MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Banda czterech produkowała „białą śmierć”

Wiadomości: Region Jeleniogórski
Środa, 11 czerwca 2008, 15:42
Aktualizacja: 15:43
Autor: TEJO
Fot. KWP
Dwóch Polaków, Czech i Niemiec wpadli w ręce policjantów z CBŚ, którzy zaskoczyli ich w nielegalnym laboratorium przy produkcji metamfetaminy. Zabezpieczona ilość substancji starczyłaby na dwa kilogramy gotowego środka odurzającego. Nie trafił do dystrybucji. Mężczyznom grozi kara nawet do 15 lat więzienia.

Do akcji policji doszło w powiecie lwóweckim. Funkcjonariusze przerwali proces produkcji na etapie uzyskiwania ze środków farmakologicznych substancji, która po poddaniu kolejnym reakcjom chemicznym dawała silnie uzależniający koncentrat amfetaminy o nazwie PIKO.

Z zabezpieczonej ilości uzyskanej substancji można było wyprodukować około 2 kilogramów gotowego narkotyku. Urządzenia i środki chemiczne znajdujące się w laboratorium wskazują na przygotowanie do produkcji na dużą skalę, jednak policjanci zlikwidowali laboratorium, zanim przestępcy zdążyli wyprodukować narkotyki przeznaczone do dystrybucji.

Początkowo narkotyk produkowany był w Czechach. Potem przemycano go przez Polskę do Niemiec. PIKO w hurtowych ilościach trafiało również do Włoch.

– To kolejni już członkowie zorganizowanej grupy przestępczej zatrzymani przez policjantów Centralnego Biura Śledczego w sprawie prowadzonej od 2006 roku. Międzynarodowa, zorganizowana grupa przestępcza, oprócz produkcji metamfetaminy, zajmowała się również przemytem kokainy z krajów Ameryki Południowej do Polski, a następnie wprowadzaniem jej do obrotu na terenie kraju – poinformowała policja.

– Taki właśnie, duży transport kokainy dolnośląscy policjanci przechwycili w porcie w Gdyni. W kontenerze znaleźli blisko 3,5 kilograma tego narkotyku o wartości blisko 700 tysięcy zł., ukrytego w profilach krzeseł. Dzięki temu zlikwidowali jednocześnie kanał przemytniczy – wyjaśnia kom. Paweł Petrykowski z KWP we Wrocławiu.

W wyniku kilku wcześniejszych realizacji policjanci zatrzymali już kilkunastu członków tej grupy, w tym organizatorów przestępczego procederu, kurierów, dealerów. Zatrzymania miały miejsce na terenie województwa dolnośląskiego i łódzkiego. Ponadto funkcjonariusze przechwycili blisko 1,2 kilograma metamfetaminy.

Cała czwórka złapana pod Lwówkiem została już tymczasowo aresztowana. Teraz, w zależności od udziału w przestępczym procederze, grozi im kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Ogłoszenia

