MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Belferskie ksywki, czyli "Żerom" wczoraj

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 29 stycznia 2007, 0:00
Aktualizacja: Poniedziałek, 29 stycznia 2007, 18:21
Autor: TEJO
Fot. Archiwum ZSO nr 1
– Mówili na nią „gestapo”, bo chodziła w czarnej skórzanej kurteczce, była blondynką i wyłapywała uczniów na drobnych wagarach – wspomina jedną z nauczycielek anonimowy absolwent. – Wyobraźmy sobie, że poziomym drążku wisi np. teściowa... – mawiał tłumacząc zagadnienia z fizyki inny profesor.

Dziś bez ściśle historycznych nawiązań, choć o historii, oczywiście będzie. Tyle że nietypowo. W feryjnym tygodniu „posłuchamy” wspomnień dawnych (starszych i młodszych) absolwentów I Liceum Ogólnokształcącego im. Żeromskiego dotyczących przezwisk i zachowań nauczycieli tej największej szkoły w historii nie tylko powojennej Jeleniej Góry.

<b> Czar przezwiska </b>
Niewielu jest chyba mieszkańców stolicy Karkonoszy, którzy jakoś tam nie otarli się o „Żeroma”. Wielu jest absolwentami tej szkoły, chodził tam ktoś z rodziny, znajomych. W pewnym sensie to szkoła pokoleniowa: uczyli się tam rodzice, kontynuują dzieci i z całą pewnością – już są takie przypadki – wnuki. Spojrzenie na kadrę pedagogiczną po upływie czasu wspomnienia nierzadko wyostrza. A na plan pierwszy idą zabawne powiedzonka i przezwiska, których nauczyciele na pewno nie kochają, choć są pewni, że w uczniowskiej gwarze są właśnie tak, a nie inaczej, nazywani.

Wspomnienie starszego absolwenta (chyba lata 60-te minionego wieku), który zapamiętał nauczycielskie ksywki: – Polskiego uczył mnie „Truskawa” (zwany tak z powodu intensywnie czerwonego nosa – red.) Biologii – „Skrzyp”, rosyjskiego „Krepkina”, później nazywana „Małowatą” (mawiała: – Niekrjepka, niekrjepka, sjadis, dwa – niezbyt, niezbyt, siadaj dwa), matematyki „Jadźka”.
Przysposobienie wojskowe miał „Podskocz”, wuefu nauczał „Czaja” a następnie – „Antoś”, chemii – „Dyra”, fizyki – „Folkier”, geografii – „Kozieł”. A angielskiego uczyła – „Irenka”…

<b> Angielski na cenzurowanym </b>
Chodzi tu o panią Irenę Czerską, jedną z najstarszych stażem anglistek, która jeszcze w latach 80-tych wieku ubiegłego, w schyłkowej epoce realnego socjalizmu, czynnie pracowała w „Żeromie”. Wówczas angielski był na ogólnym cenzurowanym, pierwsze skrzypce grał rosyjski, co zresztą było widać w proporcjach nauczycielek (kilka rusycystek).
A i warto dodać, że I. Czerska doskonale znała rosyjski, którego przez czas jakiś także nauczała. – Pamiętacie? Miała równie dobre udarienije (akcent) jak i stress. Robiła wrażenie, gdy na ruski przychodziła w szkockiej kracie... – to ze wspomnień kolejnego absolwenta.

– P. Czerska była doskonałym pedagogiem. Przejęła nas po roku z Więckowskim (z Armii Maczka czy Andersa) i biedny dziadek nie mógł sobie z nami poradzić. Jak nas p. Czerska przejęła to – cała w szoku całkiem nieźle przerobiła nas na anglistów. Wiele osób wyjechało na stałe za granicę. Jak
odwiedziłem szkołę w latach 80-tych. pani Czerska nic się nie zmieniała! – notuje uczeń chyba z przełomu lat 50 i 60 XX stulecia.

Absolwentka szkoły, już raczej z późniejszych lat (przełom XX i XXI wieku) podaje ciekawe pseudonimy „żeromskiej” kadry.
– Tooddy – od matematyki rzecz jasna i jego powiedzonko „Pamietajcie,
najważniejsze są definicje!”. Ulubiony perkusista - Tadziu K. „O! Katarek masz!!!” (chodzi o Tadeusza Kowalczyka, wymagającego, ale lubianego i cenionego za rzetelność przez wielu uczniów. W chwilach luzu, głównie na studniówkach, pan Tadeusz sadowił się za perkusją i w pełni profesjonalnie bębnił na werblach, kotłach i uderzał i talerze oraz inne instrumenty – red).

<b> Historia inaczej </b>
Postacią, która wpisała się w historię szkoły, był nauczyciel historii, profesor G. Budził skrajne emocje: od zachwytu nad czytelnością prowadzenia zajęć po pogardę za poglądy, które większości uczniów, oczywiście jeszcze w latach PRL się nie podobały. – Na lekcji powiedział kiedyś o Chrystusie: „Ich było dwóch, jednego ukrzyżowano, a drugi udawał, że zmartwychwstał" – podaje jeden z uczniów G. Do tego profesor był dość mocno zaangażowany po partyjnej stronie, czego – co wielu traktowało jako plus – nie ukrywał. No i historię interpretował na swój sposób, z czego czasami wynikały dość zabawne sytuacje.

