MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Burzliwe dzieje jednego portretu

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 12 września 2016, 7:20
Aktualizacja: 23:56
Autor: Stanisław Firszt/Angelika Grzywacz–Dudek
Fot. Archiwum S. Firszta
Jak wiadomo, najcenniejszym skarbem Kotliny Jeleniogórskiej były wspaniałe zbiory Biblioteki Majorackiej Schaffgotschów w Cieplicach. Oprócz księgozbioru znajdowały się tam również dzieła sztuki, broń i cenne dokumenty. Oprócz tego w Długim Domu przechowywano i eksponowano bogate zbiory przyrodnicze i etnograficzne.

W pałacu (na wyposażeniu) znajdowały się zabytkowe meble, dzieła sztuki i przedmioty użytkowe, jak również kolekcje m.in. numizmatyczne. W pałacu w Sobieszowie umieszczono natomiast ogromne archiwum dominialne. - Wszystko to przetrwało szczęśliwie do maja 1945 roku, kiedy to na Dolny Śląsk wkroczyła zwycięska Armia Radziecka, w czego następstwie Stalin „wspaniałomyślnie” (za odebrane nam ziemie wschodnie) podarował tworzonej przez siebie Polsce Ludowej, ziemie zachodnie i północne. Tak więc dzięki Sowietom po paru stuleciach Polacy wrócili na Śląsk – mówi Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Zastane tu dobra i często bezcenne dzieła sztuki tak Sowieci, jak i znaczna część Polaków, którzy się tu znaleźli, potraktowali jako zdobycze wojenne, bezwartościowe szwabskie druki i wyroby. Wiele zabytkowych i cennych przedmiotów zostało wówczas zniszczonych bezpowrotnie. Te, które przypadły do gustu zdobywcom i ich wasalom, trafiły w prywatne ręce, a wiele znalazło się w rękach „operatywnych” polskich „przedsiębiorców”, którzy natychmiast lub w okresie późniejszym wywozili je stąd, spieniężali tak w centralnej Polsce, jak na zachodzie Europy. Te prawie niczym nie ograniczone działania miały miejsce w pierwszych latach powojennych.

- Dotyczyło to także bogatych zbiorów Schaffgotschów w Cieplicach. Pałac zajęli najpierw Rosjanie, a później harcerze, zuchowie i pionierzy. To właśnie im zawdzięczać należy dewastację tego obiektu i ogołocenie go z cennych przedmiotów, np. kiedy harcerze opuszczali pałac kierownictwo wyprzedało byłym pracownikom, w tym instruktorom harcerstwa, zabytkowe meble i wyposażenie, za przysłowiową złotówkę. Dlatego przypuszczać należy, że wiele przedmiotów z pałacu Schaffgotschów, może do dzisiaj znajdować się w mieszkaniach prywatnych na terenie Cieplic – opowiada dyrektor.

Zbiory Biblioteki Majorackiej i kolekcje w Długim Domu były początkowo w gestii Uzdrowiska, a po ich upaństwowieniu w 1950 roku stały się własnością państwa, które zdecydowało, że są za cenne, aby znajdowały się w małym miasteczku jakim były wtedy Cieplice Śląskie Zdrój.

- Praktycznie w Cieplicach nie było zawodowych muzealników, dlatego do zbiorów tak historycznych, jak i przyrodniczych, podchodzono jak do zwykłych przedmiotów. Obiekty pozbawione właściwej opieki, zaczęły stopniowo niszczeć, a „mało przydatne” według ich przypadkowych opiekunów, były traktowane „po macoszemu” i odstawiane na bok. Niszczejące trafiały też w ręce prywatne. Działo się to w latach 1945 – 1950. W końcu najcenniejsze kolekcje z księgozbioru, decyzjami władz w Warszawie, zostały wywiezione z Cieplic w latach 1951-1953 ( a pojedyncze muzealia i później). Jednym z takich obiektów, który w latach świetności zdobił ściany pałacowe, a później biblioteczne, był portret hrabiego Johanna Antona Schaffgotscha powstały w 1 roku XVIII wieku. Tego samego, który w imieniu cesarza Habsburga budował Uniwersytet Wrocławski, a jego popiersie obok popiersia cesarza zdobi do dzisiaj Aulę Leopoldina – kontynuuje Stanisław Firszt.

O portretach Schaffgotschów pisał m.in. Wincenty Pol, który odwiedził Cieplice w 1847 roku i zapoznawał się ze zbiorami Biblioteki Majorackiej. Pisał o tym tak: „Jedna część historycznych portretów Schaffgotschów i Piastów ozdabia ścianę biblioteki, druga znajduje się w ordynackim pałacu w Warmbrunnie (Cieplicach) i dla studiów archeologicznych (historycznych) tego rodzaju są to może jedyne źródła na Śląsku. Piastowie i małżonki ich są prawie w naturalnej wielkości, lecz malowidło jest kopią jak się zdaje równoczesnych obrazów, pełne wyrazu, przypominające nasze historyczne portrety po starych domach”.

