MenuZamknij

WIADOMOŚCI

SPORT

Agata Skowrońska – wychowanka z krwi i kości

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 24 września 2017, 9:04
Aktualizacja: 9:06
Autor: Przemek Kaczałko
Fot. Tomasz Raczyński
Mieszka w Siedlęcinie, ale Jelenia Góra jest istotną częścią jej życia. Agata Skowrońska – bo o niej mowa – już w wieku 10 lat rozpoczęła treningi piłki ręcznej w Szkole Podstawowej Nr 11, a niemal dokładnie rok temu (1 października 2016 r.) zaliczyła debiut w seniorskiej drużynie KPR–u Jelenia Góra w spotkaniu o punkty PGNiG Superligi.

Jeleniogórski szczypiorniak w całym kraju słynie z bardzo dobrej pracy z dziećmi i młodzieżą, grupy młodzieżowe od lat wiodą prym w rozgrywkach dolnośląskich, gdzie mają bardzo silną konkurencję, m.in. z Zagłębia Lubin, ale to jeleniogórzanki zazwyczaj zdobywają złote medale w naszym województwie, a w fazie centralnej również sobie bardzo dobrze radzą. W 2016 roku zdobyły brązowe medale Mistrzostw Polski – swoją cegięłkę w ten sukces włożyła także Agata Skowrońska, która jest doskonałym przykładem, że ciężka praca i poświęcenie na rzecz pasji – procentuje. W rozwoju kariery pomagali jej trenerzy: Marta Oreszczuk, Dariusz Jarosz, Krzysztof Szymków, Dilrabo Samadova, a w seniorskiej piłce Tomasz Konitz i Michał Pastuszko – obecny szkoleniowiec KPR-u. Utalentowana rozgrywająca żółto-niebieskich wiele zawdzięcza własnej pracowitości, ale też rodzicom. O tym i wielu innych aspektach Agata Skowrońska opowiedziała w wywiadzie dla naszego portalu, do którego lektury zachęcamy.

Przemek Kaczałko: Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką ręczną?
Agata Skowrońska: Zaczęłam przypadkowo. Zawsze chciałam trenować siatkówkę – to było moje marzenie. Zaczęłam chodzić na SKS-y w Szkole Podstawowej Nr 11, zapisywałam się na wszystkie zajęcia pozalekcyjne, bo chciałam znaleźć swoją drogę. Na początku były gry i zabawy z piłką i jak przyszło do zebrania, to okazało się, że to nie są SKS-y profilujące na siatkówkę, tylko na piłkę ręczną... i tak się zaczęło.
Marzyłaś o siatkówce, więc jak się przekonałaś do piłki ręcznej?
Postanowiłam spróbować - z treningu na treningi piłka ręczna podobała mi się coraz bardziej. Każdy trening był nowym doświadczeniem – robiłam to, co w tym momencie jest miłością mojego życia. Moja mama bardzo chciała, żebym grała na pianinie, ale ja przyszłam do domu i powiedziałam, że będę grała... w piłkę ręczną (uśmiech).
Autorytetem dla Ciebie są Twoi rodzice. Oni wspierali Cię od początku i nadal to robią...
Tak. Moi rodzice zawsze są ze mną na meczach, zawsze mnie wspierają. Mówią, że jakąkolwiek decyzję bym nie podjęła – zawsze będą mnie wspierać i tak jest do tej pory. Kiedyś miałam okres buntu i nie chciałam, żeby przychodzili na moje mecze, ale teraz nie wyobrażam sobie meczu bez nich – jeżdżą ze mną gdzie tylko mogą, a ja wiem, że zawsze ktoś na trybunach jest. Jak mi nie idzie to mnie zganią, ale zawsze są za mną i pomagają.
Twoim wzorem z parkietu jest reprezentantka Norwegii Nora Mork. Dlaczego?
Jest bardzo dynamiczną zawodniczką, też rozgrywającą. Potrafi świetnie rzucać – ma petardę w ręce i chciałabym się na niej wzorować.

