MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Damian Drobyk: pasjonat niebanalny

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 17 stycznia 2016, 8:46
Aktualizacja: Poniedziałek, 18 stycznia 2016, 8:50
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Archiwum Damiana Drobyka
Urodził się w Jeleniej Górze. Ma 188 cm wzrostu, waży 82–85 kilogramów i ma grupę krwi B rh+. Z zawodu jest ratownikiem medycznym, od lat uprawia kolarstwo MTB, turystykę górską, biega oraz jeździ na nartach. Jego specjalność to długie i trudne podjazdy rowerowe, całodzienna jazda z obciążeniem. Przejechał już rowerem ponad 100 tys. km, zdobył 500 podjazdów i szczytów. I nie zamierza zwalniać tempa – mowa o Damianie Drobyku, zgłoszonym przez naszych Czytelników do tytułu „Zwykły – niezwykły Jelonki.com”.

Od czego wszystko się zaczęło? - Wystarczyło raz pojechać w Alpy i wjechać na piękną przełęcz Passo dello Stelvio, aby zakochać się w górach wyższych od naszych Karkonoszy – mówi Damian Drobyk. - W tym roku mija 10 lat, jak podróżuję po świecie rowerem i zdobywam najwyższe i najtrudniejsze drogi, podjazdy i szczyty.

Na rowerze nasz „zwykły – niezwykły” przejechał już ponad 100 tysięcy kilometrów. - Moja najdłuższa wyprawa była po Ameryce Północnej w 2013 roku. Wtedy przez 235 dni podróży przejechałem ponad 26.000 kilometrów, w większości po najwyższych pasmach górskich tej części świata zaczynając w USA, mijając Kanadę i Meksyk, a kończąc w Panamie – wymienia Damian Drobyk.

Ale nie to uważa za swoje największe osiągnięcie. - Swego czasu nawet nieźle wychodziła mi jazda na zawodach MTB w naszych okolicach. Były to głównie wyścigi typu uphill, w których czułem się mocny i nawet kilka razy stawałem na podium, również tym najwyższym. Najbardziej jednak dumny jestem z wyników osiąganych przy wjazdach na Śnieżkę – mówi jeleniogórzanin.

Co dają mu wyprawy rowerowe? - Przede wszystkim ogromną satysfakcję z tego co robię – mówi Damian Drobyk. - Nie teraz, kiedy jestem w domu i moje życie toczy się normalnie, ale na wyprawie, w podróży, na drodze gdzieś samotnie w górach. Nie liczę na sławę, bo wszystko co robię jest moje, dla mnie. Czasami podzielę się jakąś relacją, zdjęciem, przeżyciem, ale to wszystko wciąż jest moje, osobiste. To ważna część mojego życia i dążenia do swoich wytyczonych celów – dodaje.

Jakie ma plany na najbliższą przyszłość? - W tym roku planuję dwa krótkie wypady po Europie – mówi pasjonat. - Pierwszy z nich będzie na przełomie maja i czerwca, Właśnie rozpocząłem przygotowania do wyjazdu. Będzie to około 16-18-dniowa wyprawa rowerowa po Islandii, którą chcę objechać dookoła, jak również wejść na najwyższy jej wulkan. Na trasie liczącej około 2000 km będzie cała masa atrakcji i ciekawych zakątków. Islandia jest ostatnim krajem w Europie, po którym jeszcze nie jeździłem na dwóch kółkach. Nad drugim wyjazdem wciąż się zastanawiam. Jest kilka pomysłów, także trochę bardziej szalonych niż zwykle, ale to dopiero po Islandii – dodaje.

A marzenia? - Powrót do ścigania w zawodach MTB. Zdobycie Korony Europy, do której z każdym rokiem jest mi coraz bliżej także dzięki wyprawom rowerowym, ponieważ od kilku lat łączę oba tematy – mówi D. Drobyk. - Wyprawy planuję tak, aby wejść na najwyższe wierzchołki poszczególnych państw. Na dzień dzisiejszy mam zdobyte 35 z 46-ciu szczytów do KE. Te najwyższe zostawiam sobie na deser. W zeszłym roku udało mi się wejść na kolejnych siedem podczas wyprawy rowerowej po Bałkanach z kultowym Triglavem w Słowenii. Najważniejsze i najtrudniejsze do zrealizowania marzenie to zdobycie najwyższych dróg i przełęczy świata na sześciu kontynentach. Mimo że jestem już mniej więcej w jednej trzeciej, to na razie nie zapowiada się żadna dłuższa ekspedycja poza Europę – przyznaje.