– Opowiadał o Murzynie z UNRA (taka organizacja amerykańska, która po drugiej wojnie światowej przez jakiś czas pomagała zrujnowanym państwom Europy Środkowej), który prowadził jeepa i obiema rękami rozrzucał paczki z żywnością. – A jak on kierował? – padło pytanie z klasy.
– No, nogami, nogi na kierownicy trzymał… – żachnął się profesor. Na pytanie, czym przyciskał pedał gazu, odpowiedź jasna nie padła. Nauczyciel zaczął się plątać, że to chyba był automat, ale w końcu zmienił temat…

G., ze szpakowatą bródką, miał swoje sposoby wołania do odpowiedzi według jakiegoś dziwnego systemu (regularnie co lekcję pytał dwie osoby). Sadowił uczniów wg. kolejności alfabetycznej. A w prowadzeniu zajęć nieco wyprzedził epokę multimedialną. – Wykresy, dane, rysunki i inne materiały wyświetlał za pomocą rzutnika. Można było ten przedmiot zrozumieć – wspominają byli uczniowie.

Profesor odszedł na emeryturę już po przełomie zmian ustrojowych. Podobno wówczas radykalnie zmienił poglądy… Ale czy to plotka, czy rzeczywistość, trudno ocenić.

<b> Męki fizyczne </b>
Różne są wspomnienia byłych uczniów o nauczycielach fizyki, przedmiotu ogólnie znienawidzonego, choć podobno – przydatnego (raczej jednostkom). Najmilsze budzi postać pana Tadeusza O., dość zabawnego pedagoga, którego pamięta się dzięki rozmaitym powidzonkom, często o charakterze dość makabrycznym i dosłownym.

– Byliśmy z fizyki denni. Może poza dwoma, trzema osobami. Raz przyszedł pan O. na zastępstwo. Z litością spojrzał na „humanistów”, napisał na tablicy parę wzorów. Zadał zadanie. Nikt się nie zgłosił. Próbował rozwiązać to z całą klasą… Nie udało się – opowiada absolwent z roku 1986. Komentarz O. był jednoznaczny: – Aby was obesrało! – powiedział dobrodusznie, czym wywołał salwy śmiechu, zamiast pożądanego (przynajmniej teoretycznie) respektu.

O. zresztą miał zwyczaj używać kaprofagicznych i makabrycznych porównań. – Wyobraźmy sobie, że ruchem przyspieszonym leci, na przykład, gówno. Albo: – Wyobraźmy sobie, że na poziomym drążku wisi, na przykład, teściowa. – Aparat był z niego i krzywdy ludziom nie robił.

Podobno nie dało się tego powiedzieć o fizycznym postrachu wszystkich, których nauczał tego przedmiotu, profesorze Ryszardzie S. Z racji niskiego wzrostu i dość pretensjonalnego charakteru, a może nawet i fizycznego podobieństwa facjaty zwano go Napoleonem lub dość poufale – Krwawym Rychem.
– Jak miał dobry humor, potrafił na jednej lekcji spytać połowę klasy i wszystkim postawić ocenę niedostateczną. Jeśli nie miał humoru… łatwo sobie wyobrazić, co było… – wspomina jedna z uczennic słynnego fizyka.

Ze swojej ostrości on sam uczynił wręcz cnotę. Cieszył się, że budził respekt, a na widok jego niskiej postaci ubranej w przyduży garnitur, kroczącej korytarzami „Żeroma” wszyscy wpadali w popłoch.

Wiedział, że uczniowie go nie znoszą.
Absolwent z 1985 roku:
– Mieliśmy z nim zastępstwo. Opowiadał, jak to założył się o coś ze swoją klasą i wygrał. Zakład polegał na tym, że przez miesiąc uczniowie mieli mu fundować butelkę deficytowej pepsi-coli. Ta regularnie pojawiała się na profesorskim biurku przed każdą fizyką. S. otwierał napój z charakterystyczną pianką i sączył go w trakcie zajęć.
Ale któregoś razu, kiedy zdjął kapsel, nie było ani syknięcia, ani pianki… To wydało się S. podejrzane. „Poczęstował” napojem jednego z uczniów, ale ten kategorycznie odmówił. Następny również. Nikt z tej klasy nie chciał tego wypić… Napoleon odkrył spisek: do butelki, wcześniej otwartej, ktoś nalał mieszaninę moczu i pepsi. – I w ten sposób udaremniłem próbę otrucia mnie – podkreślał w opowieści postrach uczących się fizyki.

Przestał pracować w „Żeromie” podobno z dość przykrych powodów i atmosferze skandalu: za jego sprawą jedna z uczennic miała zajść w stan błogosławiony, a do zbliżenia miało dojść w trakcie wycieczki szkolnej. Ile w tym z uczniowskich plotek, ile prawdy – być może odpowiedź jeszcze znajduje się w szkolnych archiwach, o ile po latach nie trafiły na przemiał.

Inną fizyczną osobowością była pani Helena W., żelazna dama I LO, ucząca bodaj od końcówki lat 50-tych ubiegłego wieku niemal do jego końca (jeszcze pracowała w 1998 roku). Niepozorna postać, ale cięta i to bardzo.
– Moim osiągnięciem z fizyki był u tej pani stopień dwa z plusem. To chyba był w ogóle jej ulubiony stopień, choć zdarzały się trzy z trzema minusami. Czwórki i piątki dawała bardzo rzadko – mówi były uczeń „Żeroma”, który fizykę z panią W. miał przez trzy lata.