Z moich (i nie tylko) obserwacji wynika, że w życiu codziennym jesteś bardzo grzeczna, kulturalna, a gdy wchodzisz na boisko - wychodzi z Ciebie diabeł – też tak czujesz?
Tak (uśmiech). W życiu prywatnym jestem bardzo poważna – wszystko muszę mieć poukładane, dopięte na ostatni guzik. Na co dzień na spontaniczność nie ma u mnie miejsca. Mam tak napięty grafik – szkoła (teraz matura), mecze , treningi, a na boisku to jest oderwanie od tego wszystkiego. Mogę się wyżyć, wybiegać – tak chyba odreagowuję to wszystko, co w życiu codziennym muszę mieć poukładane.
Nie każdy potrafi zorganizować sobie czas, żeby pogodzić treningi, naukę i życie prywatne. Ty dajesz radę... Nawet sędziujesz mecze.
To już przyzwyczajenie. Musiałam postanowić co jest dla mnie priorytetem. Postawiłam teraz na naukę, bo to się wiąże z moją przyszłością, a kariera jest na drugim miejscu, bo w razie kontuzji muszę mieć zawód, żeby w dorosłym życiu mieć się z czego utrzymać. Praktycznie całe swoje życie prywatne oddałam swojej pasji – piłce ręcznej.
Z Jeleniej Góry wywodzi się wiele wychowanek, które osiągały lub osiągają nadal sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej. Jesteś przykładem tego, że szkolenie młodzieży w naszym klubie daje efekty.
Gdyby szkolenie nie było na bardzo dobrym poziomie, nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Od samego początku jestem szkolona w tym klubie, nauczyłam się od podstaw piłki ręcznej. Każdy trener dołożył i dokłada cegiełkę do mojego rozwoju za co jestem ogromnie wdzięczna. Nie ma nic lepszego niż satysfakcja z postępów z rozwoju dla sportowca .
Zapewne pamiętasz swój pierwszy mecz w Superlidze. Niemal rok temu zadebiutowałaś przed jeleniogórską publicznością w meczu z ówczesnym mistrzem Polski – MKS Selgros Lublin. Jak to wspominasz?
To było dla mnie osiągnięcie celu, do którego dążyłam przez całą karierę. Byłam dumna, że tak wiele poświęciłam i w końcu jestem w miejscu, w którym zawsze chciałam być.
Cel osiągnięty, więc w kolejnym kroku musiałaś sobie podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej.
Tak. Jestem osobą, która cały czas sobie stawia poprzeczkę coraz wyżej. Nawet jak trenerzy mówią, że są ze mnie zadowoleni, to ja i tak wiem, że mogłam zrobić coś więcej, ale już taka jestem.

Jako drużyna macie bardzo duży potencjał, ale zdarza się, że przegrywacie mecze w głowach – tak jak w poprzednim sezonie z Kobierzycami. Na ile gra głowa, a ile pozostałe elementy handballowego rzemiosła?
Jesteśmy tylko ludźmi czasem niestety emocje biorą górę, wtedy im bardziej chcemy tym mniej wychodzi. Głowa ma dosyć duże znaczenie, ponieważ piłka ręczna jest sportem, w którym trzeba myśleć, przewidywać zachowania przeciwników, reagować na sytuacje spontanicznie wynikające w trakcie meczu.
W porównaniu do poprzednich sezonów, KPR tym razem bardzo dobrze wystartował w rozgrywkach Superligi. Jaka jest atmosfera w drużynie?
Jest bardzo dobra atmosfera, z meczu na mecz coraz lepiej się zgrywamy i dogadujemy się. Liczymy, że uda się spokojnie utrzymać i dołożymy ku temu wszelkich starań.
W piłce młodzieżowej byłaś już powoływana do reprezentacji Polski. Jaki masz sportowy cel w piłce seniorskiej?
W każdym meczu chcę pokazać, że zasługuję na miejsce w ekstraklasie. Oczywiście każdy sportowiec chciałby zagrać z orzełkiem na piersi, ale wiem, że na to potrzeba jeszcze kilka lat ciężkiej pracy na treningach i podczas meczów. Marzę też, żeby z KPR-em coś więcej osiągnąć – patrząc realnie stać nas na środek tabeli, tylko potrzebujemy czasu.
Twoją pozycją na boisku jest rozgrywająca, ale świetnie radzisz sobie też w obronie. Dajesz sobie radę z wieloma doświadczonymi zawodniczkami, agresywnie bronisz.
Cieszę się z każdej minuty, którą spędzam na boisku – czy w ataku, czy w obronie, bo wyciągam z tego doświadczenie, wnioski. Tak samo na treningach – trenuję z bardzo doświadczonymi zawodniczkami, które zawsze służą dobrą radą – okrzyczą, zmotywują. Grając w juniorkach wykorzystuję to, co się od nich nauczę i to owocuje.
Gdy rozpoczynałaś karierę jako dziewczynka, obserwowałaś jak w ekstraklasie grają Asia Załoga czy Sabina Kobzar. Teraz tworzysz z nimi jedną drużynę – jak to odbierasz?
Pamiętam jak byłam mała – patrzyłam jak grają seniorki i to był dla mnie taki wzór. Myślałam wtedy: też bym tak chciała. A teraz przychodzę – cześć/cześć, przybijamy sobie piątki, dążymy do jednego celu - to jest spełnienie marzeń, że mogę z nimi trenować i ogromna motywacja do działania.
Jesteś przykładem tego, że można w tym klubie przejść drogę od początkującej dziewczynki po najwyższą klasę rozgrywkową. Zachęciłabyś rodziców, żeby posyłali swoje dzieci na treningi do KPR-u?
Oczywiście. Każdy trener chce naszego rozwoju. Jeśli tylko dziecku się to spodoba to Trenerzy dokładają wszelkich starać, by rozwinąć potencjał drzemiący w nim.
Na koniec z pozoru banalne pytanie... Dlaczego warto trenować piłkę ręczną?
Piłka ręczna strasznie kształtuje charakter, pokazuje że nie wolno się poddawać nawet jak jest ciężko. Wśród ludzi wokół są zarówno krytycy, jak i ci, którzy pochwalą – to też bardzo kształtuje, bo trzeba wiedzieć, że po krytyce nie można się poddać, tylko iść dalej i udowodnić, że ma się umiejętności ,a gorsze momenty mogą się przytrafić każdemu. Teraz wiem, że jestem na tyle silna, że w życiu sobie poradzę, bo w życiu jest jak w piłce ręcznej – trzeba walczyć o swoje, bo nikt nam nic na tacy nie da.
Dziękuję za rozmowę.
Również dziękuję.

