MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Bez preparatorów nie byłoby zbiorów

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 10 sierpnia 2015, 7:30
Aktualizacja: Wtorek, 11 sierpnia 2015, 7:47
Autor: Karolina Matusewicz
Tomasz Sokołowski
Fot. Muzeum Przyrodnicze
Z cennymi cieplickimi preparatami zwierząt i roślin przez dziesiątki lat, po 1945 roku, los nie obchodził się łaskawie, dlatego wielu cennych okazów, gromadzonych przez stulecia przez rodzinę Schaffgotschów już nie ma. Te, które przetrwały, są dowodem wielkiego kunsztu pracy ówczesnych preparatorów.

W latach 90-tych XX wieku utworzono w jeleniogórskim Muzeum Przyrodniczym małą pracownię konserwatorsko-preparatorską, która od tamtej pory znacznie się rozwinęła, stając się jedną z najnowocześniejszych w Polsce. Dba ona nie tylko o już zgromadzone, ale tworzy także nowe eksponaty.

- Jeszcze przed utworzeniem przez Johanna Antona Schaffgotscha Biblioteki Majorackiej w pałacu w Sobieszowie, w 1716 roku, w zbiorach tego najpotężniejszego rodu w tej części Śląska, znajdowały się także obiekty przyrodnicze, a wśród nich preparaty dermoplastyczne i preparaty tzw. mokre (rośliny i zwierzęta w spirytusie). Mogły one powstać w XVII, a z całą pewnością w XVIII wieku. Wchodziły w zasób Biblioteki tworząc tzw. gabinety osobliwości, będąc rarytasami podnoszącymi walory i wartość naukową księgozbioru – opowiada Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Obiekty przyrodnicze świadczyły o wielkich i szerokich zainteresowaniach ich właścicieli. Do dzisiaj w zbiorach Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze znajdują się eksponaty, które pochodzą z tych najdawniejszych kolekcji. Można do nich zaliczyć: węża boa, krokodyla, ząb – róg narwala, płaszczkę ukształtowaną na podobieństwo najstarszego wizerunku Ducha Gór – Rübezahla i okazałego jesiotra. W skład tego zbioru wchodziła też duża liczba preparatów dermoplastycznych ptaków. Nie wiadomo, kto je wykonywał ale sam fakt, że przetrwały do naszych czasów dobitnie świadczy o umiejętnościach ówczesnych preparatorów.

- Bibliotekę wraz ze zbiorami, w tym przyrodniczymi, w 1833 roku przeniesiono do budynku poklasztornego prepozytury cieplickiej klasztoru w Krzeszowie, po jego opuszczeniu do 1812 roku przez cystersów. Bibliotekę otwarto w 1834 roku. Po pożarze i niezbędnych remontach, zbiory przyrodnicze przeniesiono do tzw. Białego Domu w 1842 roku. Jak pisała w 1914 roku Agnes Siebelt: „Obszerna kolekcja ornitologiczna znalazła swoje miejsce w oddzielnym budynku w sąsiedztwie biblioteki, stanowiąc jej integralną część” i dalej, że zbiory przyrodnicze „zostały wyeksponowane w sposób fachowy i przejrzysty”. Aby tego dokonać niezbędni byli fachowcy. Niestety nie wiemy, kto zajmował się konserwowaniem obiektów i urządzeniem ekspozycji. Ozdobą zbioru w tym czasie stał się orzeł przedni, złowiony w 1873 roku, w okolicach Szklarskiej Poręby - opowiada dyrektor.

W 1876 roku, hrabia Ludwig Gotard Schaffgotsch zakupił od cieplickiego przyrodnika dr. E. Luchsa dużą kolekcję preparatów ptaków. Prawdopodobnie jej właściciel był preparatorem i sam wykonał część eksponatów. Świadczyć o tym może fakt, że praktykował u niego młody wówczas Georg Martini (1860-1931), który w 1880 roku został zatrudniony przez Schaffgotscha jako kustosz zbiorów przyrodniczych. Jego ponad pięćdziesięcioletnia praca także jako preparatora i konserwatora przyczyniła się do znacznej rozbudowy zbiorów, rozsławiając je poza granice Śląska.

- Kiedy od 1885 roku Rzesza Niemiecka stała się państwem kolonialnym (Niemiecka Afryka Wschodnia, Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia, Togo, Kamerun, Nowa Gwinea, Archipelag Bismarcka, Samoa), otworzyły się możliwości pozyskiwania roślin i zwierząt egzotycznych. Kolekcja Schaffgotschów stale rosła, m.in. przez zamówienia w wyspecjalizowanych firmach np.: z Hamburga. Z czasem zgromadzono w Cieplicach: większość gatunków kolibrów i papug, a prawdziwymi rarytasami były bardzo wówczas rzadkie, a dzisiaj już wymarłe gołębie pióropuszniki z Nowej Gwinei, kwesal z Ekawadoru czy papugi Nestory z Nowej Zelandii. Odławiano też ptaki na Śląsku (co dzisiaj jest nie do pomyślenia ale takie były czasy). W ten sposób zgromadzono większość gatunków tu występujących – mówi S. Firszt.