<b> Panteon dyrektorów </b>
Absolwenci szkoły pamiętają też doskonale jej dyrektorów, którzy rządzili placówką w czasach uczniowskich karier. Oczywiście, jak to w przypadku osób stojących w hierarchii społecznej wyżej, wspomnienia nie zawsze są kolorowe.

– Moja opinia o panu dyrektorze Kurzyńskim uformowała się na podstawie
niejednokrotnego postawieniu na dywaniku za "przestępstwa" natury: chodzenie w zielonej (materiał nakazany) marynarce porysowanej (za moją zgodą) podczas lekcji przez tych, co za mną siedzieli...
Za to, że bez pozwolenia wyszedłem z lekcji rosyjskiego, ponieważ pani się mnie czepiała, że nie siedzę, wystarczająco prosto w ławce. Była w ciąży, więc wolałem wyjść niż wdawać się w dyskusję, co mogłoby ją wyprowadzić z równowagi – opisuje uczeń „Żeroma” z lat 1971 – 1975, kiedy to Adam Kurzyński zajmował potężny dyrektorski gabinet. Karał on także uczniów za: „nie posiadanie tarczy na kurtce oraz za spóźnianie się na pierwszą lekcję”.

Kolejną osobą, która przejęła owo pomieszczenie z dywanikiem, był Adolf Sypko, polonista. Na zdjęciu z okresu dyrektorowania widać, że gabinet nieco przerasta jego użytkownika (jak zresztą każdego). Z niemieckich czasów Szkoły Realnej ostał się potężny piec kaflowy (raczej nieużywany). Reszta wystroju gabinetowego to meble w stylu środkowego Gierka: z długim stołem konferencyjnym, ławą i dwoma przepastnymi fotelami oraz segmentami.
Ten zwalisty i mało estetyczny wystrój towarzyszył kolejnym dyrektorom co najmniej do końca XX wieku i zapewne wiernie służy do dziś.

A. Sypko miał nienaganne maniery i dość specyficzny sposób nauczania przedmiotu. – Mówił bardzo cicho i trudno było czasami usłyszeć, co. Jako nauczyciel był wymagający i nie miał skrupułów, aby uczniów usadzić na drugi rok – opowiada maturzysta z 1984 roku.

Kolejną postacią w dyrektorskim panteonie był fizyk, Jan Cemerys, który rządził od 1981 do 1986 roku. – Dobroduszny człowiek i pocieszny, ale co tu dużo mówić – znał się tylko na fizyce – twierdzą świadkowie jego rządów. Znany był z ksywki „Klucznik” ze względu na potężny plik kluczy do większości tajemnych pomieszczeń ogromnego budynku szkoły.
– Zbliżanie się dyrektora zwiastowane było dzwonieniem kluczy, dlatego wygłupiający się czasem uczniowie mieli sporo czasu, aby się opanować, zanim dojrzy ich sam Klucznik i zaprowadzi na dywanik, co było jego ulubioną czynnością – dodają.

Wysławiał się w sposób prosty: podczas jego przemówień nikt raczej się nie nudził, bo dyrektor szybko kończył.
Jedna z uczennic wypomina C. „występ” podczas jednej z edycji konkursu pod hasłem „Liga szkół”. Podobno nie potrafił wymienić pięciu tytułów książek autorstwa Żeromskiego, patrona szkoły.

Nie zmienia to faktu, że zachowywał się często bardzo „po ludzku”. – Bez oporów zwalniał uczniów z zajęć, kiedy nie godzili się na to wychowawcy, a ktoś, na przykład, źle się poczuł. Może był trochę naiwny – twierdzą byli absolwenci.

Era fizyków dyrektorów trwała dalej pod rządami Edwarda Dziubka, którego pieszczotliwie nazywano „Krecikiem”. W gabinecie dyrektorskim spędził czas w latach 1987 – 2002 i wpisał się chyba jako najdłużej sprawujący władzę szef I LO.
Choć był fizykiem, znany był z zamiłowania do bardzo długich przemówień przesyconych cytatami z literatury pięknej, rozmaitymi figurami retorycznymi, wypowiadanymi ze znawstwem, ciepłym głosem, przypominającym nieco timbre księdza, który mówi bardzo ważną homilię podczas mszy.
Dla dyrektora wystarczyły szkolne apele.

<b> Postrachy damskie </b>
Jedną z nauczycielek biologii nazywano dość niesympatycznie „gestapo”. – Blondynka, a do tego zakładała czarne skórzane kurtki i polowała na uczniów, którym niekoniecznie chciało się iść na lekcję i urządzali sobie w szkole małe wagary – wyjaśnia przezwisko były uczeń szkoły.

