam sie z przedmowca mistrzyni pamietasz testosteron a gdzie teraz jest bogajewska
~Amelka 18-01-2008 1:27
Jak dla mnie to po prostu szukacie taniej sensacji.
~zofia 11-02-2008 20:34
wyjasni człowiek jest mocny

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Egzaminy gimnazjalne w mieście (mimo strajku) trwają

Spotkanie emerytów służb mundurowych

Kolejny sukces Juliusza

Więcej na zabytki

Nowa posada dla radnej

Sonda

Czy wszystkie torby foliowe powinny być płatne?

Oddanych
głosów
499
Tak
66%
Nie
31%
Nie wiem
3%