MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Delikatna twardzielka

Wiadomości: Jelenia Góra
Wtorek, 31 lipca 2018, 16:49
Aktualizacja: 17:05
Autor: Małgorzata Myćka
Fot. Tomasz Raczyński
Zasiadamy przed telewizorem, jeździmy na mecze, zawody, aby zobaczyć pojedynki naszych ulubionych sportowców. Rezerwujemy czas, bilety i miejsca, aby tylko móc zobaczyć wszystko to, co daje nam radość i wzbudza emocje. Te chwile, kiedy nasi faworyci wygrywają, są niezastąpione! Jest radość, są emocje i łzy wzruszenia. Kto z nas tego nie lubi?!

Nieco odwrotnie jest, kiedy „nasza” drużyna, albo „nasz” sportowiec, nie spełnia naszych oczekiwań! Wówczas oceniamy, krytykujemy i doskonale wiemy, co i jak powinien zrobić, aby zostać mistrzem. Jaka jest prawda o życiu sportowców za kulisami tego, co my widzimy? Co przeżywają sami sportowcy, którzy poza własnym smutkiem i własnymi radościami związanymi z wygraną czy też przegraną, muszą zmierzyć się z falą krytyki?

Jak wygląda świat kobiety sportowca i jak połączyć bycie piękną kobieta w życiu codziennym z byciem twardym zawodnikiem na boisku? Zapraszam na szczera rozmowę z naszą szczypiornistką Sylwia Jasińską.

Małgorzata Myćka: Jest Pani dobrze znaną osobą wśród miłośników piłki ręcznej w Jeleniej Górze, ale nie każdy wie, dlaczego wybrała pani akurat piłkę ręczną. Jest to mało kobiecy sport, skąd więc taki a nie inny wybór?

- Moja przygoda z piłką ręczną zaczęła się 11 lat temu w czwartej klasie szkoły podstawowej. Byłam raczej aktywnym dzieckiem, lubiłam sport i postanowiłam zapisać się na zajęcia piłki ręcznej. Główną motywacją było to, że zapisała się połowa dziewcząt z mojej klasy i to, że zajęcia prowadziła zawodowa piłkarka ręczna (śmiech). Dosyć szybko jednak piłka ręczna stała się moją pasją, nigdy nie myślałam, żeby przestać trenować. Jest to kontaktowy, a nawet dość brutalny sport, ale nie uważam, że jest mało kobiecy. Wymaga po prostu woli walki i silnego charakteru. I może w pewnym sensie odwagi, czasem wkładamy głowę tam, gdzie ktoś inny nie włożyłby ręki.

MM: Poza piłką ręczną ma pani czas na inne rzeczy, jak inna pasja, rozrywka?

- Obecnie poza trenowaniem studiuję i jak na razie nieźle sobie radzę. Jeśli chodzi o rozrywkę, to raczej nie mam tyle czasu co przeciętny student, ale nie przeszkadza mi to bardzo. Poza tym czasem wydaje mi się, że im bardziej napięty grafik, tym łatwiej zorganizować sobie dzień.

MM: Jest pani też studentką, prawda? Co pani studiuje?

- Studiuje ekonomię. Generalnie podporządkowałam studia piłce ręcznej, tzn. chciałam studiować tutaj w Jeleniej Górze, a ten kierunek wydał mi się w miarę przyszłościowy. To taka moja alternatywa dla sportu.

MM: Jak udaje się wszystko pogodzić? Ludzie często narzekają na brak czasu, na 30 min. ruchu dla zdrowia, jak więc Pani udaje się znaleźć czas i chęci, aby to jakoś pogodzić?

- Myślę, że to wszystko kwestia chęci i odpowiedniej organizacji. Czasem ma się gorszy dzień, każdy ma w sobie trochę lenia, ale nie ma co szukać wymówek. Zresztą tak, jak wcześniej mówiłam, im więcej zajęć, tym lepiej się zorganizować. Czasem jak znajdę czas, żeby położyć się na kanapie przed treningiem , to potem ciężko z niej wstać.

MM: Co jest dla Pani najważniejsze w życiu?

- Bycie fair wobec siebie i innych. I myślę, że nad tym pierwszym muszę bardziej pracować.

MM: Jeśli nie sport to co ?

- Jak szłam do liceum, to miałam w planach zostać lekarzem.

MM: Uważa Pani, że sport kobiecy różni się od sportu męskiego?