Jako szkolny postrach, zwłaszcza dla dziewcząt, tym bardziej dla tych, które niezbyt lubiły geografię, jest określana Barbara I., zwana z męska „Iwanem”.
– Ale bali się jej wszyscy, choć przedmiot może rangi nie najwyższej. Czasami spóźniała się na lekcję, a uczniowie czekali przed salą. Scenki niczym z horroru. W miarę zbliżania się stukotu butów Iwana, który kroczył akustycznymi korytarzami budynku szkoły i słychać to było z daleka, napięcie rosło, aby osiągnąć apogeum tuż po wejściu do sali i przetrwaniu próby odpytywania. Zresztą już na początku roku przed Iwanem ustawiała się spora kolejka uczniów, którzy zgłaszali ustawowo przysługujące nieprzygotowanie do lekcji. Nie było to posunięciem roztropnym, bo nauczycielka takich osobników, zwłaszcza uczennice, maglowała później w trójnasób – wspomina maturzysta z roku 1986.

Samo jej brzmienie nazwiska może przyprawić o siwe włosy – panikowali uczniowie słysząc o Nelli H., nauczycielce języka rosyjskiego, u której wyrozumiałość dla nielubiących ruszczyzny była cechą ostatnią. – Nie okaj, nie okaj!” – napominała tych, którzy nieakcentowane rosyjskie „o” wymawiali jak „o”, a nie zgodnie z regułą – jako „a”. Jej uczniowie marzyli o trójce na koniec roku i o wakacjach już na samym początku zajęć z rosyjskiego, we wrześniu.

<b> Przeszłości wyrywki </b>
Jeden z byłych uczniów wspomina sąsiedztwo, w jakim przyszło mu mieszkać w Jeleniej Górze na przełomie lat 50 i 60 ubiegłego stulecia:
– Łacinnik i germanista Dyduch, to jeden, a drugi uczył także polskiego, ale jak
się nazywał? Sadaj mieszkał na Matejki, obok mnie, Szefer na Zamenhoffa tuż
obok, tamże Tiotia, Helena Wójcik de domo Hildebach (naprawdę nazywa się Liebersbach – red) na Teatralnej, Chmurzyńscy nieco wyżej na Chełmońskiego... No, prywatnie miałem obstawę, nie ma co.

Polonistka poszła w redaktory (Nowiny Jeleniogórskie). – Pokaturlaj się do tablicy – mawiała do Waldka. Mowa o Marii Sucheckiej, emerytowanej już dziennikarce mediów jeleniogórskich (pracowała jeszcze później w Słowie Polskim), ale jej epizod z „żeromskich” czasów wielu uczniów wspomina.
– Panią Marię Suchecką pamiętam od pierwszej naszej z nią lekcji. Jej pierwsze
zdanie brzmaiało: – Nazywam się Maria Suchecka, zamężna, jedon dziecko, syn.
Potem doszły bliźnięta. Ale to już dawne czasy. Byliśmy wtedy w klasie 8b, rok 1964 chyba. Pani Maria poszła do Nowin, bo i praca ciekawsza i mniejszy chyba stres niż z bandą niedorostków. Podobno jeden z jej uczniów upił się i w okolicach budki z piwem pobił przechodzącego obok, przypadkowego mężczyznę. Pech chciał, że był to mąż naszej Suchci – czytamy.

Inny były uczeń wspomina: – Nie zapomnę, jak cale grono było podniecone, bo szli na pożegnalna popijawe. Suchecka szła do „lepszego świata” (pracę w mediach uznawano wówczas za łatwą, przyjemną i bardzo dobrze płatną, bo poniekąd, zwłaszcza na tak zwanej prowincji taka była). – Ktoś zapytał Krawczyka (matematyk) czy zwolnia nas wcześniej... Krawczyk jest (byl?) profesorem Akademii Ekonomicznej we Wroclawiu. Niestety chlopaki mieli u niego przegwizdane.

Kolejny głos do historii: – Klasa biologiczno-chemiczna. Przezwisk raczej nie było: albo nazwisko albo przedmiot, jakiego uczył nauczyciel – wspomina absolwent z końcówki lat 70-tych ubiegłego wieku. – Pani D. rusycystka, wychowawczyni (wszystkich zapisała do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Miały być za to punkty na studia, ale czasy się zmieniły…
Polonistka pani L. – rewelacja, uczyła myśleć. Matematyczka pani M. – wielkie dzięki dla niej wiele mi pomogła w wyborze studiów. Pani Z. od biologii zwana Zieloną: – oj cieńka była ale śmiesznie było na lekcjach. Chemiczka L., przez czas jakiś zastępczyni dyrektora, ostra, wymagająca o specyficznym poczuciu humoru, a raczej jego braku. Fizyczka pani B., młoda, podobała się facetom. Fizyk pan O. – uczył przez jakiś czas, ale zszokowany był naszym brakiem wiedzy.
Pani K., (zwana też Lodzią – red.) – historia i wiedza o społeczeństwie: miała swoich ulubieńców i im się zawsze udawało… – charakteryzuje krótko swoich profesorów były uczeń.
Z perspektywy czasu wszyscy wydają mu się zabawniejsi, niż wtedy, kiedy chodził do szkoły.

Ale nikt nie przebije oryginała, który w „Żeromie” pracował jako wuefista w latach 50-tych. Nazywał się Rolcewicz i pochodził z Wilna. Do pracy przyjeżdżał rowerem, ubrany w kraciaste pumpy, a do bagażnika miał przymocowaną rakietę tenisową firmy Dunlop.
Jak przypomina świadek wydarzeń ulubionym powiedzeniem pana Rolcewicza było mówione z litewskim zaśpiewem zdanie: „Cwicz kochany miesni brzucha a
wycwiczis se paliucha”.