Rozrastającą się ciągle kolekcję przeniesiono do Długiego Domu, gdzie w 1920 roku urządzono Muzeum. Prawdopodobnie znajdowała się w nim jakaś pracownia preparatorsko-konserwatorska, w której pracował Georg Martini i przyuczał do zawodu swojego syna Kurta Martiniego (1891-1969). On to po śmierci ojca przez trzydzieści lat zajmował się zbiorami Schaffgotschów będąc kustoszem muzeum, preparatorem i konserwatorem jednocześnie. Muzeum zajmowało w Długim Domu osiem sal wystawowych. Na wystawach i w magazynach przeważały obiekty związane z ornitologią. Były to: prawie 5.000 preparatów ptaków, ponad 7.500 jaj i ponad 1.000 gniazd. Cieplicka placówka zaliczana była do najważniejszych ośrodków naukowych w zakresie zoologii na Śląsku po Uniwersytecie Wrocławskim i znajdującym się również we Wrocławiu ogrodzie zoologicznym.

Tragiczny w skutkach dla zbiorów cieplickich Schaffgotschów był rok 1945. Gromadzone przez co najmniej 200-300 lat zbiory przyrodnicze, będące pod opieką właścicieli i zatrudnionych przez nich specjalistów dostały się w ręce osób mało kompetentnych a decydujących o ich losach. Ciosem dla każdej kolekcji jest zawsze utrata opiekuna, jej rozproszenie, niewłaściwe traktowanie poszczególnych obiektów, a często całkowite ich zniszczenie. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że Kurt Martini, nawet po wojnie nadal opiekował się zbiorami przyrodniczymi. Został zatrudniony w Muzeum od 17 lipca 1945 roku. Co prawda, do 1948 roku polskie władze zdołały już wywieść z Cieplic znaczne ilości obiektów, w tym przyrodniczych, ale zbiory i Biblioteka jeszcze trwały. Część zbiorów, jako pomoce dydaktyczne, przekazano już wtedy szkołom (tak traktowano eksponaty) – opowiada dyrektor Muzeum Przyrodniczego.

W 1949 roku, władze polskie zdecydowały, że aby zasilić odbudowujące się placówki w Polsce, z Cieplic zostaną zabrane: Biblioteka Majoracka, zbiory historyczne i duża część zbiorów przyrodniczych. Z pozostałych zbiorów, szczególnie obiektów ornitologicznych, chciano utworzyć Muzeum Sudeckiej Flory i Fauny, pod dyrekcją prof. J. Domaniowskiego. Po upaństwowieniu muzeów, od 1 stycznia 1950 roku, utworzono jednak Państwowe Muzeum w Cieplicach, którego kierownikiem od 10 maja 1946 roku została Maria Langdo. Kurt Martini wyjechał do Niemiec. W ten sposób z resztek bogatych zbiorów, w tym przyrodniczych, m.in. ok. 4163 preparatów ptaków, utworzono palcówkę bez opieki merytorycznej i konserwatorskiej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Od 1 stycznia 1951 roku cieplickie Muzeum podporządkowano Muzeum Śląskiemu we Wrocławiu. Ono to zdecydowało, żeby ponownie zasilić szkoły w pomoce dydaktyczne. Oddano więc w ręce nauczycieli i dzieci spore ilości preparatów dermoplastycznych ptaków i ssaków, preparaty mokre, szkielety, kolekcje motyli, zielniki itd.

W kwietniu 1951 roku, rozważano czy aby nie oddać część zbiorów do Muzeum Zoologicznego w Warszawie. W grudniu tegoż roku, prof. Kazimierz Sembrat, kierownik Instytutu Zoologii i Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego zdecydował, że trafią one do Wrocławia i Warszawy, szczególnie okazy egzotyczne, bowiem: „ Muzeum w Cieplicach ma pozostać o charakterze regionalnym i obrazować tutejszą faunę…”, czego właśnie dokonano w 1952 roku.

