MenuZamknijRaport
Koronawirus

WIADOMOŚCI

SPORT

Poniedziałek, 13 lipca
im. Małgorzaty, Henryka

Chce ocalić historię od zapomnienia

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 3 lipca 2016, 8:14
Aktualizacja: Poniedziałek, 4 lipca 2016, 14:22
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Prywatne archiwum/ Angelika Grzywacz– Dudek
Kazimierz Klimkiewicz to jeleniogórzanin, który całe swoje życie poświęcił propagowaniu historii o Katyniu i Wołyniu. Obecnie ma 81 lat. Piętnaście lat temu na cmentarzy przy ul. Jagiellońskiej w Cieplicach umieścił tablicę, upamiętniającą zbrodnię katyńską i wołyńską, a w czerwcu tego roku ją odnowił. – W życiu najważniejsza jest prawda, a tą prawdą historyczną chcę ocalić od zapomnienia tych, którzy zginęli – mówi jeleniogórzanin zgłoszony do grona „Zwykłych – niezwykłych Jelonki.com”.

Do Jeleniej Góry, a konkretnie Cieplic, Kazimierz Klimkiewicz przyjechał ze swoją rodziną (mamą Wandą, ojcem Bronisławem, siostrami Anną, Henryką i Stanisławą) w lipcu 1947 roku. Tu skończył szkołę podstawową, a następnie szkołę zawodową przy Fampie o kierunku tokarz i Technikum Mechaniczno-Papiernicze. 23 miesiące służył w wojsku w Kożuchowie. – 19 lat pracowałem w Fampie w dziale przygotowania produkcji, od 16 września 1971 roku do 1994 roku przepracowałem w firmie Stomil Podgórzyn w dziale zaopatrzenie – wspomina jeleniogórzanin.

W 1960 roku pan Kazimierz poznał swoją żonę Eulalię. – Kopałem piłkę na boisku, a ona tam przychodziła popatrzeć jak gramy. Od razu mi się spodobała, miała piękną twarz. Chodziłem tak za nią dwa lata, aż w końcu została moją żoną – wspomina pan Kazimierz.

Zanim jednak pan Kazimierz trafił do Jeleniej Góry i ułoży tu sobie życie, uciekał z rodzicami i rodzeństwem z kolonii Wandówka, powiat Włodzimierz Wołyński. - Urodziłem się w Wandówce 6 lutego 1935 roku, a 11 lipca 1944 roku uciekliśmy z rodziną spod ukraińskich noży – opowiada pan Kazimierz. – Trafiliśmy do obozu w Raisdorfie koło Kiel. W tym obozie byli nie tylko Polscy, ale i Francuzi, Belgowie, Albańczycy, Rosjanie, Łotysze i Ukraińcy. Po kapitulacji Polaków, przeniesiono mnie do szkoły w Kiel, następnie stamtąd trafiliśmy do Meierwik. Rodzina mojego ojca trafiła na Sybir za posiadanie broni, bo byli w niej gajowi. Po wojnie ojciec odnalazł swoją pozostałą rodzinę, która z Sybiru wróciła do Polski. Jego siostra Leokadia zaprosiła go do siebie. Tak trafiliśmy do Cieplic. Dlatego tak ważna jest dla mnie prawda historyczna. Przecież w 1943 roku podczas rzezi na Wołyniu zginęło około 50-60 tysięcy Polaków. Nam się udało, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Dlatego postanowiłem krzewić prawdę o tym, co się działo. 15 lat temu na cmentarzu przy ul. Jagiellońskiej w Cieplicach własnoręcznie wykonałem tablicę upamiętniającą zbrodnię katyńską i wołyńską (najpierw wykonując szablon z tektury), a w tym roku ją odnowiłem. Taki napis wykonałem po raz pierwszy w 1984 roku, ale następnego dnia już tego nie było – mówi jeleniogórzanin.

Pan Kazimierz podkreśla, że dopóki będzie żył, będzie przypominał o tym co się stało. – Chcę by młode pokolenia pamiętały, by nie zapomniały o tych strasznych wydarzeniach. To moja życiowa misja, mój obowiązek. 7 lipca br. pod parlamentem będzie pikieta, by rząd uchwalił, że rzeź z 11 lipca 1943 roku na Wołyniu była ludobójstwem. Ja niestety nie dam rady już pojechać ze względu na zdrowie, ale będę akcentował tą sprawę na miejscu. Jak napisał kiedyś Adam Mickiewicz: "jeśli zapomnimy o tym co się stało, to niech Bóg o nas zapomni", stąd właśnie ta tablica w Cieplicach, bo jakże niewielu teraz chce pamiętać o tej trudnej historii - dodaje K. Klimkiewicz.

Ogłoszenia

Czytaj również

Łagodny wyrok za zakatowanie kota

Przetarg na Szklarską Porebę Średnią

Promesy dla strażaków  

Podgórna zarośnięta

Spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą

Informacja wojewody ws. koronawirusa (aktualizacja)

Bobry na Zabobrzu

Prezydent na Polanie Jakuszyckiej

Sonda

Powstała miejska plaża nad Bobrem, czy to dobre miejce, także na rodzinny, relaks?

Oddanych
głosów
514
Tak
46%
Nie
40%
Nie wiem
14%