Czytaj również

Powstaje kolejny market na Zabobrzu

Nad Śnieżnymi Kotłami

Mundurowi u dzieci

Komentarze (13) Dodaj komentarz

~cdi 11-06-2008 16:49
Chodzi o sól?
HankaOdRumcajsa 11-06-2008 17:26
ja bym im kazała to teraz wszystko zjeść skoro to takie "dobre"
~_rymcycymcy___ 11-06-2008 17:36
No proszę jaka międzynarodowa obsada :))) Kiedyś większość kawałów rozpoczynała się od "Polak, Rusek i Niemiec..."
~Mamy Europę ! 11-06-2008 18:31
No to współpraca w euroregionie "Nysa" kwitnie. Ludzkość potrafi się dogadać mimo różnic kulturowych. I o to chodzi i o to chodzi !
piipi 11-06-2008 19:29
...do tej Bandy z Europy jeszcze troche "czlonkow" brakuje,bo taka np.flaga europejska ma 12 gwiazdek !!.
~xxx 11-06-2008 22:06
łapy poucinać skur.... PIKO to największy syf gorszy nawet od HEROINY ludzie nie bierzcie tego gówna
~prof. Kwiczoł 12-06-2008 6:09
Co wam powiem, to wam powiem, ale wam powiem. W rzetelność swego czasu reklamowego sloganu mówiącego, że "cukier krzepi", wierzą już tylko dzieci. Zarówno producenci słodkiej rafinady jak i "naukowcy" upowszechniający tę bajeczkę doskonale wiedzą, że w pełni zasługuje ona na swój przydomek: "biała śmierć". Coraz więcej osób ma świadomość spustoszenia, jakie czyni cukier w organizmie okradanym z niezbędnych do życia i prawidłowego funkcjonowania witamin z grupy B oraz mikroelementów takich jak magnez, wapń czy cynk. Rzeczone składniki są niezbędne m. in. do przyswajania i pozyskiwania energii z węglowodanów; warzywa, owoce i produkty z pełnej - czyli razowej - mąki zawierają je często nawet w nadmiarze, natomiast substancje "oczyszczone" z nich takie jak rafinowany cukier czy biała mąka nie tylko nie dostarczają ich, ale wręcz odbierają je organizmowi, często prowadząc w ten sposób do ich niedoborów. Konsekwencje w postaci np.: infekcji, próchnicy, osteoporozy, cukrzycy, miażdżycy, hipoglikemii, senności, rozkojarzenia czy - dla odmiany - nadmiernej pobudliwości u małych dzieci są nazbyt często spotykane, aby je ignorować. Podobnie - jakkolwiek łagodniej - działają na nasz organizm skoncentrowane cukry zawarte w miodzie, słodach zbożowych oraz syropach roślinnych. Nadpobudliwość dzieci jest szczególnym utrapieniem wielu rodziców. Jej przyczyn jest wiele. Jedną z nich jest wspomniane okradanie organizmu przez cukier z witamin z grupy B, które są określane jako "antynerwowe", gdyż zauważono, że ich niedobór powoduje upośledzenie funkcjonowania układu nerwowego. Podobnie wpływają na ten system drożdżaki nadmiernie rozrośnięte w naszych jelitach, które ostatnio zaczęły być rozpoznawane jako przyczyna wielu schorzeń, a które - dla odmiany - bardzo chętnie rozwijają się na cukrze. Wie o tym każda gospodyni, która choć raz robiła ciasto drożdżowe. Inną przyczyną nadpobudliwości u dzieci jest również już wspomniana hipoglikemia, czyli paradoksalny niedobór glukozy we krwi spowodowany... nadmiernym spożyciem cukru. Glukoza - pochodząca m. in. z rozkładu białego cukru - jest jedyną "odżywką" naszego mózgu. Wyjaśnienie wyżej wzmiankowanego paradoksu zajęłoby sporo miejsca, na razie więc na tym poprzestaniemy. Z powyższych względów coraz więcej konsumentów - świadomych pokuty za grzech nadmiernej osłody życia - skreśla cukier ze swojego jadłospisu. Wtedy pojawia się pytanie: "Co w zamian"?. Owoce wielu osobom nie wystarczają. Słodycze robione na bazie miodu czy słodów z ryżu lub pszenicy ewentualnie klonowych albo daktylowych syropów tylko trochę łagodzą i opóźniają z grubsza te same konsekwencje; poza tym są mniej "uniwersalne" i nie da się zrobić z ich użyciem tak dużo słodkich różności jak z cukrem. Sięganie po słodziki syntetyczne - np. silnie toksyczny aspartam - to jeden z najgorszych wyborów, jakich można dokonać. Czym więc słodzić? - rozpaczliwie zawołają w tym momencie niewolnicy słodkiego nałogu. Najlepiej byłoby w ogóle nie słodzić i zdać się na mądrość natury, która już sama odpowiednio posłodziła wszystko, co miało być słodkie. Radzić jest łatwo, ale korzystać z takiej rady... Sam wiem coś o tym i dlatego bardzo zaskoczyła mnie - ale i uradowała - wiadomość, którą otrzymałem jakiś czas temu. Otóż jest na rynku produkt o nazwie KSYLITOL - naturalny słodzik, którego barwa, konsystencja i smak przypominają cukier, ale używanie przynosi zupełnie odwrotne skutki. Jest to tzw. alkohol cukrowy, występujący m. in. w wielu roślinach. Sporo jest go w brzozach i dlatego z tych drzew jest on najczęściej uzyskiwany. Ksylitol w małych ilościach jest też wytwarzany w jelitach człowieka jako produkt fermentacji części błonnika z warzyw, owoców i pełnych zbóż. Z tego wniosek, że nasz organizm trawi tę substancję, ale ilość produkowanych w tym celu enzymów może okazać się zbyt mała, aby od razu poradzić sobie z jej dużą dawką podawaną z zewnątrz. Dlatego spożywanie ksylitolu należy rozpocząć od małych porcji - takich dosłownie na czubek łyżeczki. Docelowo zaleca się do 15 g ksylitolu dziennie (ok. 3 - 4 łyżeczek). Okres przyzwyczajania jest odmienny dla różnych osób. Trzeba po prostu kierować się własnym rozsądkiem, obserwując reakcje organizmu. Przewód pokarmowy nie przywykły do większych ilości może zareagować lekkim rozstrojem - i to jest w zasadzie największa wada ksylitolu, co w obliczu zalet stanowi drobnostkę. Długa LISTA KORZYŚCI ZDROWOTNYCH sprawia, że traktowanie go wyłącznie jako słodzika byłoby pomniejszaniem ogromnej większości jego walorów. W cząsteczce ksylitolu jest 5 atomów węgla i m. in. to sprawia, że nie fermentuje on w przewodzie pokarmowym - w przeciwieństwie do cukrów takich jak: glukoza, fruktoza, sacharoza i laktoza. W organizmie przetwarza się powoli, z minimalnym udziałem insuliny, co skutkuje ponad czternastokrotnie niższym indeksem glikemiczny od cukru - jest więc bardzo bezpieczny dla diabetyków. Na dodatek ma prawie dwa razy mniej kalorii niż cukier. Reguluje gospodarkę mikroelementami - m. in. przywraca właściwą konsystencję kości, zwiększając przyswajanie wapnia, polecany jest więc osobom zagrożonym i dotkniętym osteoporozą. Działając antybakteryjnie, zwiększa odporność organizmu i jest w stanie likwidować drobne ubytki próchnicze, a jednocześnie przywracając właściwe pH śliny, goi zapalenie dziąseł i ozębnej. W tym celu wskazane jest spożywanie samego ksylitolu. Rozpuściwszy go w ślinie, warto przed przełknięciem przepłukać jamę ustną takim roztworem - nawet po umyciu zębów. Jest skutecznym środkiem przeciwko szkodliwym bakteriom jelit - np. Helicobacter pylori, którą "oskarża się" m. in. o wywoływanie owrzodzenia żołądka. Zaleca się też sporządzanie - na bazie np. osiągalnej w aptekach soli fizjologicznej - ksylitolowego aerozolu do nosa; jego aplikowanie skutkuje zatrzymaniem rozwoju bakterii powodujących zapalenie ucha środkowego (częsta przypadłość małych dzieci karmionych krowim mlekiem) oraz zmniejsza występowanie alergii, astmy i infekcji zatok. Ksylitol ogranicza rozwój pleśni i drożdżaków - np. Candida albicans - w przewodzie pokarmowym. Przez osoby, które zechcą upiec ciasto drożdżowe słodzone ksylitolem, ta ostatnia zaleta może zostać odebrana jako ujma - aczkolwiek zadziwia SKROMNA ILOŚĆ WAD sygnalizowanych nawet we wszelkich rozprawach naukowych. Otóż nie ma szans, aby na jego podłożu wyrosły grzyby. Rekompensatą owej "skazy" jest to, że ten trudny do przecenienia, drobnokrystaliczny proszek zmniejsza łaknienie