- Myślę, że znacznie. Mężczyźni mają inną mentalność, traktują swoją pracę bardziej zadaniowo i chyba lepiej udaje im się oddzielanie życia codziennego od treningu. A patrząc z punktu widzenia kibica to w męskim sporcie jest dużo większa siła i dynamika. Osobiście wolę oglądać mecze piłkarzy niż piłkarek ręcznych. (śmiech)

MM: A czy kobiety sportowcy różnią się od kobiet spoza świata sportowego ?

- W pewnym stopniu na pewno. Kobiety sportowcy chyba mają trochę inne podejście do niektórych rzeczy. Począwszy od przywiązywania wagi do siniaków, skończywszy na tym, że sport kształtuje charakter i łatwiej dzięki niemu radzić sobie również z problemami w życiu codziennym. Ale nie zmienia to faktu, że jesteśmy wrażliwe, delikatne, malujemy się i chodzimy czasem w sukience czy w szpilkach.

MM: Łatwe jest dla sportowca odnalezienie się w zwyczajnym świecie?

- Myślę, że nie jest to trudne. Czasem bywa trochę irytujące, gdy znajomi nie związani ze sportem, organizują coś w czasie gdy mam mecz, czy trening i mówią: „a nie możesz raz nie iść?”. Ale poza tym raczej nie mam z tym problemu. Na pewno trochę inaczej wygląda to u Cristiano Ronaldo albo LeBrone’a Jamesa (śmiech)

MM: Bardzo często ludzie zupełnie nie związani ze sportem pozwalają sobie na fale krytyki i przykrych komentarzy na temat sportowców, ich życia i tego, co robią w wolnym czasie. To, że za dużo się bawią, że za mało trenują. Jak to wygląda od drugiej strony? Czy sport wymaga dużego wyrzeczenia?

- Wszyscy jesteśmy ludźmi. Każdy potrzebuje czasem odpocząć, odreagować, nawet pójść na imprezę. W przypadku sportowców trzeba wiedzieć, kiedy na co można sobie pozwolić i w jakich ilościach. Sport wymaga wyrzeczeń, a często ludzie, którzy krytykują sportowców nie zdają sobie z tego sprawy. Szczególnie ci, którzy robią to leżąc na kanapie i pisząc komentarze w internecie. Wiadomo, że sportowiec musi się liczyć z tym, że reprezentując jakąś społeczność - kraj czy miasto - jest narażony na krytykę, a konstruktywna krytyka jest wręcz potrzebna, ale często zdarza się, że ktoś ciężko pracuje, przegrywa zawody po walce, wkłada w to całe serce, a po meczu słyszy komentarze typu: im się nie chce grać, mają to gdzieś, robią to dla pieniędzy. Tacy ludzie nie powinni nazywać siebie kibicami. Dla nich sport trwa tyle, co transmisja meczu w tv, a potrafią, ot tak zmieszać z błotem ludzi, dla których to całe życie.

MM: Dużo czasu spędzacie jako drużyna w swoim „babskim” towarzystwie, bywa to czasem męczące?

- Często jest tak, że spędzamy ze sobą więcej czasu niż z rodziną. Potrafi być to męczące. Czasem pod koniec sezonu nie możemy już na siebie patrzeć, ale po przerwie zawsze cieszymy się, że się widzimy.

MM: Czy zawsze wszystkie zawodniczki się lubią?

- W dość sporej grupie osób ciężko, żebyśmy wszystkie się uwielbiały. Istnieją różnice wiekowe, różnice charakterów, a co sezon skład drużyny mniej lub bardziej się zmienia. Ale wszystkie okazują sobie szacunek i nie zdarzyło mi się jeszcze, aby w drużynie był jakiś wielki konflikt.

MM: W takim razie jak rozwiązujecie animozje pozaboiskowe i czy przenoszone są one na boisko?

- Tutaj właśnie pojawia się różnica między kobietami a mężczyznami. Faceci, kiedy się pokłócą to załatwiają sprawę od razu, u kobiet czasem trochę to trwa, ale im szybciej się porozmawia i wszystko wyjaśni, tym lepiej. Nie możemy sobie pozwolić na pogorszenie gry przez konflikty w szatni.

MM: W ostatnim sezonie grała Pani pod wodzą trenera mężczyzny. Czy pracowała pani kiedyś z trenerem kobietą?

- Moim pierwszym trenerem była kobieta, potem w okresie juniorskim grałam pod okiem pani trener w kadrze wojewódzkiej, a jeśli chodzi o okres seniorski, to przez pół sezonu trenowałam pod okiem pani trener w KPRze Jelenia Góra.

