MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Bajeczna rozrywka po pracy. W teatrze

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Wtorek, 19 października 2010, 8:05
Aktualizacja: 8:55
Autor: Agrafka
Fot. Archiuwm
„Biznes” w reżyserii Jerzego Bończaka w wykonaniu stołecznego Teatru Bajka wystawiany gościnnie na deskach Teatru im. Norwida zaoferował jeleniogórskim widzom rozrywkę, czyli to, czego pragną po ciężkim dniu pracy.

Za treść przedstawienia „Biznes” (Business Affairs) w przekładzie Elżbiety Woźniak, opartego na farsowym schemacie tradycji angielskiej i napisanego z wyczuciem prawideł sceny, odpowiedzialny jest brytyjski duet scenarzystów - John T. Chapman i Jeremy Lloyd, spod ręki których wyszedł tekst, będący podstawą absurdalnego sitcomu wojennego BBC1 „Allo! Allo!”.

Fabuła jest niezwykle prosta. Rzecz ma miejsce w apartamencie londyńskiego hotelu z widokiem na Big Bena. Przy drinkach oraz towarzystwie pięknych pań, ma się spotkać czterech biznesmenów. Zafrasowany Stanley Bigley (Marcin Troński jako niezwykle wierny żonkoś, który w końcu ulega pokusie seksualnej) i niezgułowaty księgowy Norman Harris (Jerzy Bończak grając fajtłapę dominuje na scenie, gdy przemienia się w Casanovę pod wpływem alkoholu), dwaj przedsiębiorcy z Yorkshire chcą dobrze sprzedać podupadającą firmę przewozową. Znajdują kontrahentów w osobach dwóch biznesmenów-obcokrajowców: Kurta Hoffmana (Michał Milowicz bez nadmiaru w gestach nie ulega nadwyrazistości) z Niemiec i bawidamka Svena Uberga (Karol Strasburger łączy w sobie zawodowstwo z długowieczną wspaniałą aparycją sceniczną) ze Szwecji. Za sprzedaż 30 ciężarówek zaangażowane są duże pieniądze.

Wedle życzenia obcokrajowców-nabywców, angielscy właściciele firmy sprowadzają do wynajętego hotelu dwie panie z agencji towarzyskiej. Ale zanim pojawiają się damy do towarzystwa, do apartamentu przybywają całkiem niezapowiedzianie Hilda Bigley (Anna Korcz, która zastąpiła Elżbietę Zającównę) i Rose Harris (Magdlena Wójcik), czyli żony obu gospodarzy wieczoru. Chcą życzyć im szczęścia i przez pomyłkę zostają wzięte za panie na telefon. Od tej chwili zaczynają się przebieranki i slapstikowe spiętrzenia zdarzeń.

Żony zdążające do wielce zaskakującego happy endu w rezultacie odkrywają w sobie pokłady seksapilu, pozwalają sobie na udawanie pań lekkich obyczajów i przemieniają się z układnych, choć znudzonych już małżeństwem kur domowych w nieco nieporadne wampy. A że przyzwyczaiły się do wygodnego życia i zależy im na sprzedaży upadającej firmy, mając szansę wpłynąć na kontrahentów, chętnie z tego korzystają i spełniają swe fantazje erotyczne. Ich mężowie natomiast są świadkami tego upadku moralnego. Tymczasem do hotelu docierają spóźnione prawdziwe panienki z agencji towarzyskiej: blondwłosa Valerie (subtelnie i z pełną gracją zagrana przez Julię Kołakowską) i brunetka Sabrina (ponętna Andżelika Piechowiak paraduje w czerwonym lateksowym kombinezonie i czarnych kozakach z pejczem), które wciągają do zabawy również zdesperowanych sprzedawców.

„Biznes” posługuje się prawie wyłącznie komizmem sytuacyjnym i błazeńskimi przejaskrawieniami. Spektakl utrzymany w zawrotnym tempie, pełen zbiegów okoliczności i nieprawdopodobnych powikłań, kroczy w końcu do logicznego finału.

Na szczęście Jerzemu Bończakowi przy realizacji farsowej opowiastki połączonej z erotyczną anegdotą udało się ustrzec frywolności i trywialności. I nie ma tu miejsca na wulgaryzm i zbędną dosłowność. Są za to subtelne językowe żarty i zaskakujące pointy. Bo rzeczywiście pomysłów na miny i gesty jest tutaj sporo i są to pomysły bardzo trafione. Portrety bohaterów narysowane lekką kreską zostały świetnie zilustrowane przez grających aktorów, którzy obdarzyli swe postacie podwójną naturą.