<i> Post scriptum
Powyższy artykuł oparłem głównie na wypowiedziach absolwentów I Liceum Ogólnokształcącego im. Żeromskiego zawartych na forum internetowym jednego z ogólnopolskich dzienników. W niektórych przypadkach celowo nie podaję pełnego brzmienia nazwisk nauczycieli. Większość z nich już nie pracuje w tej szkole, niektórzy nie żyją, są też tacy, którzy wciąż są zatrudnieni w ZSO nr 1 i niezbyt pochlebnymi ocenami mogliby poczuć się urażeni.
Autor. </i>

Ogłoszenia

Czytaj również

Piechotą przez Stromiec na Okole

Cmentarze żydowskie w Jeleniej Górze

Cieplicki wirydarz

Komentarze (43) Dodaj komentarz

~on 29-01-2007 18:23
czy w żeromie uczył profesor mączka??????
~hehehe 29-01-2007 18:30
A gdzie p.Roman ??? :D
~piecia 29-01-2007 19:29
Bardzo fajny tekst, chociaż jest w nim dużo braków widać,że albo ludzie się boją albo już ich nie interesuje "stara szkółka". Ja chodziłam w latach sławetnego "Adolfika" oj wtedy było wesoło. Mnóstwo przezwisk, olbrzymi remont, który zrobił niezły rozgardiasz w nauce. Co do nauczycieli to nie da się ukryć,że byli podporządkowani "Adolfikowi", a Ci którzy się buntowali i próbowali z uczniami trzymać sztamę, po prostu byli redukowani z kadry nauczycielskiej. Warto byłoby zebrać więcej informacji na temat innych osób z grona pedagogicznego. Pozdrawiam rocznik 1978-1981
~mała 29-01-2007 20:59
a kiedy o II LO wspomnienia tam tez byli fajni nauczyciele
~były 29-01-2007 21:04
A propos Rysia S., fizyka. Ktoś wyciął nieziemski numer - pewnego, pięknego dnia ktoś porozklejał po całej Jelonce nekrologii Rysia. Tuż przed 8.00 zapłakane nauczycielki, niektórzy uczniowie, a Rysio jak gdyby nic wchodzi do szkoły. No i rozczarowanie - jednak Rysio żyje :-)) Ponoć dochodzenie nic nie dało... Był byłym piłkarzem, co wykorzystywał dając zdrowe kopniaki chłopakom przyłapanym na paleniu w toalecie. Mój wychowawca Heliodor R. - wspaniały facet, fakt, że większość czasu bardziej dyskutowaliśmy niż się uczyliśmy (okolice roku '80 i '81), ale warto było. Mawiał, że w szkole powinno się pracować góra 10 lat, bo potem człowiek głupieje. Uczniowie też. Oj, masa wspomnień... Pozdrawiam rocznik 1983 (matura).
~były 29-01-2007 21:05
Oczywiście "nekrologi", przepraszam.
~Maura 29-01-2007 21:11
Podobno na wiosnę ma być 60-lecie Norwida. Norwidziacy czekają na podobny tekst o swojej szkole! Też mamy dużo wielopokoleniowych wspomnień!
~xXx =] 29-01-2007 21:12
A z dzisiejszych lat nie podaje się już nauczycieli. Wielka szkoda, no ale cóż. Pocieszać nas może myśl że za poł wieku będzie artykuł o ciekawych postaciach ^.^
~gregorian 29-01-2007 21:55
Oj wspomina się czasy Żeroma .To były tylko dwa lata - początek lat 80 .I tylko dwa x pierwsza klasa z rozszerzonym j.niemieckim zaliczanym na 5. Niestety a może stety ( dziś nie narzekam na byt) dzięki ww pani Nelli H.(nazwisko oczywiście pamiętam)musiałem opuścić mury Żeroma - język rosyjski w wydaniu pani Nelli to była świętość.Nic innego się nie liczyło . Ja młody dosyć przystojny(wówczas) Ona stara panna -wszyscy się naśmiewali że się we mnie zakochała i chce mnie przytrzymać przy sobie .Dwa lata wytrzymałem -trzeciego bym nie przeżył w "objęciach"pani Nelli. Pani Nellu pozdrawiam i dziś dziękuję że moje losy potoczyły się właśnie tak
~była 29-01-2007 22:15
Niektórzy z nich, to po prostu nędzne kreatury!!!
~absolwentka 29-01-2007 23:08
oczywiscie bardzo goraco pozdrawiamy Pan Romana - fan club :***
~zawiedziony 30-01-2007 1:48
idac tym tropem, mozna napisac caly cykl artykowlo o kazdej szkole, kazdym wiekszym zakladzie itp.. porwonanie ego artykulu z artykulami o hirszbergu.. wypada zaenujaca.. :(:( jelonka sie opuszcza
~Maura 30-01-2007 10:00
Zawiedziony- nie zgadzam się z Tobą! Historia szkół- to historia miasta. Mnie się ten artykuł podoba tak samo jak inne w cyklu, chociaż jest o konkurencyjnym Żeromie.
~Do "byly" 30-01-2007 14:46
Ta hece z nekrologami doskonale pamietam(nawet znam sprawcow).S.szalal po szkole niczym demon zniszczenia.Prof.Z.z
~Sorry,cos mi sie nakliknelo.... 30-01-2007 15:10