MM: Z kim woli Pani pracować - z trenerem, czy z trenerką?

- Ciężko powiedzieć. To chyba bardziej zależy od charakteru człowieka niż od płci. Praca trenera jest bardzo ciężka. Trener powinien być stanowczy i jasno przedstawiać zadania, ale też poznać zawodnika od strony psychicznej i odpowiednio go motywować, a nie jest to proste szczególnie w sportach zespołowych, gdzie trzeba ogarnąć kilkanaście różnych osobowości. Najważniejsze, żeby trener miał autorytet wśród zawodników i żeby obdarzali się wzajemnym szacunkiem, niezależnie od płci.

MM: Jak znosi pani porażki życiowe - te boiskowe i po których ciężej jest się pani podnieść?

- Nadal ciężko znoszę porażki w obu sytuacjach, ale chyba z czasem coraz lepiej mi to wychodzi. Jeśli chodzi o porażki na boisku, to ciężko się z nimi pogodzić, ale trzeba to zrobić jak najszybciej, wyciągnąć wnioski i zabrać się do dalszej pracy, która w jakimś stopniu zawsze przynosi rezultaty. W życiu pozasportowym minus jest taki, że czasem nie jesteśmy w stanie czegoś naprawić, bo nie zależy to tylko od nas i niestety nasze starania mogą nie przynieść rezultatów.

MM: Co jest najtrudniejsze dla Pani na boisku, a co w życiu?

- Na boisku najtrudniejsze jest chyba dla mnie nadal radzenie sobie z psychiką. Czasem zdaję sobie sprawę, że nie gram na 100 proc. swoich możliwości, ale ciężko pokonać jakąś blokadę. Wydaje mi się, że to kwestia czasu, ogrania i doświadczenia. A w życiu… Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Trzeba pogodzić studia, treningi, czasem pracę, płacić rachunki, etc. Nie jest to łatwe, ale też nie jest a-wykonalne. Najtrudniejsze jest chyba pozytywne nastawienie, kiedy coś nie idzie po naszej myśli.

MM: Czego Pani nie lubi w życiu, a czego na boisku?

- Na boisku najbardziej nie lubię niesprawiedliwego sędziowania, posiadania kleju we włosach. Nie przepadam też za tym, jak zawodniczka grająca na przeciw jest 20 cm wyższa ode mnie, ale jakoś sobie radzę. A w życiu nie lubię, kiedy ludzie są nieuczciwi i wstawania wcześnie rano.

MM: Czy sport coś Pani dał, czegoś nauczył?

- Sport nauczył mnie wielu rzeczy, takich jak poczucie obowiązku, dyscyplina, ciężka praca. Dzięki niemu stałam się bardziej pewna siebie, uparta i ogólnie silniejsza. Sport pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Oprócz tego dał mi wiele przeżyć i pozwolił poznać wielu wspaniałych ludzi.

MM: Gdyby miała Pani możliwość ponownego wyboru, co chciałaby Pani robić w życiu? Byłaby to też piłka ręczna, czy może by wybrała Pani inna drogę?

- Ciężko powiedzieć, ale na chwilę obecną nie żałuję tego wyboru.

MM: Na boisku jest pani raczej „siłą spokoju” czy zupełnie odwrotnym typem zawodnika?

- Myślę, że dość ciężko jest wyprowadzić mnie z równowagi zarówno w życiu jak i na boisku.

MM: Wergiliusz powiedział: „Chwiejną i zmienną jest zawsze kobieta.” Taka chwiejność i zmienność, stanowi o poziomie sportowym? I czy zgadza się Pani z tym stwierdzeniem?

- Myślę, że jest w tym trochę prawdy i może to wpłynąć na poziom sportowy. Właśnie dlatego kobietom sportowcom jest trudniej niż mężczyznom oddzielić życie osobiste od sportowego, a wychodząc na boisko zapominać o swoich problemach i emocjach, a skupić się na zadaniach i skoncentrować na grze. Jednak chcąc uprawiać zawodowo sport musimy się tego uczyć i w jak największym stopniu to realizować.

MM: Uważa się Pani za „typową kobietę” ? Jeśli takie oczywiście istnieją.