Ze zrozumiałych względów Wincentego Pola interesowały przede wszystkim portrety Piastów, których musiało być sporo, skoro umieszczono je aż w dwóch budynkach. Tak naprawdę nie wiadomo, ile ich było. Dotyczy to także portretów rodu Schaffgotschów. Nie wiemy gdzie były eksponowane w 1945 roku. Z pewnością było ich więcej, bo od czasów Wincentego Pola doszły następne pokolenia portretowanych hrabiów i hrabianek. Wśród nich znajdował się portret hrabiego Johanna Antona Schaffgotscha w peruce i zbroi. Można przypuszczać, że hrabia w chwili tworzenia płótna miał ponad dwadzieścia lat. Johann Anton urodził się w 1675 roku, zatem portret mógł być namalowany w końcu XVII lub raczej na początku XVIII wieku. W ciągu następnych lat powstał cały szereg jego przedstawień, ale to jest jedno z najładniejszych.

- Obraz ten podzielił losy pozostałych płócien, które tworzyły galerię rodu Piastów i rodu Schaffgotschów (oba rody skoligacone przez ślub hrabiego Hansa Ulryka Schaffgotscha z księżniczką Barbarą Agnieszką w 1620 roku). Galeria ta uległa rozproszeniu prawdopodobnie w 1945 roku. Część płócien trafiło w ręce prywatne i niejednokrotnie była przechowywana w fatalnych warunkach przez następne lata. Posiadacze tych portretów nie zdawali sobie sprawy z tego, kogo one przedstawiają, i że stanowiły one część wielkiej całości - mówi dyrektor.

Opisywany portret Johanna Antona Schaffgotscha, w latach 70. XX wieku, trafił w opłakanym stanie do jednego z wrocławskich antykwariatów. Tam wypatrzył go niestrudzony tropiciel piastowskich śladów na Śląsku, twórca i wieloletni dyrektor Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu, jeden z najwspanialszych muzealników polskich, Paweł Kozerski. To on go zakupił, a następnie przekazał do tworzonego Muzeum Miejskiego Wrocławia. Tam płótno zostało odrestaurowane i w końcu trafiło do Auli Leopoldina, gdzie do dzisiaj się znajduje.

- Informacje powyższe zostały pozyskane dzięki kwerendzie, którą od 2012 roku prowadzi Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze, w poszukiwaniu rozproszonych zbiorów Biblioteki Majorackiej Schaffgotschów w Cieplicach. Dzięki staraniom Dyrektora Miejskiego Muzeum Wrocławia, dra Macieja Łagiewskiego, który przekazał do Muzeum Przyrodniczego fotografię wyżej wymienionego obrazu, możemy zobaczyć jeden z portretów, który prawdopodobnie wchodzi w skład całej galerii, prezentowanej do 1945 roku, w Cieplicach. Trzeba mieć nadzieję, że nie wszystkie portrety, które oglądał Wincenty Pol zostały zniszczone. Niewykluczone, że znajdują się w muzeach i zbiorach prywatnych do dzisiaj - podsumowuje Stanisław Firszt.

Ogłoszenia

Czytaj również

Studium na początek

Wszyscy dbajmy o nasze otoczenie

Jeleniogórski port lotniczy z junkersem

Komentarze (6) Dodaj komentarz

~II sort 12-09-2016 13:37
Do dewastacji pałacu przyczynił się w nie małym stopniu były artysta z Warszawy, miłośnik rubensowskich kształtów u kobiet...
~xx 12-09-2016 14:56
To prawda że Polacy przyczynili się w latach 1945-90 do dewastacji zabytków po poprzednikach,nie wspominając o sowietach,którzy wywieźli z Dolnego Ślaska poniemiecki majątek o wartości 0,5mld dolarów.Ale nie zapominajmy że do późnych lat 80-tych panowała wśród Polaków spora nienawiść do Niemców za to co zrobiła III Rzesza i trudno się temu dziwić.Panowało wtedy przekonanie że wszystko co szwabskie trzeba zmieść z powierzchni tych ziem na zawsze...i sporo takich zniszczeń się dokonało ale kto nie przeżył tej wojny ten tego nie zrozumie.
~troche prawdy 12-09-2016 14:56
Alianci podzielili Europę.Pokumajmy ,czy na nasza korzyść/.Otóż przeklinamy 17 września za najazd Rosjan ,-a Litwini chwalą ,bo odzyskali Wilno.Walczyliśmy o Sejny swego czasu i do dziś Litwini nas nienawidżą Znam to z autopsji.Do lat 60 tych nie sadzono u nas drzew owocowych ,bo i po co jak Niemcy przyjdą.Zniszczono dobra kulturalne ale my poszliśmy ich sladem i rozebraliśmy odzyskane ziemie na cegły aby ,odbudować Stolice ,po to aby można było w niej nakraść.Ot taka paranoja historyczna dla żadnych sensacji.
~zxzxzx 12-09-2016 20:22
Jest taka legenda, że jakiś czas temu na florze można było kupić jajko carskie (jajko wykonane ze złota i diamentów i innych drogocennych kamieni) jedno takie jajko jest warte 10 mln pln. Na sprzedaż wystawił je gościu, który znalazł je w jednej z kryjówek poniemieckich.
~s. 14-09-2016 7:05
Z takich rzeczy brały się majątki partyjnych kacyków.
~dodatek 20-09-2016 0:27
Zbiory z biblioteki Schaffgotschów ocalone z narażeniem życia przez Polaków tuż przed wywozem w 1945 roku w ilości 4,3 km akt zostały potajemnie "oddane" do Berlina z archiwum Biblioteki Ossolińskich we Wrocławiu.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Radni KO przeciw kupcom?

Harcersko i patriotycznie

Wspomnienie o Miloslavie Bartošu

Świętują Niepodległość

Wypadek przy baniakach  

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
784
Tak
64%
Nie
29%
Nie wiem
7%