cukru. Zresztą "biała śmierć" będzie zupełnie zbyteczna dla osoby, której organizm łatwo przywyknie do większych ilości ksylitolu, fińscy naukowcy (Finlandia jest jego największym producentem w Europie) utrzymują, że docelowo wskazane jest spożywanie nawet do 40 g ksylitolu dziennie (8 - 10 łyżeczek). Odradza się podawanie ksylitolu małym dzieciom - nawet przez dwa do trzech pierwszych lat życia. Przewód pokarmowy małego człowieka mocno reaguje na każdą nowinkę dietetyczną, można więc wywołać więcej szkody - w postaci zaburzeń trawiennych - niż korzyści. Jeśli już koniecznie chce się pociechom osładzać pokarmy i herbatki ksylitolem, to należy dzieci długo do niego przyzwyczajać - zaczynając od kilku kryształków dziennie. Poza tym... życzymy smacznego i - co najważniejsze - zdrowego. Bądź co bądź święta tuż tuż - a to spore pole do popisu. Ile wymyśliłem, tyle zakwiczyłem...
~~do xxx 12-06-2008 6:19
A co ty jesteś kiperem że się tak znasz na narkotykach ?
~czarna śmierć 12-06-2008 7:43
Jakie sa trzy białe śmierci? 1. Cukier 2. Sól 3. Lekarz pierwszego kontaktu. I niekoniecznie w tej kolejności
~do prof. Kwiczoł 12-06-2008 8:12
Kolega chyba jest dystrybutorem tego niby cudownego środka. Pewnie należy do grypy ostro działajacej na rynku i naciągającej ludzi na tzw. suplementację. Nazwę firmy pominę z przyczyn oczywistych, ale pewnie chodzi o tę samą , która stosuje tzw. marketing bezpośredni zachęca ludzi do pracy na jej rzecz, obiecując niebotyczne zarobki, a działąjacej na zasadzie PIRAMIDY, czyli zarabiają ci na wierzchołku a doły na nich pracują. Jednocześnie robią ludziom wodę z mózgu na tej samej zasadzie co inna głośna firma ( chyba juz nieistniejąca - a przynajmniej na rynku jeleniogórskim) stosująca ten sam styl marketingu, o której głośno było w TV. Chętnym na wysokie zarobki robi się najpierw pranie mógu a potem wysyła w teren aby naciągali ludzi na kupowanie ich produktów a jednocześnie tworzyli dół piramidy i dalej naciagali innych ludzi. Ogłoszeń tej firmy nie brakuje także na jelonka.com. Początkowo podpisywano ogłoszenia nazwą firmy lecz obecnie stosuje się coraz wymyslniejsze zabiegi aby zebrać grupę na spotkanie formacyjne. Na spotkaniu jak wyżej - pranie mózgu podając "przykłady" ludzi, którzy zbili fortunę na sprzedaży bezpośredniej, a następnie sprzedaż pakietu początkowego i w świat tworzyć kolejne grupy JELENI. Pozdrawiam prof. Kwiczoła alias Wel..s
~świadek 12-06-2008 11:09
widzialem jak chlopaki w kominiarkach jechali w trzech busach na akcje...pierwsza myśl to grupa przestępcza, druga to chlopaki jadą na mecz sie bić a trzecia CBS:)
piipi 12-06-2008 16:04
...~TAK..~Profesor Kwiczol ma racje,bo ksylitol to cudowne krysztalki z soku brzozy.~Cudowne drzewa daja nam tyle dobrej energii i wystarczy objac rekoma pien np.brzozy,a czolem dotknac kory,zamknac oczy i spokojnie oddychac.~Wystarczy 15 minut,aby pozytywna energia z drzewa przeszla na nas.~Sprobujcie,bo to jest cudowna sila..DAR Naszej Kochanej Natury !!.
~prof. Kwiczoł 12-06-2008 23:38
Co Wam dopowiem, to Wam dopowiem, ale Wam dopowiem. Najczęściej narkoman kojarzony jest z konotacją: używający narkotyku codziennie (oczywiście oprócz trawy), iniekcyjny, mieszkaniec dworca. I teoretycznie wszystko jest w porządku, bo jeśli nie ma niezwalczonej potrzeby brania to nie ma uzależnienia. Zamożny, dobrze ubrany młodzian, studiujący prawo czekający z utęsknieniem na sobotę, by "przypalić blachę", jest narkomanem, czy nie jest? Nie jest, bo pali co tydzień - odpowiadają ankietowani. Wydaje się raczej, że możliwość uzależnienia przypisywana jest przez młodzież, raczej ludziom ciemnym, nie znającym następstw używania