W 1953 roku przeprowadzono remont Długiego Domu. Muzeum Śląskie w 1954 roku opracowało scenariusze wystaw (autorem był K. Łukasiewicz, dyrektor ZOO we Wrocławiu). Do budowy ekspozycji miano już bardzo uszczuplone zasoby, np. pozostało już tylko 1954 preparaty ptaków (ubyło 2.209), 1317 jaj (ubyło 6.200), 85 ssaków (ubyło ponad 100) i 111 preparatów mokrych (ubyło kilkaset). Na bazie tej utworzono w 1954 roku, Muzeum Przyrodnicze w Cieplicach. Na wniosek Muzeum w Jaworze, w 1956 roku, przekazano tam kolejne preparaty ptaków (382 egzemplarze). W Cieplicach pozostało więc 1572 obiektów tego typu, z czego 590 umieszczono na stałych ekspozycjach. W 1957 roku kilkadziesiąt preparatów ptaków, decyzją Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, przekazano do Młodzieżowego Domu Kultury im. Hanki Sawickiej w Jeleniej Górze – mówi S. Firszt.

Stan techniczny Muzeum był fatalny i brakowało pracowników. Eksponaty przechowywano w fatalnych warunkach i nie było osób, które posiadałyby kwalifikacje i umiejętności aby się nimi zajmować. W 1959 roku przeprowadzono remont Muzeum i właśnie w tym roku, ręce po obiekty z kolekcji cieplickiej (szczególnie część zbiorów ornitologicznych), wyciągnął powstający właśnie Karkonoski Park Narodowy. W końcu oddano tam 80 preparatów (w większości ptaków regionu). Uszczknąć część zbiorów chciało też Muzeum Śląska Opolskiego.

Pretekstem do przejęcia kolejnych zbiorów z Cieplic zawsze był zły stan ich przechowywania i brak fachowej opieki nad nimi. Toteż we wrześniu 1960 roku, do Wielkopolskiego Parku Narodowego, oddelegowano z Muzeum w Cieplicach, Stefana Mirosława na kurs preparatorski w zakresie konserwowania zbiorów przyrodniczych. Kurs był krótki i niewiele dał, a sam przeszkolony nie pałał miłością do tej pracy. Doprowadziło to do konfliktów z kierownikiem placówki. W 1962 roku, cieplicki konserwator zbiorów przyrodniczych zmarł i zbiory znowu pozostały bez fachowej opieki konserwatorskiej. W 1963 roku zaczęto realizować projekt przeniesienia Muzeum do Pawilonu Norweskiego. Zaczęto przenosić zbiory do nowej siedziby od 1965 roku, przy tej okazji Karkonoski Park Narodowy przejął 60 preparatów drobnych ssaków i 15 preparatów mokrych – mówi dyrektor.

Kiedy przeprowadzono inwentaryzację zbiorów stwierdzono, że w czasie przeprowadzki część zbiorów „wyparowała”, w drodze ze starej do nowej siedziby. Preparaty przenosiła młodzież szkolna, która „umiejętnie” je traktowała. Do dzisiaj niektóre, dorosłe już osoby biorące udział w tej „zabawie” z radością i uśmiechem wspominają jak cenne obiekty muzealne trafiały do prywatnych rąk lub po prostu „w krzaki”, w Parku Zdrojowym. Krajobraz po bitwie wyglądał następująco: pozostało 1.231 preparatów ptaków (ubyło 341 sztuk), 1246 jaj (ubyło 71 sztuk) i 108 preparatów mokrych (ubyło 3). Spora część zbiorów, szczególnie obiektów ornitologicznych trafiła na przygotowaną wystawę stałą w Pawilonie Norweskim, opracowaną przez Jerzego Świecimskiego i Zygmunta Bocheńskiego. Na ekspozycji zatytułowanej „Świat ptaków” (później przemianowanej na „Barwny świat ptaków”) znalazło się ponad 500 obiektów.

Muzeum otwarto 3 maja 1967 roku. Placówka nadal nie posiadała specjalistów do konserwowania zbiorów przyrodniczych. Właściwie jedynym pracownikiem merytorycznym był kierownik Muzeum. W nocy z 20 na 21 maja 1981 roku cieplickie zbiory otrzymały kolejny cios. Przepływająca obok Pawilonu Norweskiego rzeka Wrzosówka wystąpiła z brzegów i zalała magazyny znajdujące się w przyziemiu, gdzie na podłodze zgromadzone były, m.in. preparaty dermoplastyczne ptaków. Po zejściu wody magazyn wyglądał tragicznie. Bardzo długo nie zabierano się do jego uprzątnięcia, a kiedy w końcu to nastąpiło ogromną ilość preparatów można było po prostu wyrzucić na śmietnik (z pięknych ptaków pozostawiono tylko szklane oczy) – opowiada dyrektor.

- Stan zbiorów ciągle się pogarszał. W 1988 roku do pracy w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze, zatrudniono Reginę Traczyk-Podsadowską (zoologa), która w 1991 roku odbyła przeszkolenie w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu w zakresie preparowania, w dziale przyrody, kierowanym przez Andrzeja Imiołczyka. Jednocześnie w Muzeum zorganizowano pierwszą niewielką pracownię konserwatorsko-preparatorską.
20 lipca 1997 roku, podczas powodzi, rzeka Wrzosówka zalała muzealne magazyny do wysokości 50 cm. Tym razem większość zgromadzonych tam zbiorów zdołano uratować, niestety część uległa zniszczeniu. W 1998 roku, wyremontowano i dobrze wyposażono małą pracownię, która oprócz prac konserwatorskich wykonała kilka nowych preparatów – opowiada S. Firszt.