Z pewnością osoby, które przyszły podziwiać pełne finezji kostiumy zaprojektowane przez Macieja Zienia nie były zawiedzone. We wpasowanej w klimat, oszczędnej, ale wyczerpującej scenografii Marka Chowańca i muzyką Małgorzaty Małaszko-Stasiewicz, „Biznes”, choć nie przystaje do naszej rzeczywistości, pozwolił widzom na chwilę zapomnieć o troskach dnia codziennego i poświęcić tylko sobie te kilkadziesiąt minut śmiechu.

Ogłoszenia

Czytaj również

Seniorzy świętowali

Poranek rodzinny w „Muflonie” po marynarsku

Kto do Sejmu? (aktualizacja)

Komentarze (10) Dodaj komentarz

~Marianwk 19-10-2010 8:20
Nie doceniłem jednak Pani redaktor, która pojawiła się na spektaklu, chociaż słowo "spektakl" to chyba trochę za bardzo powiedziane w tym wypadku. Poziom aktorski Milowicza i Strasburgera pozostawia bardzo wiele do życzenia. Spektakl ratował Troński i chwilami Bończak. Ogólnie jestem zniesmaczony poziomem sztuki, wykonawstwem i jeleniogórską publiką, klaszczącą nie wiedzieć komu i czemu.
~Marianwk 19-10-2010 8:31
No i mamy redakcyjną wpadkę - pani "redaktor" jednak chyba się nie pojawiła osobiście na spektaklu, o czym świadczy cytat z tekstu powyżej - "do apartamentu przybywają całkiem niezapowiedzianie Hilda Bigley (Elżbieta Zającówna ma komediowe zacięcie)" No - to jak wczoraj wystąpiła tam Zającówna, to ja jestem perskim szachem. :)
~sowa 19-10-2010 8:52
To byla fantastycznie bajeczna rozrywka.Calemu zespolowi dziekuje za bajkowe spotkanie , a moim bajkowym marzeniem to ponowne spotkanie Was na deskach w naszym jeleniogorskim teatrze . Panie Jerzy Bonczak to bylo wszystko perelkowo fntastyczne, mam tylko cicha nadzieje ze wszyscy wspaniali dzentelmeni zaczna nosic zielone bokserki.Dziekuje wszystkim za wszystko.
~sowa 19-10-2010 9:03
To byla fantastycznie bajeczna rozrywka.Calemu zespolowi dziekuje za bajkowe spotkanie , a moim bajkowym marzeniem to ponowne spotkanie Was na deskach w naszym jeleniogorskim teatrze . Panie Jerzy Bonczak to bylo wszystko perelkowo fntastyczne, mam tylko cicha nadzieje ze wszyscy wspaniali dzentelmeni zaczna nosic zielone bokserki.Dziekuje wszystkim za wszystko.
~Wierny tylko 19-10-2010 9:57
do Mariana wk; Może nie perskim szachem, lecz urodzonym w Polsce 27-letnim australijskim terrierem.
~Marianwk 19-10-2010 10:00
Nauka nie poszła w las - redakcja zmieniła pomyłkę w powyższym tekście.
~ 19-10-2010 10:09
Do Mariana wk; Nie, pan Nauka nie poszedł w las, lecz w inne lux miejsce. Teraz chyba jest sztuka, bo w teatrze była za jego czasów nauka.
~nat 19-10-2010 10:28
objazdowy cyrk+miałki humor=dwie godziny zmarnowane
~Marianwk 19-10-2010 10:39
co tam czas, ale 70 zeta poszło się huśtać niestety...
~ 19-10-2010 14:52
Myślę, że na widok Andżeliki Piechowiak w lateksie na 15cm szpilach niejednemu panu zrobiło się gorąco. Spektakl był bardzo zabawny, chcielibyśmy częściej oglądać na deskach naszego teatru uznanych aktorów. Jerzy Bończak zagrał fantastycznie.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Powstaje taras widokowy na Szrenicy

Spór o edukację seksualną

Wybory: Zwycięstwo PiS

Wracają cietrzewie

Młodzi jazzmani walczą o Krokusa

Sonda

Dla piratów drogowych, jak w Estonii, zamiast mandatu godzinny postój. To dobry pomysł?

Oddanych
głosów
242
Tak
55%
Nie
38%
Nie wiem
7%