...i nie moglam dokonczyc komentarza(do "byly").Prof.Z.z biologii nazywalismy "Tabaza"-byla dosyc podstepna.Kto pamieta prof.K.,rowniez biologa,strasznie smieszny facet,zwlaszcza jego koszmarne "eksponaty",zanurzone w formalinie(posiadal noge konska wraz z kopytem) Prof.G.z historii pamietam rowniez - dziwolag,jego pasja byly czasy napoleonskie,nauczyciel z pasja,bezlitosny dla ignorantow. Moim faworytem byl prof.S -dyr.i polonista w jednej osobie.Niesamowity charakter,zaangazowany do ostatka,swoim podejsciem do literatury "porywal"tlumy.Kazda lekcja z nim,kazdy temat byl dla nas niejako wyzwaniem.Podczas egz. wstepnych na studia bylam zapytana o mojego poloniste,poniewaz moja wiedza na temat literatury(wg.egzaminatora)byla wiecej niz wyczerpujaca -p.Adolfie,jest pan jedyny w swoim rodzaju,nauczyciel takiego formatu to rzadkosc.Dziekuje panu,profesorze,na ten tytul zasluguje pan w pelni.
~Nauczyciel fizyki S.... 30-01-2007 15:58
...mial zwyczj wpadac do meskich ubikacji i kopniakami wyrzucac z nich niefortunnych palaczy.Ze wzgledu na niski wzrost mial takze male stopy,czasami pozyczal od nas tenisowki chcac pograc sobie w "noge".Byl bardzo zlosliwy i raczej nielubiany (przynajmniej w mojej klasie).Historia z nekrologami jest prawdziwa(znam sprawcow zamieszania)i jakkolwiek moze wydac sie niektorym niesmaczna,Napoleon w pelni sobie na ten makabryczny zart zasluzyl.
~Pani "Lodzia" 30-01-2007 16:30
...nie uznawala historii podrecznikowej - preferowala tylko i wylacznie swoje notatki.Kto nie notowal na jej lekcjach,powiekszal "grono stracencow".Zawsze pekalysmy ze smiechu,kiedy uzywala wyrazu"expose",akcentujac "o".Zgadza sie rowniez i to,ze miala swoich ulubiencow - reszte traktowala "po macoszemu".
~Nauczyciel historii G... 30-01-2007 16:59
...to ciekawa postac.Doglebna wiedza tego czlowieka wzbudzala szacunek wsrod uczniow,jego skrajne poglady natomiast...zrujnowaly moja kurtke(katane?!).W latach 80-tych do super-popularnych nalezaly militarne bluzy w kolorze khaki,obszyte na wszelkie mozliwe sposoby kolorowymi baretkami.Mialam taka bluze na jego lekcji.G.przygladal mi sie dobra chwile,otworzyl szuflade swojego biurka,wyciagnal stamtad nozyczki,podal mi je i powiedzial-cyt"Nosisz baretki,o ktorych symbolice nie masz pojecia,nie zasluzylas na nie,wypruj je w tej chwili.Nie mialam wyjscia,a bluze wyrzucilam zaraz po jego zajeciach.
~Czy ktos pamieta... 30-01-2007 18:51
...terroryste matematycznego,pana P.?Facet mial bardzo sadystyczne poczucie humoru,swoje ofiary wybieral"przypadkowo"uderzajac dlugopisem w dziennik.W czyje nazwisko trafil,delikwent wzywany byl do tablicy,maltretowany bardzo wyczerpujaco,a maltretacji towarzyszyly zawsze docinki "Potola'natury osobistej.Najwyzsza ocene,jaka u niego uzyskalam bylo"3+"- ten "+",jak zwykl zawsze podkreslac,byl dowodem uznania,ze humanista,najbardziej nielogicznie myslaca (czyt,bezrozumna)istota,cos tam jednak potrafi.Lubilam go jednak,byl jednym z nas,byl czescia "Zeroma".
~KOF 2-02-2007 22:17
Norwid to ostoja socrealizmu ( tego z przed 89r) Nauczyciele żrą się między sobą , dziękuje bogu że po I-szym półroczu pierwszej klasy opusciłem mury Norwida . W szkole było pełno pacyfistów , satanistów i dośc cudacznie ubranych osób . Nauczyciele z udziwnianymi fryzurami - cieszący się z (dosłownie) udupiania uczniów .
~07 6-02-2007 2:24
a może coś o mechaniku?
~do KOF 8-02-2007 17:59
Jeżeli Twoją uwagę zwracali tylko dziwni uczniowie i nauczyciele, to przysłużyłeś się temu miejscu opuszczając je szybko!!! A i tak o jedno półrocze za późno!!!
~pyśka 14-02-2007 10:06
A kto pamięta "boskiego" Heliodora R. Uczył "niemca" w latach 70-tych ub. wieku.
~:P 15-02-2007 23:06
brakuje w tym panteonie wciąż uczącego profesora od matematyki, który nie znosi klas europejskich :D p.s. panu fizykowi S. wnieśli raz malucha aż pod same drzwi do szkoły podobno :P
~LesKow@zgora.dialog.net.pl 17-02-2007 17:48