Pierwsza powódź, w 1981 roku bardzo uszczupliła zbiory Muzeum. Pozostało m.in. 1070 preparatów ptaków (ubyło 261 sztuk), 1000 jaj (ubyło 246 sztuk). A po drugiej powodzi, z 1997 roku, m.in. zostało 976 preparatów ptaków (ubyło 94) i tylko 17 preparatów mokrych. W 2007 roku z Muzeum odeszła Regina Podsadowska a na etat preparatora został przyjęty Tomasz Sokołowski. W tymże też roku pracownia konserwatorsko - preparatorska ruszyła „pełną parą”. Wykonano 16 preparatów dermoplastycznych i przeprowadzono renowację 73 okazów. W latach 2010-2013 w Muzeum powstały nowe preparaty dermoplastyczne: kangura, tygrysa, jelenia, foki, byka, lisa itp.

Sytuacja Muzeum i jego zbiorów, w tym przyrodniczych diametralnie zmieniła się w 2013 roku, kiedy placówka przeniosła się do nowej siedziby w Zespole Pocysterskim. Powstała tam duża, dobrze wyposażona pracownia, dająca możliwość tak wykonywania nowych, jak i naprawy dawnych eksponatów oraz większa przestrzeń wystawiennicza pozwalająca budować duże i nowoczesne ekspozycje, przeważnie w typie dioram. Powstają coraz liczniejsze i większe preparaty dermoplastyczne np. słonia indyjskiego. Powstaną niebawem następne, tj. manata karaibskiego. W 2014 roku do pracy w Muzeum zatrudniono drugiego preparatora-konserwatora, Dorotę Ksiądzynę. Zwiększa to możliwości jednej z najnowocześniejszych pracowni tego typu, w muzeach przyrodniczych w Polsce – mówi S. Firszt.

W chwili obecnej w Muzeum trwa budowa wystaw stałych. Od 2014 roku są one oddawane sukcesywnie do zwiedzania a całkowite zakończenie ich budowy przewiduje się w latach 2017-2018. Do realizacji tego typu prac potrzebny jest czas i niemałe pieniądze. Mając odpowiednie zaplecze i wykwalifikowaną kadrę, placówka cieplicka ma szansę stać się jedną z najlepszych w Polsce. Po latach rozpraszania i niszczenia zbiorów, stagnacji, zniszczeń spowodowanych przez kataklizmy, zbiory przyrodnicze Muzeum, jako ostatni element bogatych zbiorów Schaffgotschów, wracają tak, jak sama instytucja, na właściwe ich miejsce – podsumowuje dyrektor Muzeum Przyrodniczego.

Ogłoszenia

Czytaj również

Złoty Krokus dla...

Rocznica śmierci Schwenckfeldta

Wybory: Zwycięstwo PiS

Komentarze (4) Dodaj komentarz

~.../ 10-08-2015 13:21
Wszystko pięknie ale najpierw trzeba budować ujęcia wody bo ten w Sosnówce to kropla w ....uregulować rzeki ,a pózniej dopiero muzea jak nas nie będzie to na cholerę sztuczne zwierzaczki.
~luć 10-08-2015 15:06
Jeśli w Polsce brakuje tylko zbiorników wodnych i regulacji rzek to jest bardzo dobrze.Nam brakuje wszystkiego ! Wszystko jest potrzebne ! A właściwie to po cholerę my jesteśmy ? Czy nie lepiej było na Ziemi kiedy nie było ludzi ? Wszystko spieprzyliśmy i za to zapłacimy.
~s. 10-08-2015 17:13
Wielkie aj waj. W rękach komunistów zaginął złoty FON, kolekcja złotych monet z biblioteki i dziesiątki innych a oni załamują ręce nad kilkoma zdechłymi truchłami.
rymcycymcy 11-08-2015 1:13
Zamiast budowania rzek i muzeów należy w końcu ustalić, o której mają spadać te personidy ! ...bo nie chcę siedzieć na szybowcówce pół nocy bez efektu gapiąc się w przestrzeń ! :)

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Jelenia Góra na tle dolnośląskich miast

Cieplice w czasach hr. L. Schaffgotscha

Cieplicki wirydarz

"Füllnerwerke" to światowa marka

Spór o edukację seksualną

Sonda

Dla piratów drogowych, jak w Estonii, zamiast mandatu godzinny postój. To dobry pomysł?

Oddanych
głosów
290
Tak
56%
Nie
37%
Nie wiem
8%