narkotyków. Nasuwa się analogia z lekarstwami, są potrzebne, ale nieumiejętnie używane szkodzą. Do dobrego tonu należy w środowisku ankietowanych posiadanie wyrobionego poglądu na kwestie legalizacyjne, na temat dopuszczalności niektórych narkotyków do wolnego obrotu. Większość respondentów wie, że Holandia prowadzi liberalną politykę wobec tzw. narkotyków miękkich, i że to kraj coffee shopów. Ankietowani licealiści w znakomitej większości nie pochodzą z rodzin patologicznych, deklarują życzliwy stosunek do religii lub są praktykującymi wierzącymi. Boją się narkotyków i je zarazem akceptują. Zupełnie inaczej wygląda ta sama ankieta wypełniona przez osoby uzależnione. Osoby te pozbyły się w większości złudzeń co do kontrolowanego i świadomego ćpania. Narkotyki przez tę kategorię respondentów nie są traktowane "wsobnie", lecz jako element pewnej całości, element destrukcyjnego procesu i niebezpiecznego stylu życia. Staliśmy się krajem konsumentów narkotyków. Dotąd i tak nie było najgorzej z konsumpcją, ale Polska słynęła głównie jako producent amfetaminy. Tymczasem w ciągu ostatnich czterech lat, popyt na niektóre nielegalne środki odurzające wzrósł ponad dziesięciokrotnie. Badania przeprowadzone przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie wskazują, że około 23% uczniów stołecznych szkół ponadpodstawowych miało kontakt z amfetaminą, a ponad 8% z heroiną. Do tego dochodzi blisko 40% młodocianych mających za sobą doświadczenia z marihuaną. Wiemy, że niektórzy nie zechcą przywiązywać wagi do ostatniej liczby twierdząc, że "marihuana jest relatywnie niegroźna". Niemniej, jest ona nadal środkiem nielegalnym, a wspomniane 40% jest wskaźnikiem pewnej ogólnej tendencji, mówiącej, że w środowiskach młodzieżowych rozpowszechniło się i ciągle rośnie przyzwolenie na używanie nielegalnych narkotyków. Ale oczywiście podstawą do uznania jakiejś substancji narkotycznej za nielegalną jest jej szkodliwość zdrowotna i społeczna, a także kierujące ustawodawcą wartości. No i tu można toczyć spory. Po pierwsze, dlaczego alkohol i papierosy są w wolnym obrocie, a marihuana nie? Jakie wartości kierowały ustawodawcą, gdy wrzucał je do różnych worków? Co do szkodliwości, to biorąc pod uwagę same wypadki samochodowe alkohol wygrywa z marihuaną w cuglach. I zgadzamy się tu, że szkody społeczne spowodowane pijaństwem są wielkie, zwłaszcza w Polsce. Tyle, że usankcjonowanie przez państwa prawie nieograniczonej dostępności alkoholu, to jedynie przyklepanie pewnej starej jak świat tradycji, ale i zarazem wielowiekowego uwikłania człowieka w ten problem. Żadnej debaty nad legalizacją napojów alkoholowych nigdy nie było, ani żadnego referendum, a i z drugiej strony wprowadzić skutecznej prohibicji też się chyba nie da. Próba wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych prohibicji zrodziła jedynie mafię, które po przebranżowieniu działaj do dzisiaj. Innymi czynnikami utrudniającymi takie rozwiązanie są ogromne wpływy z akcyzy w państwowym budżecie, a także tysiące zatrudnionych w przemyśle spirytusowym osób, tysiące zatrudnionych w dystrybucji, którym w momencie delegalizacji alkoholu należałoby wypłacać odprawy i zasiłki dla bezrobotnych. Żadnego z krajów nie stać na pełną legalizację jakichkolwiek narkotyków, w tym marihuany. Tam gdzie jedynie częściowo to zrobiono (Holandia), rosną wskaźniki społecznego nieprzystosowania, nieumiejętności pełnienia ról społecznych np. ról rodzicielskich. Chociaż eksperyment holenderski uważamy na obecnym etapie za niezdrowy, to dla krajów realizujących ideę otwartego społeczeństwa jest on niezwykle istotny. Jest to papierek lakmusowy, doświadczenie w wypracowaniu właściwej