Do wspomnień"Przeszłości wyrywki". Też miałem "to szczęście mieszkać w obstawie "TRUSKAWY i MAłEGO PIOTRA"/kumple/,zawsze szli za mną do szkoły,jednak najważniwejsza była ostatnia prosta i schody na drugie piętro była z reguły moja, nie mieli szans ,ale czasami były też wpadki.Mało kto wspomina zastępcę "DYRY"HERMUT pseudo ". ERMUT".fajny był też KURZAJA/ANTOS/,może ktoś pamięta te lata 1964 -1968.
~pckloss 19-02-2007 10:18
...to ciekawa postać. Dogłebna wiedza tego człowieka wzbudzała szacunek...(koniec cyt). Z mojego punktu widzenia jest to ciekawy pogląd... Nigdy nie fascynowałem się historią i profesorowi G. nie udało się zmienić mojego podejścia do tej kwestii w trakcie nauki w Żeromie (rocznik 1982-86). Przez 4 lata nauki historii u prof. G nie dowiedziałem się nic o Katyniu i tym podobnych kartach naszej historii (nawet cienia aluzji że z oficjalnym przekazem może być coś nie tak), a doskonale pamiętam wywody na temat wyższości radzieckiej myśli technicznej i samolotach Su (ileś tam) które bez problemu przedzierały się przez obronę p. lotniczą NATO!! Jednak szkole i kadrze nauczycielskiej oddaję pełny szacunek i wspominam ją z pełnym rozrzewnieniem!
~bywacz 20-02-2007 13:32
bywałem, nauczki pobierałem. Było wspaniale a wiela sportu. Każdy miejsce swoje znajdował, nikomu nie szkodzono. Pozdrowienia dla Antoniego K. wuefisty jak też był DYRCIM. Szkółka z kolorytem, ubarwiła moje życie. Ku pamięci. Inne nowe pokolenia co jest zrozumiałe. Wszystkim absolwentom - powodzenia i do zobaczenia na jakies rocznicy.
~absolwent 20-02-2007 18:28
ciekaw jestem czy uczy jeszcze Andrew zwany dalej "pozyczka", facet, ktory nigdy nie przeszkadzal w lekcji. Pogralem w siatke, ale zadnych uwag w trakcie meczu nie uslyszalem, nic z taktyki gry. Zbieral laury bo bylismy dobrzy... i te jego dresiki:)))) armani:) to byly czasy...:)
~LM z lat 1964-68 23-02-2007 18:45
Tekst mocno spłycony. Mało wspomnień o belfrach z lat 60-tych. A to wtedy właśnie wykluła sie prawdziwa potęga "Żeroma. Dzięki własnie wspomnianym profesorom takim jak : Sadaj,Szefer,Wójcik,Kozioł,Czerska,Chmurzyńscy,Dyduch,Dadaczyński i wielu innych pod wodzą dyrektor (niewspomnianej w tekście)Anny Gucmy i jej zastępcy Hermutowi był w szkole "reżim i dyscyplina" (fartuszki,tarcze,krótkie włosy itp)ale znakomita większośc abiturientów dostawała się na wybrane kierunki na wyzszych studiach a szkoła była uznanym ogólniakiem w Polsce a napewno na Dolnym Śląsku . Pozdrawiam wszystkich Żeromszczaków L.M.
~dorobach@aol.com 28-02-2007 7:21
Dzieki za wspanialy artykol!Moze ktos jest w sieci z lat 1954-58?Moze ktos mnie zna -Dorota Smieszkol?Pozdrowienia dla wszystkich z Zeroma!
~Agniesz 28-02-2007 22:09
Co do dyr Dziubka i długich przemówień - niezapomnianych, mógłby tu się znaleźć równie niezapomniany tekst uczniowski "bijcie brawo, może skończy":) Szkoła jeszcze w końcówce lat 90-tych była nadal klimatyczna, "elitarna". Teraz bazuje już tylko na opinii. Odkąd jest gimnazjum to już nie to samo niestety... pozdrawiam.
~Wiesław Tomera 1963-67 2-03-2007 15:50
Faktycznie zbyt mało miejsca poświęcono czasom największej świetności Żeroma jakimi była połowa lat 60-tych . O profesorach ; Szeferze , Sadaju , Folkierskim , Chmurzyńskich , Dyduchu ,Felczaku czy dyrektor Gucmie można napisać książkę. Mam nadzieję ,że znajdę kiedyś czas na napisanie przynajmniej wspominkowych opowiadań. Serdecznie pozdrawiam wszystkich wychowanków Żeroma , do zobaczenia na zjeździe z okazji 65-lecia szkoły w roku 2010 !!!
~cichy 2-03-2007 20:57
chcialem tylko zwrocic uwage ze profesorowie Cemerys i Dziubek przyszli do Zeroma z Zespolu Szkol Elektronicznych jak to sie szumnie nazywalo a prosciej z wczesniejszej lacznosci na Zlotniczej. Tam pan Dziubek tez "turlajac, sie swoim krokiem" uczyl fizyki zreszta ze swoja zona. A pan Cemerys to uczyl matematyki i lubil mawiac "siadaj dobrze dostateczny" pozatym dopuki nie wstawil sobie nowej jedynki bywalo ze "spryskal ucznia przy swojej wymowie". Pamietam jego mine, choc to juz 33 lata, kiedy wszedl do klasy i ktos powiedzial "patrzcie blotniki sobie wstawil" no i ten usmiech. Ten pan mial wybitna slabosc do blondynki, Basi P. Choc z matmy bylem slaby to jednak cos mnie nauczyl i zawsze wspomne. A skoro jest okazja to pozdrawiam tamtejsze "Lycum " 1973-77