Ogłoszenia

Czytaj również

Co za dramaturgia!

"Na luzie jedną"

Będzie kręcone!

Komentarze (9) Dodaj komentarz

~Acdc 24-09-2017 13:29
Cały Siedlecin dumny z Agaty 💪👏😎
~Piłka ręczna 24-09-2017 17:05
proponuję by autor artykułu zainteresował się szkoleniem dzieci w KPR. Moim zdaniem takowego nie ma...20 lat w super lidze i jakie zaplecze wśród dzieci ? Powinniśmy mieć kilka takich grup wśród najmłodszych a jest tylko jeden wielki bałagan...zero myślenia o przyszłości....
~STACHU 24-09-2017 20:03
do 17,05 autor nie jest w temacie ,jest analfabeta w informacji 0 wychowankach, w ktorym klubie gra opiera na wychowankach w super lidze ,w kazdym klubie jest armia zaciezna a tu mlodziez z okolic ,jestes bardzo mlody lub do tylu idz na karki jak nie wiesz wiele o p,r lub wcale np baranowskie ,wypych ,gega ,kowalska ,konsur ,buklarewicz maczka 2 razy ,tylko co ty wiesz ,tyle co zjesz
~STACHU 24-09-2017 20:13
DO TEGO SAMEGO ADRESATA ile naszych bylo krolami strzelczyn , tu montech przegrywal po raz pierwszy od lat ,idz na czarnne tam reaktywuja sport ,moze tam twe dzieci sie rozwina ,,,,,, na pewno
~ 24-09-2017 20:19
A co Szymków miał do trenowania Agaty ????? Do "STACHA" Skoro jest tak dobrze jak piszesz to dlaczego KPR ma tak duże luki w naborze ??? Ostatni prawdziwy nabór to rocznik 2003/2004 Marty Oreszczuk a dalej już nic ......
~ 24-09-2017 20:36
piszesz chyba o warcabach wodnych ,lub szachach podwodnych
~nowak 24-09-2017 21:04
czy oreszczuk to twoja kolezanlka z domu nowak /?
~z Gdyni 24-09-2017 22:07
popieram acdc plus brawa dla p.Agaty i sukcesów życzymy z Trójmiasta
~chf 25-09-2017 20:42
Agata tak dalej. Wierzę że założysz koszulkę z białym orłem. Siedlęcin jest z Tobą.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Tu też świętowali

Wypadek przy baniakach  

O rozpadających się górach

Stoi kolej na Kopę

Studium na początek

Sonda

Wypalenie zawodowe należy uznać za chorobę?

Oddanych
głosów
858
Tak
64%
Nie
29%
Nie wiem
7%