- Wydaje mi się, że mówienie o “typowej kobiecie” jest trochę stereotypowe. To, czy ktoś umie dobrze parkować, gotować czy rozmawiać o swoich problemach (słynne “domyśl się”) nie zależy raczej od płci. No nie mówmy, że mężczyźni nie strzelają czasem fochów.

MM: Co jest najtrudniejsze w byciu zawodowym sportowcem?

- Jak już wcześniej wspominałyśmy, sport wymaga wyrzeczeń. Trzeba mu podporządkować sporo rzeczy. Nie możemy np. wziąć sobie wolnego w wybranym momencie, musimy dostosować się do sezonu ligowego. Poza tym, w byciu sportowcem trudne jest radzenie sobie z porażką.

MM: Najprzyjemniejsze w byciu sportowcem ?

- Najprzyjemniejsze jest to, że nasza pasja jest jednocześnie naszym sposobem na życie i oczywiście zwycięstwa.

MM: Czy kolor stroju, fason ma dla kobiet sportowców duże znaczenie?

- Tak, zawsze toczą się burzliwe dyskusje na ten temat w naszej drużynie. Osobiście przywiązuję wagę do kroju, a jeśli chodzi o kolorystykę, to uważam, że powinna być dopasowana do barw klubowych.

MM: O czym Pani myśli po przegranym meczu, kiedy ludzie wylewają na was fale krytyki?

- Wtedy mam milion myśli na minutę. Myślę o tym, co było przyczyną porażki i o swoich błędach. A jeśli chodzi o krytykę, to jeśli jest konstruktywna to przyjmuję do wiadomości i staram się wprowadzać w życie, a jeśli jest na zasadzie „ona się nie nadaje” to jest mi trochę przykro, ale staram się do tego tak podchodzić, żeby udowodnić szczególnie sobie, że jednak coś tam potrafię.

MM: Da się połączyć bycie delikatną kobietą w życiu i twardym zawodnikiem na boisku?

Wydaje mi się, że wszystkie kobiety pokazują, że potrafią być twarde i silne, a jednocześnie w środku są delikatne i wrażliwe. U nas jest to jakby bardziej namacalne, bo gra w piłkę wymaga od nas siły w dosłownym sensie, trochę agresji, itd. Ale w życiu codziennym czasem czekają jeszcze trudniejsze zadania. Niekiedy łatwiej zrobić najcięższy trening siłowy, niż zająć się domem.

MM: Na boisku różne rzeczy się zdążają, a dla kobiet jednak wygląd jest ważną sprawą. Nie boi się pani, że w wyniku kontuzji może pani stracić nie tylko zdrowie, ale też urodę?

- Miałam już kilka razy limo pod okiem, szwy na twarzy i złamany nos, więc całkiem możliwe, że już trochę straciłam. Na szczęście ostatnio coraz lepiej wychodzi mi robienie makijażu. (śmiech)

MM: Według byłego trenera reprezentacji polskich siatkarek wystarczy, że zawodniczka ma ładną fryzurę, makijaż, czy to, że jest opalona, aby mieć przewagę nad rywalkami. "Jeśli rywalka wygląda gorzej, to aż gotuje się ze złości. A to połowa sukcesu" – twierdził szkoleniowiec.

- Nie zgadzam się z tym. W trakcie meczu nie zwracam uwagi na wygląd innych zawodniczek, a przed meczem skupiam się bardziej na przygotowaniu taktycznym, psychicznym, itd. Oczywiście staram się wyglądać estetycznie, ale nie uważam, że miałoby to wpłynąć na wynik meczu.

MM: Czy przed meczem dużo czasu spędza Pani przed lustrem i czy wygląd na boisku faktycznie ma tak duże znaczenie?

- Nie spędzam przed lustrem bardzo dużo czasu, ale raczej zwracam uwagę na swój wygląd. Jakiś lekki makijaż przeważnie jest, a jeśli chodzi o fryzurę to najważniejsze, żeby włosy nie przeszkadzały mi w trakcie meczu, nie leciały na twarz, itd.

MM: Bardzo dziękuje za rozmowę i życzę sukcesów w sporcie i życiu zawodowym.

- Dziękuję bardzo.

Ogłoszenia

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Groźnie na szlakach

Łaknęli Kwiatu Jabłoni

Studium na początek

W Filharmonii dla Niepodległej

Jeleniogórzanka z szansą na tytuł Miss Polski

Wokół Ratusza – to warto zobaczyć!

Radni KO przeciw kupcom?

O rozpadających się górach

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
977
Tak
65%
Nie
28%
Nie wiem
7%