~uczennica Żeroma 4-03-2007 13:37
Rzeczywiście, kiedy się to czyta jest śmiesznie. Ale zapewniam, że i teraz są z nauczycielami niezłe cyrki! Ale nie należy o tym pisać...;) może za jakieś 20 lat się cosik napisze o obecnych "kosach z Żeroma"...:)
~waldax 7-03-2007 11:47
Oj, pamiętam ja ci pamiętam Panią Nellę H. ... Cała meska część klasy pamięta :( Co rok startowaliśmy z rosyjskiego w barażach do następnej klasy. Kupa innych fajnych i mniej fajnych wspomnień łączy się z Żeromem... Z perspektywy czasu fajna to była szkółka... Co do obecnego dyrektora to ze swoich czasów pamiętam, że nosił ksywę "Ogryzek" :)) Nie pytajcie dlaczego... :))) Pozdrawiam
~LesKow@zgora.dialog.net.pl 11-03-2007 17:59
Do LM z lat 1964-1968 ,a może byśmy się spotkali w 2008 roku,to będzie Nasza 40 rocznica .Zorganizujmy się,jestem gotów ,a Wy,może być wspaniale,mamy trochę czasu,Czekam na odzew.Mój adfres j/w.
~Matematyka 21-03-2007 17:01
Oj, pamiętam prof. P od matematyki. Na jego lekcjach nazywana byłam "geniuszem", co znaczyło, że umiem na mniej niż dwa. Czasami przechodził do określenia "fenomen", co definiowało znajomość przedmiotu poniżej pojęcia 'geniusza". Zawsze z politowaniem patrzył na humanistów. Pamiętam też też horrorystyczny ruch ręki trzymającej długopis nad dziennikiem... Zgroza. Ale mimo wszystko wspominam tego człowieka bardzo ciepło z sentymentem. Czego niestety nie mogę powiedzieć o jednej z rusycystej, której imienia nie pamiętam (pani K.). To była zaraza, jakich mało. Oby nigdy więcej takich belfrów. Pochodziła z Białorusi i za wszelką cenę chciała z nas zrobić pionierów. Artykuł świetny. Pozdrawiam Żeromszczaków.
~jdavila@eapatten.com 21-03-2007 17:29
Bardzo dobry artykul . Jak czytalam o Barbarz I to chcialom sie smiac bo to prawda chociaz ja nie mialam z nia problemu ale te jej buty to mi sie przypomnialy . Czy ktos pamieta Susan uczyla angielskiego w latach 1976-1979 . Pozdrowienia dla absolwentow 1976-1980 . J
~ewa 22-03-2007 16:46
Byłam uczennicą "Zeroma" w latach 1963-1967, wspominam ten czas bardzo miło, wychowawczynią naszej klasy była Pani prof. Alfreda Dziedzi zwana "krepkiną", super nauczycielka j.rosyjskiego, fizyka - H.Wójcik, matematyka - p.Mierzwa, polskiego uczyła p.Irena Ożóg-Kunicka, nie pamiętam pozostałych profesorów.Było super fajnie.
~Maniek1 26-11-2015 19:36
"Antek" od imienia Kurzyński później dyrektor, "Stefa" również od imienia Kozłowska, nauczycielka geografii, nauczyciele z reguły przezwisk nie mieli, w każdej klasie nazywano ich inaczej ,natomiast mieli swoje zagrania a to jeden wymierzał sprawiedliwość po zakończonym wtedy okresie, dziecięcą zabawką trzepaczką na cztery litery w zależności od ilości dwój, inny wypraszając z lekcji do końca roku szkolnego itp. Ogólnie dobra szkoła, ze swoistą atmosferą i specyfiką i w czasie kiedy byłem uczniem i absolwentem (70-74)o dużej sprawności nauczania mierzonej ilością przyjętych na studia.
~Tomek 1 2-08-2016 14:04
Historia z "maluchem" Fizyka S. jest prawdziwa :). W 1980 razem z moimi kolegami Jackiem T. Mieczysławem M. oraz niestety śp. Dariuszem P. przenieśliśmy to autko tylko nie pod wejście ale między dwa drzewa :)
~Do Tomek1 !! 8-10-2017 20:57
heheh historia z maluchem , mój ojciec mi ostatnio opowiadał jak to dokładnie było , pozdrowienia od ojca !!
~SKF 2-04-2018 15:10
Dziubek zawsze zaczynał przemówienie słowami:"Jestem szczerze wzruszony..." I posyłał nam zniewalający uśmiech

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Koniec tramwajów w Jeleniej Górze?

Rok niespełnionych obietnic

O prawosławiu w Jeleniej Górze

Młodzi przeciw zmianom klimatycznym

Rozrywki tu nie będzie, powstanie market

Sonda

Czy coraz więcej przepowiedni o zbliżającym się końcu świata należy traktować poważnie?

Oddanych
głosów
861
Tak
22%
Nie
70%
Nie wiem
8%