Siłę do działania i kolejnych wyzwań dają mu założone cele i postanowienia. – Trudno zrezygnować z czegoś co się kocha i na co się czeka cały rok, aby znów móc ruszyć w podróż i cieszyć się drogą – mówi. - Nie trzeba mnie motywować do tego, bym ruszył na kolejną przygodę. Kiedy na wyprawie jestem zmęczony, zmarznięty czy głodny, to… po prostu jestem szczęśliwy. Może to wytrenowane, a może mój "konik", ale całodzienna jazda po górach z obciążonym rowerem i zdobywanie kolejnych szczytów daje mi więcej sił niż ich tracę – przekonuje.

Nasz „Zwykły-niezwykły” z zawodu jest ratownikiem medycznym. Przez wiele lat pracował w jeleniogórskim szpitalu, a w miesiącach zimowych na stokach Łysej Góry w Dziwiszowie pomagając ludziom. - Praca bywała ciężka, ale mimo wszystko dająca wiele satysfakcji – przyznaje jeleniogórzanin. Jak łączy pracę z pasją? - W sumie nie jest to takie proste. W latach poprzednich na dłuższe wyjazdy brałem urlop bezpłatny i w ten sposób udało się trochę pozwiedzać. Teraz praca pozwala na dwa dwutygodniowe wyjazdy w roku, więc to spore ograniczenie. Pozostaje więc oczekiwanie na urlop, a w tzw. międzyczasie jazda na rowerze i bieganie po naszych pięknych okolicach – dodaje.

Nie narzeka jednak na nudę. - Praca, dom, rodzina, organizacja wypraw, ruch na świeżym powietrzu to dla mnie wystarczające zadania, by zapełnić sobie w pełni czas – wyjaśnia.
Mimo że Damian Drobyk zwiedził wiele pięknych zakątków świata, nie zamierza wyjeżdżać ze swojego rodzinnego miasta, bo jak mówi - nie wyobraża sobie, aby nie mógł kilka razy w tygodniu popatrzeć z „Szybowcówki” na całą kotlinę i Karkonosze. W codziennym życiu pasjonat nie kieruje się żadnymi złotymi mottami, ale… - Po prostu staram się żyć uczciwie nie krzywdząc innych. Podoba mi się kilka rowerowych haseł np. „Nie narzekaj, że masz pod górę gdy zmierzasz na szczyt" – mówi.

Jeleniogórski pasjonat nie uważa się za niezwykłego człowieka. - Nie robię nic niezwykłego poza pielęgnowaniem swojej pasji i w miarę możliwości spełniania marzeń związanych z podróżami na rowerze po najwyższych drogach – mówi. - Wiele osób robi bardziej niezwykłe rzeczy i jestem pewien, że także nie uważają się za niezwykłych – dodaje.

Zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej www.DamianDrobyk.pl oraz śledzenia wypraw naszego bohatera na profilu FB/DamianNaWyprawie

Komentarz autorki:
Nasz bohater przekonuje, że pasja może wnieść w życie prawdziwą radość i służyć też innym. - Każdy powinien odkryć w sobie pasję, pielęgnować ją i cieszyć się nią – mówi. - Życie bez pasji, hobby, jest smutne, a im więcej w nas radości i uśmiechu, tym lepiej dla wszystkich dookoła – mówi jeleniogórzanin. To kolejny przepis na bycie szczęśliwym i dawanie szczęścia innym. Taka mała, zwykła – niezwykła rzecz…
Angelika Grzywacz-Dudek

Ogłoszenia

Czytaj również

Wypadek przy baniakach  

Dla kobiet w Czekoladziarni

Studium na początek

Spodziewany silny wiatr

W Filharmonii dla Niepodległej

Mają w nosie pieszych

O rozpadających się górach

Koniec remontu drogi w Zachełmiu

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
984
Tak
65%
Nie
28%
Nie wiem
7%