strategii wobec narkotyków. Zapalenie trawy przez amsterdamskiego mieszczucha to jedynie chwilowe odejście od zasad, od uregulowanego i pracowitego trybu życia. Więc nie tylko o "samą w sobie" marihuanę tu chodzi, ale o postawę wobec zdrowia, kulturę, na którą nakłada się palenie. Zdrowy styl życia występuje w środowiskach ludzi zamożnych i wyedukowanych, natomiast prawie nie występuje tam, gdzie brakuje perspektyw dla ludzi młodych, brakuje bazy materialnej (stąd Holendrzy są zdrowsi od Polaków, Polacy zaś zdrowsi od Kenijczyków). Zdrowy styl życia, tj. całkowite odrzucenie środków psychoaktywnych w rodzaju alkoholu i papierosów to zjawisko rzadkie w naszym kraju. Najczęściej zauważamy je tam, gdzie jednostka poddana jest dużej kontroli środowiska w sferze obyczajów, np. u Świadków Jehowy. Zdrowo wyglądająca, liberalna i zamożna Kora Jackowska, gdy zapali skręta, to znajdzie wokół siebie naśladowców, ale mamy nadzieję, że środowisko w którym się obraca, jest równie jak ona dojrzałe i teoria eskalacji też się tu nie sprawdzi. Polski nastolatek, typowy blokers, sięgający po raz pierwszy po skręta, z reguły przewartościowuje wszystko czego go w domu nauczono lub powinno było nauczyć i znajdzie obok siebie dziesiątkę naśladowców. Już przy następnym joincie będzie jednak chciał wzmocnić doznania, a kolega, który miał doświadczenia z amfą albo brownem, pomoże je zrealizować. Odwrotne zdarzenie, gdy ten sam nastolatek po inicjacji heroinowej przyjdzie na imprezę do kolegów strunowców i opowie o swoich przeżyciach, zaraz znajdzie paru naśladowców. To banalne przykłady, ale jak już marihuana została wepchnięta w szufladę z napisem NARKOTYKI, to nie próbujmy na siłę zmieniać napisu na "CUKIERKI". Przynajmniej nie śpieszmy się z tym tak bardzo. To samo się zrobi, a my raczej ten proces hamujmy. Nie karmelkami na alkoholu inicjują najczęściej młodzi warszawiacy heroiniści, lecz właśnie trawą. Wystarczy ich o to zapytać. W środowiskach warszawskich, nastoletnich no future teoria eskalacji sprawdza się i tu nie mają zastosowania przykłady z życia holenderskiej klasy średniej. Przyczyną sięgania przez nich po narkotyk jest potrzeba wrażeń i potrzeba integracji z grupą, a nie party u szefa. W stolicy przyzwolenie na używanie narkotyków panuje już w środowiskach tradycyjnie dotąd narkomanom wrogich. Na "gitowskich" ulicach Pragi więcej w kieszeniach browna niż chusteczek do nosa. Prowincjusz, kiedy obejrzy film "Dzieciaki", nie może uwierzyć w to wszystko, co zobaczył. W Warszawie miałby podobne obrazki za oknem. Poradnia Rodzinna Monar w Warszawie prowadzi ankietę dla młodzieży badającą jej stosunek do narkotyków. Badania rozpoczęto w pierwszej połowie marca 1999 r. i jeszcze ich nie zakończono. Niemniej już teraz widać z nich wyraźne potwierdzenie wyników wspomnianego raportu IPiN. Widać również, że pewne elementy zachodnioeuropejskiego, nowego spojrzenia na narkotyki przeniknęły do Polski. Wyraża się to przede wszystkim w próbach "racjonalnego" i swobodnego ich traktowania przez nastolatków. Przygniatająca większość ankietowanych uważa, że palenie trawy czy sporadyczne wciąganie nosem amfetaminy nie czyni narkomana. Nie czyni nim również używanie ecstasy na dyskotece, ba nie czyni nim palenie raz na tydzień browna. Długo myślałem, to i długo kwiczałem.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Kandydaci PO

Ulica Tabaki nieco dłużej

W Jeleniej Górze może grzmieć i padać

PiS ujawnił listy kandydatów

Rusza budowa kanalizacji deszczowej

Sonda

Czy poprzez budżet obywatelski mieszkańcy powinni mieć coraz większy wpływ na miejskie inwestycje?

Oddanych
głosów
624
Tak
86%
Nie
9%
Nie mam zdania
4%